„Nie ma większej miłości, jak życie swoje dać…" (J 15, 13)

November 6, 2016 12:20 pm

I nie trzeba myśleć od razu o śmierci, skoro tak wygląda w praktyce małżeńskie powołanie—oddać swoje życie drugiej osobie, otrzymanej od Pana Boga jako powołanie. A potem razem naszym dzieciom, które mają przygotować na drogę daru z siebie w konkrecie ich powołania, szanując ich wybory (czasem tak trudne dla rodziców) czy czas jaki potrzebują na swoje dojrzewanie.

Myślę także o tych słowach w kontekście wczorajszej rocznicy naszej Fundacji. Jeszcze nie okrągła, ale już poważna—istniejemy 19 lat (wygląda na to, że będziemy mogli trochę poświętować w przyszłym roku).

Myślę o coraz bardziej rosnącym środowisku, jakie powstało wokół naszej działalności. O tak wielu, którzy dali także jakoś swoje życie, by pomagać innym. Te wszystkie Programy, które mogły się odbyć dzięki parom trenerskim, te wszystkie wysłane maile z zaproszeniem do dalszej pracy, do zadań domowych, na kolejny Program, na spotkanie Małżeńskiej Przystani. Te wszystkie szkolenia dla kolejnych par trenerskich albo żeby podnieść swoje kompetencje. Ile miłości zastało włożonej w wystrój sal, przerwy kawowe czy w zorganizowanie posiłku albo opieki nad dziećmi.

Życie dane dla dobra innych jako znak wdzięczności za odkrycie na nowo swojego małżeństwa, które jest drogą mojego powołania.

I tak się cieszę wszystkimi „lajkami” i komentarzami pod tekstami Autorów naszej Przystani, że ich dzielenie się swoim życiem, doświadczeniem czy trudnościami, pomaga innym, inspiruje i przywraca nadzieję, że można żyć lepiej, z większą radością i z misją.

Dziękuję, że jesteście z nami już tyle lat. Dziękuję za Wasze wsparcie i za Waszą modlitwę. Nasz Zespół jest bardzo skromny, zwłaszcza względem ciągle rosnących potrzeb, ale jesteśmy szczęśliwi, że możemy się dzielić dobrem, które sami otrzymaliśmy i że możemy razem tworzyć świat, który jest przyjazny rodzinie.

Z modlitwą pełną wdzięczności

ks. Jarosław

Zdejmij sandały

November 2, 2016 5:00 am

Jeśli temat szacunku i akceptacji dla odmienności nie zostanie odpowiednio przepracowany, powoduje między małżonkami (i ludźmi w ogóle) konflikty i kryzysy. Przykłady można by mnożyć. Najbardziej przyziemny: czemu on (oczywiście wzmocnione uniwersalnym „nigdy”) nie opuszcza deski w łazience? Przy okazji: nie słyszałem jeszcze, żeby jakiś facet skarżył się na żonę, że ta deski nie podnosi…

To, że się różnimy, jest chyba najbardziej oczywistą rzeczą na świecie, a mimo to niezwykle często o niej zapominamy. I to nie tylko w przypadku żony czy męża. Ileż to razy  metody stosowane na starsze z naszych dzieci nie działają na młodsze? To wcale nie oznacza, że metoda przestała działać; po prostu dzieci są różne i co innego na nie działa.

Szacunek i zaakceptowanie faktu, że ludzie są różni, że mogą myśleć inaczej ode mnie i mają do tego pełne prawo, jest podstawą każdej normalnej relacji. Gdzie nie ma szacunku, tam pojawia się miejsce dla pogardy.

Podczas jednych z rekolekcji w Wisełce mówiliśmy o odpowiednim patrzeniu na rzeczywistość: taką, jaka jest, a nie taką jaką byśmy chcieli, żeby była. Temat odnoszący się do relacji z innymi wskazywał jako przykład Mojżesza, do którego Bóg powiedział „Zdejmij sandały, bo miejsce na którym stoisz jest ziemią świętą”. Każdy człowiek jest taką ziemią świętą, nie wchodźmy w jego życie w buciorach.

Łukasz

 

Czy to takie trudne?

October 12, 2016 5:00 am

Kiedyś chciałem w małżeństwie rozumieć absolutnie wszystko. Choćby dlaczego Żona chowa gdzieś ważne dokumenty i nie dość, że nie pamięta gdzie, to jeszcze się wypiera, a po małym rodzinnym śledztwie dochodzi do wniosku, że faktycznie – sprzątała na biurku, tak mimochodem i możliwe, że gdzieś je przełożyła… Podobnie chciałem, żeby Żona rozumiała mnie – czy to naprawdę takie trudne do pojęcia, że można nie myśleć absolutnie o niczym? I to kila razy na dobę? Przecież każdy (facet oczywiście) to rozumie.

Na szczęście szybko trafiliśmy na Program Ja+Ty=My, gdzie rozprawiliśmy się z naszymi idealistycznymi wizjami. Różnimy się pięknie i Pan Bóg nie dał nam możliwości pełnego zrozumienia siebie nawzajem na pewno z jakiejś przyczyny; najpewniej właśnie po to, żeby się tymi różnicami cieszyć.

W serialu „Ranczo” jest taka genialna scena, w której Stach Japycz nie rozumie żony.

– Ale przykro tak jakoś…

– A pan Stach przed ołtarzem to co ślubował?

– No co? No miłość, wierność i że nie opuszczę aż do śmierci.

– No, a rozumieniu co było?

– Nie, nie było…

– No właśnie. To znaczy, że nawet tam na górze uważają, że żonę trzeba kochać, ale zrozumieć się nie da.

Także kto jeszcze próbuje zrozumieć, może odetchnąć – musu nie ma. 🙂

Łukasz

Owoce Ducha

October 5, 2016 5:00 am

Łagodność… pierwszy krok do wielu spraw: poszanowania drugiej osoby, zrozumienia współmałżonka, lepszych relacji z rodzicami, dziećmi, znajomymi itp. Jak to jednak często bywa, ten pierwszy krok bywa najtrudniejszy – bo przecież niby czemu to ja mam być ten łagodny? Żona pierwsza nie powinna? Albo jak być łagodnym, jeśli ten koleś w pracy ciągle robi mi na złość? Niby dlaczego mam być łagodny wobec rodziców czy teściów, którzy chcą nam układać życie według ich planu, który niekoniecznie zgadza się z naszym?

Odpowiedź jest bardzo prosta: nie dlatego, że tak mówi ks. Jarek, nawet nie dlatego, że dzięki łagodności łatwiej się dogadać z żoną/mężem (a to naprawdę działa!), ale dlatego, że Jezus taki był. A łagodność to jeden z owoców Ducha, wymienionych przez św. Pawła.

Jeśli już jesteśmy przy św. Pawle, – na pewno każdy zna jego Hymn o miłości (1 Kor, 13). Jest pewna genialna metoda oparta właśnie na tym fragmencie Pisma Świętego, dzięki której każdy może sprawdzić poziom m.in. swojej łagodności. Wystarczy przy lekturze podmienić słowo „miłość” na swoje imię.

Polecam szczególnie czytanie na głos.

Łukasz

Zamknięty skarb

September 21, 2016 1:41 pm

Ks. Jarosław pisał wczoraj jak ważne w małżeństwie jest trzymanie się za ręce.

Z moich obserwacji wynika, że za ręce trzymają się generalnie pary młode (jeszcze przed albo zaraz po ślubie) lub starsze (albo jak kto woli – “wcześniej urodzone”). Powód jest banalny: i jedni i drudzy nie mają – jeszcze lub już – dzieci do zaopiekowania, które trzeba czasem nieść na rękach, czasem gonić, a czasem po prostu pomóc im wstać.

To jest w każdej rodzinie normalne i nikt tu złego słowa nie powie. Pamiętam jednak, jak podczas testu sprawdzającego konieczność powtórzenia Programu MY+RODZINA padło pytanie o zamek w sypialni. Proste pytanie – czy macie w sypialni zamek czy też dzieci mogą wejść sobie w każdej (również tej niestosownej) chwili i zająć przestrzeń, tę „małżeńską świątynię” w domu, dla swoich potrzeb?

Nie chodzi oczywiście o to, by korytarz do sypialni był zaminowany, a drzwi opatrzone zamkiem cyfrowym ze zmieniającym się cyklicznie kodem dostępu. Chodzi o to, żeby mieć w domu przestrzeń, gdzie będzie się tylko z Żoną/Mężem. Jest to tak samo ważne jak czas dla siebie, o którym było już pisane wiele (i pewnie wielu mężów chciałoby, żeby te dwie sfery połączyć i zrobić z nich codzienny rytuał 🙂 ).

Sypialnia małżonków to wielki skarb, który czasem trzeba po prostu zamknąć przed innymi, a klucz dać tylko tej jednej osobie, która może go otworzyć.

Łukasz Czechyra

 

 

Co nas łączy

September 7, 2016 5:00 am

O podstawach udanego małżeństwa napisano setki tysięcy artykułów, książek, felietonów. Jednym z tych fundamentów jest zdecydowanie dialog małżeński – o sposobach komunikowania swoich potrzeb czy radzenia sobie z emocjami podczas rozmowy też napisano czy nakręcono niemało: przypominam sobie szczególnie jedną scenę z serialu „Siódme niebo”, kiedy podczas małżeńskiej kłótni żona zaatakowała męża argumentem nie do obrony „wolisz mieć rację czy żonę?!”.

Podczas Programu JA+TY=MY nie tylko dowiadujemy się i doświadczamy, jak ważny jest nasz dialog – jeśli go zabraknie, zaczną powstawać domysły. Dlaczego więc tak trudno nam znaleźć czas na codzienną (tak, codzienną!) rozmowę z żoną/mężem? Ilu nas tu autorów czy czytelników, na pewno tyle wymówek: bo trzeba zawieźć dzieci na zajęcia, bo przecież trzeba wreszcie zrobić pranie, żebyśmy mieli czyste ubrania, zapakować zmywarkę, żebyśmy mogli jak cywilizowani ludzie jeść przy stole, a nie nad zlewem i wiele innych, bardzo potrzebnych spraw, które trzeba załatwić. Wszystkie są bardzo ważne, robimy je dla dobra całej rodziny, są dobre, więc o co chodzi?

Ostatnio rozmawiałem z księdzem z Ruchu Światło-Życie, który wyjechał ewangelizować na Litwę, ale nie z grupą oazowiczów, a z członkami Odnowy w Duchu Świętym! W branży kościelnej takie mieszanie wspólnot bardzo często jest niezbyt mile widziane; bywa, że jest traktowane  jako podbieranie sobie uczestników, przeciąganie na „swoją stronę” itp. Ten ksiądz po prostu mówi: „niech nas nie dzieli to, co nas łączy”.

I tak samo w małżeństwie – dom, dzieci – to wszystko nas łączy, ale niech przy tym nas przypadkiem nie zacznie dzielić.

Łukasz Czechyra

Bez Ciebie nie idę

August 28, 2016 5:00 am

Przypomniała mi się ostatnio reklama z Euro 2012. Konkretnie ta, gdzie mały chłopczyk, z którymi piłkarze wchodzą na murawę zagapił się i nie wyszedł ze swoimi kolegami prowadzonymi przez piłkarzy. Kiedy myśli, że został sam podchodzi do niego Kuba Błaszczykowski, wyciąga rękę i mówi „Bez Ciebie nie idę”.

Ten krótki klip doskonale odzwierciedla moim zdaniem powołanie małżeńskie – podczas rekolekcji w Wisełce słyszeliśmy, że na drodze do świętości mąż i żona idą razem – po prostu parami do nieba. Nie może być tak, że jedno wybiega na tej drodze do przodu i nie ogląda się za siebie. A co, jeśli na końcu tej ścieżki św. Piotr, zanim nam bramę otworzy, zapyta „A gdzie Twój mąż? Bez niego nie wejdziesz”.

Tak chyba trzeba patrzeć na swoje małżeńskie powołanie: podwójnie. W końcu mąż i żona, którzy „już nie są dwoje, lecz jedno” (Mt 19, 6), ślubują sobie nawzajem, że się nie opuszczą aż do śmierci – nie słyszałem, żeby podobne ślubowania były wymagane w jakiś (normalnych oczywiście) wspólnotach, fundacjach czy stowarzyszeniach.

Łukasz Czechyra

Czasem trzeba coś zmalować

August 20, 2016 5:00 am

Ostatnio u nas w Olsztynie dwóch ludzi postanowiło pomalować pomnik. Monument nie byle jaki, bo jeden z tzw. pomników wdzięczności, jakie na naszych ziemiach zostawili po sobie Rosjanie.

Potocznie nazywany „szubienicami” pomnik stoi w samym centrum miasta, znają go wszyscy, a marszałek i wojewoda oglądają codziennie, gdyż znajduje się kilkadziesiąt metrów od urzędów. Pomnik typowy dla swej epoki: szary, widoczny z daleka i potężny, bo w końcu ma sławić czyny dzielnego ludu. Oczywiście przedmiot sporów, bo jedni chcą go od lat usunąć, inni twierdzą, że to dzieło wybitnego rzeźbiarza, kawał historii miasta, generalnie nikomu nie przeszkadza i lepiej go nie ruszać – takie stanowisko prezentuje m.in. olsztyński ratusz.

Dwóch gentlemanów (przeciwników pomnika), zamiast pisać kolejne pisma i zmagać się z urzędnikami, zamówili podnośnik, podjechali pod pomnik i czerwoną farbą pokolorowali symbol sierpa i młota. Urzędnikom, którzy twierdzili, że zakazanych symboli nie widać, wytrącili z ręki argument w bardzo prosty sposób – pokazali im fakty, a z tymi się przecież nie dyskutuje. Sierp i młot były tam od zawsze, ale większość osób nigdy ich nie widziała, a część widzieć nie chciała.

W życiu małżeńskim i rodzinnym to, że czegoś nie widzimy, wcale nie oznacza, że czegoś nie ma. Podczas świadectw przy okazji Programu 3 Mark z USA powiedział, że kiedy przed Programem 1 żona zapytała go, czy chce jechać, odpowiedział oczywiście, że nie, bo po co? Dla świętego spokoju się zgodził (większość czytających mężczyzn pokiwa tu pewnie głową na znak zrozumienia problemu), zaś na miejscu okazało się, że jego małżeństwo przechodzi kryzys. Wcześniej go nie widział? Nie chciał widzieć? Dostrzegł problem, gdy wreszcie stanął w prawdzie, ktoś pokazał mu fakty.

Zamykanie oczu na pewno jest wygodne, ale kiedy zamyka się oczy na długo, to problemy, których nie chcemy widzieć, nie znikną – powrócą, a do tego może nam umknąć masa dobrych spraw, które z zamkniętymi oczami przegapiliśmy.

Łukasz Czechyra

„Tylko tyle” też wystarczy  

August 3, 2016 5:00 am

Wczoraj ruszyła do Częstochowy pielgrzymka warmińska. Podczas rozmów z pielgrzymami całkiem spora część mówiła, że będzie szła tylko 2-3 dni, a potem wraca do domu, bo praca, bo rodzina… I w tych rozmowach inni rozmówcy reagowali na dwa sposoby. Pierwszy to: „No jak? Tylko na dwa dni? To w zasadzie bez sensu, to się nawet nie liczy jako pielgrzymka”. Inni (na szczęście w większości) mówili: „Super. Dobrze, że chociaż tyle możesz z nami iść”.

Na gruncie małżeńskim i rodzinnym codziennie znajdujemy się w dziesiątkach czy nawet setkach sytuacji, w której mamy podobne opcje reagowania. Mąż posprzątał łazienkę, ale nie robi tego zbyt często, więc zapomniał umyć lustro – opcje do wyboru: „Lustra już ci się nie chciało, co?” lub „Świetnie, dzięki Tobie mam mniej sprzątania”. Żona wyprasowała dwie koszule do pracy: numer 1. „Ty myślisz, że tydzień ma tylko dwa dni?” i numer 2. „Dziękuję Kochanie, wiem, że tego nie lubisz”. I tak na okrągło… Generalnie sytuacja sprowadza się do prostego wyboru: czy odbierzemy działanie drugiej osoby jako „tylko tyle” czy „aż tyle”.

Sami siebie też tak często odbieramy – ileż razy nie zrobimy czegoś, bo to przecież „tylko tyle” i nikt tego nie zauważy? Apostołowie mieli podobnie – kiedy poprosili Jezusa, żeby odprawił tłumy, bo nie mają ich czym nakarmić nie wspomnieli od razu, że mają „tylko” trochę chleba i ryby. Jednak z Jezusem to wystarczyło. To jest klucz – nasze „tylko tyle”, o ile poprosimy o błogosławieństwo od Boga, zawsze wystarczy.

Łukasz Czechyra

Złap czas zamiast pokemona

July 21, 2016 10:37 am

Świat oszalał na punkcie nowej gry Pokemon GO. Jeśli ktoś jeszcze nie słyszał – to aplikacja na smartfona, która wymaga od użytkownika, by chodził i zbierał pokemony. Wykorzystuje mapy i kamerę, więc idziemy sobie po ulicy, gdy nagle wyskakuje nam na telefonie pokemon, którego trzeba złapać. Ludzie oszaleli – biegają po mieście, wyskakują z samochodów, bo na mapie znalazł się właśnie jakiś rzadki okaz pokemona; wchodzą na prywatne posesje; w USA powstała nawet grupa przestępcza, która zwabiała swoje ofiary, podstawiając im wirtualne pokemony. Jeden mężczyzna pochwalił się w sieci zdjęciem, na którym złapał pokemona, podczas gdy jego żona rodziła. Tak, taki świat.

Niektórzy twierdzą, że to może i dobrze, bo zamiast zwykłego „grania” ludzie zażywają trochę ruchu. Ale zobaczmy, w jakim kierunku nas to prowadzi – telefon, który przecież miał służyć przede wszystkim komunikacji, powoduje, że ludzie co prawda biegną w tłumie, ale jednak biegną nie z innymi, ale z własnym smartfonem. Jeśli zwrócą na innych uwagę, to tylko dlatego, że weszli im w drogę. Technika, która miała ułatwiać komunikację, może stanowić poważną przeszkodę w relacjach.

Dobrze sobie zrobić taki „technologiczny rachunek” – ile mamy w domu ekranów (tablet, tv, komputer, smartfon), na których koniecznie musimy coś sprawdzić właśnie wtedy, kiedy Żona/Mąż chce o czymś pogadać. U nas w domu pomógł przypadek/wypadek – zepsuł się laptop. I o dziwo, bez niego świat się nie zawalił (komputer stacjonarny włączamy tylko w przypadku wyższej konieczności, za długo się włącza, żeby tylko zerknąć na coś na chwilę), a my mamy więcej czasu dla siebie. Dlatego laptop, jak był zepsuty, tak leży zepsuty, a nam do jego naprawy zupełnie się nie spieszy.

Łukasz Czechyra