Stale i wciąż…

January 20, 2017 5:00 am

oddycham, bije moje serce, żyję. Abym żył i wzrastał duchowo, powinienem stale dbać o relacje, nie mogę osiadać na laurach. Każdy dzień, każde spotkanie, każda osoba – to nowe wyzwanie, nowe zobowiązanie, nowa okazja do nowych, lepszych relacji, dzielenia się, obdarowywania, dialogu, zrozumienia. I choć czasem wydaje mi się, ze nie mam nic do powiedzenia, że niewiele po ludzku mogę zrobić – to samo zauważenie tych, których spotykam na mojej drodze każdego dnia już jest nową okazją, nową szansą, nowym otwarciem. Zdarza się, że nie rozumiem, dlaczego kogoś spotykam – dopiero z perspektywy czasu widzę, że to reżyseria Pana Boga. 

Dzisiejszy fragment z Listu do Hebrajczyków kończy się następująco: Ponieważ mówi [Pan] o nowym [przymierzu], wynika z tego, że pierwsze [przymierze] uznał za przestarzałe. Otóż to, co się już przedawnia i starzeje, niebawem przestanie istnieć (Hbr 8, 13).

Nowe przymierze jest przymierzem miłości. Miłość nie przemija, nie starzeje się, trwa (por. Hymn o Miłości). Parafrazując: dialog, relacje, które się przedawniają i starzeją, niebawem przestaną istnieć…

Andrzej O.

 

powstrzymać w sobie “wewnętrznego chama”

January 19, 2017 5:00 am

Czasami powstrzymuję w sobie ”wewnętrznego chama”…

Jechałem uberem na spotkanie. Autem kierował na oko 50-60-letni poczciwy pan. Miał mnie zawieźć do centrum; GPS w telefonie dobrze pokazywał mu trasę, ale chciał ją nadrobić i skręcił na skróty… Pomylił uliczki i zamiast na Plac Zamkowy musieliśmy wrócić na most, czyli dodatkowo zrobić parę kilometrów.

Ja spóźniałem się bardziej. Pan lekko zdenerwowany mówił, że to przez przypadek i przytaknąłem, że nie szkodzi. Zawracając z mostu, znów źle skręcił i znów nadrobiliśmy drogi; wylądowaliśmy na Pradze. W dodatku korki – i mineło prawie 15 minut, zanim wróciliśmy na nieszczęsny most i na miejsce spotkania.

W głowie kotłowały mi się myśli, że jestem spóźniony ponad 20 minut, że dodatkowo zrobiliśmy z 7 kilometrów i że będę musiał za to zapłacić. I wystawię za to niską ocenę kierowcy.

Nagle spojrzałem i zobaczyłem w lusterku kierowcy smutne spojrzenie tego starszego pana… Powiedział po chwili spokojnym tonem:

– Niech pan tam zgłosi, że tyle jechałem i wystawi mi niską notę, zasługuję. Taki kawał źle jechaliśmy…

Wyrzuciłem z głowy złe myśli i wyjaśniłem ”sobie”, że przecież on nie chciał jechać źle. Chciał dobrze, każdy się może pomylić. Momentalnie zażartowałem, że przecież każdy się może pomylić i że jak kocha, to poczeka 🙂 Usłyszałem tylko “uff” i zauważyłem delikatny uśmiech ulgi na jego twarzy.

Trochę skłamałem, bo jechałem na spotkanie z Piotrem Fronczewskim, ale na szybko wymyśliłem tę formułkę “kocha to poczeka” 🙂 Opowiedział mi o swoich pierwszych miłościach.

I wiecie co? Dojechaliśmy na miejsce. Mile się pożegnałem, idę do kawiarni, prawię chwytam za klamkę i widzę Pana Kleksa, który też dopiero co wchodzi. Ale wiecie – spotkanie takie, jakby ktoś to reżyserował! Dosłownie weszliśmy w tym samym momencie, w tej samej sekundzie!

Ciesze się, że zdołałem wypędzić z siebie tego wewnętrznego chama i zdołać wyreżyserować życie. Mogłem się zirytować, wystawić panu złą ocenę za przejazd… A może on sobie tak dorabia do emerytury? A może właśnie za ten przejazd straciłby tą pracę… Nie zbiednieję za te nadrobione kilometry i parę złotych, a panu na pewno zrobiło się milej na sercu 🙂

Z Panem Kleksem wypiliśmy esspreso i szykujemy dla Was mały film, bądźcie czujni i reżyserujcie swoje życie jak najlepiej. 🙂

Daniel Rusin

Tekst jest wpisem “Reżysera Życia”, Daniela Rusina, twórcy projektów filmowych i fotograficznych, których wspólny mianownik można określić jako inspirowanie do empatii, życzliwości i szukania zawsze dobra. Ta opowieść z życia fantastycznie opisuje proces codziennego wychowywania dialogu wewnętrznego, o którym także mówi JA+TY=MY. [Redakcja]

W dialogu z Panem Bogiem

January 18, 2017 5:00 am

Wróciłem z pustelni do Domu. Po przeszło 10 dniach całkowitej ciszy i bycia sam na sam z Panem Jezusem (ok, wiemy że to nie do końca prawda, 🙂 bo przecież był tam też mój Anioł Stróż i Matka Boża ze  świętym Józefem i kilku jeszcze świętych, ale to lepiej brzmi: “sam na sam z Panem Jezusem”). Oprócz więc dialogu wewnętrznego był jeszcze dialog z Panem Jezusem. Generalnie można ten dialog „załatwić” w swoje głowie. To znaczy, ja mówię do Pana Jezusa w swoich myślach, a On to słyszy. Ale okazało się, że nie do końca to wystarczało; że były takie chwile, że potrzebowałem to jakoś wypowiedzieć, usłyszeć słowa, które miały wyjątkowe znaczenie, bo były kierowanego do Niego. I choć bezsprzecznie słyszał moje myślowe dialogi, to ja potrzebowałem wypowiedzieć swoje słowa głośno. Usłyszeć sam dla siebie, co ważnego chcę powiedzieć Jemu.

Pewnie gdybyśmy pozwolili wypowiedzieć głośno nasze błędne wzorce interpretacyjne w naszym dialogu wewnętrznym, usłyszelibyśmy lepiej, że tą drogą nigdzie nie dojdziemy, że tylko napędzamy w sobie złe emocje i zamykamy się na szansę nawiązania konstruktywnego dialogu. Słowa niosą w sobie ogromną moc. Mogę nawiązać dialog z samym Bogiem, mogę mówić do swojego Stwórcy i Zbawiciela, i mogę rozmawiać z drugim człowiekiem i z moim najbliższym mi człowiekiem – moim mężem czy żoną. Kiedy zatroszczymy się o słowa, one pomogą nam zatroszczyć się o relacje.

Ks. Jarosław Szymczak

błędne wzorce interpretacji

January 17, 2017 4:53 am

… w Programie JA+TY=MY zajmują bardzo istotne miejsce. To te wszystkie momenty, gdy druga strona mówi do nas jedno, a my słyszymy drugie. Nie tyle słyszymy, ale interpretujemy, co druga osoba do nas mówi – i to w możliwie najbardziej niekorzystny sposób.

Jedną z przyczyn są nasze zakodowane głęboko w sercu wzorce, w jaki sposób w relacji bliskości do nas mówiono i jak nas traktowano. O ile więc w zeszłą sobotę opublikowaliśmy wpis o wewnętrznych ranach, dziś warto się zastanowić, jaka rana, jaki kompleks, jaka niespełniona nigdy potrzeba we mnie w przeszłości – filtruje odbiór tego, co jest dzisiaj. Gdy ktoś mówi do mnie: “potrzebuję Cię”, ja mogę na przykład słyszeć: “chcę Cię wykorzystać”. Zamiast: “tutaj popełniłeś błąd”, ja mogę rozumieć “jestem do niczego”. Gdy ktoś jest zdenerwowany, ja słyszę od razu, że na mnie krzyczy. Gdy nic nie mówi – “ignoruje mnie”. I tak dalej.

Bardzo trudna, a w zasadzie niemożliwa jest rozmowa, gdy reagujemy nie na słowa i fakty, ale na ból, który się w nas odzywa przez nieuświadomione skojarzenie z sytuacją przeszłej krzywdy. Zmienia się czas akcji,  zmieniłem się ja, a osoba, z którą rozmawiam, ma inne intencje niż dawny krzywdziciel z mojej biografii, którego tu już nie ma. Ale ja reaguję przesadnie, wyciągam artylerię obrony, by mnie ponownie nie skrzywdzono.

Nie chodzi o to, by ból bagatelizować, ale by znaleźć jego prawdziwe źródło. Potrzebujemy się zastanowić: z kim rozmawiam naprawdę? Kogo słyszę w Twoich słowach do mnie? Tatę, który był zawsze ze mnie niezadowolony? Człowieka, który może mnie bezwzględnie wykorzystał? Albo który mnie porzucił? Mamę, która złościła się o najmniejszą błahostkę? Bez wytropienia tego głosu i emocji, która spycha nas w cierpienie i gniew, będziemy więźniami tamtej sytuacji, zamknięci w stopklatce, bez możliwości nawiązania szczerej i głębokiej więzi tu i teraz, której tak bardzo potrzebujemy.

Małgorzata Rybak

 

ocalić rację czy relację

January 16, 2017 5:00 am

W piątek we Wrocławiu spotkaliśmy się z dużą grupą par po JA+TY=MY, by zastanowić się nad tym, dlaczego się kłócimy. Po brawurowym warsztacie (brawurowy był udział par, który wymagał tym razem talentu aktorskiego 😉 ) mogliśmy przyjrzeć się strategiom stosowanym w spotkaniach oficjalnych, gdy łączy nas biznes, oraz strategiom, do których się odwołujemy w kłótni małżeńskiej. Grupa sformułowała bardzo trafny wniosek – w biznesie kłótnia oznacza zerwanie relacji, stratę po obu stronach, niemożność osiągnięcia już wspólnie jakiegoś dobra, które posłużyłoby obu stronom. W małżeństwie – nie zastanawiamy się nad tym, co kłótnia robi z relacją, zajęci ogromnie krótkoterminowymi celami (“dać nauczkę”, “ukarać”, “pokazać, jak bardzo jestem zdenerwowana/y i oburzona/y”), z których część jest z natury rzeczy niemożliwa (“sprawić, by on/ona w końcu się zmienił(a)”). Kłótnia w efekcie niby nie zrywa relacji, ale ją osłabia: rani, podrywa wzajemne zaufanie, wyczerpuje. Jak ktoś powiedział, “gniew wywołuje jeszcze więcej gniewu”. Ale tak samo działa optymizm i dobro: pociąga dobro.

Decyzje, by “odpuścić” i nie wybuchnąć, podejmujemy zazwyczaj w ułamkach sekundy – dlatego trwała zmiana jest możliwa wtedy, gdy zaczniemy od pracy ze swoimi przekonaniami, z naszą wewnętrzną gadaniną, która stawia drugiego w stan oskarżenia – i o tym będziemy przez najbliższe dni pisać. Już teraz warto jednak poszukać narzędzi, które zamiast “ocalić moją rację” – będą “ocalały naszą relację”. Decyzja, żeby nie eskalować, właśnie temu służy – ocalaniu relacji. I jeśli jest możliwa w biznesie, tam gdzie spotykamy się z ludźmi, którzy nie pozostają na ogół w naszym życiu, o ileż bardziej warto o nią zawalczyć w odniesieniu do ludzi najbardziej mi drogich, których szczęście zależy ode mnie.

Małgorzata Rybak

lustra

January 15, 2017 5:00 am

Między Świętami a Nowym Rokiem zostaliśmy poproszeni z ks. Jarkiem o udział w wywiadzie na temat “Raz się żyje”. Wśród pytań było też o to, co robić, gdy kobiecie nie wystarczają “kupki i zupki” i trudno jest poradzić sobie z nową sytuacją opieki nad dzieckiem, które właśnie się pojawiło w rodzinie, a w sercu rośnie tęsknota za realizacją pasji i marzeń. Niedługo potem znalazłam artykuł, który bardzo mnie poruszył – o psycholog, która próbując pomagać ludziom z problemami na różnych etapach ich życia (i odkrywając, że za każdym razem trzeba było zrobić coś wcześniej, zanim wystąpiły poważne kryzysy), doszła do wniosku, że będzie pomagać noworodkom. I otworzyła dom, w którym przytula się dzieci porzucone przez rodziców do momentu ich adopcji przez nową rodzinę. Dlaczego? Ponieważ brak bliskości w niemowlęctwie prowadzi do nienaprawialnych szkód w świecie wewnętrznym.

Oczywiście to ogromna dychotomia – między powrotem mamy niemowlęcia na etat, a porzuceniem dziecka. Zastanawiam się jednak, jak powiedzieć o tym, że pierwszą tożsamością mamy nie jest “specjalistka od kupek i zupek”. I że macierzyństwo nie powinno być widziane w kategoriach ograniczających (co tracę?), bo to wizja ogromnie zubażająca.

Noworodek całą wiedzę osobie przejmie z naszych własnych myśli i uczuć na jego temat, z naszego pragnienia towarzyszenia mu od pierwszych chwil lub nie. Więc nie chodzi o “kupki i zupki”, choć dbanie o potrzeby fizjologiczne także wpisuje się w obraz kochającego rodzica. Chodzi o nawiązanie relacji z człowiekiem, który całkowicie zależy od nas i ma niezwykle ograniczone możliwości komunikowania potrzeb. W przypadku noworodka i niemowlęcia – naprawdę wymaga uwagi nauczenie się jego języka, by nabrał ufności, że świat jest miejscem dobrym i  bezpiecznym, a mama go rozumie. Jeśli więc zaraz po porodzie mama zacznie nadrabiać stracony czas na “sprawy dorosłe i ważne”, dziecko – pozostanie nieważne, a w dorosłe życie wniesie pustkę i głód miłości.

Ta potrzeba miłości, relacji i towarzyszenia nie znika u dziecka, które idzie do szkoły, staje się nastolatkiem i zaczyna już testować: “czy jestem dla Ciebie ważny”. Jako rodzice znajdujemy się w trudnej roli. Mamy swoje słabsze momenty, bywamy zmęczeni, sfrustrowani, zajęci także doganianiem tego, co być może zostało z marzeń i planów, bo części z nich – już wiemy – nie udało się zrealizować. Mimo tych ograniczeń, dla naszych dzieci pozostajemy lustrami. Dzieci w nas czytają, kim są. Więc jeśli my nie mamy czasu dla nich z powodu trudności ze zorganizowaniem czy wytyczeniem priorytetów, dla dzieci jest to informacja o nich (“jestem nieważna, nieważny”), nie o nas (“nie umiem zaplanować czasu dla dzieci”, itp.).

Jesteśmy dla dzieci lustrami, w których czytają swoje własne poczucie wartości. One również, jak w lustrze, odbijają nasze strategie rozwiązywania konfliktów, radzenia sobie z emocjami, dialogu – i miłości, jaką mamy dla męża/żony.

Wychodzi ponownie na to, że wychowywanie dzieci zaczyna się od siebie i właściwie też na tym się kończy. Moja praca nad tym, jaki/jaka jestem, wystarczy, by dziecko obok mnie mogło się rozwijać. A gdy w pierwszych miesiącach macierzyństwa przyjdzie mi myśl, że to tylko “kupki i zupki”, a życie ucieka, więc trzeba wracać na etat – może to znaczy, że uciekło mi moje własne dziecko we mnie i muszę pójść go poszukać, wziąć w ramiona i przytulić.

I nie chodzi o to, by mama małych dzieci nie miała pasji i marzeń, i oddała 300% rodzinie. Nawet musi i powinna mieć strefę własnego azylu i zasilania, odskoczni od bardzo wymagającej pracy emocjami w domu. Chodzi o to, by poza rozwojem zawodowym umiała rozwinąć swoją tożsamość jako mamy, może nawet przy okazji przepracować zranienia i negatywne wzorce macierzyństwa, wyniesione z domu. Bez tego żadna ilość pracy nie wynagrodzi braku głębokich, ubogacających więzi, które są sensem tego, po co jesteśmy na tym świecie.

Małgorzata Rybak

 

 

rana

January 14, 2017 10:11 am

*Była na studiach, gdy zaczęła słyszeć głosy. Zdiagnozowano schizofrenię. Dopiero po wielu latach koszmaru choroba okazała się reakcją psychiki na traumę z dzieciństwa.

**Stracili dziecko. Lekarze poinformowali, że przyczyn pierwszego poronienia się nie diagnozuje. Uparli się. Szukali. Poronienie było wynikiem niedoboru progesteronu. Traciliby kolejne dzieci.

***Urodziła dziecko z zespołem Downa. Wszyscy stukali się w czoło.

Ale.

*Kobieta ze schizofrenią skończyła studia po dziesięciu latach. Jako najlepsza w historii uczelni. Rozpracowała chorobę. Dziś pomaga milionom ludzi na świecie, poprzez organizację Intervoice.

**Zostali rodzicami kolejnego dziecka, przyszło zdrowe na świat. Rozpowszechnili NaProTechnologię w naszym mieście w skali, w jakiej nikomu by się nie śniło. Walczą o monitorowanie poziomu progesteronu podczas ciąży.

***Prowadzi kampanię społeczną. Wystąpiła w Sejmie, gdzie ją wyśmiano, ale ona przypomina ludziom, że życia się nie wartościuje, ale kocha.

Twoja największa rana. Twoje przekleństwo, z którym się zmagasz od lat. Twój największy charyzmat. Cierpliwości.

M

*Eleanor Longden, można obejrzeć na TED TALKS tu.

**Autorzy strony naprotechnologia.wroclaw.pl

***Kaja Godek, Fundacja Pro.

[oryginalny tekst ukazał się na blogu 1 lutego 2014; http://fpr.pl/rana/]

Trzynastego…

January 13, 2017 5:02 am

Trzynastego nawet w grudniu jest wiosna,
Trzynastego każda droga jest prosta,
Trzynastego nie liczy się strat,
Trzynastego od morza do Tatr,
Trzynastego kapelusze z głów poważnych zrywa wiatr.
Trzynastego wszystko zdarzyć się może,
Trzynastego świat w różowym kolorze,
Trzynastego nie smucą mnie łzy,
Trzynastego piękniejsze mam sny,
Trzynastego –
A ty właśnie trzynastego jesteś zły.

Wiem, że gniewasz się na mnie,
bo powodów masz tysiąc,
Ale jedno ci powiem.
Jedno mogę ci przysiąc:

Trzynastego wiosna twoje ma imię,
Trzynastego twoje myśli są przy mnie,
Trzynastego nie widzę twych wad
Trzynastego piękniejszy jest świat
Trzynastego –
I dlatego właśnie dzisiaj śpiewam tak.

Tysiące razy każdy z nas słyszał tę piosenkę Kasi Sobczyk z tekstem Janusza Kondratowicza; to sztandarowy szlagier stacji radiowych – szczególnie gdy trzynasty wypada w piątek – jak w styczniu 2017…

Niech to będzie recepta dla nas na dziś – w kontekście treści programu JA+TY=MY oraz wczorajszego pytania Doroty – co już zrobiliśmy w tym roku dla naszego małżeństwa…? Powodzenia!

Andrzej O.

PS. I oczywiście ZERO magii, pecha, przesądów i wróżb 🙂

okazja

January 12, 2017 10:35 am

Nieidealny świat, ze mną, nieidealną, w roli głównej zdążył mi w Nowym Roku pokazać, że moje idealistyczne wizje to nikłe mają szanse na przetrwanie.  Co nie znaczy, że z założenia powinnam je sobie odpuścić. Wręcz przeciwnie. Małymi kroczkami powinnam je urzeczywistniać.  Codziennie. Zaczynając od uśmiechu do siebie i do moich bliskich. Albo od czułego, bezpiecznego dotyku, dodającego siły najbliższym, od dobrego słowa na dzień dobry i na dobry wieczór, gdy rzeczywistość dnia poturbuje za bardzo, przez ciepłą herbatę podaną do łóżka, albo składane z mozołem miliony skarpet i na dodatek żadnej od pary.

W pracy nas zdyscyplinują – to pewne. O progres służbowy mogę być spokojna.  Dzieci również przywołają do pionu. Czasami nawet za bardzo.

I chociaż Nowy Rok dopiero się zaczął, może jednak warto zadać sobie pytanie, co w tym roku już zrobiliśmy dla naszego małżeństwa? Czy byliśmy już w tym roku chociażby na randce?

Bo może warto o tym już dzisiaj pomyśleć i się zorganizować? Będzie już jutro okazja- nie traćmy jej. 🙂

 

Dorota

Co to znaczy kochać?

January 11, 2017 8:23 am

(…) przypomniał mi się tekst ks. Jana Twardowskiego z “Zeszytu w kratkę”, pod tytułem zamieszczonym w tytule 🙂 Te słowa towarzyszą mi już ze czterdzieści lat i stale jestem pod wrażeniem; teraz postrzegam je również w kategorii daru i roszczeń… Oto tekst:

Koniec i bomba, nie kochał – więc trąba.

Tak przeczytała pewna dziewczynka w pamiątkowym albumie.

Co to znaczy kochać?

Pomyślała, że kochać – to tylko dawać. To znaczy troszczyć sie o kogoś, martwić się, czy ukochanego brzuch czasem nie boli, smarować komuś bułki grubo masłem, zasłonić szalikiem klosz od lampy, żeby go światło nie raziło i żeby nie mrugał w chorobie, załatwić mu tysiące spraw tak szybko, że na jednej nodze, szyć mu rękawiczkę po nocach, żeby mu nie zmarzł mały palec u lewej ręki, bo podobno z niego największy zmarźlak.

Tymczasem kochać – to nie tylko dawać, ale i przyjmować.

Przyjmować skrzywioną minę, kiedy ktoś wstanie lewą nogą z łóżka, deszcz, nawet wtedy, kiedy nie ma parasolki, kiedy stłucze się ulubiony talerz, ból zęba.

Przyjmować – to ufać, wierzyć, że Bóg daje wszystko to, co smuci, i to, co cieszy: słoneczny dzień i ciężkie chmury, nie mówić jednym tchem przy końcu Ojcze nasz: “alenaszbawodezłegoamen” – bo właśnie “amen” nie jest nigdy złe. Amen trzeba mówić zawsze po kropce i oddzielnie. Wiedzieć, że Bóg widzi nawet w ciemną noc czarną mrówkę na czarnym kamieniu. Wiedzieć, że i ból jest czasem pożywny i smakuje.

Kochać – to nie tylko dawać, ale i przyjmować.

x. Jan Twardowski

(…)

Andrzej O.

[oryginalny tekst ukazał się 3 czerwca 2016 r. www.fpr.pl/blog/co-to-znaczy-kochac/]