bo nas kocha

May 25, 2016 5:00 am

„Wiecie, że z waszego, odziedziczonego po przodkach, złego postępowania zostaliście wykupieni nie czymś przemijającym, srebrem lub złotem, ale drogocenną krwią Chrystusa, jako baranka niepokalanego i bez zmazy.” (1 P1,18-19)

Obserwowałam ze zdziwieniem i zaskoczeniem pewne zachowania naszego dziecka i nadziwić się nie mogłam, że „jak tak można?!” Na co z lekkim uśmiechem odpowiedział mi mój Mąż: „A nie przypomina Ci to kogoś? Nie martw się – zaraz mu przejdzie, daj mu szansę się zweryfikować.”

Przyznaję. Oniemiałam po raz wtóry. No bo jak to? Że niby mnie?

Po tej refleksji przyszła kolejna, że i we mnie jest mnóstwo zachowań „odziedziczonych po przodkach”. Niektóre dobre, niektóre mniej. Te gorsze powodują swego rodzaju zawstydzenie, czasami właśnie wyparcie – mnie to przecież nie dotyczy. A jednak.

I chociaż nie jest łatwo pozbyć się złych nawyków, chociaż czasami trudno je nawet zaakceptować, chociaż czasami nieświadomie przenosimy pewne schematy zachowań dalej, to jednak zdanie sobie sprawy z tego, że ze wszystkiego co złe, zostaliśmy odkupieni przez Chrystusa,  i nasi bliscy również, przodkowie i potomni, przywraca nam niezwykłą godność.

Bóg sam obdarzył nas nadprzyrodzonym szacunkiem i złożył nam siebie w darze.

Bo nas kocha!

Dorota

święta racja

May 17, 2016 5:00 am

“Gdy był w domu, zapytał ich: O czym to rozprawialiście w drodze? Lecz oni milczeli, w drodze bowiem posprzeczali się między sobą o to, kto z nich jest największy.” (Mk 9,33-34)

Te kłótnie, sprzeczki, ostre wymiany zmian o rację, o wydumaną wyższość, pozycję – chyba każdemu są znane. A konsekwencje? Ciche godziny, dni, z łaską udzielone odpowiedzi, rozmowy tylko konieczne, zazwyczaj organizacyjno-logistyczne. Gorzej jeszcze, gdy w konflikt wciągnięte zostaną dzieci i stawiane pod ścianą „jedynie słusznego wyboru” jednej ze stron.

Och!

A racja? Ta święta racja – jaka jest?

Uczniowie Jezusa, w Jego obecności, gdy chciał dowiedzieć się, o czym tak zawzięcie rozmawiali, postanowili … zamilknąć.

Ta pozycja, wyższość, tytuły, wydumane racje potrzebne są tylko nam samym, naszemu egoizmowi. A już na pewno nie Jemu, Jezusowi. Bo On zachęca, aby przyjąć każdego takiego jakim jest, z należnym szacunkiem. Aby stać się też sługą, zwłaszcza dla najbliższych. Aby przyjmować tych najsłabszych i najmłodszych, a wówczas przecież przyjmuje się Jego.

Radości z podjętej służby życzę sobie i Wam 🙂

Dorota

i tak codziennie

May 10, 2016 5:00 am

“Pan niech będzie przez wszystkie dni błogosławiony:
Bóg, który nas dźwiga co dzień” (Ps 68,20)

Jesteśmy piękni dla Boga, bo nas stworzył na swój obraz i podobieństwo. Jednakże… sami siebie potrafimy zlekceważyć, pomniejszyć swoją wartość, poniżyć. A później też skrzywdzić innych, odbierając im słowami, gestami, czynami ich godność

Ale…

Ale Bóg, codziennie nas dźwiga z naszego dołka. Przywraca nam naszą godność. Przywraca nam nasze piękno.
I gotów jest to robić codziennie!

Tylko dobrze by było, żebyśmy my zechcieli codziennie tę pomoc przyjąć.

Dorota

jaki to most?

May 4, 2016 5:00 am

Pewnego pięknego poranka podczas tegorocznej majówki, gdy byliśmy pod małą presją czasu, a pomimo tego jednodniowego urlopu trzeba było kilka istotnych spraw służbowych załatwić, bo z perspektywy kajaka na rzece, co prawda mało rwącej, trudno by było ogarnąć, cały sprzęt komputerowy i komórkowy odmówił sprawnej współpracy. Irytacja oczywiście wzrosła do poziomu uznanego za stan krytyczny i zaczęła się objawiać w podniesionym głosie i krytyce dzieci, które miały odrębny i całkowicie niespójny z moją wizją pomysł spędzenia tych kilku chwil przed odjazdem na miejsce zbiórki.

I przypomniała mi się wówczas jedna scena z filmu Spielberga „Most szpiegów”, gdy główny bohater Donovan – prawnik, który ma bronić radzieckiego szpiega Rudolfa Abla, dopytuje go, dlaczego on się w ogóle nie denerwuje, a ten ze spokojem odpowiada: „A czy to coś zmieni?”

W jego sytuacji rzeczywiście nic by to nie zmieniło.

Ale zdanie to zadźwięczało mi w uszach jak potężny dzwon. Co ta moja irytacja właściwie zmieni? Sytuacji, w której się znalazłam, nie poprawi, a może jedynie okazać się, że nie będzie tym właściwym mostem do spotkania z rodziną albo okaże się, że na moście postawione zostaną zasieki i trudno będzie się za chwilę spotkać z tymi, na których mi należy.

🙂

Na koniec dodam, że mieliśmy naprawdę udany dzień z przygodami na wodzie pod mostami.

Dorota

wzmacniać dobro

April 19, 2016 5:00 am

„Gdy on przybył i zobaczył działanie łaski Bożej, ucieszył się i zachęcał wszystkich, aby całym sercem wytrwali przy Panu; był bowiem człowiekiem dobrym i pełnym Ducha Świętego i wiary.” (Dz 11,23)

O jakże miło jest być docenionym. Jakież to dowartościowujące i mobilizujące, gdy dostrzeżone są nasze starania, choć nie zawsze jest się perfekcyjnym. Udawać przecież na dłuższą metę się nie da.

Ale też dostrzeganie starań innych – jakże ważne. Jak może podnosić, umacniać, zachęcać. Tak jak Barnaba. Nie wytykał błędów, nie narzucał pokut, nie kontrolował skrupulatnie, ale cieszył się i zachęcał. Doceniał starania i widział tę łaskę Bożą, którą Bóg obdarzył ludzi z Antiochii, dzięki której ich przemiana była możliwa. A oni jej nie zmarnowali. Nie zniechęcili się!

Zapewne dodało im to otuchy i sił!

Dobrze by było być jak Barnaba – zachęcać bliskich i ludzi wokoło i wzmacniać dobro.

Dorota

cel

April 12, 2016 8:30 am

Najpierw historyjka, pewnie wszystkim znana.  🙂

Pewien mędrzec zapragnął zrozumieć, co pobudza ludzi do pracy przez całe życie. Poszedł do kamieniołomu i ujrzał tam człowieka pracującego z mozołem kilofem i dłutem.

     – Co robisz? – spytał go.

     Łupię kamienie dla mojego przeklętego pana. Haruję cały dzień za kawałek chleba…

     Po czym, wciąż tak przeklinając, kontynuował pracę.

     Drugiego robotnika mędrzec zapytał o to samo.

     – Pracuję, żeby móc zapłacić za dom i nakarmić dzieci. Jeszcze parę miesięcy i spłacę swoje długi… – odpowiedział tamten.

     Mędrzec znalazł trzeciego robotnika i jego też spytał o to samo. Mężczyzna, odrywając się od pracy, podniósł głowę i mędrzec ujrzał twarz o radosnym i dumnym wyrazie.

     – Czy nie widzisz przyjacielu? – powiedział, wskazując na jeszcze nie ukończony budynek w oddali. – Buduję katedrę!

Pier D’Aubrigy

Niektórych celów, z którymi się zmagamy na co dzień, mamy „po dziurki w nosie”, bo takie męczące, choć niezbędne do funkcjonowania. A osiągnięcie jednego celu nie zawsze gwarantuje sukces, raczej  „przymusza” do zdefiniowania  kolejnego. Pewnie w wielu wypadkach też osiąganie ustalonych celów kojarzy się bardzo pozytywnie; z pełnym poczuciem satysfakcji i samorealizacji.

Ale nie każdy nasz cel jest tym, do którego powinniśmy zmierzać. Wszystkie „nasze” dążenia powinny być jednak podporządkowane temu jednemu:

“Odpowiedział im Jezus: Jam jest chleb życia. Kto do Mnie przychodzi, nie będzie łaknął; a kto we Mnie wierzy, nigdy pragnąć nie będzie.” (J 6,35)

Że tak przewrotnie zapytam: jak Ci się podoba projekt Twojej katedry? 😉

tak niewiele

April 6, 2016 5:00 am

„Wówczas arcykapłan i wszyscy jego zwolennicy, należący do stronnictwa saduceuszów, pełni zazdrości zatrzymali Apostołów i wtrącili ich do publicznego więzienia. Ale w nocy anioł Pański otworzył bramy więzienia i wyprowadziwszy ich powiedział: “Idźcie i głoście w świątyni ludowi wszystkie słowa tego życia!”.”(Dz 5,17-20)

Przyznam szczerze, że głoszenie słowa tego życia w dzisiejszych czasach i okolicznościach nie jest najłatwiejszą rzeczą. Ani dla kapłanów, ani tym bardziej dla nas, zwykłych ludzi.

Posłuchać dzisiaj można kogoś, kto ma niesamowity dar kaznodziejski. Przeczytać też można jakiś ciekawy artykuł, ale koniecznie musi być błyskotliwy i napisany poruszającym językiem. A najlepiej jeszcze gdyby jedno i drugie było prowokujące, żeby można było jakąś akademicką dyskusję przeprowadzić (dla samej dyskusji, oczywiście, bo przecież nie chodzi o to, żeby czyjeś poglądy zmieniać 🙂 ) No, może jeszcze jakaś mała krytyka. Tak żeby w głowie autorowi się nie przewróciło, że mu może za dobrze poszło.

I tak w natłoku spraw, informacji, tempa funkcjonowania trudno przebić się z informacją o Nowym Życiu 🙂

A tak niewiele przecież potrzeba.

Na chwilę zatrzymać się. Wyciszyć. Rozglądnąć. Zauważyć odradzające się wiosną życie. Dostrzec budzący się do życia świat. Chwilę spędzić z dzieckiem nad żonkilami, do których zleciało się kilka pszczół. Przytulić. Napić się wspólnej kawy. Uśmiechnąć się. Zrobić herbatę…

Tak niewiele możne przecież znaczyć tak wiele.

Małym słowem, gestem można przecież opowiedzieć o miłości.

Dorota

mamy tę Moc!

March 30, 2016 5:00 am

„…Piotr wraz z Janem przypatrzywszy się mu (chromemu od urodzenia) powiedział: Spójrz na nas. A on patrzył na nich oczekując od nich jałmużny. Nie mam srebra ani złota – powiedział Piotr – ale co mam, to ci daję: W imię Jezusa Chrystusa Nazarejczyka, chodź!” (Dz 3,4-6)

Bo któż z nas ma tyle srebra i złota żeby rozdawać? Raczej odkładamy na niewielkie zakupy prezentowe tych kruszców. Bo i któż z nas ma tyle pieniędzy, żeby rozdawać? Raczej ciężko pracujemy, żeby utrzymać rodzinę, a w końcowym bilansie to nawet sami potrzebujemy wsparcia z zewnątrz.

I wygląda na to, że niezwykle bliscy są nam Piotr i Jan.

Niewiele mają materialnych rzeczy, nie mają nic szczególnego, czym mogli by się podzielić, ale mają wiarę! Wiarę w Jezusa Chrystusa, powstałego z martwych, która góry przenosi, wiarę, która chromego do tańca zachęca!

Ale co my mamy z tym wspólnego?

Otóż my też otrzymaliśmy wszystko, aby taką wiarę mieć. Przecież w powyższych słowach i nas Piotr i Jan podnieśli z naszego łoża dla chromych. Przecież i my nie raz, i nawet nie dwa, dając wsparcie sobie nawzajem, podnieśliśmy siebie. Przecież nie raz przebaczając drugiemu daliśmy moc do stanięcia na nogach. Przecież nie raz, zdolni do poświęcenia dla siebie, dla najbliższych, dla przyjaciół, a nawet dla nieznanego bliźniego, daliśmy wszystko, co mieliśmy. Uzdolnieni do miłości daliśmy siebie.

I było to możliwe tylko dlatego, że mogliśmy to zrobić w imię Jezusa Chrystusa. Mamy tę Moc!

Dorota

krzyk ciszy

March 26, 2016 5:00 am

A może można by było w tym czasie trochę rzeczy jeszcze w domu ogarnąć? A może trochę odpocząć? Albo zakupy jeszcze zrobić, przecież zaraz zamkną sklepy na całe dwa dni…

Prawdę mówiąc w kościele zamieszanie. Święconka, próba przed liturgią, rozmowy niby szeptem, ale rozkojarzają.

Więc gdzie jest ta dostojna cisza Wielkiej Soboty?

Może gdzieś z boku, w bocznej nawie będzie łatwiej ją odnaleźć?
Może pomoże różaniec albo litania? Tak chciałoby się, żeby już się skończyło. Jest tak nieswojo! Czyżby to ta cisza Wielkiej Soboty we mnie tak krzyczała?

Panie Jezu, jakże trudno odnaleźć siebie w tej ciszy. Albo raczej jak trudno odnaleźć tę ciszę w sobie. Taką ciszę, która przybliży mnie do Ciebie, która przygotuje na spotkanie z Tobą podczas Wielkiej Nocy.

Dorota

kochający Idealista

March 22, 2016 5:00 am

“Jezus w czasie wieczerzy z uczniami swoimi doznał głębokiego wzruszenia i tak oświadczył: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeden z was Mnie zdradzi.” (J 13,21)

Przecież to, czego uczył i uczy Jezus jest idealne. Królestwo Jego nie jest z tego świata, choć i tak, jeśli chcemy, możemy go teraz doświadczać. I wiedział wszystko. Wiedział, że zostanie zdradzony, że się go wyprą najbliżsi uczniowie, uciekną w godzinie trwogi, wiedział, że będzie cierpiał, a mimo to od razu nie zerwał z tymi ludźmi kontaktu. Nie dokonał wymiany „personelu”. Został z nimi i dla nich. Dla tych, których wybrał i pokochał – ze wszystkimi ich słabościami i przywarami. Po prostu kochający Idealista.

Wzruszam się sama na myśl o głębokim wzruszeniu Jezusa podczas wieczerzy. I myślę sobie, że przecież nie raz jedli uczniowie wspólny posiłek ze swoim Mistrzem, nawet w ekstremalnych warunkach pustyni. Pewnie byli do tego przyzwyczajeni. Pewnie podczas tych posiłków odbywały się rozmowy i wesołe, i poważne. Pewnie były to też chwile wspólnego poznawania się i radości bycia razem.

I przenoszę ten tę chwilę do naszego stołu w domu. Do wspólnych posiłków, do tych rozmów, często niedokończonych, przy stole. Do tej atmosfery, zwłaszcza dobrej, bo tę pragnę i wolę zapamiętać.

I chociaż do Świąt jeszcze kilka dni i zapewne spotkamy się wtedy rodzinnie przy świątecznym stole podczas uroczystego śniadania i nie tylko. I pewnie odświętnie się ubierzemy, i pięknie stół nakryjemy, już myślę o tym, aby forma nie przerosła treści tego wydarzenia. Żeby w ferworze przygotowań świątecznych nie przegapić teraz tych codziennych okazji do spotkań z najbliższymi i samym Jezusem. Aby moja idealistyczna wizja nie przyćmiła i nie zepsuła tego, co ważne na co dzień.

Dorota