człowiek potrzebuje człowieka

September 22, 2016 5:00 am

Jakie słowa będą odpowiednie – co wypada, a co nie? Co jest za bardzo intymne, co za śmiałe? Pisząc ten tekst dzisiaj czuję się jak słoń w składzie porcelany. Można by przecież pożartować troszeczkę i coś o grach małżeńskich napisać 😉 , albo wręcz przeciwnie – bardzo na serio – coś o wychowaniu seksualnym. Można by – bo są to tematy i ważne, i potrzebne, i bardzo indywidualne, i intymne.

Jednakże wdzięczna jestem autorom Programu JA+TY=MY, którzy krok przedostatni, poprzedzający temat seksualności w małżeństwie, nazwali czułością. Bo choć potrzebna w dialogu i komunikacji, także i w tym temacie czułość jest kluczem. I bynajmniej nie chodzi tu o czułość kliszy fotograficznej czy czujki przeciwdymowej, ale o czułość, którą można wyrazić słowem, gestem czy czynem. O czułość, która przybliża. A przybliżając się, czule można powiedzieć kochanej osobie, że się ją rozumie, szanuje, że się razem z nią współodczuwa i że okazuje się jej uznanie.

Dzięki czułości można przetrwać czas, który wymaga powściągliwości seksualnej, choćby ze względu na połóg, odkładanie poczęcia dziecka, chorobę. “Takiej czułości ogromnie wiele potrzeba w małżeństwie, w całym tym wspólnym życiu, gdzie przecież nie tylko «ciało» potrzebuje «ciała», ale przede wszystkim człowiek potrzebuje człowieka” (K. Wojtyła, Miłość i odpowiedzialność).

Ale przecież dzięki czułości okazywanej sobie na co dzień, te chwile małżeńskiego zjednoczenia nabierają również niezwykłego blasku.

Dorota

małżeńskie scrabble

September 15, 2016 5:00 am

Każdy chciałby usłyszeć coś miłego.

Dlatego chciałam Wam dzisiaj zaproponować małą grę, która może pomóc w tym, aby znaleźć te miłe słowa dla tej drugiej strony.

Aby się dobrze przygotować do tej rozmowy, przygotujcie, proszę, karteczkę i coś do pisania. W pionie napiszcie dużymi literami imię swojego współmałżonka. A następnie przy każdej literce napiszcie pozytywną cechę, opisującą żonę czy męża, zaczynającą się na tę literę. Nie musi być bardzo dokładnie, można dołożyć do tego odrobinkę humoru np.

A – ambitna
G – genialnie pomysłowa
A – absolutnie dowcipna 😉

Tak opisane imię przybliży współmałżonka i może być inspiracją do miłego dialogu przy porannej kawie albo wieczornej herbacie.

Pięknego odkrywania siebie nawzajem!

Dorota

Bo Ty to nigdy….

September 8, 2016 12:56 pm

– … niczego nie odkładasz na miejsce, a potem jeszcze nie pamiętasz, co z tym zrobiłeś!!! Weź się ogarnij!

No i konflikt gotowy. Pocisk trafił w samo serce, czyniąc tam wielkie spustoszenie i jeszcze większą chęć odwetu. A przecież uświadomienie sobie, że kolejny raz nie ogarnęło się podobnej sprawy, jest wystarczająco przytłaczające.

To prawda, że irytacja z powodu kolejnej zapomnianej rzeczy, sprawy, daty, zgubionego dokumentu może być przeogromna i w końcu chciałoby się uzyskać upragniony efekt, ale takie wykrzyczenie, nie dość, że nie spowoduje nagłego odnalezienia dokumentu, czy cofnięcia czasu, to doprowadzić może tylko do łańcuszka kipiącej złości, „wymiany słownych razów”, które mogą później jeszcze długo boleć.

Bo ile w tym zdaniu kłamstwa oprócz tego, że jedynie to „Ty” jest prawdziwe? Czy na pewno on nigdy niczego nie odkłada na miejsce? Nigdy nie pamięta? Czasami się zdarza, ale łatwo jest generalizować.

Cóż więc począć, gdy scyzoryk się w kieszeni otwiera?

Otóż dobrze jest wypracowywać w sobie umiejętność zamiany komunikatu „Ty” na komunikat „Ja”. Mówić o swoich uczuciach, które nie są do podważenia, a nie skupiać się na wypominkach, na żądaniach,  na wygarnięciu, bo w końcu nadarzyła się okazja.

Lepiej wówczas powiedzieć: „Wkurza mnie to, że nie pamiętasz, gdzie odłożyłeś te dokumenty, bo teraz miotam się po całym domu szukając ich. Chciałabym, żebyś odkładał je w jedno miejsce.”

Co się wówczas dzieje?

Nie można zaprzeczyć uczuciom, które nam towarzyszą (wkurzona jestem). Opisana zostało konkretne zachowanie, które wywołało to uczucie (brak świadomości, gdzie ta druga osoba odłożyła dokumenty, a teraz tracę czas na ich poszukiwania). Określone zostały oczekiwania, co do całej sytuacji (chciałabym, żebyś odkładał dokumenty w jedno miejsce). I druga strona nie może zarzucić tu żadnego kłamstwa. Czasu nie cofnie, ale jest duża szansa, że następnym razem więcej uwagi poświęci na to, gdzie i w jaki sposób zabezpieczyła dokumenty, żeby podobna sytuacja się nie powtórzyła.

Jak dla mnie bardzo trudne, ale bardzo ważne dla dobrej komunikacji. I zawsze warto próbować!

Dorota

Niech im Pan Bóg błogosławi!

August 30, 2016 5:00 am

Dany mi, bez wypisywania wniosku, przez Redaktor Naczelną urlop na Przystani przyjęłam z radością i wielką wdzięcznością, nie dlatego, że przemęczona byłam, ale dlatego, że naprawdę nie ogarnęłabym wszystkiego, czym zajęta byłam przez ostatnie dwa tygodnie, co przeżywałam, czym się zajmowałam i jak to się miało do idealistycznych wizji. Niezwykły to dar dostrzec, że ktoś jest w takiej potrzebie, że potrzebuje wsparcia, pomocy, czasu.

Konsekwencją tego, że na urlopie od pisania byłam, było to, że na bieżąco nic Wam nie przemyciłam, a teraz już wiem, że lepiej wszystko zachować, aby samemu można było piękno tego Programu poznać. I chociaż wiele by się chciało powiedzieć zamilknę, ale tylko co do treści. 🙂

Bo będąc od kilku dni w domu, ogarniając się po powrocie, wracając już do zwykłych obowiązków, również tych służbowych, doceniam jeszcze bardziej to, dlaczego dane mi było dobrze przeżyć ten czas w Trzęsaczu. Oczywiście było to możliwe tylko dzięki pracy wolontariuszy. Niezwykła służba. Zrezygnowali z własnych planów, z własnego czasu, z własnych przyjemności po to, aby zająć się naszymi dziećmi. Po to, abyśmy mogli mieć czas dla siebie w obecności Boga. Po to, aby nasze relacje mogły się wzmacniać, aby nasze rodziny mogły „stać się Bogiem silne”. Przyjechali by służyć Rodzinie!

Nie umiem słów tak pięknie poskładać, by wdzięczność dla nich wyrazić, ale ile jej jest, dobry Bóg wie. Tym bardziej, że to naprawdę wyjątkowi ludzie, odnalezieni (z wielkim trudem) w różnych zakątkach świata – Francji, Polski, naszego miasta, a także za płotem sąsiedzkim, za miedzą.

Oby szybko siły zregenerowali, a na mój widok i żebracze prośby nie uciekali. Niech im Pan Bóg błogosławi!

Dorota

powrót do źródła

July 28, 2016 5:00 am

„Oto bowiem jak glina w ręku garncarza, tak jesteście wy, domu Izraela, w moim ręku.” (Jr 18,6)

Aż trudno mi uwierzyć, że już 25 lat minęło od Światowych Dni Młodzieży, które odbyły się w Polsce w Częstochowie. Z zaskoczeniem stwierdziłam, że dziewcząt z Czech, które gościliśmy w naszym domu, podczas tamtych Dni Młodzieży, na świecie jeszcze nie było 🙂 Cóż… z trudem dociera, ale dociera, że czas przemija, ale przecież “to przemijanie ma sens”.

Obserwuję ten młodzieńczy entuzjazm. W takich chwilach, podczas takich spotkań, rodzi się w młodych zaufanie do Boga, otwierają się na Niego, na Jego łaskę. Szukają tych ważnych dla nich wartości, szukają potwierdzenia, że można nimi żyć, że nie są tylko na chwilę.

I pomimo upływu lat, przeskoczenia w kategorii wiekowej, żyję, żyjemy całą rodziną, tym wielkim wydarzeniem jakim są ŚDM w Krakowie. Uświadamiam też sobie, że wszystkie decyzje, choć niektóre trudne z ludzkiego punktu widzenia, ale prawdziwe i oparte na zaufaniu do Boga były dobre. I że w każdej chwili swojego życia trzeba być jak ta glina w ręku garncarza, w ręku Boga. Tylko przez Niego formowana przybierze kształt pięknego naczynia.

Dzisiaj – wracam do źródła. Mam nadzieję, że dotrę do Częstochowskiego Zdroju na spotkanie z Bogiem i Ojcem Świętym. Jak przed dwudziestoma pięcioma laty, skąd serdecznie Was pozdrowię 🙂

Dorota

remont skończony

June 30, 2016 11:55 am

A kiedy znajdę już ten czas dla nas, to wówczas… nieraz potrzebuję chwili, nierzadko nawet dłuższej, żeby wyciszyć siebie. Żeby zakończyć swój dialog wewnętrzny, żeby zostawić organizację, logistykę i sprawy bieżące, aby i one mogły chwilę odpocząć, a skoncentrować się na nas.

Sama przecież wiem, jak dobrze się czuję, gdy witana jestem uśmiechem, gdy już w oczach dostrzegam, że jestem oczekiwana.

I chociaż czasami nie jest łatwo, bo spraw różnych niecierpiących zwłoki multum i przy okazji załatwiłoby się niejedną rzecz, albo (nie daj Bóg) wyrzuciło z siebie nazbierane pretensje, to jednak moim głębokim pragnieniem jest wyrażanie całą sobą komunikatu: „Remont skończony. Może jeszcze nie jest wszystko wypucowane, ale dobrze, że jesteś. Zapraszam.”

Dorota

wychodne

June 23, 2016 5:00 am

Udało nam się z mężem zorganizować sobie wychodne wtorki. Jestem przeszczęśliwa, gdy mogą się odbywać co wtorek, ale bywa i tak, że czekamy na nie kilka tygodni. Zależy to przede wszystkim od dyspozycyjności pewnej młodej studentki, która w tym czasie do nas przychodzi i zajmuje się naszymi dziećmi.

Co ciekawe, dzieci również bardzo lubią nasze wychodne wtorki, bo wówczas mają swój czas razem z opiekunką, za którą przepadają. To ich czas, gdy eksperymentują w kuchni (niektórych ciasteczek nie da się ugryźć, a inne same rozpływają się w ustach), bo same wymyślają przepisy, albo szaleją i wygłupiają się, albo po prostu odrabiają lekcje. Albo bawią się w coś lub czymś, co im do głowy przyjdzie, albo się w ręce nawinie. Czasami zostawiają po sobie okropny bałagan, ale wówczas zupełnie mi on nie przeszkadza, bo wiem, że zabawa musiała być niesamowita i nieubłagany czas zmusił je do wcześniejszego zakończenia harców.

A w tym samym czasie… my albo się organizujemy, albo „bierzemy, co się na-winie”. I albo precyzyjnie zaplanowane mamy nasze spotkanie i nasz czas dla nas, albo spontanicznie coś organizujemy. Ale jest to czas, na który bardzo czekamy i zawsze jest potrzebny. Niezależnie od okoliczności, a wręcz dostosowany do okoliczności, bo albo można się wspólnie wyciszyć, albo odreagować. I po prostu ze sobą pobyć.

****
– Mamo, szykuj się, zaraz Liwia przyjdzie – mówi do mnie nasz najmłodszy syn.
– Nie, dzisiaj nie przyjdzie, jutro ma egzamin i musi się uczyć.
– A nie może na ten egzamin pójść pojutrze, przecież dzisiaj wtorek!

Jak widać, nie tylko ja przepadam za wychodnymi wtorkami. Bo gdy rodziców nie ma w domu…

Dorota

co w zamian?

June 16, 2016 5:00 am

To, jak jesteśmy ważni i wyjątkowi, dzisiaj kolejny raz możemy się przekonać. Nikt inny jak sam Bóg przez swojego Syna nam przypomina: „Albowiem wie Ojciec wasz, czego wam potrzeba, wpierw zanim Go poprosicie. Wy zatem tak się módlcie: Ojcze nasz, który jesteś w niebie, niech się święci imię Twoje!…” (Mt 6,8b-9) Nikt inny nie ofiarował nam tak wiele: Ojciec swojego Syna, a Syn swojego życia za nas. Przez Syna staliśmy się też dziećmi Boga. Dziedzicami Nieba!

Ale też bardzo często, pomimo takiego pochodzenia, zapominamy o tym, albo nie dowierzamy. A On, tak jak dzisiaj, ciągle nam o tym przypomina.

Niejeden pewnie zachodzi w głowę nad opłacalnością tego usynowienia. Ale nijak się mają tu prawa ekonomii, nijak spekulacje. Sumy na kontach się nie powiększają, złota nie przybywa, posiadłości i rezydencje nie są w cenie. A jednak…

Jest coś, co rośnie w sposób trudny do opisania, bo wzory matematyczne tego też nie ogarniają. W Królestwie Bożym przybywa miłości i radość Boga wielka, gdy może przyjąć każdy nasz skromny dar z naszego życia. Każdy dar ofiarowania siebie z miłością mężowi, żonie, dzieciom, przyjaciołom, znajomym, nieznajomym. Każde przebaczenie. Zaufanie Jemu.

To jest ten nasz dar dla Niego.

Dorota

sernik

June 8, 2016 5:00 am

Przez TY człowiek staje się JA.

Utkwiło mi kiedyś to zdanie w głowie i świdruje w niej. I wściekałam się na nie, bo tak często było i jest niewygodne, ale… gdy się stosuje, to daje tak dużo satysfakcji.

Można zacząć od sernika, przejść przez podarowanie swojego czasu, by w końcu ofiarować drugiemu swoje życie w przyjaźni, w małżeństwie, w rodzicielstwie.

Trudne, ale piękne!

Dorota

 

1341504682_by_tenajlepsze_500

 

pospolite ruszenie

June 1, 2016 5:00 am

Już po raz czwarty w Domu Świętej Rodziny w Święto Bożego Ciała odbyło się „pospolite ruszenie”. Zjechało się wiele rodzin z całej Polski, by wspólnymi siłami zrobić coś szczególnego i wyjątkowego.  Był już plac zabaw, był gród Drużyny Czasu, była warownia rycerska, a tym razem… Trzy Wieże.

Mam nadzieję, że będzie możliwość przedstawienia Wam co najmniej fotorelacji z tegorocznej budowy, ale w moim odczuciu niezwykle interesujące są wrażenia uczestników tegoż przedsięwzięcia.

A oto, co odpowiedzieli zapytani o wrażenia uczestnicy:

Najpierw męski punkt widzenia 😉

Zdzisek (czwarty  raz na budowie):

„Wrażenia? Bardzo dobre! Podziwiam kunszt organizatorski Jacka (szefa całego „zamieszania” ;)). Bardzo mi się podoba, że dyrektorzy, lekarze, prawnicy zgodnie pracują i nikt się nie wywyższa, a fachowcy nie pokazują im, że nie mają za bardzo wprawy”

Mikołaj (pierwszy raz na budowie):

„Jestem stolarzem i jestem tu w swoim żywiole. Dla mnie było bombowo. Współpraca? Zrobiłbym kilka rzeczy po swojemu, ale się podporządkowałem. Dobrze by było, gdyby takie budowy były częściej.”

Andrzej (czwarty raz na budowie):

„Bardzo podziwiam moją żonę i doceniam, że wiedząc, co będzie się tutaj działo, wciąż zgadza się tu przyjeżdżać. Fajnie, że zmienia się skład ekipy. Bardzo cenne jest to, że nieliczni fachowcy nie dają poznać nam, amatorom, jak bardzo jesteśmy amatorami przy tej pracy, a nawet pozwalają sobą kierować. I bardzo się cieszę, że pracując mogę słyszeć radosny śmiech żony ;)”

Piotr (drugi raz na budowie):

„Mnie zawsze podobają się wszelkie inicjatywy, gdzie faceci robią coś razem, bo chcą, a nie że muszą! I to daje niesamowitą frajdę i poczucie jedności między facetami. Bo odkryłem, że faceci potrzebują bliższych więzi z facetami, ale opartych na trudzie i zaangażowaniu. Na „módl się i pracuj” przez krew, pot i łzy. To przeżycie to jedna z piękniejszych męskich chwil.”

Marek (trzeci raz na budowie):

„To jest niemożliwe, żeby wykonać tak dużo w tak krótkim czasie (po ludzku), a jednak to, co niemożliwe staje się możliwe dzięki współpracy wielu osób, wspólnego dążenia do celu i dzięki temu, że nie potraktowaliśmy tego jako pracy, ale jak wielką przygodę i realizację marzeń z dzieciństwa.”

Piotr ( trzeci raz na budowie):

„Fantastyczne wrażenia! Trzeci raz budowałem i trzeci raz wyszło wszystko super. Ciekawi ludzi. Ciekawa inicjatywa. Dużo przyjemności i dużo zmęczenia. Po raz kolejny utwierdziłem się w przekonaniu, że… nie jestem już młodzieniaszkiem.”

Robert (pierwszy raz na budowie i pierwszy raz w Wisełce):

„Całe dwa dni praca trwała od świtu do zmroku. Pierwszego dnia pracy, nie wychodząc z ośrodka przeszedłem 16,28 km (21180 kroków ;)). Praca układała się wspaniale. Jestem pod wrażeniem profesjonalistów, którzy spotkali się na budowie – profesjonalistów niebudowlańców, którzy normalnie pracują w przedziwnych dziedzinach.”

Jacek (główny szef)

„Niesamowita jest siła ludzi, którzy nie muszą, a chcą. Ta sama budowa z pracownikami najemnymi nie udałaby się w takim czasie. Jestem zadaniowcem, więc mocno koncentruję się na pracy. Ale na pewno ta budowa by się nie udała, gdyby nie doświadczenie poprzednich  dwóch lat.  Mimo że było kilku fachowców, pracowali jak grupa ludzi a nie jak indywidualiści. Spora część pomysłów i rozwiązań powstała w trakcie budowy.”

 

A teraz kobiecy punkt widzenia:

Kasia (czwarty raz na budowie):

“Cudownie. Jestem dumna!”

Agnieszka (drugi raz na budowie):

„To jest dobre dla wszystkich, dobre dla rodzin, dzieci, mam i przede wszystkim dla facetów, bo oni się integrują wolniej niż kobiety. Taka praca działa na korzyść integrowania, poznawani i zaprzyjaźniania się. Współpraca dobra rzecz, widać po dobrych owocach. O! Jaki  zbawczy wpływ pracy fizycznej dla ciała. Jaka też duma, że pracują, że robią coś dla dzieci. Że wolny czas wolą spędzić aktywnie i pożytecznie.”

Asia (pierwszy raz na budowie):

„Rewelacja! Cudowna atmosfera, współpraca. Już się cieszę, że przyjeżdżam tu za 1,5 miesiąca (a jesteśmy tu pierwszy raz).  Gdy tu przyjechaliśmy, syn jeszcze nie zdążył wysiąść z samochodu stwierdził, że już nigdzie indziej nie chce wyjeżdżać na wakacje. A ja? Ledwo tu przyjechałam, dostałam na koniec awans na kierownicze stanowisko na zmywaku 😉 Jeszcze nigdy tak szybko nie pięłam się po szczeblach kariery ;)”

Marta (żona konstruktora)
“Piorunujące wrażenie zrobiło na mnie, jak w samo południe, gdy dzwony biły na Anioł Pański, mężczyźni stanęli i zaczęli się modlić! Poprzednie budowy były w miejscach odległych, mało tam mogliśmy wszyscy przebywać, a tym razem cała ta budowa była w centrum. Więc wszyscy tu byli i mogli obserwować, a dzieci pomagać.”

Magda (trzeci raz na budowie):

„Uważam, że jest to fantastyczna rzecz. Uwielbiam patrzeć, jak faceci razem pracują! Zespołowo. W tym roku było budowanie w centrum, więc można też było patrzeć, jak pracują.”

Daria (pierwszy raz na budowie):

„Dla mnie wrażenie niesamowite, bo ogromny spokój podczas pracy był. Przyjazna atmosfera. Jest bardzo fajnie. W ogóle piękny ośrodek i to, że wciąż się go ubogaca. To jest niesamowite, że wszyscy tu teraz dla Wspólnoty pracują.”

 

Efektem tego pospolitego ruszenia nie było przygnębiające pole po bitwie, a taki oto widok:

 

Trzy Wieże

P1020911

P1020594

Warto było podjąć wszelki trud!

Korespondentka z Północnego Zachodu – Dorota 🙂