Nowy Rok

January 1, 2015 5:00 am

Tym, którzy szaleli na sylwestrowej imprezie i tym, którzy byli w domu z najbliższymi; tym którzy podejmują noworoczne postanowienia i tym, którzy w ogóle o nich nie myślą; tym którzy patrzą w przyszłość z nadzieją i tym, którym już jej brakuje; tym dla których 1 stycznia to ważna data i dla tych, dla których jest to dzień jak każdy:

„Niech cię Pan błogosławi i strzeże. Niech Pan rozpromieni oblicze swe nad tobą, niech cię obdarzy swą łaską. Niech zwróci ku tobie swoje oblicze i niech cię obdarzy pokojem”.

Michał

Rytuały

December 18, 2014 5:00 am

Przygotowania do przeżycia po raz kolejny Świąt Bożego Narodzenia przypomniały mi temat rytuałów pojawiający się  w Programach Rozwoju Relacji Małżeńskiej. Zachęcają one,  by takowe mieć, tworzyć. Czynności, które powtarzane, celebrowane co dzień, co tydzień, miesiąc, rok budują naszą wzajemną więź. Przeprowadziłem szybką analizę co też my regularnie celebrujemy  i na dzień dzisiejszy sprawa ma się tak:

– prawie co rano problemy z dobudzeniem tego czy tamtego dziecka
– codziennie regularnie powielany pośpiech przy zawożeniu dzieci do placówek, żeby zdążyć
– co wieczorny nagły brak „chęci do współpracy” któregoś z naszych dzieci
– raz w tygodniu w niedzielę, regularnie przeżywany nagły „niedostatek czasu”,  by spokojnie wyjść na mszę św.
– raz w miesiącu załamanie wiary w to, że jednak damy radę wychować naszą gromadkę 🙂 … itp.

Oczywiście nie o takie rytuały chodzi w Programach.  Dialog małżeński, wieczorna herbata zawsze w sobotę, wspólna poranna kawa np. w piątek, spacer raz w tygodniu, choćby krótkie wyjście do kawiarni raz w miesiącu itp., itd. To naprawdę ważne narzędzia do budowania relacji. Co najtrudniejsze, nie potrafią one zadbać same o siebie. To my powinniśmy dbać o nie.

Oj, znowu okazało się, że wiele do zrobienia. Jak to dobrze, że jednego rytuału nie zaniedbujemy z żoną nigdy –  regularnego  „przeglądu” naszej relacji.

Robaczek

December 11, 2014 5:00 am

„Nie bój się, robaczku, Jakubie, nieboraku, o Izraelu!” (Iz 41, 15)

To już prawie półmetek adwentu. Co tu dużo mówić: szczególnie łatwo mi się go nie przeżywa. Żeby pójść wieczorem na roraty, to muszę się każdorazowo zwalniać z pracy, a nie bardzo się da. Jak perły traktuję chwile wieczornego „adwentowania” z rodziną: śpiewy z gitarą, modlitwa. Wieczory jakoś też mi umykają „zapracowane”. W całym tym zabieganiu jedno dobro zauważam. Nie doświadczam Bożonarodzeniowej już atmosfery sklepów wielkopowierzchniowych, bo tam nie bywam. Mogę więc mimo wszystko na dnie serca pielęgnować „oczekiwanie”. Nawet w pracy wyniknęła ostatnio dyskusja zakończona wnioskiem, że czas Adwentu nie jest czasem Bożonarodzeniowym. I gdy mi tak trudno przeżywać owo oczekiwanie, czytam: „robaczku, nieboraku” i „ja cię wspomagam, przemieniam”. I tego się trzymam, że „nie opuści mnie Bóg Izraela”.

Michał

Dom

November 27, 2014 5:00 am

Wiele domów odwiedziłem w życiu. Ten ostatni utkwił mi w pamięci. Z jednej strony zwykły, jak wiele innych. Z drugiej strony taki „ciepły” i jednoznacznie pokazujący gościom, czym żyją domownicy, co jest ważne dla właścicieli. Myślę tutaj o tym, że pośród roślin, zdjęć rodzinnych czy innych ozdób nie trzeba było za bardzo się rozglądać, by zauważyć krzyż, obraz Matki Bożej, ikonę. Przyjmuję do wiadomości, że każdy urządza dom według własnych upodobań, nie moich 🙂 . Przypomniałem sobie jednak domy, których właściciele wszak chodzą do kościoła, deklarację wiary składają, ale będąc u nich ma się wrażenie, jakby tej sfery życia nie było. Nie wszyscy lubią „święte” obrazy, lecz brak znaku krzyża, tudzież krzyżyk prawie niewidoczny wśród innych  wyrazistych ozdób, dla mnie jest jakimś przekazem. Uprzedzam myśl czytelnika, że wielkość powieszonego krzyża nie świadczy wszak o głębokości wiary. To oczywistość. Jednak wiara, która się nie wyraża na zewnątrz (słowa, czyny) mnie nie pociąga. Kształtowanie tak ważnej i bliskiej dla nas przestrzeni, jaką jest dom, mieszkanie mieści się dla mnie w pojęciu czynu wypływającego z wiary.

Michał

Serce

November 13, 2014 5:00 am

“Idziemy przez życie z dobrze rozwiniętym ciałem, z częściowo rozwiniętym umysłem i z niedorozwiniętym sercem. Jest to serce niedorozwinięte, a nie zimne. To ważna różnica”*

Natrafiłem na ten cytat w jednej z ostatnich moich lektur. Zaintrygował mnie. Rzeczywiście, ciało rozwija się czy tego chcę czy nie. Mogę ewentualnie zaopiekować się nim lepiej lub gorzej. Nad rozwojem umysłu “pracuję” od przedszkola przez wszystkie szkoły, studia itp. A serce?  Ono jakby pozostawione samo sobie. A przecież u kresu dni z ciała nic nie zostanie. Intelektu, zdobytej wiedzy także nie zabiorę ze sobą. Jedynie to, co w sercu będę mógł złożyć u stóp Boga. Powiedzieć: Panie taki byłem, a przynajmniej taki starałem się być.

Wróciłem pamięcią do Programu Ja+Ty. Tam każda nowa wiedza, umiejętność służy temu by bardziej “być”, by rozwinęło się “serce”. Tak bardzo bym chciał, by rozwojowi mojego ciała, umysłu towarzyszyło także dojrzewanie serca.

Michał

*E.M. Forster

pamięć serca

November 6, 2014 5:00 am

“Pamiętajcie o cudach, które On uczynił,
o Jego znakach, o wyrokach ust Jego”. (Ps 105, 5)

Tak wiele cudów, tak wiele znaków. Pewnie każdy mógłby stworzyć z nich osobisty album serca. A przenosząc to na grunt małżeństwa i rodziny: jak wiele dobrego doświadczyliśmy od najbliższych, od żony/męża, ze strony dzieci. Dlaczego zamiast pamiętać przykładowo o pięciu pięknych chwilach, pamięć cały czas przywołuje ten jeden raz, w którym coś poszło „nie tak”, gdy zabolało, poczuliśmy się zawiedzeni.

Jakże bym chciał mieć taką pamięć serca, serce pełne dobra otrzymanego od drugiego człowieka. A te trudniejsze dary, czy wręcz zło doświadczone ze strony bliźniego? Cóż, z pamięci czasem trudno usunąć, lecz serce niech będzie od tego wolne. Czy mi się udaje? Próbuję.

Michał

Być gotowym

October 23, 2014 5:00 am

“Wy też bądźcie gotowi, gdyż o godzinie, której się nie domyślacie, Syn Człowieczy przyjdzie”.

Zawsze gdy rozważam ten fragment, zadaję sobie pytanie: czy ja kiedykolwiek ze spokojem sumienia będę w stanie powiedzieć – jestem gotowy? A Chrystus dodaje do tego, że od tego komu wiele dano, wiele będzie wymagane. Może w takim razie lepiej o za wiele nie prosić? To oczywiście byłby po prostu tchórzliwy lęk przed Bogiem. On kocha i zapewnia o swoim miłosierdziu. Więc nawet jeśli nie uda mi się być tak w pełni idealnie przygotowanym – czekam na Ciebie Panie i wiem, że ty co dzień czekasz na mnie.

Michał

 

Cecha ludzka

October 9, 2014 5:00 am

„Mówię wam: Chociażby nie wstał i nie dał z tego powodu, że jest jego przyjacielem, to z powodu jego natręctwa wstanie i da mu, ile potrzebuje.
I ja wam powiadam: Proście, a będzie wam dane…”

Nie muszę grzecznie czekać w kolejce milionów proszących, aż Bóg zechce mnie wysłuchać. Mam niejako przyzwolenie na bycie „natrętnym”. Mogę dobijać się do drzwi. Jak to dobrze, że nie muszę być aniołem, że mogę pozostać człowiekiem. Często z tego korzystam.

Michał

z przymrużeniem oka

September 25, 2014 5:00 am

Jedno z naszych młodszych dzieci „nie chce” się nauczyć prawidłowo jeść. Gdy dostaje kanapkę, to od razu zostaje ona rozebrana na czynniki pierwsze i te po kolei zjedzone. Nic nie pomaga, że przecież w tym wieku …, że to nieładnie …

Tak denerwując się po raz wtóry, zastanowiłem się nad sobą. Nie wiem dlaczego tak mam, że aby mi smakował obiad, to muszę mieć „odpowiedni” porządek na talerzu. Ziemniaki/ryż/kasza od góry, mięso z prawej,  surówka/warzywa z lewej. Nie raz zdarzyło mi się robić porządek, gdy ktoś „nabałaganił” i nie tak nałożył jedzenie.

No i powiedzcie, jak to jest, że człowiek zmusza dzieci do niby normalnych zachowań, a sam posiada swoje odchyły od normalności 🙂 , które wydają mu się takie normalne i nic nie znaczące. Kto tu kogo powinien wychowywać?

Michał

Nie po mojemu

September 11, 2014 5:00 am

„Jeśli więc pokarm gorszy brata mego, przenigdy nie będę jadł mięsa, by nie gorszyć brata.”

Piękny przykład, że nie musi być po mojemu. Chcieć, by bliźni czuł się dobrze, by zaspokoić jego potrzeby, nie własne. Prawdziwa miłość.  Mnie niestety ciągle się zdarza pomyśleć „a co to komu przeszkadza, że ja…”

Michał