Zwiastun dobrej nowiny

December 11, 2016 5:00 am

Zawsze potrzebny. Zawsze dobrze widziany. Tym bardziej, że łatwiej spotkać jego przeciwieństwo. Pełno go w rozmowach i pełno go w mediach i – stąd pewnie – łatwiej go spotkać w naszych wewnętrznych dialogach: „zapomniał”, „nie powiedział”, „nie zauważył”, itd., itp.

Gdy wchodzimy teraz w czas obdarowywania się prezentami na Boże Narodzenie, łatwiej nam przyjąć perspektywę daru z siebie. Z siebie, nie prezentu od siebie. Myślimy bowiem o drugiej osobie i o tym, co jej sprawi największą radość, co będzie dla drugiej osoby prezentem. Myślimy „drugą osobą”. I to o to chodzi w małżeństwie i w każdej relacji z drugim człowiekiem, która ma na celu dobro drugiej osoby.

Dziś kończymy Program 2, który poszerza naszą wyobraźnię rodzicielską i pokazuje, tłumaczy oraz buduje nowe strategie troski o małżeńską relację, żeby obdarować nasze dzieci najpiękniej, jak to możliwe.

Dziękuję wszystkim za trud zorganizowania i wspierania naszych Programów. Jak dobrze, że jesteście.

Z serdeczną pamięcią o każdym

ks. Jarosław

 

 

refleksja o północy

December 10, 2016 5:00 am

Wczoraj we Wrocławiu rozpoczął się Program 2: MY+RODZINA. Przebogaty w treść – poszerza relację małżeńską o relacje “rodzicielskie”: i względem naszych dzieci, i te relacje, które nas samych sytuują jako dzieci swoich rodziców. Dwa skrzydła tego Programu to “nasze domy”, w których się wychowaliśmy i “nasz dom”, który chcemy wspólnie zbudować. To patrzenie wstecz i ku przyszłości jest także wyrazem nadziei, jaką każdy Program niesie małżonkom: zawsze nowego początku, zawsze możliwości rozwoju.

Nie da się budować rodziny bez solidnego przerobienia w sobie nastawienia na bycie radosnym darem, nie zaś smutnym roszczeniowcem. Choć współczesność postanowiła zliczyć podejmowane wobec najbliższych dary. Według tej kalkulacji “posiadanie dziecka” kosztuje tyle i tyle, i opłaca się lub nie. To, co przy tej matematyce znika z horyzontu, to fakt, że dziecko jest darem, nie częścią dobytku. Gdy piszę te słowa, jest północ z piątku na sobotę i nasz prawie dwuletni synek dopiero zasnął. Coś go wytrąciło z rytmu, płakał i chciał się bawić, nie wiedząc już chyba do końca sam, jaka to pora doby. Wytłumaczenie mu, jak jest naprawdę i uspokojenie go zajęło naprawdę dużo czasu. Gdyby przyjąć, że dziecko jest czymś, co posiadamy w taki sam sposób jak rzeczy, należałoby się spodziewać, że będzie chodzić jak w zegarku. A jednak dzieci wychowywane tak, by chodziły jak w zegarku, nie rozpoznają własnych potrzeb, ponieważ nikt nigdy nie dawał posłuchu ich potrzebom wtedy, gdy kształtowało się ich małe człowieczeństwo. Dzieci nierozpoznane jako dar w swoich własnych rodzinach, potraktowane jak ciężar, niosą dalej w życie brzemię bycia kimś niepotrzebnym, nieważnym i niechcianym – bez względu na to, jak zmieniają się okoliczności wokół nich i jak same zamieniają się w dorosłych (i bardzo zranionych) ludzi.

Gdy rozpoznaję w naszym dziecku dar (który zaprosiliśmy do naszego życia, ale Kto inny nam je podarował), dopiero mogę stawać się dla niego tym samym: darem. Nie powiem mu, że zawraca mi głowę, że przez niego nie śpię. Spotykamy się w tajemnicy dawania i przyjmowania; co najważniejsze, w tajemnicy przyjmowania drugiego człowieka takim, jakim jest. Pokazuję mu, że świat jest bezpieczny, a dorośli wokół niego – mądrzy i dobrzy. To przekonanie będzie kiedyś źródłem jego wewnętrznej siły.

Prosimy o modlitwę za wrocławską “Dwójkę” – by była bogata w odkrycia.

Małgorzata Rybak

Nierówni

December 9, 2016 5:00 am

Parę dni temu ukazała się płyta Mietka Szcześniaka o tym tytule. Artysta, wraz z brazylijskimi muzykami, prezentuje utwory oparte na tekstach księdza Jana Twardowskiego. Latynoskie rytmy, latynoskie instrumentarium. Zachęcam do posłuchania całej płyty, ale piosenka “Nierówni” (oparta na wierszu “Sprawiedliwość”) wywołuje u mnie ogromne wrażenie.

Gdyby wszyscy mieli po cztery jabłka
Gdyby wszyscy byli silni jak konie
Gdyby wszyscy byli jednakowo bezbronni w miłości
Gdyby każdy miał to samo
Gdyby każdy miał to samo
Nikt nikomu nie byłby potrzebny

To co mam i to czego nie mam
Nawet to czego nie mam komu dać
Zawsze jest komuś potrzebne
Nierówni potrzebują siebie (…)

Kiedy zastanawiam się i myślę na temat daru z siebie (wolnego, radosnego i twórczego) – wracają do mnie te słowa.

Niech dzisiejszy patron, św. Juan Diego (na którego płaszczu powstał wizerunek Maryi z Guadalupe) towarzyszy wszystkim zaangażowanym we wrocławski program MY+RODZINA. I my o nich pamiętajmy.

Andrzej O.

dar zawsze trafiony

December 8, 2016 9:28 am

Po jednym z przebogatych w różnice weekendów Andrzej wchodzi do księgarni i znajduje w humorystycznej książce o małżeństwie* taką oto ilustrację:

20161110_164938

Różnice chyba jak nic innego otwierają hektary przestrzeni w dziedzinie daru. Nie tylko dlatego, że aby dar był trafny, trzeba najpierw rozpoznać potrzeby drugiej strony, często tak różne od naszych. Też tak macie? Ja już znalazłam przypadkowo około 10 rzeczy świetnie nadających się na prezent – z tym tylko, że taki prezent, o którym SAMA zawsze marzyłam (na szczęście wiem, że upominek będzie z nich kiepski dla kogoś, kto moich gustów nie musi podzielać 🙂 ).

Gdyby jednak dar z siebie polegał tylko na dobrym rozpoznaniu potrzeb drugiej strony, mielibyśmy znowu pomysł jedynie na taki związek, który przetrwa o tyle, o ile potrzeby każdego z małżonków zostaną w doskonały sposób zaspokojone. Co jest idealistyczną (i egoistyczną) utopią.

Jest drugi powód, dla którego nasze odmienności stwarzają tak wielki potencjał do dawania czegoś z siebie: “dar z siebie” osiąga prawdziwe wyżyny, gdy jest przyjęciem inności drugiego – w sposób wolny, twórczy i radosny. Nie tylko “ok, trudno, że taki jesteś” – ale “wow, ale Ty jesteś!!!!” Nie tylko: “jak można nie lubić kawy”, ale “zrobię Ci dziś tą herbatę lipową, którą tak lubisz”. A przecież jest tyle dużo ważniejszych sfer naszej codzienności, gdzie mogę przyjąć Twoje różnice bez złośliwych uwag i zrzędzenia, z wewnętrzną pogodą ducha, która na zewnątrz będzie uśmiechem. Dla nas obojga ten uśmiech będzie nagrodą za wygraną walkę z sobą samą, by zobaczyć świat z innej perspektywy niż moja własna.

Małgorzata Rybak

*J.A. Hazeley, J.P. Morris. Jak żyć…? Mąż

Rzeczy ważne i konieczne

December 7, 2016 5:00 am

Z pisaniem bywa różnie – czasami do głowy wpada pomysł i trzeba się aż powstrzymywać, by nie przekroczyć rozsądnej liczby słów w najnowszym wpisie.

Czasami bywa jednak tak, że siada człowiek do klawiatury, wie, że napisać coś musi, ale zupełnie nie ma pomysłu, co. Przecież o darze już pisali poprzednicy – i że radosny, i że twórczy, i że przede wszystkim wolny ma być. Co tu można jeszcze wymyślić, czego jeszcze nikt nie napisał?

Siedzi sobie człowiek przy klawiaturze, nie wie nawet, od którego klawisza zacząć, a tu przychodzi beztroski 6-latek, który od Mikołaja dostał nowe klocki i potrzebuje „niewielkiej” pomocy przy ich złożeniu. Pierwsza próba prośby o pomoc była z jego strony nieudana – podjęcie tego tematu o 4 rano nie miało wielkich szans powodzenia… Człowiek znad klawiatury doskonale wie, że 6-latek spokojnie sam sobie z tymi klockami poradzi, ale jednak ignoruje cisnące się na usta „później, teraz nie mam czasu” i idzie budować. Budować nie tylko z klocków, ale też relację – na to miałby nie mieć czasu?

Św. Augustyn powiedział, że jeśli Bóg jest na pierwszym miejscu, to wszystko inne będzie na swoim miejscu. Podobnie można stwierdzić, że jeśli znajdę czas na rzeczy naprawdę ważne, to i na te konieczne znajdzie się czas, a będzie nawet z nimi łatwiej. Tak jak to było z tym wpisem 🙂

Łukasz

Dar radosny

December 6, 2016 5:00 am

„Radosnego dawcę miłuje Bóg” (2 Kor 9, 7). To ostatni element bycia darem z siebie. Nie tylko wolny, nie tylko twórczy, ale i radosny. Jak bardzo uśmiech na twarzy, serdeczne zareagowanie na prośbę może zmienić cały nasza świat na lepsze. 🙂

I choć radość jest owocem Ducha Świętego, to uśmiech mieści się w zakresie naszych możliwości. Jest to najprostszy na świecie gest, zrozumiały dla każdego, tak wiele komunikujący. Rozumie ten gest dziecko i staruszek, sprzedawca „na kasie” i pan, który tankuje mi paliwo.

Ostatnio często jeździłem naszą autostradą „Wolności”, płacąc co chwilę za poszczególne odcinki. We Francji załatwiają to automaty. U nas, w małych budkach, siedzą panie. Każdej podziękowałem za to, że jest i że wykonuje tę pracę dla nas. Pani z ostatniego już odcinka przed zjazdem na S3 bardzo serdecznie podziękowała za podziękowanie, bo tak wielu ją traktuje jako element systemu (który na dodatek zabiera duże pieniądze) i prawie jak automat. A przecież wykonuje swoją pracę. I to jest jej dar dla nas kierowców.

Możemy przez serdeczny uśmiech naprawdę zmieniać nasz świat na lepsze. Uśmiechajmy się wiele, nie żałujmy sobie tego drobnego gestu. Czasem kosztuje, ale przecież warto. Skorzysta na tym nie tylko adresat, ale i moja własna twarz, bo ładniej nam w uśmiechach. Jeśli już dar, to niech będzie radosny.

Z życzeniami wielu darów od świętego Mikołaja, tym razem nie tylko uśmiechów

ks. Jarosław Szymczak

to tylko…

December 5, 2016 5:04 am

Zima próbuje się u nas rozgościć. Zwłaszcza w ranki przed szkołą i pracą to czujemy. Nie tylko przez skrobanie szyb. 🙂 Andrzej ostatnio na wjeździe do Wrocławia jechał za autem, które wpadło w poślizg i rozpoczęło taniec po trzympasmowej drodze. Ze skutkiem w postaci wylądowania na dużym samochodzie z podnośnikiem koszowym. Front mniejszego został mocno zdeformowany, była to większa stłuczka. Mąż zjechał, by zobaczyć, czy niepotrzebna pomoc. Z auta wysiadła starsza pani w sweterku. Na komentarz Andrzeja, że to poważna sprawa, odpowiedziała: “Panie, to tylko auto”.

Myślał potem długo o tej jej odpowiedzi. To jakby wehikuł czasu przeniósł tę panią do naszej epoki, gdy wokół wszyscy pędzą, walczą o to, by zdążyć gdzieś, płacą OC i AC, i siwieją ze stresu z powodu tylu spraw.

A ja pomyślałam, że jeśli ta pani i jej mąż razem powiedzą wieczorem: “to tylko auto” i chwycą się nad pokolacyjnym stołem za ręce, które w życiu zmierzyły się już z niejednym – to są naprawdę wygrani. I że warto by zaadoptować owo “to tylko” w naszej codzienności. “To tylko spóźnienie”, “to tylko niekupiony chleb”, “to tylko nie ta piżama ubrana dziecku”, “to tylko katar”, “to tylko ta jego zadaniowość”, “to tylko te jej nastroje”.

Na drugiej szali – wdzięczność, za to wszystko, co mamy, w czym uczestniczymy. A przede wszystkim wdzięczność za to, że jesteś. Mężu, Żono. Każdy dzień, w którym jeszcze jesteśmy, to dar. Bo kto wie, kiedy droga będzie zbyt śliska i może nie pozwoli nam do siebie wrócić.

Małgorzata Rybak

W czy F?

December 4, 2016 5:00 am

Czyli: twórczość czy tfurczość?

Tak rozróżnialiśmy prace naszych studentów, widząc w nich albo przejaw zaangażowania i pasji, albo prace na zaliczenie, na przysłowiowy odczep. Podobnie jest z rozwiązywaniem konfliktów w relacjach. Możemy przesłuchać nasze dialogi wzajemne – i te wypowiedziane głośno, i te wykrzyczane ciszą; możemy prześledzi wszystkie argumenty za i przeciw i stwierdzić, że obiektywnie rzecz biorąc… mamy rację. Możemy też „rację” postawić nie po stronie jednej albo drugiej, ale po stronie relacji. Ona ma rację. Nasze małżeństwo ma rację. Nade wszystko rację bytu. I o nią trzeba zawalczyć. Nie o siebie, ale o nas. I wtedy trzeba umieć powiedzieć przepraszam w sposób twórczy—który chroni naszą relację, a nie strony tej relacji. Bo można czasem też powiedzieć “przepraszam” dla „świętego spokoju” i wtedy to już nie jest twórczość.

Adwent to czas skracania i prostowania ścieżek. Także do siebie nawzajem. A najprostsze to te, które prowadzą do spotkania z drugą osobą nie tylko w wolnym, ale i twórczym darze z siebie. Bo to, co najbardziej twórcze jest jednocześnie najprostsze. Krętactwo jest strasznie skomplikowane.

Jak dziś powiem w sposób twórczy, że kocham Ciebie nad życie?

ks. Jaroslaw 

PS. Dziekuję wszystkim za pamięć o naszym intensywnym weekendzie z P2 i szkoleniem dla par trenerskich Programu dla Narzeczonych “RADOŚĆ I NADZIEJA”. To dzięki Wam to wszystko się udaje. Do zobaczenia za tydzień we Wrocławiu.

małżeńska matematyka

December 3, 2016 5:00 am

Pod domem mojej psiapsiółki Agi, w ogródku obok, trwa remont auta. Ona dobrze zarejestrowała tę okoliczność, bo nie może z powodu hałasu “werandować” malutkiego synka. Słyszała też taki strzęp rozmowy sąsiadów (raczej wykrzyczanej, niż szeptem, więc trudno było nie słyszeć):

– Od pół roku naprawiasz to auto i ja nic Ci nie mówię, to co mi się wp… w moje zakupy!!!

To ten moment, gdy małżeństwo przechodzi w układ funkcjonujących obok siebie światów, odrębnych państw, mających zapewne jeszcze jakieś części wspólne, typu lodówka, a może nawet telewizor (choć często przecież są już dwa oddzielne ekrany, by nie wchodzić sobie w paradę). Mąż ocala przed żoną prawo do poświęcenia wszystkich sił autu, żona za to odbija sobie wydatkami na to i owo. Ważne, żeby nie następowała tu żadna konwergencja, żadne wchodzenie w to, co moje albo twoje. I mimo że przy okazji miłość umarła już dawno i zostało wydzieranie sobie nawzajem pola własnej autonomii, taki model związku jest ubóstwiany powszechnie w kulturze. Nazywany “partnerskim”, równouprawnionym, fifty-fifty. W Programie JA+TY=MY przepieknie opisany przez metaforę kół zębatych (ci, którzy byli, pewnie dobrze pamiętają; ci, którzy jeszcze nie – warto to przeżyć na Programie 🙂 ).

W małżeństwie tworzymy coś więcej niż fifty-fifty. Ja podążam za Tobą dla Ciebie. Uczymy się kochać to, co różni Ciebie ode mnie i wspierać Ciebie w tym, czego potrzebujesz. Razem też potrafimy określić na drodze pełnego szacunku i łagodności dialogu, czego potrzebuje nasze małżeństwo. Jeśli oboje uważamy, że potrzebuje 50 lat naprawy auta, jest to sprawą ważną dla nas obojga i to właśnie wybieramy. Jeśli nie, określamy, że bez uszczerbku dla naszego dobrostanu warto poświęcić tej sprawie tyle i tyle. A tyle możemy wydać w tym miesiącu na zakupy, żeby starczyło nam jeszcze na gwiazdkowe upominki.

Dzielenie życia we dwoje możliwe jest wtedy, gdy sto procent mnie jest gotowe być uczciwe, kochające i wierne Tobie. Co nie wyklucza przecież moich marzeń, ale nie uczyni z nich poligonu egoizmu, na który nie masz wstępu.

Małgorzata Rybak