powody do radości

April 12, 2012 7:44 am

„Nie bójcie się” (Mt 28, 10)

„Pokój Wam”(Łk 24, 36)

A więc nie muszę się już niczego bać!  Mogę żyć w pokoju, jaki przynosi Zmartwychwstały Pan! On wyzwala od wszelkiej trwogi!

Nie muszę się już niczym zamartwiać, bo skoro Pan prawdziwie zmartwychwstał, to prędzej czy później wszystko będzie dobrze!*

Skoro pokonał moce ciemności, to i moje ciemności rozproszy.

Skoro usunął grzech, to i mnie pomoże go przezwyciężyć.

Skoro On żyje, to nigdy nie będę sama.

Skoro zwyciężył śmierć, to i ja nie umrę, lecz będę żyć wiecznie.

Znajduję w tych myślach powody do radości!

*”Chcę sprawić, że wszystko będzie dobrze. Sprawię, że wszystko będzie dobrze. (…) I sama zobaczysz, że wszystko będzie dobrze.” (Jezus do Julianny z Norwich)

Basia

sms na dzisiaj

March 31, 2012 10:29 am

„Zamienię bowiem ich smutek w radość, pocieszę ich i rozweselę po ich troskach.”          (Jr 31, 13)

Pan jest Tym, który pociesza i rozwesela. Pan jest Tym, który przemienia. Przemienia moje myślenie, moje uczucia, moje serce, moje życie. Jak dobrze jest tego doświadczać!

Basia

Cyrenejczyk

March 30, 2012 7:00 am

„…zatrzymali niejakiego Szymona z Cyreny, który wracał z pola, i włożyli na niego krzyż, aby go niósł za Jezusem.” (Łk 23, 26)

Choć został przymuszony, to wspominamy go przy rozważaniu każdej drogi krzyżowej. Bo  jednak, chcąc-nie chcąc,  poniósł krzyż – tak długo, jak było trzeba. Jego trud stał się częścią drogi krzyżowej Pana.

Płacz synka w środku nocy, nagły  telefon z prośbą o pomoc, choroba kogoś bliskiego, dziecięcy problem wymagający szybkiej interwencji. Czasem mnie również przymusza sytuacja – gdy coś trzeba zrobić koniecznie i „na już”.  Najtrudniej jest, gdy właśnie wtedy „wracam z pola”, czyli padam z nóg i marzę  już tylko o chwili oddechu.

Nie zawsze dar z siebie przychodzi mi łatwo. Zdarza się, że muszę nawet samą siebie przymuszać, by sprostać sytuacji. I nie zawsze też mojej miłości do innych towarzyszą uczucia przyjemne. Pomaga wtedy myśl, że  każdy wiele mnie kosztujący i ofiarowany Panu dar z siebie jest jak ewangeliczny „talent”, którym On obraca, pomnażając wartość początkową. Czyż nie jest Mu miły także i ten mój trud, do którego się przymuszam – z miłości? Są dni, gdy takich „talentów” można nazbierać dla Niego wiele.

Basia

Zwiastowanie

March 26, 2012 6:00 am

Dziś myślą i sercem przenosimy się do Nazaretu. To tu wydarzyło się coś, co na zawsze odmieniło bieg historii – począł się Jezus!

Z podziwem wpatruję się w Maryję, która to niezwykłe i niespodziewane wydarzenie potrafiła przyjąć w tak spokojny sposób, z pokornym, ufnym i w pełni otwartym na Boży plan sercem. A przecież zapewne miała świadomość konsekwencji swojego „FIAT” – najtragiczniejszą z nich mogło być przecież ukamienowanie! Pewnie zastanawiała się również, jak przyjmie tę sytuację Józef.

A Józef – czyż nie cierpiał, gdy dowiedział się, że jego ukochana żona stała się brzemienna – została matką dziecka, którego na pewno nie jest ojcem? Z zachwytem myślę o Józefie, który ocalił wtedy Maryję przed oskarżeniami w sobie samym. Ocalił, choć przecież nie rozumiał – ani Jej, ani zaistniałej sytuacji. A jednak nie osądzał, nie potępiał, nie pozwolił sobie na rozgoryczenie i czynienie wyrzutów Maryi.

Czy dla nich dwojga, w pierwszych chwilach oswajania się z nowiną, poczęcie Jezusa nie stało się próbą małżeńskiej miłości? – Próbą, przez którą przeszli w zachwycająco piękny sposób?

Również dla wielu z nas – matek i ojców, niespodziewane poczęcie dziecka, choć w swej istocie jest przecież zawsze wydarzeniem radosnym i godnym jak najpiękniejszego świętowania, stanowi czasami próbę małżeńskiej miłości.

Widać tak Pan Bóg chciał, by w życiu małżeńskim splatały się ze sobą wielkie radości i cierpienia; nadzieje i obawy, skoro nie oszczędził tego nawet najświętszym małżonkom – Maryi i Józefowi. Zawierzmy Im dziś nasze rodzicielstwo. Prośmy o pomoc w owocnym przeżyciu prób małżeńskiej miłości. Bo Oni tak dobrze nas rozumieją!

Basia

Matka

March 23, 2012 6:00 am

wierni w miłości będą przy Nim trwali… (Mdr 3,9)

Matka – obecna od początku do samego końca krzyżowej drogi.

Wierna w miłości. Wytrwała i mężna w cierpieniu. To Ona pokazuje nam, jak ważna jest współczująca i cicha obecność, pełna dobroci i modlitwy, przy kimś, kto bardzo cierpi.

Nie zapominajmy, że we wszystkich naszych bólach i smutkach towarzyszy nam Matka. Od Niej uczmy się, jak kochać cierpiących.

Basia

Sąd

March 16, 2012 7:03 am

„Wzgardzony i odepchnięty przez ludzi…” (Iz 53, 3)

Osąd. O-sąd. To coś, czego doświadczył Jezus w poranek męki, gdy zaliczony został do grona złoczyńców. Wyrok: kara śmierci! Jeszcze zanim wziął krzyż na swe ramiona,  ukrzyżowano Jego serce – słowem.

Jak tragicznie można się pomylić w swym osądzie! Jak łatwo cisnąć niesprawiedliwym oskarżeniem w sam środek czyjegoś serca!

Zdumiewa mnie moc słów. Ten sam język, który może tworzyć rzeczywistość pełną miłości  i pokoju, może też posłużyć za narzędzie zniszczeń i zadawania ciosów; wydawania krzywdzących i nierzetelnych o-sądów.

Więc już rozumiem, dlaczego Jezus tak często przestrzegał: „Nie sądźcie…” Bo tak łatwo jest nam dać się ponieść emocjom i przyjąć za całą prawdę – tylko zewnętrzne pozory lub zniekształcony własną interpretacją cień spraw.

Jak ważne jest dla mnie, w kontekście pierwszej stacji drogi krzyżowej,  ćwiczenie obrony współmałżonka przed oskarżeniami w sobie samym!*

Stając się coraz bardziej wolna od oskarżeń innych ludzi we własnym sercu, łatwiej mi nie dołączać do grona oskarżycieli, gdy mimowolnie staję się uczestnikiem czyjejś „rozprawy sądowej”.

Basia

*To jedno z ćwiczeń Programu „Ja+Ty=My”

Weronika

March 9, 2012 7:25 am

Nie miał On wdzięku, ani też blasku, aby na Niego popatrzeć. (Iz 53,2)

Nie zawsze mój mąż, dzieci, przyjaciele są pełni „wdzięku i blasku”. I nie zawsze łatwo mi jest na nich patrzeć i z nimi być, zwłaszcza gdy są rozdrażnieni czy w jakikolwiek inny sposób trudni do przyjęcia. Ale właśnie wtedy; chyba najbardziej wtedy, sprawdza się moja miłość do nich.

Czy stać mnie wówczas na miłosierdzie i odwagę Weroniki; pełne dobroci gesty, spojrzenie sięgające ponad to, co aktualnie zniechęca do kontaktu?

Czy wychodzę naprzeciw cierpieniu drugiego człowieka, czy nie zamykam się przed nim we własnym lęku, urazie, poczuciu bezradności, onieśmieleniu sytuacją?

Bywa różnie, choć wiem, że na drogach krzyża nie może zabraknąć miłości.

Basia

drogi do Radości

March 2, 2012 7:00 am

Daj mi poznać drogi Twoje, Panie, i naucz mnie Twoich ścieżek!” (Ps 25, 4)

Wielki Post to dla mnie szczególny czas wpatrywania się w drogi Pana, a zwłaszcza w tę najtrudniejszą, ostatnią – krzyżową. Drogę milczenia, łagodności, powstawania z upadków; drogę ofiary, cierpliwości, przyjmowania bez skargi wszystkiego, co bolesne i trudne. Drogę Spotkania.

Chyba potrafię już odróżnić drogi Boże od nie-bożych. Oczywiście nie znaczy to jeszcze, że na tych pierwszych świetnie sobie radzę. Wciąż się ich uczę. Poznaję kodeks ruchu dróg jakże pięknych i trudnych.

Wiem, że drogi te są bezpieczne, chronione i mają jasno określony kres. Więc nie chcę zawracać, choć wiem też, że zawrócić na nich zawsze się da, bo Boże drogi nie odbierają wolności. W postęp na drodze wpisane są upadki – więc nie można się zniechęcać. I wcale nie chodzi o to, by mój wewnętrzny licznik wciąż wskazywał wysoką prędkość, a wszystko we mnie i wokół mnie działało perfekcyjnie.

Na Bożych drogach istotne dla mnie jest to, by dać się poprowadzić i zaufać Temu, który przewidział wszystko: każdy wybój, cierń i zakręt. Z Nim każdy upadek, cierpienie i trud to tylko środek do czegoś więcej! O ileż łatwiej jest mi, myśląc w ten sposób, konstruktywnie przeżywać trudne doświadczenia. Ostatecznie przecież Jego drogi zawsze prowadzą do Radości!

Basia

Pęknięte wiadro

February 24, 2012 8:36 am

Pewien nosiwoda miał dwa wiadra, w których co dnia nosił wodę z rzeki do domu swego pana. Zawieszał owe wiadra na końcach drążka, a drążek zakładał na ramiona. Jedno wiadro było pęknięte, a drugie miało się świetnie. Nieuszkodzone wiadro – świadome swej doskonałości – było z siebie dumne.  Pęknięte – świadome swego pęknięcia – cierpiało.

W końcu to pęknięte zwierzyło się nosiwodzie ze swego smutku. „Przez moje pęknięcie, co dnia przynosiłeś swemu panu dużo mniej wody, niż mógłbyś dostarczyć, gdybym było całe” – powiedziało. Wtedy nosiwoda zwrócił uwagę wiadra na piękne, kolorowe kwiaty mieniące się po jednej tylko stronie drogi i powiedział: „Kwiaty rosną po tej stronie drogi, a nie po drugiej, prawda? Zauważyłem pęknięcie i wykorzystałem je. Posiałem kwiaty po twojej stronie drogi. Każdego dnia, gdy wracaliśmy znad rzeki, piły wyciekającą wodę. Dwa lata zrywałem te kwiaty i ozdabiałem nimi dom mojego pana. Gdybyś nie było takie, jakie jesteś, nie moglibyśmy obdarować domu pana pięknem”*.

Choć jestem jak to pęknięte wiadro, to wiem, że nosi mnie Ktoś, kto wcale nie zniechęca się moim pęknięciem. Ten Ktoś nie podnosi rabanu z powodu „marnującej się wody”, nie przejmuje się  niezadowalającą według wszelkich ludzkich norm efektywnością. Wiem, że ten Ktoś potrafi wykorzystać nawet moje pęknięcia i braki, jeśli tylko złożę je na Jego ramiona. Bo On, jak nikt inny „z tymi, którzy Go miłują, współdziała we wszystkim dla ich dobra” (Rz 8,28).

Basia

*Opowieść w wersji rozszerzonej można znaleźć w książce I. Holler, Porozumienie bez przemocy. Ćwiczenia.