Remanent

January 7, 2013 5:24 am

Nieodłącznie związany z nowym rokiem. Tym razem udało się go przeprowadzić całkiem sprawnie. Nie przesiadywałem aż tak bardzo wieczorami po godzinach wpisując kolejne ilości towarów. Wszystko zostało spisane z góry na dół i z prawej do lewej. Taki wymóg, cóż. I tak co roku. Wszystko sprawdzone, przeliczone, na nowo poukładane, wyjaśnione nieścisłości.

I tak sobie myślę: gdybym ja tak własne życie z raz do roku… Pisze Małgosia o remanencie serca. No właśnie. Znacie może jakieś oprogramowanie, które by pomogło w takim remanencie? Może macie swoje sposoby?

Michał

trening wysiłkowy

December 20, 2012 5:00 am

Żeby choć dzień, może pół dnia bez trosk. Nierealne. Tak było zapewne w raju, a ten utraciliśmy. Coraz bardziej dociera do mnie, że na tym polega życie. Na ciągłym zmaganiu się. Na podejmowaniu wysiłków pokonywania kolejnych trudów. Na pełny odpoczynek przyjdzie dopiero czas.

Bicie serca i unoszenie się klatki piersiowej w ciągłym oddechu oznaczają, że ciało jeszcze żyje. Trudności i problemy ukazują nam z kolei, że mamy kolejną szansę na dojrzewanie naszej miłości. I kolejną. I jeszcze jedną.

Gdy serce i oddechy ustaną, to pozostanie już tylko jedno zmartwienie – niewykorzystanych chwil, by przekraczać własną słabość, już nie da się odrobić. Dlatego ostatnio, gdy przygniata mnie kolejny dzień, chwytam się cnoty nadziei, że dam radę pomimo braku sił oraz dziękuję za kolejną szansę, by móc wzrosnąć.

Michał

wyobraźnia miłosierdzia

December 5, 2012 5:00 am

Był dobrze ubranym,  grzecznym mężczyzną. Wszedł do mojego gabinetu pod koniec sobotniego dyżuru. Opowiadał, że zatrzasnął sobie kluczyki w samochodzie i musi do miasta autobusem po drugi komplet. I jakieś mieszalnie farb posiada i odda. No, może nie zdąży w sobotę, ale w poniedziałek na pewno odda. Te 10 zł, które potrzebuje. I pyta, co ma zostawić w zastaw. Bo on chętnie zostawi.

Rozmawiam tak z nim uśmiechając się szeroko do niego i do siebie samego. Mówię, że nie chcę zastawu i że różni już byli. Jednym na bilet brakowało, innym na wykupienie leków (apteka blisko), innym na chleb w pobliskiej „Żabce”… I znowu uśmiecham się do niego. I daję te 10 zł, bo przypomniała mi się pewna siostra zakonna, co pracuje z ludźmi z ulicy. Mówiła, by się pilnować, nie dawać wykorzystywać. To oczywiste. Powiedziała jednak coś, co bardzo mi utkwiło w pamięci, by mimo wszystko nie zabijać odruchów serca.

To takie trudne dzisiaj. Skoro podejrzewam, że ktoś oszukuje, to może rzeczywiście nie dawać. Jednak nie odnajduję się całkowicie w postawie obojętności, z góry zakładającej, że ktoś oszukuje i kłamie. Chcę zauważać wszystkich ludzi, którzy stają przede mną. Jak im pomóc? Jak zachować tę „wyobraźnię miłosierdzia”, o którą tak wołał bł. Jan Paweł II?

Jak Wam się to udaje?

Michał

P.S.
Poniedziałek minął. Nie oddał 🙂

„wolna” sobota

November 10, 2012 6:00 am

Co jest ważniejsze, za co się najpierw zabrać?
Może za porządki na strychu ( już dwa lata czekają na realizację…)? Może jednak za dokończenie remontu pokoju córki? Chyba jednak ważniejsze jest zaległe kilkumiesięczne zestawienie w firmie… Nie, jednak co rodzina to rodzina, czyli może remont pokoju maluchów, wszak nowe tapety już leżą na szafie ponad miesiąc… Nie, zdecydowanie ważniejsze jest uszczelnić drzwi i okna, przecież zima za pasem. A może ważniejsze poprawki po malowaniu kuchni? Ale przybory łazienkowe także czekają już  drugi miesiąc na gospodarza z wiertarką. Niech czekają, ważniejsza jest wymiana ledwo trzymającej się starej kabiny prysznicowej. Może jednak najpierw skopać warzywniak, bo jak nagle śnieg przykryje…

Dlaczego tak łatwo umyka, że najważniejsze to wyściskać rano dzieci.  Potem przytuleniem i całusem obudzić i zaprosić na wspólne śniadanie kochaną żonę. Zająć się obowiązkami (i owszem), pamiętając o „proszę, przepraszam, dziękuję”. Wieczorem znaleźć czas dla dzieci, wysłuchać ich historii, przeczytać bajkę, wspólnie się pomodlić. Potem znowu czas dla żony.

W końcu relacje są ważniejsze od zadań, prawda?

Michał

barwy życia

November 3, 2012 6:00 am

Świat nie jest czarno-biały. Ileż razy słyszałem to stwierdzenie. Zwykle wypowiadane z wyrzutem wobec tych, którzy starają się jednoznacznie odpowiadać sobie na fundamentalne pytania przynoszone przez życie. W  pewnym sensie mógłbym się z tym zgodzić. Świat jest pełen szarości. Tylko że nie potrafilibyśmy określić szarości, nie wiedząc nic o istnieniu bieli i czerni. Potrzebuję odniesienia, busoli, punktów orientacyjnych, by stwierdzić, czy ta szarość jest bardziej ukierunkowana na czerń czy na biel.

Nie interesują mnie kierunki wschodniopółnocnowschoniopołudniowe (czyt. nie ważne w jakim kierunku podążasz). Chcę wiedzieć gdzie iść. Być może nie pójdę najkrótsza drogą. Ba, może nawet czasem zorientuję się, że się cofam. I znowu, gdyby nie punkt odniesienia, nie wiedziałbym o tym.

Dla mnie świat jest mozaiką milionów odcieni kolorów. Lecz każdy malarz wie, że są kolory podstawowe. Czy już je znalazłem?

Michał

matematyczne rozważania

October 29, 2012 6:23 am

Ile razy w nocy można wstawać do płaczącego dziecka? Jakie jest prawdopodobieństwo punktualnego wyjścia na mszę św. mając małe dzieci i ile jest zmiennych niewiadomych związanych z tą czynnością? Ile razy dziecko obsiusia deskę sedesową zanim nauczy się ją podnosić? Ile razy należy pouczać dziecko by czegoś nie robiło, akceptując jednocześnie, że jeszcze wielokrotnie to uczyni? Itd., itp.

Czy można matematycznie przeanalizować życie rodzinne? Czy byłoby to warte Nobla? Pewnie tak. Intuicja podpowiada mi jednak, że jest to bardzo trudne w odniesieniu do jednego małżeństwa, a co dopiero do wszystkich. Co jest prawidłowością u jednych, nie musi się ani trochę sprawdzać u innych. I tak sam dochodzę, że wszystko ginie gdzieś w nieskończonościach. Czy otarłem się o Nobla? Pewnie nie, raczej o jedną z cech miłości.

Michał

(nie)normalny weekend

September 23, 2012 5:16 am

Może dla wielu Czytelników to normalne, ale dla mnie całkowicie wolny weekend wydaje się być czymś zupełnie niezwykłym. I oto po dość długim okresie jest! Sobota i niedziela całkowicie dla mnie i dla rodziny!

Zadziwiające, jaką radość można czerpać ze sprzątania, zrzucania węgla do piwnicy, odkurzania, zbierania jabłek spod jabłonek. Można także pojechać z dziećmi na przejażdżkę rowerową, przespać się w ciągu dnia, no i oczywiście zobaczyć sobie wieczorem film z żoną. Jak miło powtórzyć z córką matematykę, a z synem zrobić powtórkę z angielskiego. Rano można zaparzyć herbatę i spokojnie pójść do piekarni po świeże pieczywo, jeszcze zanim dzieci wstaną na śniadanie.

Myślicie: o czym on pisze? Tak, to takie normalne sprawy, takie codzienne szare życie. Tylko właśnie dlaczego: szare? W dzisiejszym świecie, gdy codzienne życie zawodowe tak często wyrywa nas z życia rodzinnego, to są prawdziwe złote chwile bycia razem dla siebie w rodzinie. Więc mam nadzieję, że Wy też czekacie na niedzielny obiad, spacery weekendowe, cieszycie się herbatką rodzinną przy wspólnie upieczonym cieście. I modlę się, by stało się to normalnością we wszystkich rodzinach i by ta normalność stała się powszechna.

Michał

dwa obrazy

September 17, 2012 5:44 am

obraz pierwszy

W trakcie jednego z naszych wykładów, pewien lekarz ginekolog opowiedział dr Hilgersowi taki przypadek:
Zgłosiła się pacjentka z prośbą o przepisanie środków antykoncepcyjnych. Doktor w trakcie rozwijającej się rozmowy informował kobietę o szkodliwości tego typu „terapii”. Pani nie zmieniała jednak zdania, więc lekarz bardzo szczegółowo omawiał temat. Finał był taki, że kobieta przyjęła wszelkie informacje do wiadomości, lecz stwierdziła, że wszystkie z omówionych możliwych skutków ubocznych są lepsze niż dziecko.

obraz drugi

W czasie trwania kursu gościło mnie młode małżeństwo z dwójką małych dzieci. Szeroko otwarli przede mną zarówno drzwi swego domu, jak i swoje serca. Nie tyle może obserwowałem, co uczestniczyłem w zwykłym codziennym życiu: nocne budzenie się i płacz dzieci, choroba jednego z nich, potem matki, codzienna bieganina między szkołą, lekarzem, pracą. Wieczorne rozmowy o tym, jak czasem trudno jest podjąć właściwą decyzję. Troska o dopięcie miesięcznego budżetu. Ot, zwykłe życie. Ileż jednak troski o drugiego, ile wzajemnego daru z siebie!

Z tych dwóch obrazów wybieram ten drugi. Taki świat chcę budować i wierzę, że na tej drodze spotkam Was, czytających te słowa.

P.S.
Widoku gospodarza, krzątającego się rano po kuchni z różańcem w ręku, nigdy nie zapomnę. Bardzo dziękuję także gospodyni za troskę wobec mojej osoby.

Michał

z wdzięcznością

September 16, 2012 5:59 am

Co było dla mnie takiego najbardziej niesamowitego w minionym tygodniu?

Czy to, że po raz pierwszy dr  Hilgers wraz z całym Zespołem prowadził pełny kurs NaProTechnology poza centrum w Omaha, i to nie w USA, ale daleko za oceanem, w Polsce? Myślę, że nie.

Może to, że przyjechało prawie aż 100 osób z różnych krajów: Chorwacji, Niemiec, Irlandii, Litwy, Słowenii, Ukrainy, Francji, Anglii i Nigerii? Też nie.

Czy to, że była prasa, telewizja, dr Hilgers udzielał wywiadu? Na pewno nie.

Najbardziej niesamowite dla mnie było ogromne zaangażowanie i ofiarność ze strony całego Zespołu z USA, abyśmy jak najwięcej się nauczyli, jak najwięcej zrozumieli. Codziennie także chyliłem głowę z szacunkiem przed tak dużym wysiłkiem, jaki ofiarowali ze swej strony studenci. Tak wiele było kobiet w ciąży –  zarówno wczesnej, jak i wysokiej. Matki z małymi dziećmi przy piersi z wysiłkiem godziły opiekę z nauką. Dług wdzięczności wypisany był na twarzach tych, którzy pozostawili w domach żonę/męża z dziećmi. Ta wdzięczność wybrzmiewała w telefonach. Z tą wdzięcznością wracam dziś do domu i ja.

A Wam bardzo dziękuję za modlitwę.

Michał

okiem uczestnika

September 12, 2012 7:51 am

Byłem już na wielu konferencjach naukowych. W niektórych uczestniczyło kilkaset słuchaczy. Prelegenci przyjeżdżali z całego świata. Jest jednak coś, co zdecydowanie różni tamte spotkania od tego, czego doświadczam teraz w Łomiankach. Przyjechaliśmy tutaj, by zdobyć wiedzę, owszem. Jednak wszystkich nas jednoczy fakt, że wiedzę ową pragniemy wykorzystać do czegoś, co jest ponad nią. Pragniemy budować lepszy świat. Świat, w którym nigdy nie rozwiązuje się problemów kosztem drugiego człowieka.

Nikt nie czuje się ważniejszy. Ordynator ginekologii pewnego szpitala chętnie dzieli się ze mną na „ty” własnymi doświadczeniami. Inna pani doktor podchodzi zainteresowana gdzie praktykuję. I jak zwykle kończy się wybuchem śmiechu. Muszę przyznać, że większość ma problem z literkami VMD przed moim nazwiskiem: veterinary medical doctor. Pozostali lekarze wszak mają tylko MD. Po wytłumaczeniu o co chodzi, śmiejemy się wspólnie.

Za Father J`em powtórzę: prosimy o wsparcie.

Michał