(Praco)Dawca Życia

April 30, 2012 6:02 am

Boże,

Bardzo trudno jest zatrudniać trzy pracownice, być bardzo pro-life i przyjąć do wiadomości informację o trzech poczęciach w przeciągu roku! Cieszę się jednak bardzo z każdego nowego istnienia, które Ty wszak zamierzyłeś  i kochasz od samego początku.

Skoro, jak mówią dając dziecko, dajesz i na dziecko pozwól, by z okruchów tej szczodrości utrzymał się także mój gabinet….

Michał

Wielka Sobota

April 7, 2012 8:10 am

W pewnym filmie* cierpienie i zło porównane zostało do haftu, ale widzianego od spodu. Plątanina wielokolorowych nitek nie sugeruje nawet, jak piękny obraz zobaczymy z drugiej strony.

Czyż nie na taki haft, widziany od spodu, patrzyli apostołowie – zdruzgotani wydarzeniami Wielkiego Piątku? Sobota – dla nas Wielka, dla nich była czasem pełnym ciemności, braku sensu i bolesnego niezrozumienia.

Tak bardzo chciałbym zrozumieć sens wszystkiego, co się wokół mnie dzieje. Doświadczam zachwytu i odrazy, piękna i brzydoty, miłości i odrzucenia, radości i cierpienia. I tak dzień po dniu. Gdy już wydaje mi się, że coś rozumiem, to po chwili wszystko znów ginie w gruzach niezrozumienia.

Jednak to Bóg jest tkaczem. On widzi właściwy obraz rzeczywistości. On zna sens, bo prowadzi nici życia. Mnie pozostaje zgodzić się na dzisiejsze „teraz”, poddać się prowadzeniu. Sam sensu całości nigdy nie zrozumiem. Nie mam Jego perspektywy. Pozostaje mi znaleźć ten sens w Nim.  Gdy zaufam Mistrzowi, pomogę tworzyć dzieło.

I ostatecznie tego pragnę, bym nie przeszkodził budować tej części dzieła Miłości, która niejako mnie została przydzielona.

Michał

*Padre Pio, reż. Carlo Carlei

Już tak bywało

April 2, 2012 6:00 am

Czuję się powalony na kolana. Pot zalewa oczy. Nic nie widzę przede mną. Ot, życie kolejny raz przygniotło. Na szczęście już niedługo Niedziela Zmartwychwstania. Ta Wielka dla wszystkich, ale wiem, że nadejdzie także ta mała, prywatna, z sytuacją życiową związana.

Wcześniej jednak jeszcze jedno szczególne spotkanie z Panem. W sakramencie pojednania. Tam On obetrze pot, wleje nadzieję, uzdrowi miłością. Dzięki temu będę mógł właściwie przeżyć Wielką Niedzielę oraz nie przeoczę tej małej, mojej własnej.

Michał

Bohaterowie

March 20, 2012 7:33 am

Ostatnia niedziela minęła jak z bicza strzelił. Choć w naszym Ognisku był dzień skupienia, to mój dyżur telefoniczny dał się we znaki. Tak więc gdy inni adorowali Pana w Najświętszym Sakramencie, mnie przyszło zszywać przeciętą łapę pewnej miłej suczce, zresztą stałej pacjentce. Na szczęście w dalszej części dnia los okazał się łaskawy i mogłem spokojnie uczestniczyć we wspólnotowej Eucharystii. W sumie – jak w życiu. Ciągła walka, by nie zapominać o oddaniu należnego czasu Bogu.

Wieczór, jak najbardziej małżeński, także okazał się inspirujący do zastanowienia się nad życiem. Wspólna projekcja „Bohaterów”* przyniosła nam wiele satysfakcji, bo film okazał się świetny! Mnie samego zaś zmusił do n-tego z kolei zastanowienia się, jakim jestem ojcem. Bo film w swej fabule skierowany jest do tych, których Bóg powołał do ojcostwa.

W jednej z pierwszych scen przytoczone zostały dane, z których wynika, że istnieje ścisły związek między przestępczością wśród dzieci i młodzieży, a jakością ich relacji z ojcem. Wychodząc od tego, jedna z postaci kieruje takie oto słowa do swoich podwładnych: „Ciężko pracujcie (…) ale potem wracajcie do domów i kochajcie bliskich.”

Przypadków przecież nie ma, więc jak tu nie zauważyć, że na drugi dzień przypadła uroczystość św. Józefa. Bycie ojcem nie jest dla mnie łatwe, ale mogę podzielić się tym, iż opiekun Jezusa jest dla mnie przykładem. Tak jak ja trudził się, by zapewnić godny byt rodzinie, a jednocześnie nie zapominał, że jest mężem i ojcem. I wszystko to przeżywał w posłuszeństwie Bogu.

Tak, jak był cichy na kartach ewangelii, tak i cichy pozostaje w swym orędownictwie za nami. Cichy, lecz bardzo skuteczny.

Św. Józefie, głowo Najświętszej Rodziny, opiekuj się nami!

*Bohaterowie, 2011, reż. Alex Kendrick

[youtube http://www.youtube.com/watch?v=MKtO_yAYEQM?rel=0&w=560&h=315]

Michał

Czas dla nas

March 12, 2012 6:00 am

No właśnie. Jak pielęgnować naszą miłość? Między innymi dbając o czas dla nas. Tylko jak znaleźć ten czas, gdy wychodzi się wcześnie rano i wraca późnym wieczorem? Oczywiście pozostaje jeszcze zawsze przysłowiowe „pięć minut” pod koniec dnia. Niestety wtedy nadajemy się jedynie na szybką rewitalizację i owe “pięć minut” bardzo łatwo – prawie samoczynnie – się marnuje.

Jednak znalazłem pewien sposób. Zacząłem bronić czasu dla ukochanej żony w swym sercu. Wystarczy w pogoni zajęć i obowiązków skierować myśl ku tej osobie, której nie ma koło nas fizycznie, ale która przecież jest tak blisko. Po co byłaby nasza praca, nasze wysiłki, pokonywanie trudności, gdyby nie powroty w ramiona, które na nas czekają? I te powroty są zupełnie inne, gdy w ciągu dnia kilkakrotnie, choćby przez parę sekund, uświadomimy sobie i pozwolimy „poczuć” naszą wzajemną miłość.  Taki „myślowy” sms do żony będzie przez nią odebrany. Zwłaszcza, gdy zostanie dopełniony uśmiechem, miłym słowem i gestem po powrocie do domu. Wtedy okazuje się, że owe „pięć minut” wieczorem zdecydowanie trudniej zmarnować.

Z tych „sms-ów” oraz niezmarnowanych wieczornych “pięciu minut” rodzi się z kolei siła, by wywalczyć może jeden wieczór w tygodniu, może choć jeden dzień w miesiącu… tyko dla nas, by karmić naszą miłość.

Oferta

March 7, 2012 6:00 am

Dzień rozpoczął się od telefonu w sprawie Internetu.

– Nie jestem zainteresowany – odpowiedziałem.

– Ale dlaczego, to naprawdę…

– Nie, dziękuję.

Chwilę później znalazłem oferty jakichś kursów w domowej skrzynce mailowej. Czas leci – trzeba do pracy. Tam wita mnie list z propozycją kredytową pewnego bardzo upartego banku. W trakcie obsługiwania klientów – znowuż telefonicznie – przedstawiono mi ofertę mobilnego Internetu oraz, po jakimś czasie, nowego abonamentu telefonicznego. Czas, jak to w pracy – szybko biegnie. Udaje mi się jeszcze odmówić super wyprzedaży nici chirurgicznych oraz zrobić porządek w firmowej skrzynce mailowej. Tam czekały na mnie reklamy pewnych zegarków, tabletek, których nazwy wymieniał nie będę oraz bielizny damskiej. Udaje mi się wreszcie wyjść do domu.

Na furtce czeka jedna gazetka, na ziemi druga, a w skrzynce trzecia. To przegląd półek okolicznych hipermarketów. Nieźle zdenerwowany takim nieekologicznym podejściem, wchodzę do domu i co znajduję na szafce z butami? Oczywiście ulotkę! Tym razem super łatwej do uzyskania pożyczki oraz ofertę pewnej pizzerii (czyli dzieci zdążyły już trochę tego z ziemi przed domem pozbierać…).

 Napawam się domowym ciepłem. Rodzinka razem je kolację, gdy:

– Przepraszam, czy rozmawiam z osobą decyzyjną w sprawie telefonu?

– Ale ja bardzo dziękuję.

– Ale dlaczego, pan nawet nie wysłuchał…

– Naprawdę nie jestem zainteresowany, dziękuję bardzo.

Myślę, że Czytelnik domyśla się, z jakim uczuciem w środku zabieram się za kąpiel rozbrykanej dziatwy. Zapowiada się wieczór małżeński, gdy:

– Dobry wieczór, chciałam zaprosić państwa na pokaz wspaniałej pościeli…

 A On czeka. W każdej minucie dnia pragnie spotkać się ze mną. Jednak nie narzuca się ani trochę. Czeka cierpliwie, bo kocha. Bezinteresownie.

Michał

1+1= nowe 1

February 29, 2012 7:56 am

Nie myślcie sobie, że zapomniałem podstaw matematyki. O nie. Do sformułowania takiego tytułu skłoniło mnie doświadczenie ostatniego weekendu. Z powodu wyjazdu żony na zjazd kursowy przeżyłem dwa i pół dnia czystego „tacierzyństwa”. Wbrew obiegowym opiniom, czwóreczka dzieci była czysta (prawie), ładnie ubrana (tak myślę) oraz najedzona (tak one twierdziły). Jednym słowem: przeżyliśmy – pomimo tego, iż miłość mojego życia wyjechała czterysta kilometrów stąd.

Coś szczególnego jednak dało się zauważyć i odczuć. Zabrakło tego, co tworzymy codziennie, z godziny na godzinę, z minuty na minutę, gdy jesteśmy RAZEM.

Bo małżeństwo – to nie jest tylko prosta suma tego, kim są i co wnoszą do relacji dwie osoby, ale całkiem nowa rzeczywistość, to MY. W wielu innych relacjach możemy sobie pomagać, zastępować siebie nawzajem, jednak sakrament małżeństwa umożliwia nam coś całkowicie niesamowitego – budowanie czegoś, co przekracza prostą sumę osób. Tak trudno to czasem zauważyć w ciągu życia. Chwile, gdy jesteśmy sami, są ku temu doskonałą okazją.

Panowie, jeśli jeszcze tego nie zrobiliście, to polecam. Podarujcie swoim ukochanym żonom wolny weekend. To bardzo dobrze robi. Obojgu.

 Michał

spotkanie

February 26, 2012 7:13 am

Pokój pełen dzieci oraz obecni, choć niereagujący aktywnie, rodzice. Dzieci bawią się w najlepsze, poziom hałasu wzrasta. Szum niesamowity do czasu pierwszych konfliktów. Krzyki i płacze powodują, że część dzieci cichnie, biegnie do rodziców. Decybele zmieniają trochę charakter, dobiegają z kilku źródeł i służą głównie poinformowaniu całego świata o bólu, cierpieniu i niesprawiedliwości. Ostatecznie wszystkie dzieci lądują w objęciach rodziców, co powoduje nastanie ciszy.

Adoracja. On przede mną w Najświętszym Sakramencie. Tak trudno mi wyciszyć wnętrze. Szum „świata”: myśli niedokończone, problemy nierozwiązane, audycja słuchana jakiś czas temu w radio, dziecko dokazujące w kaplicy itp., itd. Szum i jeszcze raz szum myśli w głowie. A On przede mną. Jego Miłość promieniuje na mnie. W końcu udaje mi się trochę wyciszyć i wspomniane „hałasy” zostają zastąpione tym, co głębiej w sercu: bóle nieuleczone, rany niezagojone, zranienia, niezrozumienia. Ogólne cierpienie.

A On stale przede mną. Czas powoli upływa. I w końcu już niczego nie ma pomiędzy nami. On i ja. I Cisza.

Jak to dobrze, że choć będąc dorosłym, są ramiona, w które mogę wtulić się jak dziecko. I spotkać się z Nim. W Ciszy. Ciszy Miłości.

Michał