odstęp

February 25, 2017 5:00 am

Pisałam o tym już kiedyś, że mocno zapadła mi w pamięć tabliczka zamieszczana na ostatnim wagonie wrocławskich tramwajów: “zachowaj odstęp”. Czyli: pamiętaj o pewnej odległości, bo inaczej znajdziemy się w niebezpiecznej sytuacji. Jak bardzo się to sprawdza w relacjach, choć wydaje się nieraz, że w małżeństwie to nie jest już konieczne. Że ślub otwiera drogę do takiego zlania się i zmieszania ze sobą, że “odstęp” nie jest już potrzebny.

A przecież jest. To właśnie jego brak powoduje myślenie, że mam kogoś na własność, że druga strona musi spełniać moje życzenia i oczekiwania, zaspokajać wszystkie potrzeby – i że w zasadzie powinno to być jego czy jej życiową misją. A przecież to “odstęp” bardzo pomaga budować zdrowe relacje, zwłaszcza w momentach, gdy – jak pisała wczoraj Ania – pięknie się różnimy. Tak pięknie, że aż może się w głowie zakręcić pod wpływem trudu, jaki różnice wnoszą do naszego świata.

“Odstęp” pomaga zrozumieć, że drugi człowiek może myśleć, mówić i robić inaczej niż ja. I że ta inność nie jest wymierzona przeciwko mnie – również wtedy, gdy jestem oceniana, gdy ktoś ma inne zdanie od mojego czy gdy mnie krytykuje. “Odstęp” pozwala zostawiać krytykę przy krytukującym i powiedzieć “widzę, że masz na ten temat inne zdanie”. Bez konieczności bronienia siebie czy ataku, który mógłby uratować resztki naszej samooceny.

Ten “odstęp”, który możemy nazwać szacunkiem, pomaga na co dzień róznież powstrzymać się przed głupim żartem, wyśmianiem jakiejś słabości albo zawstydzaniem. Przed “rozkazami” i rozliczaniem, przed prawieniem kazań czy byciem “kierownikiem duchowym” dla męża czy żony. Bo przecież te rzeczy bolą w każdej relacji. Szacunek nie tłamsi, on drugiego wzmacnia i afirmuje.

Małgorzata Rybak

Jak pięknie się różnimy

February 24, 2017 5:04 am

Kiedy myślę o szacunku, pojawia się we mnie wiele pytań. Bo czym tak naprawdę jest szacunek ? Wartością? Uczuciem? Czy może jeszcze czymś innym? A czym jest szacunek w relacji? W jaki sposób możemy wyrazić szacunek do Męża/Żony? Mam poczucie, że dla mnie to wciąż temat wymagający codziennej pracy nad sobą i bardzo daleko mi do „ideału”…

Wydaje mi się, że dla mnie chyba najpiękniejszym sposobem wyrażenia szacunku jest dar uważności. Żyjemy w ciągłym biegu, otoczeni mnóstwem urządzeń, starając się łączyć role mamy/ojca; męża/żony, pracownika. Uważność to pokazanie Mężowi: “widzę Cię” – poprzez uśmiech, spojrzenie w oczy, pocałunek na dzień dobry. Zauważanie, czy jest zmęczony, czy radosny, czy może coś go nie boli? Bycie żywo sobą zaciekawionym. Dostrzeżenie („z miłością”:) ) kolejnej cudownej zmarszczki, dodającego szlachetności siwego włosa, nowej, pięknie podkreślającej sylwetkę sukienki, dobrze przyciętej brody.
Zdarza nam się z Pawłem chodzić na ściankę wspinaczkową. Wspólne wspinanie to doskonała lekcja uważności. Najpierw trzeba zadbać o właściwe ubranie sprzętu i tu dobrym nawykiem jest sprawdzanie siebie nawzajem, upewnienie się, czy nasz partner pamiętał o wszystkim, czy dobrze zawiązał linę itp., bo przecież chodzi o nasze bezpieczeństwo. Żeby kogoś dobrze asekurować, trzeba być z tą osobą w stałym kontakcie, cały czas na nią patrzeć, żeby w razie czego wyłapać jej odpadnięcie od ścianki. Osoba asekurująca uważnie słucha komunikatów wspinającego, który np. może potrzebować odpoczynku i trzeba zrobić blok. Znowu osoba wspinająca dba o to, żeby jasno przekazać swoje potrzeby i zawsze upewnia się, że druga strona je dobrze zrozumiała. Jakże potrzebna jest naszym relacjom taka uważność, troska i ciągłe upewnianie się, jak jest. Kiedy rodzi nam się dziecko, przez pierwsze miesiące, kierowani miłością i troską, uważnie je obserwujemy. Śledzimy i świętujemy pierwszy uśmiech, pierwszy głośny śmiech, pierwsze przekręcenie się na plecki. A gdyby tak – chociaż czasami – spojrzeć w ten sam sposób na naszego Ukochanego/Ukochaną? Gdyby próbować odnaleźć w sobie radość z odkrywania siebie i tego jak pięknie się różnimy!

Warto być także szczególnie uważnym na emocje. Czytać nie tylko komunikaty werbalne, ale także te niewerbalne. Uczyć się nazywać i komunikować swoje emocje za pomocą uczuć, a nie intelektu. Konflikty rodzą się na poziomie racji, a nie uczuć; te zawsze są prawdziwe, ale oczywiście bardzo trudno nam ubrać w słowa, to co odczuwamy.

Każdy z nas ma prawo przeżywać emocje na swój sposób. Ja na przykład mam duszę idealistyczną i bardzo często zapalam się do różnych pomysłów i cała nimi „płonę”. Paweł jest z natury pragmatykiem i zwykle ocenia pomysł pod kątem racjonalnych kryteriów. I pomimo że mam tego świadomość i nie powinnam tworzyć w głowie oczekiwań, to bardzo trudno jest mi zaakceptować i uszanować sposób, w jaki on reaguje. Zbyt często złoszczę się, irytuję, czując zawód i rozczarowanie, że on gasi mój zapał i podcina mi skrzydła. 🙂 I tu właśnie potrzeba szacunku i akceptacji różnić. Szacunek zatem to nasze codzienne wybory, to doskonalenie się w umiejętności patrzenia na problem z innej pespektywy niż moja własna. To umacnianie przekonania, że to świetnie, że tak pięknie się różnimy!

Ania

Lotniska

February 23, 2017 4:54 am

 

Nie wiem, czy jest takie drugie miejsce, gdzie można spotkać ludzi z prawie każdego miejsca na świecie, jak lotnisko. We wtorek ruszyłem w kolejną podróż misyjną z naszymi Programami i już to wystarczyło, żeby się znaleźć na 4 lotniskach. Od zdominowanego przez Polaków (lotnisko Chopina w Warszawie), po zdominowane przez Kolumbijczyków – w Cartagenie. Największe jednak było po drodze, w Amsterdamie. Ilość twarzy z całego świata po prostu poraża.

To drugie na świecie lotnisko (podobno po Singapurze), gdzie rzeczywiście zatroszczono się o pasażerów. Jest tyle różnych zakątków, gdzie można wygodnie się położyć (wielkie materace-poduszki), wygodnie odpocząć (rozłożone fotele) czy coś zjeść (od McDonald’s po restauracje z wielu kręgów świata), czego nigdzie indziej nie spotkałem. Wszędzie informacje, ile minut do którego terminala, wszystko czytelnie opisane i zrobione z myślą o pasażerach. Teoretycznie wszędzie powinno być podobnie, bo przecież lotnisko to lotnisko, ale okazuje się, że także w tej dziedzinie można myśleć inaczej. Także z perspektywy potrzeb pasażera, który czasem spędza całe godziny oczekując na samolot (ja miałem prawie 5 godzin oczekiwania).

Szacunek okazywany drugiej osobie wyprowadza nas samych z zamieszkiwania w sobie i pozwala widzieć świat oczami drugiej osoby. Pozwala nam dostrzec nasze różnice i umieć się nimi zachwycić, zamiast na nie się wkurzać. Szacunek jest dla nas samych szansą na przekroczenie siebie i na wzrost.

Z pamięcią o Was

ks. Jarosław Szymczak

Wspomnienia

February 22, 2017 5:00 am

Ostatnio na blogu pojawiały się wrażenia po Programie 1. Tak miło się czyta, ile dobra wniósł on w życie małżonków. To zaledwie dwa dni, a tyle przemian, odkryć, zachwytów…
Czytając te świadectwa, myślami cofnęłam się do naszego JA+TY=MY. Przeżywaliśmy Program jako 10-dniowe rekolekcje w Wisełce w lipcu 2009 roku. Było spokojnie, ciepło i jeszcze nie zdawaliśmy sobie sprawy, jakim skarbem na przyszłość będzie dla nas.

Byliśmy wówczas młodziutkim małżeństwem, z niespełna rocznym stażem. Mieliśmy na świeżo w pamięci nasze poznanie, zaręczyny i ślub. Mieliśmy też wizje dotyczące naszej przyszłości oraz nas samych. To był czas, gdy wciąż poznawaliśmy nasze odmienności, różnice, cechy charakteru. Tematyka idealnie wpasowała się w potrzeby i otworzyła nam oczy na wiele kwestii. Między innymi zrozumiałam, że mój mąż, będąc wspaniałym słuchowcem, osobą, która słyszy moje myśli, odgaduje uczucia, rozumie mnie, nie musi patrzeć na mnie, gdy ja coś mu opowiadam. On, nie patrząc, skupia się na tym, co mówię, nawet jeszcze bardziej. Szanuje mnie, a nie lekceważy. Ja natomiast zawsze potrzebowałam i wymagałam kontaktu wzrokowego – miałam wtedy poczucie, że jestem wysłuchana. To było wielkie odkrycie, gdy się dowiedzieliśmy, że Łukasz jest prawie 100% słuchowcem, a ja 100% wzrokowcem.

Dziękujemy Bogu za tą wiedzę i za cały Program. Mamy głęboką świadomość, że to doświadczenie otworzyło nam drogę do pełnej akceptacji siebie nawzajem. Już nie staramy się siebie nawzajem zmieniać, ale z szacunkiem i łagodnością cieszymy się naszymi różnicami. 🙂

Ola

Ucieczka z domu… do domu naszego wnętrza

February 21, 2017 7:04 am

Będąc ojcem czwórki dzieci dobrze zdaję sobie sprawę, że rodzinne życie domowe wymaga dużo wysiłku, zmagań i wyrzeczeń. Daje dużo radości i satysfakcji, ale też przysparza smutków i trudności, które codziennie musimy pokonywać razem z żoną. Wiemy, że siły do tych codziennych zmagań możemy regenerować w naszej dobrej relacji małżeńskiej. Cieszymy się więc, że są sposoby, aby tę relację budować, rozwijać i wzmacniać.

To jest jedna strona naszego życia. Ta związana z domem rodzinnym.

Drugą, nie mniej ważną stroną naszego życia jest dom naszego wnętrza. Miejsce, gdzie każdy z nas jest po prostu sam. Miejsce, gdzie możemy spotkać się z Bogiem. Miejsce, gdzie możemy zdać sobie sprawę, co czujemy i skąd to wynika. Miejsce, gdzie odczuwamy niewyjaśniony smutek, gniew, żal, a nawet lęk. Miejsce, gdzie druga osoba może się znaleźć tylko wtedy, kiedy jej otworzymy drzwi i kiedy zechce przez nie wejść z odpowiednią delikatnością. Miejsce, gdzie powinniśmy się czuć sobą i gdzie powinno także nam być dobrze.

Coraz bardziej jestem przekonany, że obydwa te domy są równie ważne. Dbajmy o nie, spędzając w nich odpowiedni czas. Pozwólmy sobie na chwile samotności w domu naszego wnętrza, aby umocnieni wracać do naszego domu rodzinnego, gdzie będziemy ostoją dla naszych bliskich.

Robert

“Na szacunek trzeba sobie zasłużyć”

February 20, 2017 4:58 am

Gdy Pawełek zasypia, siadam do karcianego stolika naszej ekipy w małym domku w Czechach, gdzie toczy się rozgrywka “Five Crowns” (jeszcze nie znam zasad) i mówię do zebranych przyjaciół-trenerów Programów, w tym redakcyjnej Doroty, że jeszcze szybko w telefonie napiszę wpis na jutro. I że będziemy teraz zastanawiać się na blogu nad Tematem 2, czyli tym o “szacunku i akceptacji różnic”. Starzy wyjadacze JA+TY=MY, Renia i Andrzej, rzucają prowokacyjnie, trącając się łokciami: “Na szacunek trzeba sobie zasłużyć”. 😉

I myślę, jakie to trafne. Przecież tę właśnie zasadę podpowiada nieustannie nasz dialog wewnętrzny. “Mogłabym go szanować,  gdyby tylko…” “Okazywałbym jej szacunek, jeśli przestałaby robić to czy tamto…” I wpadamy w pułapkę, w której potem w małżeństwie biegamy jak chomiki w kołowrotku. Błędne koło. Brak szacunku będzie potęgował zachowania obronne, te, które będą miały udowodnić, że coś znaczę i mam autorytet.  Albo spowodują ucieczkę w egoizm, by jakoś zaspokoić własne potrzeby, których nikt nie szanuje.

Jest na to tylko jedno lekarstwo: przyjąć zasadę odwrotną, że na szacunek nie trzeba zasługiwać. Jest on rzeczą darmową. Drugiemu człowiekowi okazujemy go gratis, dlatego że jest osobą i wszystko inne będzie poniżej tego, na co zasługuje, poniżej jego godności. Szacunek może stać się poręcznym i niezawodnym sitkiem dla myśli, słów i gestów.

Zaproszony do domu sprawi, że będzie w nim bezpieczniej. Zamiast skupiać się na udowadnianiu, że mam autorytet, będę mógł /mogła skupić się na tym, by kochać.

Pamiętamy tylko, że aby go w domu przybyło, mam nie tyle go oczekiwać, co okazywać i zaskakiwać nim drugą stronę. 🙂

Małgorzata Rybak 

“Biorę Ciebie za żonę/męża”

February 19, 2017 4:38 am

Formuła, do której tak się przyzwyczailiśmy. Brać, to według słownika: „obejmować w posiadanie”, ale zestawione z kimś drugim – “biorę Ciebie” – przestaje być tak oczywiste. A jednak ciągle trzymamy się tej formuły, nawet nie za bardzo ją tłumaczymy, bo uważamy, że to zrozumiałe same przez się, że przecież nie bierzemy na siłę, że nie chodzi o ubezwłasnowolnienie ani o uprzedmiotowienie i że od razu połączone ze ślubowaniem miłości, wierności i uczciwości małżeńskiej oraz “że cię nie opuszczę aż do śmierci”.

A jednak towarzysząc przez tyle lat małżeństwom w kryzysie (czy wręcz opuszczonym małżonkom), zauważam, że ten element nie jest taki oczywisty, że właśnie ta prosta formuła: „wziąć kogoś” oznacza ogromną odpowiedzialność, z której ludzie zbyt szybko rezygnują. Ona bądź on nie jest taki jaki miał być, moje „delikatne” sugestie zmiany nie są brane pod uwagę i zaczynamy się zwalniać z pozostałych elementów: miłość już nie jest wysiłkiem kochania całej drugiej osoby, tylko staje się uczuciem, które może zaniknąć; wierność jest narażana przez swobodne rozmowy i zachowania wobec osób płci przeciwnej, a uczciwość małżeńska sprowadza się do przynoszenia pieniędzy do domu lub wykonywania w nim wszystkich obowiązków.

Jednym z najpiękniejszych owoców naszych Programów jest moment, kiedy małżonkowie podejmują świadomie swoje małżeństwo jako swoje osobiste powołanie, jako miejsce wzrostu i walki, jako zadanie dla siebie, by kochać całym sercem, bez warunków, bez „ale” i bez zastrzeżeń. Biorę i ślubuję, bo sam siebie oddałem aż do śmierci.

Ks. Jarosław Szymczak

język równoległy

February 18, 2017 5:00 am

Nauka języków obcych zawsze sprawiała mi trudność.  Może to brak talentu, może nauczyciel „winny”, a może to jednak mój bunt.  😉 Właściwie to nieważne. Nauce każdego języka towarzyszy wysiłek.  Potrzebny jest nauczyciel, a zdobyte umiejętności można sprawdzić tylko w kontakcie z drugim człowiekiem. Gdy następuje porozumienie – satysfakcja gwarantowana.

Istnieje też pewien język, który jest niezbędny do prawidłowej komunikacji. Język, który powinien być używany równolegle do języka, w którym się komunikujemy. Nieodzowny w życiu codziennym – zarówno w domu, jak i w pracy; w sklepie i w kościele. Język pełen łagodności, cierpliwości, wyrozumiałości i ciepła.

To język miłości.

Pewne przysłowie mówi: „Mów sercem, a i głusi cię zrozumieją”.

Pewnie nie raz przekonaliście się o tym, że też go znacie.

Dorota

Górski trening łagodności

February 17, 2017 5:00 am

Mamy to szczęście dzielić z Pawłem wspólną orbitę: góry. W ostatni weekend wybraliśmy się w nasze ukochane Tatry. Okazało się, że wspólny trekking w trudnych, surowych zimowych warunkach, paradoksalnie może być cudowną lekcją łagodności! Kiedy wspinamy się do góry, każde z nas idzie własnym tempem. Dla wysportowanego, szybkiego Pawła oznacza to – co jakiś czas – czekanie na mnie i sprawdzanie, czy wszystko ze mną ok. Myślę, że to bardzo uczy go pokory, uważności na mnie. Dla mnie z kolei to lekcja zaufania – podążania śladami zostawionymi przez niego; to wiara, że poczeka, obejrzy się, ale także akceptacja tego, że każde z nas może iść własnym tempem, że on nie musi zwalniać, żeby dotrzymać mi kroku. Nie musimy rozmawiać, aby czuć swoją bliskość i troskę. Ważne, jeśli w końcu spotkamy się, aby wspólnie odpocząć czy wreszcie podziwiać szczyt!

Góry dają też wspaniałą możliwość opiekowania się sobą nawzajem. Tylko w górach Paweł wiąże mi sznurówki butów :-), dba o to, żebym się nie przegrzała (bo zwykle jako zmarzluch wkładam na siebie kilka warstw). Ja z kolei mogę okazać mu wdzięczność i tak potrzebne każdemu mężczyźnie przekonanie, że mu ufam, że pójdą z nim wszędzie, że jest moim przewodnikiem.

Pięknym dla mnie czasem jest też moment zejścia, kiedy idziemy już blisko siebie, oddechy nie są już takie rwane i możemy rozmawiać. Magia przyrody wokół – cisza, brak ludzi (tak jest tylko zimą w Tatrach 🙂 ), przestrzeń – ogrania nas, łagodniejmy po wpływem tych cudów natury i mamy odwagę rozmawiać o rzeczach ważnych, marzeniach, obawach, planach, a nie tylko o liście zakupów… 🙂

Wspólne górskie doświadczenia jeszcze długo nosimy w sobie i sprawiają one, że łatwiej jest w sobie obudzić tak potrzebną w relacji łagodność.

Ania

Świadectwo po Programie JA+TY=MY we Wrocławiu

February 16, 2017 5:00 am

Dziękujemy za warsztaty, które stały się dla nas startem w nową podróż, której drogowskazem jest uważność.

Niestety w długich stażach małżeńskich (my dinozaury to wiemy ? )… z każdym rokiem, tak po kropelce, wycieka ze zbiornika empatia, wrażliwość i takie świeże dostrzeganie drugiego obok nas… Pozwalamy niechcący na stępienie wszystkich zmysłów, które jeszcze tak niedawno były nastawione na męża czy żonę.

Nasz pobyt we Wrocławiu zadziałał jak mocny odkurzacz. Widzimy wreszcie, co mogliśmy wkrótce stracić. Dobrze, że jest program JA+TY=MY – to propozycja przeznaczona dla WSZYSTKICH stażów małżeńskich !!! Przywraca wzrok miłości i nie pozwala jej zardzewieć!

Ciszymy się na dalsze kontynuowanie spotkań i sympatycznych zadań. Koperty* to powrót do dzieciństwa – ciekawość: co będzie jutro? Wprowadzenie zabawy w powszedni dzień bardzo go urozmaiciło.

Dziękujemy Wam za ciepłe zaopiekowanie podczas warsztatów. Liczymy na kolejne spotkania!

Kasia, żona Janusza, Nowy Sącz

*koperty to nowa forma kontynuacji pracy po Programie :) możecie się po nie zgłaszać do Waszych par trenerskich [przyp. red.]