życiowa rola

March 17, 2012 8:42 pm

Gdyby Kapitan X* miał wbudowany tachometr, ów pokazywałby już wynik, który zawstydziłby pracownika międzynarodowej firmy spedycyjnej. Nie chodzi przecież jednak o rekordy. Ważne, co z tych podróży zostaje w miejscach, gdzie był.

Dziś po spotkaniu rodzin we Wrocławiu moglibyśmy wszyscy zapełnić tom grubości książki telefonicznej jednego województwa, ale chcę wrócić myślą do jednego porównania, które mi zapadło już dawno temu i wraca, ilekroć odpalam komputer. Gdy uruchamiają się kolejne programy, przypominam sobie, jak Kapitan X porównał ten proces do uświadamiania sobie co rano, kim jestem. Więc po pierwsze: dzieckiem Bożym. Kobietą. Żoną. Matką. Córką. Nauczycielką. Przyjaciółką. Odnajduję swoją tożsamość najpierw w relacji do Tego, co mnie woła po imieniu, a potem – do kolejnych Ważnych Osób.

W niektóre role wchodzi się łatwo, w inne trudniej. Biorąc pod uwagę, że można robić dobrze jedynie to, co się kocha, byłoby idealnie, by w najważniejszych obszarach życia mieć odrobinę pasji. Nie kocha się tego, w czym człowiek wypada słabo czy ma poczucie braku kompetencji: nieraz już przewidywany brak sukcesu powoduje odruch ucieczki. I dlatego bardzo jesteśmy wdzięczni tym, co nas zapisali na warsztaty o wychowywaniu dzieci, gdy zaczęliśmy doświadczać z Mężem w tej dziedzinie spektakularnych porażek. Nabywanie nowych umiejętności sprawia, że czujemy się pewniej jako rodzice, a spełnianie tej roli daje więcej radości, gdy nie jest się samemu jak dziecko we mgle.

Nie bójmy się sięgać po niezbędne aktualizacje do naszych życiowych ról. Żebyśmy się za nie brali twórczo i z wiarą.

Małgosia

*Kapitan X = Ks. Jarosław Szymczak

Sąd

March 16, 2012 7:03 am

„Wzgardzony i odepchnięty przez ludzi…” (Iz 53, 3)

Osąd. O-sąd. To coś, czego doświadczył Jezus w poranek męki, gdy zaliczony został do grona złoczyńców. Wyrok: kara śmierci! Jeszcze zanim wziął krzyż na swe ramiona,  ukrzyżowano Jego serce – słowem.

Jak tragicznie można się pomylić w swym osądzie! Jak łatwo cisnąć niesprawiedliwym oskarżeniem w sam środek czyjegoś serca!

Zdumiewa mnie moc słów. Ten sam język, który może tworzyć rzeczywistość pełną miłości  i pokoju, może też posłużyć za narzędzie zniszczeń i zadawania ciosów; wydawania krzywdzących i nierzetelnych o-sądów.

Więc już rozumiem, dlaczego Jezus tak często przestrzegał: „Nie sądźcie…” Bo tak łatwo jest nam dać się ponieść emocjom i przyjąć za całą prawdę – tylko zewnętrzne pozory lub zniekształcony własną interpretacją cień spraw.

Jak ważne jest dla mnie, w kontekście pierwszej stacji drogi krzyżowej,  ćwiczenie obrony współmałżonka przed oskarżeniami w sobie samym!*

Stając się coraz bardziej wolna od oskarżeń innych ludzi we własnym sercu, łatwiej mi nie dołączać do grona oskarżycieli, gdy mimowolnie staję się uczestnikiem czyjejś „rozprawy sądowej”.

Basia

*To jedno z ćwiczeń Programu „Ja+Ty=My”

bliskość

March 15, 2012 6:08 am
Mówiłem: “Gdybyś wiedział, nie chciałbyś mnie.
Moje rany są ukryte głęboko pod twarzą, którą noszę.”
On powiedział: “Moje dziecko, Moje rany są głębsze.
To miłość do Ciebie była ich przyczyną.”

(B. & G. Gaither, Jestem kochany)

Moja ziemia jałowa, moje miejsca niechciane – to z nich On czyni swoje Święte Świętych. Moje drzwi, zza których puka do mnie pustka i lęk, moje nieodrobione lekcje, moje rozczarowane plany – nad nimi rozpina Namiot Spotkania. Nie pomimo moich braków, ale w braki moje – przychodzi. Pragnie bliskości, której ja przecież daleko bardziej od Niego potrzebuję.

Małgosia

sms na dzisiaj

March 14, 2012 8:51 am

“A teraz, Izraelu, słuchaj praw i nakazów, które uczę was wypełniać, abyście żyli i doszli do posiadania ziemi, którą wam daje Pan, Bóg waszych ojców.” (Pwt 4,1)

Jezus nie zmienił Prawa, ale je sobą wypełnił. A obietnicę jeszcze raz powtórzył: “A kto je wypełnia i uczy wypełniać, ten będzie wielki w królestwie niebieskim.” (Mt 5, 19)

Zobaczcie, jak bardzo Pan nas kocha: nigdy nie przestaje nas zachęcać do wierności.

Może łatwiej nam będzie wywiązać się dziś ze swoich zobowiązań, jeśli będziemy sobie nawzajem w tym życzliwie pomagali?

Dosia

pocztówka z Indii

March 13, 2012 6:30 am

Hinduski poeta Kabir (1440-1518) mówi w wierszu, że często mamy nadzieję w którymś momencie spotkać Boga. Jak mało jednak pamiętamy o tym, że ten moment dokonuje się przy boku osoby, która jest obok nas! Ileż prawdy jest w stwierdzeniu, że często szukamy Boga, ale nieczęsto mamy świadomość tego, że mieszka w każdej osobie, którą spotykamy! “Czy nie wiecie, że ciało wasze jest świątynią Ducha Świętego?” (1 Kor 6, 19-20)


Cieszę się, że zanim przeprowadziłem się do Chennai, gdzie mieszkam teraz, całe życie spędziłem w Kalkucie.

Miałem sposobność odwiedzić Wrocław i bardzo podobało mi się i miasto, i ludzie. Gdy ludzie w Polsce pytali mnie, skąd dokładnie przyjechałem, niemalże nikt nie słyszał o Chennai! Niektórzy nie znali nawet New Dehli, które jest dla Indii tym, czym Warszawa dla Polski. Zachwycało mnie jednak, że wszyscy słyszeli o Kalkucie. Oczywiście głównie z powodu Matki Teresy – wspaniałej zakonnicy, która poświęciła swoje życie Jezusowi, którego widziała w każdym człowieku! „Każdy z nich to Jezus w przebraniu” – tak mówiła o ubogich i pogardzanych, którym niosła światło.

Jako młody chłopak miałem okazję spotkać ją kilka razy. Zachowałem w pamięci moment, gdy po raz pierwszy ujrzałem tę świętą siostrę. Siedziała na podłodze w kąciku kaplicy Misjonarek Miłości. Z ulicy dobiegał szum – klaksony aut, hałas przejeżdżających tramwajów, rzężenie uruchamianych ponownie silników. Ona jednak była pogrążona w modlitwie. Dziś w miejscu, gdzie siadywała, znajduje się jej figura.

Kończę tymi kilkoma myślami: oby udało się nam widzieć Boga w każdym, kogo spotkamy w tym tygodniu i podjąć dialog z Bogiem właśnie w tym danym nam momencie spotkania. Dobrego tygodnia!

Joseph

polifonia

March 13, 2012 6:00 am

– czyli wielogłosowość. Była u zarania pomysłu na blog, który pokazywałby migawki z codziennego życia wiary.

Więc wiele głosów, różne perspektywy i zamiast jednego autora – autorzy. Jedna wiara, ale różne sposoby jej odkrywania, przeżywania i dzielenia się nią, by blog – tak, także ta prosta i ogólnie dostępna forma pisania – stawał się miejscem spotkania, wymiany. Komunią piszących, czytających, ponoszących trud tłumaczenia i edycji tekstów. Miejscem gościnnym i nie całkiem wirtualnym.

Od dziś znajdzie się na “Przystani” specjalne miejsce dla cumowania szalup Gości.
Pierwszy z nich, Joseph, mieszka w odległości 7 tysięcy kilometrów od Polski, w kraju, w którym chrześcijanie stanowią 3-5% populacji. Cieszymy się bardzo, że znalazł czas i słowa, którymi zechciał się podzielić na “Przystani”. Oddajemy głos Indiom.

Czas dla nas

March 12, 2012 6:00 am

No właśnie. Jak pielęgnować naszą miłość? Między innymi dbając o czas dla nas. Tylko jak znaleźć ten czas, gdy wychodzi się wcześnie rano i wraca późnym wieczorem? Oczywiście pozostaje jeszcze zawsze przysłowiowe „pięć minut” pod koniec dnia. Niestety wtedy nadajemy się jedynie na szybką rewitalizację i owe “pięć minut” bardzo łatwo – prawie samoczynnie – się marnuje.

Jednak znalazłem pewien sposób. Zacząłem bronić czasu dla ukochanej żony w swym sercu. Wystarczy w pogoni zajęć i obowiązków skierować myśl ku tej osobie, której nie ma koło nas fizycznie, ale która przecież jest tak blisko. Po co byłaby nasza praca, nasze wysiłki, pokonywanie trudności, gdyby nie powroty w ramiona, które na nas czekają? I te powroty są zupełnie inne, gdy w ciągu dnia kilkakrotnie, choćby przez parę sekund, uświadomimy sobie i pozwolimy „poczuć” naszą wzajemną miłość.  Taki „myślowy” sms do żony będzie przez nią odebrany. Zwłaszcza, gdy zostanie dopełniony uśmiechem, miłym słowem i gestem po powrocie do domu. Wtedy okazuje się, że owe „pięć minut” wieczorem zdecydowanie trudniej zmarnować.

Z tych „sms-ów” oraz niezmarnowanych wieczornych “pięciu minut” rodzi się z kolei siła, by wywalczyć może jeden wieczór w tygodniu, może choć jeden dzień w miesiącu… tyko dla nas, by karmić naszą miłość.

nowy gadżet

March 10, 2012 8:10 am

Zmogła mnie gorączka, taka, że ani ręką, ani nogą. W pokoju naszego synka, który od zawsze służy chorującym za izolatkę, jest tak, że leżąc w łóżku patrzy się na ogromne lustro na przesuwanych drzwiach szafy wnękowej, a w nim odbija się okno. Poza brudnymi szybami, o których pisałam wcześniej, widzę jak przesuwają się chmury po już wiosennym błękicie. Mogę tak wpatrywać się w ten ruchomy obraz, jakbym oglądała najciekawszy program. Co przypomniało mi ten, znaleziony kiedyś na FB, rysunek Michalea Leuniga.

Jeśli niebo daje tyle, to ile więcej daje wpatrywanie się w niebo przez “N”? Ile sprawia prosta “bezczynność” modlitwy?

Weronika

March 9, 2012 7:25 am

Nie miał On wdzięku, ani też blasku, aby na Niego popatrzeć. (Iz 53,2)

Nie zawsze mój mąż, dzieci, przyjaciele są pełni „wdzięku i blasku”. I nie zawsze łatwo mi jest na nich patrzeć i z nimi być, zwłaszcza gdy są rozdrażnieni czy w jakikolwiek inny sposób trudni do przyjęcia. Ale właśnie wtedy; chyba najbardziej wtedy, sprawdza się moja miłość do nich.

Czy stać mnie wówczas na miłosierdzie i odwagę Weroniki; pełne dobroci gesty, spojrzenie sięgające ponad to, co aktualnie zniechęca do kontaktu?

Czy wychodzę naprzeciw cierpieniu drugiego człowieka, czy nie zamykam się przed nim we własnym lęku, urazie, poczuciu bezradności, onieśmieleniu sytuacją?

Bywa różnie, choć wiem, że na drogach krzyża nie może zabraknąć miłości.

Basia

sms na dzisiaj

March 8, 2012 8:04 am

“Błogosławiony mąż, który pokłada ufność w Panu, i Pan jest jego nadzieją!” (Jr 17,7)

Gdy wszystkie nasze pragnienia i oczekiwania oddamy Panu, wtedy otrzymamy właśnie to, czego nam najbardziej potrzeba.

Dowartościowania i uznania? – “Nie lękaj się, bo cię wykupiłem, wezwałem cię po imieniu : tyś moim” Iz 43,1.

Bezpieczeństwa? – “Pan Cię strzeże, Pan twoim cieniem przy twym boku prawym” Ps 121,5

Zrozumienia? – “Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię” Mt 11,28

Siły? – “Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia” Flp 4,13

 I wreszcie:

Miłości? – “Ukochałem cię odwieczną miłością” Jr 31,3

Dosia