Po gór szczyty

July 22, 2012 1:27 am

Chociaż całe Utah to Rocky Mountains State, i jest położone wysoko, to tym razem przenosimy się znad jeziora w góry, które bardzo przypominają mi nasze Bieszczady.

Zatrzymujemy się w domku na szczycie góry, u siostry Stevena, Stany, i jej męża, Scotta. Planowana jest wyprawa na okoliczne szczyty wokół pobliskiej kotliny. Wyprawa na four wheels, czy po naszemu – na quadach.

Sama przejażdżka była niesamowita, ale największe wrażenie zrobiły na mnie widoki. Góry ciągnące się po horyzont i prawie zero śladów obecności człowieka. Cudowne miejsce na spędzenie czasu w samotności. Po raz kolejny dociera do mnie bezkres tego kraju. Jedzie się kilometrami i nie spotyka się żadnego domostwa czy osady.

Chwytam każdą taką chwilę samotności jak ryba powietrze, bo bez takiego czasu na samotność nie można dobrze przeżyć chwil, które są poświęcone słuchaniu innych.

Fr Jay

Schodzę do podziemia

July 21, 2012 2:19 am

Nie da się już wytrzymać nad jeziorem. Jest zbyt gorąco. Moja skóra woła o swojskie, polskie klimaty. Ale przed tym gorącem nie da się uciec. Chyba że do… jaskini. Na szczęście dla mnie, w pobliżu jest słynna Minnetonka Cave. A że jesteśmy w Ameryce, więc i ta musi mieć coś naj… Więc jest największą jaskinią w całym Idaho. Już nie mówiąc o tym, że stanowi dom dla 5 gatunków nietoperzy, które obecnie również są na wakacjach i wrócą dopiero jesienią.

Do pokonania 444 schody w jedną stronę i tyleż w drodze powrotnej. Na dole panuje temperatura 4 stopnie C i nareszcie wieje chłodem. Po drodze mijamy szereg jaskiń, których nazwy związane są z ich kształtem lub formacją skał.

To, co uderzyło mnie (nie dosłownie), to jak wiele skojarzeń dotyczyło małżeństwa, ślubu, wesela. Ludzka wyobraźnia ciągle poszukuje bezpieczeństwa – oswajając przez najbliższe sobie obrazy – nawet tak tajemnicze czy wręcz budzące grozę miejsca, jak ciagnące się przez tyle setek metrów podziemne korytarze. I tak ostatnia jaskinia kończy się (przynajmniej dla zwiedzających) “Narzeczonym” (stalagmit), który czeka na swoją “Narzeczoną” (wiszący nad nim sopel stalaktytu). Ślub będzie wtedy, kiedy wreszcie się spotkają – a do pokonania jeszcze jakieś dwa metry. Czasem i w naszym życiu trzeba chwilkę poczekać, zanim się wreszcie spotkamy. Na szczęście dla nas trwa to zdecydowanie krócej.

Wracam na powierzchnię. Dziś przenosimy się w nowe miejsce. Koniec wody.

Fr. Jay z Wyoming (przejazdem)

Captain Jay

July 20, 2012 1:26 am

Przystań doczekała się zdjęcia kapitana. Zdjęcie oczywiście pozowane, choć propozycja poprowadzenia tej łodzi wyszła od właściciela i dotyczyła drogi powrotnej z końca Bear Lake do przystani.

Pierwsza cześć sportów wodnych miała polegać na wyciągnięciu mnie z wody na desce (jak do snowboardu). Ale mimo 6 prób nie udało się. Druga cześć była prostsza. Nie dać się zrzucić z floating tube, jak to tu nazywają. I to była pyszne zabawa. Samo spadnie do wody było już zabawne, nie mówiąc o walce o utrzymanie się.

Pogoda wspaniała, choć słońce tak mocno do mnie przylgnęło, że skóra przypomina jego powierzchnię i kolorem, i temperaturą. Boję się myśleć o nocy. Może dzięki temu szybciej zedrę z siebie starego człowieka? Na wszelki wypadek jednak zdobyłem aloes, który w tym klimacie zastępuje znakomicie kefir, o który z kolei tu trudno. Zastanawiam się, czy w tym klimacie jest miejsce dla białego człowieka. Jeśli, to tylko w sutannie i w kapeluszu z dużym rondem.

Ciekaw jestem, co czeka mnie jutro?

Fr Jay

Bear Lake

July 19, 2012 2:13 am

Potężne jezioro na granicy dwóch stanów: Utah i Idaho. Otoczone z każdej strony górami, położone na wysokości 1800 m n.p.m., jest cudownym miejscem na wszelkiego rodzaju sporty wodne.

Spędzę tu trzy dni z rodziną Stevena Smoota, mojego dobrego znajomego z World Congress of Families. Gdy dowiedział się na kongresie w Madrycie, że będę w Utah, zaprosił mnie na kilka dni, żeby mi pokazać piękne strony tego stanu. Wybraliśmy się w trasę na kilka dni wraz z żoną Stevena i ich najmłodszą córką (Steven i Ellen są rodzicami dziewięciorga dzieci) oraz jej dwiema koleżankami.

Gdy zajechaliśmy nad jezioro, zwodowaliśmy łódkę i zaczęliśmy … wakacje!!! Najpierw Jet Ski, które oglądałem od lat lekko zazdrosnym okiem i zawsze z marzeniem, że i ja kiedyś wyruszę tym pojazdem. I oto marzenie się spełnia. Po błyskawicznym przeszkoleniu dosiadam rumaka i ruszam na jezioro. Na liczniku 50 mph (ile to będzie km?), za mną kipi woda, na większych falach wyskakuję w powietrze, a ręce trzymają się mocno kierownicy, żebym nie wylądował w wodzie. Nacieszywszy się jazdą na wprost, wypróbowuję zakręty. Najpierw łagodnie, przy mniejszej prędkości, potem coraz szybciej i ostrzej…

Zostają w tyle problemy, zmęczenie, troski. Liczy się teraz tylko ta chwila. Jak w życiu dziecka, które wie, że może się bawić, bo nic mu nie grozi. A wspomnienie tego momentu na długo pozostawi radość w sercu.

Po to są wakacje: by stać się na nowo dzieckiem, cieszyć się chwilą, pogodą, wodą, ludźmi. Teraz siedzę na tarasie, podziwiam widok, który Wam przesyłam, i już nie mogę się doczekać przygód, które mnie czekają jutro. A w sercu ogromna wdzięczność, że Pan Bóg daje mi spotkać ludzi, którzy pokazują mi Jego dobroć i troskę.

“Cóż oddam Panu za wszystko, co mi wyświadczył?…” (Ps 116, 12)

Fr Jay

Znad Bear Lake, niedaleko St. Charles, Idaho 20:52

Świat, który zaczyna się od świątyni

July 18, 2012 12:36 am

Podoba mi się idea budowy miasta w oparciu o świątynię.

Tak zrobiono w Salt Lake City. Miejsce, gdzie jest świątynia, jest punktem odniesienia dla całego miasta. Numery ulic zaczynają się od tego miejsca. Wszystko jest orientowane albo na wschód, albo na zachód, północ czy południe. W związku z tym każdy mieszkaniec SLC wie, gdzie jest Świątynia, bo jego adres jest wynikiem odległości od niej.

Każdy z nas musi o coś oprzeć swoje miejsce zamieszkania i swoją tożsamość. Tu jest mój dom, bo tu mieszka moja rodzina, moi rodzice, moi bliscy. Jestem ukochanym dzieckiem Pana Boga, kobietą, mężczyzną, żoną, mamą, mężem, ojcem…

Nie muszę sobie nic nadawać, żeby być kimś, bo od samego początku Bóg mnie ukształtował na Swój obraz i podobieństwo i żyję w oparciu o Niego. Jakie to szczęście! 🙂

Choć samotny, daleko od swoich i bliskich, których kocham, to przecież w Nim mam Was wszystkich

Fr. Jay

Tym razem z leśnej głuszy, nad Bear Lake, gdzieś pomiędzy Utah i Idaho.

Polonia

July 17, 2012 12:05 am

Nasi są wszędzie. Wystarczy wpisać w Google: Polacy w Salt Lake City i od razu jest informacja o polskiej aktywności. W każdą I i III Niedzielę miesiąca jest Msza św. dla Polonii w Parafii św. Ambrożego. Proboszczem jest nie kto inny jak Polak, ks. Andrzej Skrzypiec, który przybył do Salt Lake City w 1989 roku z Diecezji Katowickiej i od tego czasu posługuje naszej Polonii.

Trudno więc było nie odwiedzić naszych. Na Mszę św. przybyła całkiem ładna gromadka Polaków w różnym wieku, z dziećmi lub samotnie. Zwyczajowo po Mszy św. – kawa i ciasto upieczone przez którąś z Pań.

Choć czasu nie było wiele, a i tak w większości poświęcony był Mszy św., to przecież tak dobrze jest choć przez moment pobyć wśród ludzi, których ukształtowała ta sama historia, język i kultura. Już nie mówiąc o tym, z jaką ulgą głosi się Słowo Boże w swoim własnym języku.

Chłopcy służący do Mszy św. mówiący po polsku z silnym amerykańskim akcentem, „organista” z Poznania, grający na fortepianie nasze klasyczne polskie pieśni, polskie teksty w Liturgii i to wszystko prawie 11.000 km od Polski. Jak ważna jest dla nas wiara, by utrzymać się tak daleko od Domu.

Fr Jay

Recalculating

July 16, 2012 11:05 am

Byłem dziś na koncercie “Music and the Spoken Word” odbywającym się co niedzielę nieprzerwanie od 15 lipca 1929 roku. Mormon Tabernacle Choir oraz Orchestra at Temple Square zagrała pięć przepięknych utworów klasycznych na chór i orkiestrę.*

W trakcie koncertu Lloyd D. Newell** wygłosił krótkie, ale poruszające słowo (a robi to nieprzerwanie od 22 lat w każdą niedzielę). I o nim chciałem krótko powiedzieć. Nawiązał do cudownego urządzenia, które nazywa się GPS. Kiedy zdarzy Ci się źle pojechać ono spokojnie mówi: “recalculating” i podaje Ci sposób, jak naprawić pomyłkę. Żadnych pretensji, wymownych spojrzeń czy wzdychania. Po prostu pozwala Ci wrócić na szlak.

Wszystkim nam potrzeba przekalkulować na nowo nasze plany, cele czy oczekiwania. W całym tym procesie warto zachować spokój, pozostać miłym i co nieco obiektywnym wobec siebie. Warto pamiętać, ze uczymy się wzrastać i być lepszymi – a to wymaga trochę czasu. Warto sobie uświadomić, że nasze pomyłki są kamieniami wzrostu w budowli naszego lepszego życia – a nie zawalidrogami.

Już nie mówiąc o tym, że zawsze warto być miłym. I wszędzie. Życzę więc Wam wszystkim, moi Kochani z Przystani, bardzo miłego dnia.

Ciągle z Salt Lake City,

Fr. Jay

15.07.2012, 21:16 US Mountain Daylight Time

* Koncert:

**Od lewej Wice- i Prezydent Chóru, znajomy ksiądz 😉 , Mary Ellen Smoot oraz Lloyd D. Newell – mówca.

American Academy FertiltyCare Professionals annual meeting in Salt Lake City…

July 15, 2012 12:03 am

…dobiega końca. Mimo tego, ze to American Academy, to jednak na spotkaniu są ludzie także spoza Ameryki. Z Meksyku, Kanady, Anglii, Irlandii, Hiszpanii, Polski. Okazja do pogłębienia wiedzy, osobistych konsultacji z najlepszymi specjalistami w dziedzinie leczenia niepłodności, podzielenia się sukcesami i odnowienia więzi. Każdy z tu obecnych ma podobne radości i podobne trudności; w swoich miastach są tak często kompletnie odosobnieni. Tu mogą się tym spokojnie podzielić, tu znajdą zrozumienie i mądrą radę.

Kanadyjski Holender, z którym spotykam się na śniadaniach i trudno nam skończyć rozmowy, towarzyszy w tej podróży swojej żonie – on i kilku innych. Ale też i żony towarzyszom swoim mężom. To dla nich także znakomita okazja, by poznać się nawzajem i zrozumieć, dlaczego moja druga połowa tak wielką wagę przywiązuje do tego rodzaju służby. Zbyt często bowiem małżonkowie nie rozumieją, dlaczego on czy ona są tak pochłonięci swoją pracą.

Może wakacyjne spędzanie ze sobą wolnego czasu stanie się okazją do opowiedzenia o swoich sukcesach i pasjach. I tego Wam wszystkim, Kochani, życzę.

Fr. Jay z SLC

Café

July 14, 2012 12:43 am

Do czego służą kawiarnie – pewnie wszyscy wiemy. Okazuje się jednak, że w bardzo rozwiniętych cywilizacyjnie krajach trzeba o pewnych podstawowych zasadach przypominać.

Takie coś zobaczyłem na stoliku w kawiarni, gdzie poszliśmy porozmawiać przy kawie. Ale też i zobaczyłem, że nieprzypadkowo kładą to na stolikach, bo… może warto wrócić do klasycznej komunikacji?

I żeby rozwiać wszystkie wątpliwości: ta podkładka leżała na WSZYSTKICH stolikach.
Z pozdrowieniami
Fr. Jay
Salt Lake City, 13.07.2012, 12:27 US Mountain Daylight Time

Dzieci

July 13, 2012 1:08 am

Wszędzie dzieci.

W Stanach można zobaczyć dzieci wszędzie. A przynajmniej w takich miejscach, w których i ja bywam: kościoły, ZOO, restauracje, parki narodowe. Zupełnie jak u nas.

To, co jednak można zobaczyć w Utah, czy nawet w samym Salt Lake City, przechodzi ludzkie pojęcie. Już dawno nie widziałem rodzin tak licznych, i tyle dzieci na spacerze ze swoimi rodzicami, czy na zakupach, czy w kinie.

W SLC i w okolicy mnóstwo parków, a w parkach mnóstwo atrakcji dla całych rodzin. I wszędzie kwitnie biznes. Poziom bezrobocia mają najniższy w całych Stanach. Tam, gdzie są dzieci, potrzeba domów, kościołów, szkół, sklepów, a w nich księży, nauczycieli, sprzedawców, producentów.

Na zachodzie Europy nie ma dzieci, bo jest bieda, kryzys, ciężka sytuacja ekonomiczna. W Utah są dzieci, bo jest prosperity. A może odwrotnie?

Fr Jay

Salt Lake City, 12.07.2012, 12:22 US Mountain Daylight Time