Carhenge

October 17, 2016 5:00 am

Stany Zjednoczone Ameryki Północnej jako państwo mają, w porównaniu ze Starym Kontynentem, niewiele lat. Nie ma tu więc zabytków w naszym rozumieniu, bo ich najstarsze są czasem młodsze niż niektóre nasze rodzinne domy. Ale USA jest na pewno krajem, który jako pierwszy zaczął chronić przyrodę, tworząc parki narodowe (najstarszy to Yellowstone). I z pewnością warto je odwiedzać, jeśli tylko ma się okazję.

Ale dziś chciałbym napisać słowo o odwiedzinach w amerykańskim Stonehenge. Jest doskonałą kopią oryginalnego, choć zrobioną po amerykańsku—zamiast skał… samochody. Pomysł jednego autora, Jima Reindersa, który po siedmiu latach pracy w Anglii postanowił zbudować replikę—„Stonehenge West”, zrealizowaną z pomocą rodzeństwa w rodzinnym Alliance, w Nebrasce. Podczas dorocznego “Reinders Family Reunion” pracowali nad tym projektem. 25 samochodów ustawionych o 9999 lat i 51 tygodni szybciej niż oryginał, jak to potem skomentowali. 🙂

I choć sam w sobie pomysł jest całkowicie „crazy” i bardzo amerykański to spodobało mi się, że zjazd rodzinny, który można było spędzić na niekończących się posiłkach (jak to bywa przy świątecznych spotkaniach), chłopaki przeznaczyli na coś, co dziś jest miejscową atrakcją turystyczną i ściąga rodziny, przyjeżdżające na wycieczki, żeby coś wspólnie zobaczyć.

Nebraska, o której sami mieszkańcy mówią, że jest in the midle of nowhere, ma dzięki temu coś interesującego do pokazania. Jest pochwała rodzimego biznesu samochodowego, który upamiętniają dwie „rzeźby”: „The Fourd seasons” i „Car-asaurus”. Jest też dinozur i ryba, żeby było też coś dla maluchów. Całe “Car Art Reserve” należy do jednego z 1000 miejsc w USA, „które należy zobaczyć przed śmiercią”.

Z serdeczną pamięcią o Was

Fr. Jay

unnamed-14

unnamed-13

unnamed-12

unnamed-11

unnamed-10

unnamed-9

unnamed-8

unnamed-7

unnamed-6

unnamed-5

unnamed-4


unnamed-2

unnamed-1

„Day off”

October 15, 2016 5:00 am

– czyli dzień wolny od pracy. Stary dowcip mówi o tym, że pewna firma (tu można wstawić imię dowolnej firmy) wprowadziła nowość: możliwość pracy z domu. Na razie tylko jeden dzień i na razie będzie to… niedziela. 🙂

Mój „day off” nie wypada w niedzielę. W wielu diecezjach przyjęło się, że każdy z księży może wziąć sobie jeden dzień wolny zamiast niedzieli, bo w te przecież pracujemy. Każdy więc układa sobie tak tydzień, żeby w jakiś dzień dla niego była jego własna niedziela.

“Day off” w wypadku księdza to jednak coś zupełnie innego niż po prostu dzień wolny od pracy, bo przecież księdzem się jest, a nie pracuje się jako ksiądz. Zajęcia więc pozostają—jest modlitwa osobista i liturgiczna, podobnie jak i Msza św. z jej otoczeniem. To, co się zmienia, to ilość osób dookoła. Jej redukcja nie jest żadnym odrzuceniem, jest tylko przypomnieniem sobie, że wartość bycia księdzem nie jest mierzona ilością tych, którym się posługuje, bo i dla jednej osoby warto. Nawet jeśli tą osobą jest nikt inny, tylko ja sam. 🙂 Choć takie momenty raczej zostają na czas pustyni.

“Day off” dla kobiet i mężczyzn „w cywilu” to życie w pierwszej tożsamości i  radość z bycia razem. Nawet jeśli czasu nie ma zbyt wiele, to każda taka chwila razem przynosi o wiele więcej, niż jesteśmy w stanie sobie wyobrazić.

Choć z “day off”, to przecież zawsze w sercu i pamięci jesteście

Fr. Jay 

Koniec Education Phase 1 w Omaha

October 10, 2016 9:21 am

Od poniedziałku kilkadziesiąt nowych instruktorów i lekarzy rozpocznie nowy rozdział w swoim życiu – posługę w oparciu o Creighton Model FertilityCare System. Jeden z lekarzy, odbywający staż (fellowship) w Instytucie Papieża Pawła VI, który właśnie ukończył czteroletni staż w szpitalu w St. Louis, powiedział, że wydawało mu się, iż o leczeniu endometriozy wiedział już sporo, ale dopiero tu, w Instytucie Papieża Pawła VI, pod okiem doktora Hilgersa, uświadomił sobie, jak wiele jeszcze przed nim nauki i jak inne jest podejście NaProTechnologii do tego zagadnienia.

Za każdym razem urzeka mnie na nowo niezwykła troska i szacunek dla pacjenta w Modelu Creightona – słuchamy tego, co się dzieje w organizmie, uczymy się go i do tego dostosowujemy leczenie. Wiele spotkań z instruktorem i długa diagnostyka, która ostatecznie pomaga lekarzowi podjąć decyzję o leczeniu.

Dziękuję wszystkim za wsparcie i otoczenie opieką modlitewną całego kursu. Trudno sobie wyobrazić. jak udałoby się przetrwać cały jego trud, gdyby nie tyle modlitwy w tej intencji.

Z pamięcią o wszystkich

ks. Jarosław

 
popepaulviinstitute4

popepaulviinstitute3

popepaulviinstitute2

popepaulviinstitute1

popepaulviinstitute5

 

Zdjęcia – źródło: https://www.facebook.com/PPVI.Institute/photos/pcb.1306004952765591/1306004456098974/?type=3&theater

Gra: „Gościniec… poprzez czas i przestrzeń”

October 4, 2016 9:53 am

O tej grze dziś już się bardzo dużo mówi i dużo dobrego pisze (np. wywiad w Gościu Niedzielnym), a jednak grono, które miało okazję już w nią zagrać, jeszcze nie jest liczne. Nam się to udało! I choć był to zaledwie jeden scenariusz, dał nam jednak przedsmak tego, co nas w niej czeka.

Prawdziwe emocje, prawdziwe wyzwania, prawdziwa współpraca i prawdziwy duch wspólnoty. Każdy wnosi ze sobą to, kim jest, nikogo nie udaje i dzięki temu ma znakomitą okazję, by poznać siebie w sytuacjach, które w życiu nie zdarzają się często.

Fantastyczna przygoda dla całej rodziny! I to wielopokoleniowej. Młodzi zyskują dzięki wiedzy i doświadczeniu starszych, a starsi mogą przeżyć sytuacje i wyzwania, którym mogą sprostać tylko młodzi. Uczymy się siebie nawzajem i jak sobie pomagać. Nikt z nikim nie rywalizuje, lecz wszyscy szukamy dobra wspólnego. Czasem grupa jest trochę zbyt zachowawcza, czasem odwrotnie, ale dzięki temu można przeżyć przygody, których w pojedynkę przeżyć by się nie udało.

To powrót do bajek i historii z dzieciństwa, gdzie dobro było dobrem, a zło złem. Gdzie stanięcie po stronie wartości kosztuje, ale też przynosi satysfakcję. Gdzie doświadczamy siebie nawzajem i robimy coś razem.

Gorąco polecam!

ks. Jarosław Szymczak

TU znajdziesz stronę poświęconą grze. “Gościniec” można zamówić na drodze przedsprzedaży tylko do końca października 2016 r. Zostanie wydrukowana w takim nakładzie, jaki wskaże ilość zamówień. Wysyłka do 30 listopada 2016 r. 

gos-przed

 

karta goscinca - Macke - Up

karta goscinca - Macke - Up

karta goscinca - Macke - Up

 

 

 

FertilityCare System i NaProTechnology

October 2, 2016 5:00 am

Rozważaliśmy przez ostatnie dwa tygodnie krok szósty z naszego Programu—czystość. Rozumianą bardzo szeroko, nie tylko w znaczeniu moralnym. Temat szósty zawiera w sobie wszystkie poprzednie, streszczając je w sobie, trudno bowiem wyobrazić sobie małżeńską intymność bez poprzednich kroków. Ale na tym Program się nie kończy, bo zaprasza nas do rozpoczęcia drogi, która jest konsekwencją Programu pierwszego.

Akt małżeński prowadzi w naturalny sposób do rodzicielstwa. Przypomina nam o tym bł. Paweł VI w encyklice Humanae vitae: „jest to wreszcie miłość płodna, która nie wyczerpuje się we wspólnocie małżonków, ale zmierza również ku swemu przedłużeniu i wzbudzeniu nowego życia. ‘Małżeństwo i miłość małżeńska z natury swej skierowane są ku płodzeniu i wychowywaniu potomstwa. Dzieci są też najcenniejszym darem małżeństwa i samym rodzicom przynoszą najwięcej dobra’” (HV 9).

Bywa jednak czasem i tak, że podejmowane w tej dziedzinie działania małżonków nie przynoszą oczekiwanych rezultatów. Z każdym rokiem rośnie frustracja, zwłaszcza kiedy medycyna nie potrafi powiedzieć, dlaczego się tak dzieje, już nie mówiąc o tym, żeby temu zaradzić.

Wczoraj rozpoczęła się 39 edycja szkolenia z FertilityCare System i NaProTechnology w Omaha, NE. To tu mieści się Instytut Pawła VI, którego twórcą i dyrektorem jest dr Thomas Hilgers. Dzięki niemu wiele par doczekało się rodzicielstwa, albo bezpośrednio, albo przez wykształconych przez Instytut instruktorów i lekarzy, którzy posługują w wielu rejonach świata.

Proszę w ich imieniu o modlitwę i wsparcie, żeby ten niezwykle intensywny czas (osiem dni nieustannych wykładów i ćwiczeń) przyniósł wiele błogosławieństw.

Z modlitwą za Was z Omaha

Fr. Jay

 

JA+TY=MY we Wrocławiu

September 26, 2016 11:26 am

Okazał się Programem nie tylko dla Wrocławian. Była para z Gdańska i para ze Śląska, były pary z Warszawy i z Łomianek oraz z bliższej i dalszej okolicy. Podobnie jak w Łomiankach, było sześć grup i tyleż par trenerskich; jedna debiutowała ze wsparciem Małgosi z naszej Fundacji i jedna obserwowała pracę trenerów w ramach procesu szkolenia. Jacek i Agnieszka Kubrakowie oraz Danusia i Artur Opala zatroszczyli się o całą logistykę, wsparci wieloma innymi, którzy pojawili się w piątek, żeby pomóc wszystko ustawić i w niedzielę, żeby wszystko posprzątać, albo wpadali na jakiś czas z pomocą w ciągu Programu, opiekując się dziećmi, ogarniając catering i kawiarenkę.

Po raz kolejny uświadamiam sobie, jak ważne jest nieustanne wracanie do kroków z Programu. Dzięki pojawiającym się każdego dnia wpisom na blogu poszczególne kroki mogą odwiedzać nasze domy w różnych sytuacjach i upominać się o naszą uwagę. Jeden z uczestników zauważył, że kroki to zaproszenie nie tylko dla  małżonków, ale także dla całych rodzin i społeczności.

Bo choć szósty krok to czystość i wydaje się, że jest tylko dla małżonków, to przecież mieści się w nim także pełna przejrzystość naszych relacji z innymi, przejrzystość naszych komputerów i oglądanych w nich stron internetowych, czy przejrzystość naszej korespondencji, w której nikt nie jest narażony na dwuznaczności.

Dziękuję wszystkim za wsparcie modlitewne dla Programu we Wrocławiu. Dziękuję wrocławskiej Ekipie za podjęcie trudu zorganizowania go. Dziękuję naszym wiernym Czytelnikom, że nas w tych różnych inicjatywach ciągle wspierają.

Z pamięcią

ks. Jarosław

 

Wykład

img_0032

img_0028

img_0027

img_0022

img_0021

 

img_0007

img_0010

 

Prawie wszyscy trenerzy

img_0015


img_0013

 Zdjęcia z telefonu 🙂 Małgorzata Rybak

"Akt małżeński jest wyrazem miłości"

September 25, 2016 4:31 am

Pisałem na tablicy na rozpoczęcie jednych z zajęć poświęconych analizie genialnej encykliki bł. Papieża Pawła VI „Humanae vitae”, zapraszając studentów do dyskusji z tym twierdzeniem.

Zwykle na początku wszyscy studenci zgadzali się z ową tezą, wskazując te elementy, które najbardziej ją potwierdzały: jedność, oddanie, czułość i wzajemność. Potem dochodziła do głosu świadomość, że jest to trochę zbyt idealistyczna wizja, która nieświadomie koloryzuje ten obszar życia małżeńskiego, jakbyśmy zapominali, że czasem ten akt może być wyrazem pożądliwości, w swoim skrajnym wydaniu całkowicie pomijającym przeżycia drugiej strony.

Dodawałem wtedy przed „jest” przeczenie: „Akt małżeński nie jest aktem miłości”. Wtedy dyskusja zwykle była o wiele bardziej dynamiczna, bo trudno im było się zgodzić z tak radykalnym przeciwieństwem. Że owszem, bywa, że jest zaprzeczeniem; że czasem bywa odarty z godności i należnego szacunku dla drugiej osoby, ale nie można tak skrajnie tego ujmować.

Prosiłem wtedy studentów o takie zapisanie tego zdania, żeby wszyscy mogli się z nim zgodzić. Po dłuższej czy krótszej dyskusji pojawiała się wtedy kolejna wersja tego zdania: „Akt małżeński powinien być aktem miłości”.

Odpowiedzialność za akt jest po stronie małżonków, a nie po stronie czynności. Czasem większym wyrazem miłości jest niepodjęcie aktu, a zastąpienie go serdeczną rozmową, długim spacerem lub czułym przytuleniem. Czasem, żeby był prawdziwym wyrazem miłości, wymaga od małżonków długiej rozmowy, czasem poproszenie o wybaczenie, a czasem umiejętności czekania na małżeńską jedność.

Każdy akt jest zaproszeniem skierowanym do małżonków o podjęcie działań, które spotkają ich w miejscu wzajemnego obdarowania sobą, z troską o dobro drugiej osoby i o ekspresję takiego daru z siebie, który przez swoją przejrzystość pozwala im zobaczyć prawdę o swoim oddaniu.

Z modlitwą o Was coraz piękniejszych dla siebie

ks. Jarosław

Trzymanie się za ręce

September 20, 2016 5:00 am

Jest pierwszym sygnałem, pierwszą informacją wysyłaną do wszystkich obserwatorów—jesteśmy parą, jesteśmy razem, jesteśmy dla siebie ważni. Dłonie zakochanych szukają się w każdym miejscu: na spacerze, w kinie, w autobusie czy w samochodzie. Nie tylko po to, żeby „być razem”, ale także by „mówić” do siebie przez delikatne gesty pełne czułości, pragnąc wypowiedzieć własne oddanie i troski.

Potem przychodzi czas, że dłonie służą bardziej dzieciom uczącym się stawiać pierwsze kroki, a potem, żeby nie zgubić się w sklepie czy na ulicy. Przestają już szukać dłoni małżonki czy małżonka. A przecież ich misja wcale nie ulega przeterminowaniu, jest ciągle aktualna. Jak obrączki, które nosi się na palcu, żeby były świadectwem związania. W naszej kulturze nosi się je na palcu serdecznym prawej ręki, żeby przy powitaniu przez podanie dłoni (czy ucałowanie dłoni kobiety) od razu było wiadomo, jaki jest stan “cywilny” tej osoby.

Gosia pisała wczoraj o przytuleniu, które ma dotknąć najpierw duszy. Dziś prośba o poszukaniu nawzajem swoich dłoni, by pozwolić im mówić do siebie.

Z serdeczną pamięcią o Was

ks. Jarosław Szymczak

Pielgrzymkowe spotkania

September 18, 2016 10:21 am

Ale nie te jasnogórskie, tylko świętorodzinne. Weszły już na stałe do naszych kalendarzy i gromadzą nas raz w roku, w trzecią sobotę miesiąca września, w Łomiankach, przy Świętej Rodzinie.

Dla dzieci to okazja, żeby powalczyć o puchar Familiady podczas kilkugodzinnych rozgrywek sportowych w wielu dyscyplinach w naszym łomiankowskim Integracyjnym Centrum Dydaktyczno-Sportowym. Młodzież w tym dniu mogła wrócić pamięcią do przeżyć z ŚDM i wolontariatu z Wisełki (lub Trzęsacza), a dla dorośli – mieli okazję podziękować Świętej Rodzinie za cały rok pracy w Ogniskach, za rekolekcje wakacyjne i poprosić o siły na nowy rok.

Jest więc i adoracja, i czas na indywidualną modlitwę przed Ikoną, trochę wspomnień Matki i słowo od Ojca oraz konferencja któregoś z braci Kapłanów, oraz czas na spowiedź i Mszę św.

Ważny jest także czas świadectw, który zawsze jest za krótki, ale zawsze też pozwala wrócić do dobrych rekolekcyjnych przeżyć. Szczególnie piękne było świadectwo o śp. Ks. Dariuszu Krawczyku, a także naszych najmłodszych małżonków, dla których Wisełka to był albo czas rekolekcji rodzinnych albo obozów adaptacyjnych dla studentów pierwszego roku Instytutu.

Swoje własne miejsce ma też przerwa na obiad, kawę i wieczorną kolację, bo to czas spotkań z przyjaciółmi z turnusu, dawno niewidzianymi, bo z innego Ogniska.

Z wielkim przejęciem spotykam młodych małżonków—kiedyś „nasze” dzieci, a dziś przyjeżdżają, kontynuując schedę rodziców, ze swoim mężem, czy swoją żoną. Jak bardzo raduje nasze serca, że nie jest to tylko formacja dla rodziców, ale że także ich dzieci widzą w tym miejsce dla siebie.

Długie pożegnania na zakończenie uświadamiają, że jesteśmy naprawdę rodziną, którą można się stać nie tylko na drodze rodzenia, ale także w sposób bardzo duchowy.

W łączności z tymi, którzy nie mogli dojechać, ale byli z nami sercem

Z modlitwą serdeczną

ks. Jarosław

 

 

Program "sześciu kroków"

September 12, 2016 5:00 am

Piszę te słowa, kiedy jeszcze dochodzą głosy z wielu sal, w których odbył się Program JA+TY=MY. Zajęliśmy każdą wolną przestrzeń naszego Instytutu, a godziny małżeńskie zajęły także całą przestrzeń wokół: wszystkie altanki, ławeczki czy nawet trawniki. Pomieścić 6 grup i zorganizować wszystkie kawiarenki i miejsca na dialog małżeński, dostarczyć posiłki do wszystkich grup było prawdziwym wyzwaniem. Ale wszyscy wiemy, że warto.

Z jaką radością obserwowałem pary, które prowadziły ze sobą dialog, mężów, którzy pospiesznie wychodzili tylko po to, żeby przynieść kubek kawy i trochę słodyczy i natychmiast wracali, żeby nie utracić ani chwili na rozmowę. Wszyscy wiemy, jak ważny jest dialog w rodzinie i czasem jesteśmy przekonani, że przecież ciągle ze sobą rozmawiamy – ale do prawdziwego dialogu dochodzi wówczas, gdy zapewnimy mu okoliczności i to na Programie się udaje.

Takie okazje pokazują, ze dialog, choć stanowi codzienny element małżeńskiej codzienności, jest czymś, co trzeba przeżywać odświętnie, jako moment celebracji małżeńskiej jedności, a nie coś prozaicznego. Łatwiej oczywiście zrobić to „na wyjeździe”, ale za to potem spokojniej wraca do domu i staje się pięknym elementem małżeńskiego życia. Podobnie jak “sześć kroków” z JA+TY=MY, które – wprowadzone do domu – mogą go niezwykle ubogacić.

Choć nasz Instytut nie jest wielki, trzeba się sporo nachodzić, żeby przejść wszystkie sale. No i mnóstwo schodów. Ale w tym roku ich pokonywanie było o wiele przyjemniejsze. A to za sprawą drobnego pomysłu Tosi i Jacka. 🙂

Dziękuję wszystkim parom trenerskim za zaangażowanie i wysiłek. I wszystkim, którzy zajęli się troską o spokojny przebieg wszystkich zajęć. I wam, Kochani, za pamięć w modlitwie. Następny Program JA+TY=MY za dwa tygodnie we Wrocławiu.

Z pamięcią o wszystkich

ks. Jarosław Szymczak

IMG_0851

IMG_0854

 

IMG_0856

IMG_0855