zatrzymany w akcji

August 4, 2013 10:18 pm

Wracamy szczęśliwi po zakończeniu rekolekcji. Montujemy małą kolumnę i jedziemy w 4 auta. Żeby jeszcze jak najdłużej być ze sobą. Gdy już musimy się rozstać, jeszcze stajemy na ostatni popas. To był piękny czas. To cudowne wiedzieć, że jesteśmy sobie bliscy i możemy na siebie liczyć. W końcu rozstajemy się i ruszamy podzieleni na dwa zespoły, po dwa samochody.

Teraz natomiast czuję się jak reporter na polu walki. Obok mnie śmigają auta pędząc A2. Cały samochód drży od podmuchów, a nasza załoga przy słupku SOS czeka na car assistance. Samochód odmówił dalszej jazdy. Nie wiadomo czemu. Oczywiście rozumiem zasady udzielania pomocy na autostradzie, ale jest to strasznie smutne, że nikt się nie zatrzymuje na widok księdza, który prosi o pomoc. Do tego przecież służą odpowiednie instytucje.

Gdyby nie konieczność znalezienia się jutro rano na lotnisku w Warszawie, cała przygoda byłaby świetną okazją do przećwiczenia, jak sobie radzić w takich sytuacjach. Co oczywiście nie zmienia faktu, że jest to w dalszym ciągu przygoda. Ale nie jesteśmy sami. Dołączyli do nas Irmina i Krzysztof, którzy nam towarzyszą w biedzie i nie zostawią, dopóki nie wyjaśni się, co z nami będzie. Razem raźniej.

Z serdeczną pamięcią

Z A2

Ks. Jarosław

Koronka

July 6, 2013 5:00 am
Zdarzyło mi się w ostatnim czasie spędzić trochę czasu w kościele parafialnym, gdzie w wydzielonej kaplicy można było adorować Pana Jezusa w wystawionym Najświętszym Sakramencie. Lubię zajmować pierwszą ławkę, żeby być jak najbliżej Niego. 
Widziałem oczywiście, że ktoś jeszcze modli się w kaplicy, ale potem już był tylko On i ja. W pewnym momencie zacząłem zauważać, że są też inne osoby, prawdopodobnie starsze już wiekiem: głośne wzdychania, przewracanie kartek, modlitwy odmawiane szeptem, który jednak słychać. W pierwszej chwili, przyznaję się, pomyślałem sobie, że szkoda, że ktoś przyszedł i zakłóca spokój. Ale zaraz potem przyszła refleksja, że oto jestem świadkiem, jak różnie ludzie przynoszą swoje życie Panu Jezusowi. A gdy potem ktoś z tego grona zaczął Koronkę, którą wszyscy podjęli i głośno odmawiali, pomyślałem sobie, że to właśnie ci, którzy trzymają cały świat w ryzach. To właśnie taka pokorna, zwyczajna i pełna ludzkiej obecności modlitwa sprawia, że Kościół ciągle służy.
Gdy więc jeszcze ktoś do mnie podszedł i zapytał, czy mogę go wyspowiadać, nie było już trudno porzucić „swoją” modlitwę i „swój” czas z Panem Jezusem, tylko z radością podjąć Jego misję. Wstydzę się tej swojej pierwszej reakcji, ale też i dziękuję, bo Pan poszerzył wtedy moje serce i spojrzenie. 
Ile takich mam i ojców modli się nieustannie za swoje dzieci i w tylu innych intencjach? Ile my możemy wnieść naszą wierną modlitwą, ilu ludzi uratować…
z pamięcią o Was
z II Turnusu w Wisełce
ks. Jarosław

"Żono moja…"

June 27, 2013 5:00 am

Dawno nie byłem na weselu. A już na pewno dawno nie byłem na weselu kogoś z mojej rodziny. Moje siostry już dawno zamężne, kuzynostwo jeszcze dawniej. Przyszła teraz pora na siostrzeńców.

Z dużym wzruszeniem uczestniczyłem we Mszy św., w czasie której ślubowali sobie nawzajem Magdalena i Maciej, mój najstarszy siostrzeniec. To przecież jakby wczoraj go chrzciłem. A dziś… błogosławię go na nową drogę życia.

Patrząc na ich radość myślę o tych wszystkich małżonkach, którzy trafili do mnie z prośbą o pomoc. Musimy chronić małżeństwa, musimy się za nie modlić, musimy tworzyć środowiska, które będą je wspierać, bo przyszłość Kościoła i świata idzie przez rodzinę, jak nam przypominał bł. Jan Paweł II. Radość nowożeńców jest autentyczna. Trudności, które potem napotykają, muszą pokonać sami, ale… od naszego świadectwa, od naszego zaangażowania także wiele zależy.

Wiemy sami, jak wiele pomogły życzliwe słowa, pociecha, pomocna dłoń. Bądźmy uważni, bo może gdzieś obok jest ktoś, komu wystarczy jeden telefon, jedno małe spotkanie, czasem malutkie wsparcie i już jest łatwiej.

Z pamięcią o Was

ks. Jarosław

IMG_0808IMG_0812

Dzień Ojca

June 23, 2013 5:00 am

dla każdego jest trochę inny. Jeśli Twój tata żyje, to myślisz w pierwszej chwili o nim; jeśli jesteś szczęśliwym tatą, to liczysz na to, że maluchy (dzięki podpowiedzi mamy) lub starsze, już samodzielnie, zauważą ten ważny dla Ciebie dzień. Oczywiście możesz wychować swoje dzieci, dając im właściwy przykład, jak obchodzić Dzień Ojca, poprzez przygotowanie niespodzianki dla swojego taty. Jest szansa, że czegoś się od Ciebie nauczą. 🙂

Jakoś tak mniej przychodzi nam na myśl, że Dzień Ojca jest też dniem każdego kapłana, do którego zwracamy się choćby w konfesjonale: a ciebie, ojcze, proszę…

Ale dziś chciałbym się trochę wstawić za … Bogiem Ojcem. „Od którego bierze swe imię wszelkie ojcostwo w niebie i na ziemi”…

Co byśmy zrobili, gdyby On nas tak bardzo nie kochał? Gdzie byśmy się podziali?

Może więc dziś każdy z nas podziękuje Ojcu niebieskiemu w jakiś własny, wyjątkowy sposób, który powiększy jeszcze radość Nieba?

Z pamięcią o WSZYSTKICH ojcach

ks. Jarosław

Wyprawy nad morze…

June 16, 2013 5:00 am

z rodzinami bywają… niebezpieczne. Zwłaszcza, że mogą człowiekowi nadać nową tożsamość, z którą trudno się żyje. W sensie, że zdecydowanie przerasta, a zobowiązanie dorastania do tożsamości wydaje się pozostawać.

A było to tak. Dwa dni temu wybraliśmy się nad morze z grupką rodzin. Ja niby osobno, ale w drodze trzymaliśmy się razem. Gdy dotarliśmy nad morzem część rodzin poszła w lewo, część w prawo, a ja sam, niezależnie.  Po jakimś czasie postanowiłem sprawdzić, jaka jest temperatura wody. Zauważyłem, że od brzegu w głąb morza sięgała wyjątkowo duża płycizna. Z jej prawej i lewej strony od razu zanurzało się w wodzie po kolana i wyżej, a tu przez wiele metrów szło się w głąb morza ciągle po kostki. Co z daleka wyglądało na dość ewangeliczny sposób poruszania się po morzu. I nie trzeba było długo czekać na reakcję. Jeden z przedszkolaków od razu to zauważył i skomentował: Mamo, patrz, Pan Bóg chodzi po wodzie. Okazało się, że w ich języku jestem dla nich „Pan Bóg”.

Dziś przy kolacji jeden z chłopców powiedział do mamy, że dziś bawił się z Jezusem. Uff. Trochę mi ulżyło. Jeszcze kilka dni i może spadnę do swojej własnej tożsamości – ksiądz. Ale nawet i ona jest przecież taka zobowiązująca. Dać przykład dziecku, uczynić świat modlitwy bezpiecznym, bliskim, ciepłym, wzbudzić w nim pragnienie bycia częścią tego świata – jak bardzo jest to zobowiązujące.

To tak na przedłużeniu tego, o czym pisała wczoraj nasza M. Czy jesteś Mamą, czy Tatą, Żoną czy Mężem, czy Księdzem czy Siostrą – musisz dorastać do swego imienia. Życie innych od tego zależy. Życie na miarę godności osoby.

z Wisełki, z turnusu 1-szego

ks. Jarosław

Happy Families – Healthy Economy

May 16, 2013 5:06 pm

Komitet lokalny wybrał na nasz Kongres miejsce dość symboliczne: Australian Technology Park, dawną fabrykę lokomotyw. Miejsce, gdzie kiedyś dominowała technologia, dziś stawia rodzinę jako właściwy punkt odniesienia. 

Jeden z dzisiejszych prelegentów powiedział, że jeśli chcesz dojść do wyników szybko, idź sam, ale jeśli chcesz dojść daleko, idź razem (If you would like to go fast, go alone, if you would like go far, go together).

Bardzo mi się to spodobało. Rodzina jest takim miejscem, gdzie można zajść najdalej. Dzisiejsza cywilizacja chce nas zindywidualizować, prawa jednostki są najważniejsze. Może i uda się osiągnąć wszystko bardzo szybko, tylko że pozostaje się singlem. Kiedy się idzie razem, może i wolniej się osiąga wszystkie cele, bo idzie się tempem najsłabszego, ale zachodzi się daleko i można się cieszyć razem. To widać nawet w takiej sytuacji, w jakiej ja jestem. Widzieć tyle pięknych rzeczy, być w takich pięknych miejscach, a jakie to smutne, że nie ma bliskich, przyjaciół, z którymi można dzielić radość. Dlatego takie ważne jest dla mnie, że mogę dzielić się  z Wami się tym, co przeżywam. Mam świadomość, że przez to moje zdominowanie bloga przez 6 tygodni trochę odeszliśmy od tego, czym nasz blog starał się być: inspirować do codziennych radości z tego, że jesteście małżeństwem, rodziną. Wracam więc na nasze ścieżki relacją z WCF. 

Jedno z pytań, które ludzie zadają, to: co możemy zrobić w tych jakże trudnych czasach? Rodzina jest prześladowana coraz bardziej, coraz więcej państw zmienia definicję rodziny; gdzie się ukryć? Odpowiedź jest u pierwszych chrześcijan.  Wtedy było dokładnie tak samo jak teraz: aborcja, łatwe rozwody, rozwiązłość, homoseksualizm, pogaństwo i fałszywe bożki. A co zrobili chrześcijanie prześladowani przez wiele wieków? Troszczyli się o swoje rodziny: byli wierni sobie, otwarci na życie, modlili się. Rzym upadł. Chrześcijaństwo przetrwało. 

Bogaty dzień. 

Do usłyszenia jutro

Fr. Jay

port

Rotoura

May 12, 2013 6:20 pm

Po wyprawie do Hobbitonu zajeżdżam do miasta o nazwie Rotorua. Wcześniej napisałem list do lokalnego księdza w sprawie możliwości odprawienia Mszy św. w niedzielę. Po wymianie maili ostatecznie trafiam do niego na parafię i zostaję jego gościem wraz z bp. Denisem Brownem, który tego samego dnia przyjeżdża na Bierzmowanie i Pierwszą Komunię św. Fr. Mark jest proboszczem na dwóch parafiach, raz w miesiącu jedzie na kraniec swojej parafii, by tam odprawić Mszę św. i od czasu do czasu także odprawia dla Maorysów z racji tego, że nauczył się ich języka. Wspiera go w pracy jego współbrat misjonarz Fr. Peter. Wieczorem, po Mszy św. wraz z ks. biskupem zjadamy w ramach kolacji pizzę. I oglądamy mecz rugby. To ich narodowy sport, w którym są rzeczywiście mistrzami.

Ks. Proboszcz Mark i Fr. Peter – moi gospodarze z Rotorua

IMG_0602

I ks. bp Denis Browne:IMG_0607

Rano po Mszy św. ruszam zwiedzać miasto i okolice. Przy domach, chodnikach, parkach, wszędzie widać rury odprowadzające parę ze źródeł geotermalnych.

Najpierw odwiedzam wulkan Tarawera, którego erupcja  dokonała zniszczeń w 1886 roku.

Lake Tarawera, po drugiej stronie dwa wulkany. Ostatni wybuch w 1886 powiększył jezioro:

IMG_0609

 Potem dwa jeziora Blue i Green. Przedzielone wąziutkim pasem ziemi. Wszędzie zieleń.

blue and green

Jezioro niebieskie:

IMG_0617

Parafianin John zawiózł mnie w te wszystkie miejsca. Mąż od 50 lat, ojciec 7 dzieci. Tylko 4 razy opuścił codzienną Mszę św. od początku małżeństwa:

IMG_0615

Jezioro zielone:

IMG_0619

Następnie trafiamy do wspaniałego parku Red Woods. Potężne sekwoje, których konary pną się niesamowicie do góry, ok 70 m. A objąć się nie da. Idziemy przepiękną aleją, stąpając jak po dywanie. Zapachu miasta tu nie czuć. Zieleń przykrywa wszystko.

IMG_0625

I na sam koniec trafiamy do maoryskiej wioski Whakarewarewa. Udało się nawet zdążyć na pokaz pieśni i tańca w wykonaniu lokalnego zespołu. Jest też okazja zrobić stosowne zdjęcie.

IMG_0639

Celem jest także park geotermalny Te Puia z gejzerem Pohutu. Podobno wyrzuca on strumienie pary i gorącej wody na wysokość do 20 metrów, mniej więcej raz na godzinę (o ile). Dziś był leniwy i nie chciał pokazać na co go stać. Mimo czekania blisko 30 minut nie udało się zobaczyć go w pełnej okazałości. Ale mimo wszystko robi wrażenie.

IMG_0648

Całe miasto to jeden wielki gejzer. Nawet na ulicach można spotkać dymy. W całym mieście czuć wyziewy:

IMG_0642

 

IMG_0650

Na koniec jeszcze wspólny posiłek z ks. biskupem i lokalnymi duszpasterzami, u sióstr zakonnych (na sześcioro rodzeństwa księdza biskupa – 3 braci i 3 siostry, tylko jedna się wyłamała; wszyscy bracia są kapłanami, w tym jeden biskupem, i dwie siostry w zakonie; u tej jednej w klasztorze jesteśmy na posiłku).

I w drogę powrotną, tym razem inną trasą, żeby jeszcze więcej zobaczyć. Prowadzi mi się bardzo dobrze. Tym razem tylko raz, zamiast kierunkowskazu, włączyłem wycieraczki. Trochę jeszcze się myli. Ale już jest bardzo dobrze.

Jutro wyprawa na północ. Prawie na sam początek wyspy.

Do usłyszenia,

xj

 

Okno na świat

May 9, 2013 10:54 am

Początek pobytu w Nowej Zelandii to najpierw mała aklimatyzacja. Choć obudziło mnie w nocy „oberwanie chmury,” to nie dałem się całkiem wybić ze snu i jeszcze jakoś dociągnąłem do rana, tłumacząc sobie, że to w pewnym sensie wakacje i trzeba się wyspać. Pierwszy poranek od dłuższego czasu, kiedy nie trzeba się było spieszyć.

Dziś – to najpierw urodziny mojej najmłodszej siostry. Okrągłe, więc tym bardziej szczególne. Dziś także trzeba oddać sutannę do pralni chemicznej, bo się troszkę zmęczyła tymi podróżami i zrobić małe zakupy czegoś ciepłego, bo trudno się było zapakować na wszystkie pory roku. A tu listopad. Wyleciałem, gdy w Warszawie jeszcze śnieg leżał na chodnikach, otarłem się o bujne lato i już jesień. Jak ten czas szybko leci. Gdzieś po drodze zgubiłem wiosnę. 🙁

Ale podstawowym celem dzisiejszego dnia były odwiedziny u Pana Jezusa Eucharystycznego. Dziś, jak w każdy czwartek, w jednej z lokalnych parafii jest całodzienne wystawienie Najświętszego Sakramentu. Wybieramy się zatem na adorację.

Adoracja

Kościół na szczycie wzgórza ma okno tuż za ołtarzem, z którego rozpościera się widok na całą okolicę. 

Pierwszy raz widzę taki pomysł na prezbiterium. Tu trzeba spojrzeć na świat przez pryzmat Ołtarza i Pana Jezusa. Jakby nie chciał zatrzymać spojrzenia na sobie, tylko zapraszał, żeby widzieć świat poprzez Niego. Kościół nie jest miejscem ucieczki od „niedobrego” świata, tylko miejscem, gdzie się uczymy na świat odpowiednio patrzeć. 

Bardzo mi się tu spodobało. Bardzo mi dobrze było tu na adoracji. Nie chciało się wychodzić.

Na jutro zaplanowałem dzień skupienia. Do wieczora, bo wieczorem Msza św. i konferencja dla lokalnej Polonii. Ale wcześniej chcę pobyć sobie długo wreszcie sam na sam z Panem Jezusem. Po tylu spotkaniach z ludźmi jest to tak potrzebne. Opowiedzieć Mu wszystko, co się wydarzyło. A to spojrzenie przez Pana Jezusa na świat bardzo mnie zainspirowało. 

Z pamięcią o Was zawsze

ks. Jarosław

gdzie leży Meksyk

April 29, 2013 10:24 am

Ostatni wpis ks. Kapitana “Przystani” ma swój dopisek: są nim przesyłane dla Drogich Czytelników pozdrowienia

już z podróży do Meksyku

Fr. Jay, który za chwilę będzie Padre Jota (czyt. “hota”; po hiszpańsku znaczy samo, co Fr. Jay, czyli Ojciec Jot, jak mnie tu wszyscy w skrócie nazywają, bo Jarosław i na dodatek Szymczak, to dla nich prawie nie do wypowiedzenia 😉

Wczoraj w naszej ukochanej parafii kazanie dla dzieci prowadził diakon wraz z dwoma klerykami, wszyscy ze zgromadzenia misyjnego. Przygotowywali z pomocą dzieci “misjonarza” na podróż do Ameryki Południowej, po kolei próbując znaleźć rzeczy, które będą mu potrzebne, by trafił do ludzi i mógł pełnić owocnie swoją posługę. Gdy diakon zapytał ubranego już w ponczo, kapelusz i stułę kleryka, jaki kraj w Ameryce Południowej chciałby odwiedzić, ten odparł, że marzy od dawna o wizycie w Meksyku. Tu nastąpiła konsternacja, gdzie właściwie leży Meksyk i pięknie wybrnięto, że gdzieś pośrodku obu Ameryk.

Dlatego też Redakcja postanowiła załączyć mapę, mając nadzieję, że znalazło się na niej wszystko, co do tej wyprawy potrzebne.* 

Mexico City

*Prawy dolny róg zajmuje patronka misjonarzy, Św. Teresa z Lisieux. Nie ma na mapie naszej modlitwy, ale przecież to jasne jak meksykańskie słońce, że każdy z nas może dorzucić swoje (jakże potrzebne) wsparcie.

PS. W dniu Pielgrzymki Rodzin do Kalisza łączymy się także z intencją Instytutu Świętej Rodziny o uzdrowienie z choroby nowotworowej dla ks. Darka.

m

„Nikt ich nie wyrwie z Mojej ręki”

April 22, 2013 9:32 am

Cały wczorajszy dzień upłynął w mocy tych słów. Po tym ciężkim tygodniu były one wielką pociechą. Nikt i nic nie pokona Bożej miłości. Ona jest przy mnie każdego dnia. Jak dobrze jest to sobie wyobrazić, że On mnie trzyma za rękę.

Z powodu ogromnego zmęczenia dzień mijał na zwolnionych obrotach. Poza wstawaniem, bo ono było wczesne, żeby jeszcze tradycyjnie spotkać się na śniadaniu z Faculty, zanim się rozjadą do swoich domów. Wrażenia, najpiękniejsze momenty, uznanie dla trudu wszystkich…

I najważniejsza radość – z tego, że to On dał siłę i łaskę, i to wszystko dla Jego chwały. Bóg życia i miłości. I sam tę miłość nam ciągle okazuje – trzyma nas za rękę i nie pozwoli, by ktokolwiek nas od Niego oderwał. Nawet my sami, przez nasze słabości.

Zmęczony, ale pełen radości z uczestniczenia w czymś wielkim,

Zawsze blisko Was

Fr. Jay