język równoległy

February 18, 2017 5:00 am

Nauka języków obcych zawsze sprawiała mi trudność.  Może to brak talentu, może nauczyciel „winny”, a może to jednak mój bunt.  😉 Właściwie to nieważne. Nauce każdego języka towarzyszy wysiłek.  Potrzebny jest nauczyciel, a zdobyte umiejętności można sprawdzić tylko w kontakcie z drugim człowiekiem. Gdy następuje porozumienie – satysfakcja gwarantowana.

Istnieje też pewien język, który jest niezbędny do prawidłowej komunikacji. Język, który powinien być używany równolegle do języka, w którym się komunikujemy. Nieodzowny w życiu codziennym – zarówno w domu, jak i w pracy; w sklepie i w kościele. Język pełen łagodności, cierpliwości, wyrozumiałości i ciepła.

To język miłości.

Pewne przysłowie mówi: „Mów sercem, a i głusi cię zrozumieją”.

Pewnie nie raz przekonaliście się o tym, że też go znacie.

Dorota

Górski trening łagodności

February 17, 2017 5:00 am

Mamy to szczęście dzielić z Pawłem wspólną orbitę: góry. W ostatni weekend wybraliśmy się w nasze ukochane Tatry. Okazało się, że wspólny trekking w trudnych, surowych zimowych warunkach, paradoksalnie może być cudowną lekcją łagodności! Kiedy wspinamy się do góry, każde z nas idzie własnym tempem. Dla wysportowanego, szybkiego Pawła oznacza to – co jakiś czas – czekanie na mnie i sprawdzanie, czy wszystko ze mną ok. Myślę, że to bardzo uczy go pokory, uważności na mnie. Dla mnie z kolei to lekcja zaufania – podążania śladami zostawionymi przez niego; to wiara, że poczeka, obejrzy się, ale także akceptacja tego, że każde z nas może iść własnym tempem, że on nie musi zwalniać, żeby dotrzymać mi kroku. Nie musimy rozmawiać, aby czuć swoją bliskość i troskę. Ważne, jeśli w końcu spotkamy się, aby wspólnie odpocząć czy wreszcie podziwiać szczyt!

Góry dają też wspaniałą możliwość opiekowania się sobą nawzajem. Tylko w górach Paweł wiąże mi sznurówki butów :-), dba o to, żebym się nie przegrzała (bo zwykle jako zmarzluch wkładam na siebie kilka warstw). Ja z kolei mogę okazać mu wdzięczność i tak potrzebne każdemu mężczyźnie przekonanie, że mu ufam, że pójdą z nim wszędzie, że jest moim przewodnikiem.

Pięknym dla mnie czasem jest też moment zejścia, kiedy idziemy już blisko siebie, oddechy nie są już takie rwane i możemy rozmawiać. Magia przyrody wokół – cisza, brak ludzi (tak jest tylko zimą w Tatrach 🙂 ), przestrzeń – ogrania nas, łagodniejmy po wpływem tych cudów natury i mamy odwagę rozmawiać o rzeczach ważnych, marzeniach, obawach, planach, a nie tylko o liście zakupów… 🙂

Wspólne górskie doświadczenia jeszcze długo nosimy w sobie i sprawiają one, że łatwiej jest w sobie obudzić tak potrzebną w relacji łagodność.

Ania

Świadectwo po Programie JA+TY=MY we Wrocławiu

February 16, 2017 5:00 am

Dziękujemy za warsztaty, które stały się dla nas startem w nową podróż, której drogowskazem jest uważność.

Niestety w długich stażach małżeńskich (my dinozaury to wiemy ? )… z każdym rokiem, tak po kropelce, wycieka ze zbiornika empatia, wrażliwość i takie świeże dostrzeganie drugiego obok nas… Pozwalamy niechcący na stępienie wszystkich zmysłów, które jeszcze tak niedawno były nastawione na męża czy żonę.

Nasz pobyt we Wrocławiu zadziałał jak mocny odkurzacz. Widzimy wreszcie, co mogliśmy wkrótce stracić. Dobrze, że jest program JA+TY=MY – to propozycja przeznaczona dla WSZYSTKICH stażów małżeńskich !!! Przywraca wzrok miłości i nie pozwala jej zardzewieć!

Ciszymy się na dalsze kontynuowanie spotkań i sympatycznych zadań. Koperty* to powrót do dzieciństwa – ciekawość: co będzie jutro? Wprowadzenie zabawy w powszedni dzień bardzo go urozmaiciło.

Dziękujemy Wam za ciepłe zaopiekowanie podczas warsztatów. Liczymy na kolejne spotkania!

Kasia, żona Janusza, Nowy Sącz

*koperty to nowa forma kontynuacji pracy po Programie :) możecie się po nie zgłaszać do Waszych par trenerskich [przyp. red.]

Idealny wieczór

February 15, 2017 5:13 am

Pamiętam, jak podczas rekolekcji na etapie przedstawiania się jedna z żon (niecały rok po ślubie) zaczęła mówić, że chciałaby, żeby jej mąż WRESZCIE (bardzo istotne słowo) zaczął ją zabierać na romantyczne kolacje, spacery po górach, niezapowiedziane wycieczki w nieznane.

– Ja wiem, że tak będzie. I to już niedługo, on tylko potrzebuje czasu, żeby to wszystko dobrze przygotować. Prawda? – rzuciła, na sali oczekując potwierdzenia…

Każdy przez to przechodzi. Weźmy wczorajszy dzień, walentynki. Prawie każda żona chciałby ten wieczór spędzić w romantyczny sposób. Kolacja przy świecach w restauracji z widokiem na Wieżę Eiffle’a, ewentualnie jakiś romantyczny film… a przecież w tym samym czasie gra Barcelona z PSG w Lidze Mistrzów i walentynki-walentynkami, ale taki mecz nie zdarza się często. I to właśnie dla większości mężów będzie idealnie spędzony wieczór.

Bardzo często w konfrontacji z rzeczywistością okazuje się, że nasze idealistyczne wizje legły w gruzach. I tak będzie, jeśli o naszych marzeniach i planach, nie będziemy rozmawiać, tylko będziemy oczekiwać ich spełnienia. Warto rozmawiać, naprawdę.

Łukasz

Walentynki

February 14, 2017 5:00 am

Coraz bardziej popularne, przynajmniej medialnie, sprawiają, że dziś wszyscy myślą o miłości, swoich ukochanych i bliskich. Oprócz komercyjnej przesady i tyranii powinności, która czasem może śmieszyć (jak ten gościu, który długo wybierał jakąś stosowną kartkę na Walentynki i wreszcie zdecydował się na jedną z nich: „Dla jedynej” – i poprosił o 10 sztuk), jest też drugi wymiar tego święta, kiedy uświadamiamy sobie, jak ważną jest rzeczą komunikowanie drugiej osobie, że jest dla mnie najważniejszą osobą na świecie.

Krok pierwszy w Programie ma mi pomóc zobaczyć prawdziwą osobę, która jest przy mnie, a nie jej czy jego idealistyczne, moje własne, wyobrażenie. Jesteśmy zaproszeni, żeby każdego dnia na nowo odczytywać jej/jego piękno, wartości, zalety i talenty.

Można mieć pretensję, że mężczyźni kupują kwiatki kobietom tylko raz w roku – 8 marca, można mieć pretensję, że trzeba wielkich kampanii reklamowych, żeby mężczyźni coś dobrego powiedzieli (i/lub podarowali) ukochanej w Walentynki, ale też zamiast zmieniać jego, żeby robił to częściej, mogę zmienić siebie i przyjąć ten dar najpiękniej jak można.

Z życzeniami najpiękniejszych spotkań

Ks. Jarosław

odchudzanie i zmiana siebie

February 13, 2017 5:00 am

Znajoma psycholog i coach, Ola Mroczko, napisała kiedyś świetny tekst o odchudzaniu, który bardzo mi się spodobał. Motywem przewodnim było to, że nie da się schudnąć, nie kochając siebie. Jeśli przechodzę na dietę dlatego, że nie znoszę własnego odbicia w lustrze, to działam jakoś przeciw sobie i nie mogę być efektywny.

Ks. Jarek wczoraj pisał o naszej zasadzie nr 1 – “zmieniam siebie”. Głęboko wierzę, że to jedyna metodologia zmieniania świata na lepsze. Do dziś jednak czuję pewien opór, gdy “mam zmieniać siebie”. 🙂 Ze wzrostem w rozumieniu JA+TY i z wiekiem jest on coraz rzadszy, ale na początku był ogromny. I myślę, że tak jak w odchudzaniu katowanie siebie dietą, żeby z nielubianej “grubaski” czy “grubaska” zrobić modelkę / modela jest strategią na efekt jo-jo – tak samo zmienianie siebie z powodu niechęci do siebie albo dlatego, że mi ktoś kazał, albo dlatego, że jest w tym jakaś idea – jest skazane na niepowodzenie.

“Zmieniam siebie” zaczęło działać w moim życiu, gdy zobaczyłam, że mam wybór. I że to cudowne, że mogę mieć wpływ na to, kim jestem. I że mogę dawać ludziom to, czego sama potrzebuję. Prawdopodobnie to moje największe i zupełnie samodzielne odkrycie w zeszłym roku, naznaczonym licznymi kryzysami w relacjach z innymi ludźmi. Wymyśliłam sobie maksymę: “daj to, co chcesz dostać”. Nie po to, by to dostać od innych, ale dlatego, że to, czego potrzebujesz i szukasz w relacjach, jest także tym, na co jesteś najbardziej wrażliwa/y. Czyli jest to Twoim darem, talentem, zasobem. A skoro Twoim, to nie warto oczekiwać, że inni będą potrafili dawać to lepiej. Na przykład: jeśli chcesz, by Twoje środowisko życia i pracy było bardziej empatyczne, ofiaruj empatię; skoro jej poszukujesz, jest Twoją wąską specjalizacją.

Nie można zmieniać siebie, nie kochając siebie i nie widząc swoich atutów. Głębokie pokochanie samego siebie pozwala powiedzieć sobie: “możesz zrobić kolejny krok do przodu”, “możesz zareagować inaczej”, “potrafisz zachować się tak, jak chciałabyś, by traktowano Ciebie”. I o ile w stylu zmieniania siebie motywowanym perfekcjonizmem, gdy upadamy, zostaje złość na siebie, to gdy mamy dla siebie choć trochę miłości – powiemy sobie “chodź, dasz radę, jutro możesz to samo zrobić lepiej”, “potrafisz ofiarować drugiemu coś lepszego z siebie”. Wierzę, że Boża miłość dźwiga nas i przynagla podobnymi słowami.

Małgorzata Rybak

Zmienić siebie

February 12, 2017 5:10 am

Tak deklarujemy w czasie Programu. I przypominamy sobie o tym, kiedy konfrontujemy się z jakąś naszą idealistyczną wizją wobec swojego męża czy żony. Powstrzymujemy się wtedy, żeby nie zwrócić krytycznej uwagi, żeby nie marudzić i nie komentować. Mobilizujemy się wtedy, żeby pozwolić drugiej osobie na bycie sobą, nie zaś wierną kopią mojego wymyślonego wizerunku.

Warto jednak włożyć jeszcze większy wysiłek nie tylko w to, żeby pozwolić drugiej osobie na jej własne życie, ale też zastanowić się, co konkretnie mogę dziś zrobić, żeby zmienić siebie. Więcej uśmiechu, więcej wsłuchania się w to, co inni do mnie albo przy mnie mówią, serdeczne zainteresowanie się, co słychać u kogoś; długo odkładany telefon do kogoś, kto czeka…

Co dziś konkretnie mogę zrobić, żeby ludzie dookoła mnie poczuli się lepiej, żeby zobaczyli świat od piękniejszej strony, żeby usłyszeli, że są ważni, dobrzy i interesujący?

Zmienić siebie wcale nie musi oznaczać wielkiej i intensywnej pracy nad sobą. Może oznaczać po prostu zapomnienie o sobie – “jaki to jestem ważny”. Zmienić siebie oznacza zauważyć obok siebie kogoś innego, kogoś, o kogo mogę się zatroszczyć, komu mogę przynieść odrobinę radości, nadziei czy zainteresowania. Czasem ta zmiana siebie oznacza postawienie naprzeciwko siebie zamiast lustra – kogoś drugiego, którego już dawno przestałem zauważać.

Z modlitwą za wszystkich Absolwentów

Ks. Jarosław Szymczak

ucieczka z domu

February 11, 2017 5:00 am

Andrzej przyniósł do domu z biblioteki dwie książeczki z żartobliwej serii “Jak żyć”. Moją uwagę zwrócił taki oto obrazek:

IMG_1122

To taka sytuacja, kiedy w domu nie chce się być. Tu mowa jest o mężu, ale z żoną może być podobnie. Często wydaje się nam, że wina leży po stronie pracy, ale może okazać się, że ona właśnie siedzi sobie spokojnie w domu, jak kanapowy pies czy kot. Bo może w naszym salonie, kuchni czy sypialni atmosfera jest tak trudna, że lepiej nie wchodzić; łatwiej wyjść, niż wrócić.

Nieprzepracowany krok 1 będzie w domu witał nie męża i nie żonę, ale moje o nim marzenie. Żywy człowiek pozostanie nieprzyjęty. Pokażą to reakcje na jego zachowania sprzeczne z naszym wyobrażeniem.

Kiedy się więc urządzamy, warto zadbać w domu o dużo przestrzeni. 🙂 Albo zrobić przemeblowanie. Żeby każdy z domowników – mąż, żona, dzieci – mogli zostać zaakceptowani i docenieni w tym, kim są. A w słabości otrzymali wsparcie, bo przecież tego potrzebujemy od siebie nawzajem, by wzrastać.

Małgorzata Rybak

“Jak żyć. Mąż” – Hazeley J.A., Morris J.P.

Nie bądźcie sztywni, przytulajcie się

February 10, 2017 5:00 am

W zeszłym tygodniu brałam udział w warsztatach prowadzonych przez cenionego polskiego seksuologa. Profesor dzielił się z nami wynikami badań w zakresie życia seksualnego Polaków i stwierdził, że jesteśmy bardzo niedopieszczonym narodem. Jako przykład przytoczył historię ze swojego gabinetu. Kiedyś przyszedł do niego mężczyzna i powiedział, że chciałby być kotem swojej Żony… 🙂 Dlaczego? – dopytuje profesor. Bo kiedy wracam z pracy do domu, Żona ogląda telewizję głaszcząc z czułością kota, który leży na jej kolanach. A kiedy ja chcę się do niej przytulić, położyć głowę na jej kolanach, to ona mówi do mnie ze złością: Nie widzisz, że mam kota!

Myślę, że za często – zwłaszcza my, kobiety, nie pamiętamy o tym, że nasz silny mężczyzna też potrzebuje czasem schować się w naszych ramionach. W dotyku tkwi ogromna siła i każdy z nas jej potrzebuje! I nie chodzi tu tylko o dotyk erotyczny, ale o czułość. Warto okazywać tą czułość swojemu Mężowi, swojej Żonie poprzez patrzenie na siebie, tak jak tylko małżonkowie mogą na siebie patrzeć. Nie ma nic piękniejszego niż zachwyt i miłość widziana w oczach drugiego.

Czułość to także dotyk. Nie rezerwujmy dotyku – głaskania, tulenia, drapania po plecach – tylko dla naszych dzieci czy zwierzaków. Każdy z nas potrzebuje bliskości, której pięknie można dać wyraz poprzez dotyk. Dotykajcie spojrzeniem, chwycie towarzysza życia za rękę podczas spaceru, pomasujcie sobie nawzajem stopy po ciężkim dniu i jak mówił ksiądz Jan Kaczkowski – „Nie będzie sztywni, przytulajcie się. Trzeba się kochać, przytulać i być blisko.”

Ania

Poduszka powietrzna

February 8, 2017 5:00 am

Łagodność można odbierać na wiele sposobów. Syn twierdzi, że to znaczy, że ktoś jest miły albo że ma futerko. Słownik z kolei podaje jako jedną z definicji słowa “łagodny” – „niepowodujący gwałtownych reakcji chemicznych”. I to jest moim zdaniem najpełniejsze wyjaśnienie (mimo, że odnosi się raczej do kosmetyków czy innych substancji ze świata chemii).

Gosia wspominała wczoraj, że łagodność to „dobroć w reakcji na to, co nie do końca jest po mojej myśli”. To jest klucz: nie po mojej myśli. Ja myślałem, że ktoś zareaguje, dostrzeże coś, a może nawet się domyśli? Tak się nie stało, bo ktoś zaplanował coś „po swojej myśli”. Trudno go za to winić, skoro moich myśli przecież nie zna. Ale czy mam to Żonie/Mężowi za złe? Bardzo często. A przecież to nie jej/jego wina, że myśli inaczej.

Łagodność w małżeństwie jest trochę jak taka poduszka powietrzna w samochodzie – przy zderzeniu minimalizuje obrażenia. Wiadomo – po wszystkim trzeba ją napompować na nowo, ale jest ona niezbędna.

I zgodnie z definicją, jeśli w domu, w relacjach panuje łagodność, to gwałtowne reakcje nam nie grożą, nawet jeśli gdzieś tam, raz na jakiś czas, pojawi się jakiś kwas. 😉 W starciu z łagodnością – nie ma szans.

Łukasz Czechyra