Finał "Jedynki" w Łomiankach

January 19, 2015 4:43 am

Choć drugi dzień Programu jest krótszy, to zakończył się jeszcze później niż w sobotę. Trzeba było bowiem przywrócić Instytut do stanu wyjściowego. Wspólna praca przy sprzątaniu dała nam okazję do rozmów i dzielenia się tym, co razem przeżyliśmy. Były więc wrażenia z warsztatów, jeszcze indywidualne rozmowy z uczestnikami i długie, serdeczne pożegnania pełne słów wdzięczności.

Jak zawsze – widok pary, która wychodzi po Programie trzymajac sie za ręce i uśmiechając się do siebie, choć na początku nic na to nie wskazywało, wszystkie oznaki większej serdeczności w odnoszeniu się do siebie nawzajem i umawianie się z nami na do-zobaczenia-na-„Dwójce“ – to sama radość.

Dziękujemy wszystkim za wsparcie i pomoc (Wrocław pożyczył nam piękne obrusy), za ciasta (od rodzin z Ogniska), za dobre słowa. To zawsze bardzo ważne i ogromnie pomocne. Podobnie jak Wasza modlitwa, którą czuliśmy się otoczeni.

Z wdzięczną modlitwą

Ks. Jarosław

JaTyMyŁomianki-1 JaTyMy-Łomianki2

W pierwszym rzędzie – Zespół Trenerów

Jak „nowy“

January 14, 2015 5:00 am

Tyle „nowości“ w tym roku się już nagromadziło.

W Pustelni, odnowionej (pomalowanej) po raz pierwszy od wybudowania (jakieś 10 lat temu), wszedłem w Nowy Rok (pierwszy raz w życiu taki Sylwester), minął potem kolejny rok mojego życia (dziękuję za pamięć i życzenia), no i sam temat pustelni i jednocześnie zadanie na ten rok: żeby „uczyć się na nowo prawdziwej wiedzy o życiu“. W tym miejscu, gdzie jest jego Autor, ten, który powiedział o sobie, że jest Drogą, Prawdą i Życiem.

Jednym z zadań pustelnika jest modlitwa za tych, co pozostali w świecie, więc było co robić. Było jej tak dużo, ile się tylko dało. Wychodzi się na pustynię nie po to, żeby od ludzi uciec, tylko żeby się do nich zbliżyć, żeby dotrzeć do ich serc, a nie zatrzymać się tylko na powierzchni tematów czy relacji. Ufam, że teraz „odnowiony“, będę jeszcze bardziej z Wami.

Dziękuję Wam za pamięć o mnie w tym czasie, za zastane tu i ówdzie ślady tej pamięci, za modlitwę, żebym owocnie przeżył ten czas i za to, że po prostu jesteście w moim życiu.

Do zobaczenia na misyjnych szlakach

Ks. Jarosław

Pustynia

December 30, 2014 5:00 am

To czas najzupełniej wyjątkowy. Można się na nią wybrać samemu, bywa się wyprowadzanym na pustynię przez Pana Boga, ale wydaje się, że tak czy inaczej, jest niezbędna. Bez opuszczenia wszystkich podpórek, bez wydania się na prawdę o swoim wnętrzu, trudno jest usłyszeć głos Pana Boga, który lubi przemawiać w ciszy. Nie w trzęsieniu ziemi, nie w huraganie, ale w łagodnym powiewie wietrzyka.

Wiecie jak ważny jest dla mnie ten czas. I choć mam świadomość, że wiele spraw jeszcze nie jest skończonych i terminy gonią, to pierwsze chwile roku chcę oddać Panu Bogu, żeby nabrać właściwego kierunku, żeby się wsłuchać w Jego prowadzenie. Wejście w pustynię oznacza także jakoś porzucenie siebie i swoich planów. To nie zwykłe wejście do kościoła, żeby się pomodlić, z którego można wyjść, gdy się „wyczerpał“ temat rozmowy. To trwanie w Obecności, od której nie da się wyjść. To krok w nieznane, choć w wierze. To krok, by być bliżej Tego, który nieustannie czeka, by powiedzieć, że nas kocha.

Będzie to rok intensywny. Każdy prawie weekend to spotkania z małżeństwami (Programy – będzie ich w roku 2015 aż 26 w 6 krajach) oraz dni skupienia i rekolekcje dla rodzin. Weekendów wolnych już nie ma. A czas pomiędzy weekendami też już jest zajęty. Planujemy w tym roku wydać z Gosią Rybak naszą książkę, ukończyć z Agnieszką Rogalską Program 5 i zorganizować Program 4 dla tak już wielu absolwentów pierwszych trzech Programów. Powstają nowe ośrodki, które pragną służyć naszymi Programami, w których trzeba będzie szkolić księży i nowe pary trenerskie. Rok będzie intensywny, więc tym bardziej potrzeba Jego błogosławieństwa i Jego obecności w każdym dniu.

Proszę Was o pamięć, o modlitwę i towarzyszenie z różańcem św. W tym roku idę na pustynię, prosząc Matkę Bożą, żeby mnie wzięła do swojego domu i uczyła mnie, jak kochać Pana Jezusa, jak być Jego uczniem i jak być Jej synem. To program oczywiście większy niż na te dwa tygodnie. 🙂 Ale z Waszą modlitwą będzie mi łatwiej go zacząć.

Będę każdego dnia z Wami modlitwą i błogosławieństwem. Będziecie ze mną w każdej Mszy św. Tradycyjnie, będę w tym czasie poza „czasem“, czyli bez zegarka, z informacją o tym, jaki dziś dzień, płynącą z codziennych czytań. Możecie się więc spodziewać nagłego dopływu łaski w każdym momencie dnia. 🙂

Do usłyszenia, jak Pan Bóg pozwoli, za dwa tygodnie, w środę 14. stycznia.

Błogosławię Was całym sercem

Ks. Jarosław z Pustelni św. Eliasza

(choć pisałem jeszcze w Łomiankach)

 

Po kolędzie

December 26, 2014 5:00 am

„Widzę niebo otwarte i Syna Człowieczego, stojącego po prawicy Boga.“ (Dz 7, 55)

Gdy patrzę na żłóbek i leżące w nim Dzieciątko Jezus, mogę zobaczyć świat w nowej perspektywie. Najpierw jako paradoks i misterium: Bóg – się rodzi, Moc – truchleje, Pan niebiosów – obnażony, ogień – krzepnie, blask – ciemnieje, ma granice – nieskończony. Trudno zobaczyć Boga w dzieciątku leżącym w żłóbku.

Z drugiej strony, jeśli już mielibyśmy „zobaczyć niebo otwarte“ i Boga samego, to jak zobaczyć Miłość Wcieloną, Boga, który jest Miłością bezgraniczną?

Przyszedł do nas jako Dziecko, tak wszedł w nasze Domy i tak go wyśpiewujemy w naszych kolędach. Dziś odwiedzamy się rodzinnie, bo chcemy się ucieszyć sobą, bo chcemy się podzielić radością. On zaczął swoją niezwykłą misję w rodzinie. I wiemy, że pozostanie w niej przez lat trzydzieści. Chce nam pokazać, że Misterium nowego życia, do którego jesteśmy zaproszeni, zaczyna się w rodzinie, w niej się zadomawia i w niej się odnajduje najpiękniej.

Zwyczajowo więc dziś i ja ruszam (duchowo) w drogę starając się odwiedzić Wasze Domy, gdzie spotkało mnie tyle radości i tyle miłości. A odwiedzając, chciałbym Wam powiedzieć, że jesteście dla mnie bardzo ważni, a Wasza przyjaźń i Wasza serdeczność jest dla mnie oparciem i motorem wszelkich apostolskich misji. Jak dobrze, że jesteście!

I dobrego świętowania.

Z modlitwą i błogosławieństwem

Ks. Jarosław

 

Konsekracja biskupia

December 21, 2014 5:00 am

Dziś w mojej Diecezji Szczecińsko-Kamieńskiej była szczególna uroczystość – konsekracja biskupa pomocniczego ks. prof. dr hab. Henryka Wejmana. Dla mnie szczególnie bliska, bo 30 lat temu posługiwałem jako diakon na Mszy św. prymicyjnej wtedy nowego Prezbitera. Dziś uczestniczyłem wraz z moim Braćmi ze Wspólnoty, ks. Wiesławem Jankowskim i ks. Krzysztofem Wolskim, w wyjątkowym wydarzeniu – w jego konsekracji biskupiej.

Katedra Szczecińska wypełniła się kapłanami i wiernymi. Przybyło wielu księży biskupów, wśród nich ostatni konsekrowany tutaj ks. biskup Stanisław Stefanek. Kiedy byliśmy razem seminarzystami, był wtedy naszym Rektorem. Potem naszym Dyrektorem w Instytucie Studiów nad Rodziną. Dziś, już jako Biskup Emeryt Diecezji Łomżyńskiej, witany był przez swoich byłych wychowanków wyjątkowo serdecznie.

Spotkanie z Braćmi w kapłaństwie jest zawsze szczególnie serdeczne, tym bardziej, że przez całe nasze kapłańskie lata widujemy się dość rzadko. Nasze posługiwanie w Łomiankach powoduje, że widujemy się zwykle tylko w Wielki Czwartek. Taka okazja jak dziś to święto wyjątkowe. Raz na 34 lata. 🙂

Konsekracja biskupa to teoretycznie święto Diecezji, ale w wymiarze powszechnym to wydarzenie wyjątkowe – otrzymaliśmy pasterza, którego zadanie, choć lokalne, to przecież zawsze w wymiarze duchowym ogarnia cały Kościół. Ks. Wejman wybrał jako swoje zawołanie biskupie “Servire Deo Misericordiae” – Służyć Bogu Miłosierdzia. Pokrywa się to z jego dotychczasową posługą i jako ojca duchownego kleryków i jako profesora teologii duchowości.

Towarzyszymy mu modlitwą i wypraszamy wszelkie łaski potrzebne na Jego posługiwanie. Każde powołanie jest skarbem w Kościele. I choć przyszłość Kościoła idzie przez rodzinę, potrzebujemy prowadzenia pasterzy. Dziś modlimy się, żeby jego posługiwanie było pełne Ducha Świętego i Bożego prowadzenia.

Z pamięcią o Was

ks. Jarosław

IMG_4203

Serdecznie dziękuję za pamięć

December 16, 2014 1:09 pm

Kiedy spotykam się z innymi kapłanami w tylu różnych miejscach na świecie i dzielimy się naszym doświadczeniem pracy z rodzinami, coraz częściej uświadamiam sobie, jak bardzo „moje“ kapłaństwo zostało ukształtowane przez same rodziny. Tyle lat prowadzenia rekolekcji i dni skupienia, całe lata towarzyszenia małżonkom i czasem całym rodzinom w konfesjonale. Zadzierzgnięte w tym czasie przyjaźnie, dzieci, które kiedyś ochrzciłem dzisiaj przynoszące własne dzieci do Chrztu św. – ile w tym czasie się nauczyłem, ile dobra spotkałem i jak bardzo też na tym zyskało „moje“ kapłaństwo. Św. Jan Paweł II postulował w adhortacji „Familiaris consortio“, żeby Kościół stawał się coraz bardziej rodzinny. I to się jakość bardzo sprawdza w codziennym życiu kapłana, który został przez łaskę powołania zaproszony do szczególnego towarzyszenia małżonkom i rodzinom.

Dziękując wczoraj za łaskę powołania Panu Jezusowi, dziś szczególnie dziękuję za Was, Kochani Małżonkowie, którzy przez tyle lat jesteście ze mną i przy mnie, towarzysząc w tylu różnych przedsięwzięciach. Dziękuję Małgosi za wczorajsze miłe słowa w imieniu redakcji Przystani, dziękuję za tyle sygnałów przyjaźni i pamięci jakie otrzymałem.

Z serdeczną pamięcią w modlitwie

Ks. Jarosław 

29 lat

December 15, 2014 5:00 am

Pielęgnowania pamięci o rocznicach można by się od niego uczyć. Podobnie zakorzenienia we własnym powołaniu – wydobywania z niego, co najpiękniejsze i wypełniania go entuzjazmem, intensywną pracą i czytelną treścią. Sutanna wyciera wszystkie zakątki świata, we wszystkich temperaturach i miejscach najmniej spodziewanych, by ją tam zobaczyć. Nie garnitur, nie koszula lub wystająca spod swetra koloratka. Między ludzi idzie w niej nie jako znak sprzeciwu i konfrontacji, ale znak akceptującej miłości Boga, która w każdym widzi kogoś wyjątkowego i niepowtarzalnego – nikogo nie wyklucza, nikomu nie mówi “do widzenia”. Obdarzony zaufaniem wielu rodzin, nosi na sobie ich sprawy – mimo że po tej pogodzie ducha nikt by się nie spodziewał, iż torba pełna spraw często po ludzku niemożliwych do rozwiązania. A jednak ciągle doświadczamy – sami i przez świadectwo innych – owocności wytrwałej modlitwy, która nas otacza.

Pozostaje nam dziękować Panu Bogu za jego kapłaństwo i życzyć owocności tej posługi oraz łaski, która wyprzedza wszystkie wyzwania. I może jeszcze czasu, którego by starczyło na obecność wszędzie tam, gdzie bywa potrzebny.

Zespół Przystani

 

Viva Mexico!

December 7, 2014 11:00 am

A jak Mexico, to musi być spontanicznie, na ostatnią chwilę, trochę na wariata; z rozmachem w jednym, z planem minimum w drugim. Trzeba się totalnie przestawić. Nie jest ani lepiej, ani gorzej – jest inaczej. To chyba największe wyzwanie w czasie Programów w Meksyku.

Msza św na rozpoczęcie Programu miała być o godzinie dziewiątej rano. Byłem oczywiście sporo przed i przez 10 minut próbowałem znaleźć jakąkolwiek osobę, która otworzyłaby zakrystię w dolnym kościele. Nie udało mi się tam nawet znaleźć włącznika do światła. O godzinie 9.05 podjąłem decyzję, że zabieramy obrus ze stolika pod chórem oraz uczestników Programu, którzy przyszli na Mszę św., i idziemy do sali, gdzie będzie Program, bo na szczęście miałem ze sobą zestaw, nazywany przez przyjaciół „mały ksiądz“. W nim mieści się wszystko, co jest potrzebne do odprawienia Eucharystii. Mimo opóźnienia została ona odprawiona po hiszpańsku, homilia – wygłoszona po angielsku (tłumaczona na hiszpański, bo nie wszyscy władają angielskim; w czasie programu od drugiej już edycji mamy zawsze tłumacza – jest nim jeden z trenerów – i system obsługujący tłumaczenie). Byliśmy gotowi do rozpoczęcia Programu. Czy denerwowanie się by coś pomogło? Nie sądzę. Czy jestem tym zachwycony? Nie. Ale tak to tu wygląda. Nie ma w tym żadnej złej woli.

Grudzień w Meksyku to pora sucha (od końca października/listopada do końca kwietnia; potem pora deszczowa przez pół roku), więc jest słonecznie i przyjemnie ciepło. Wieczorem robi się chłodniej. W nocy temperatura spada do 10 stopni. Godzina małżeńska może się więc odbywać w przyparafialnym ogrodzie.Jesteśmy w tej samej parafii, w której zaczynały się nasze Programy. Jedyna zmiana to nazwa parafii, bo otrzymała nowy tytuł. Teraz jest to parafia św. Jana Pawła II i św. Tomasza More. Widać Patron rodzin zaprosił nas do siebie, żebyśmy się więcej nie tułali. Ks. Proboszcz, Padre Louis, bardzo się ucieszył naszym powrotem. Powiedział, że mamy tu miejsce na Programy zawsze i zawsze jest miejsce dla księdza z Polski, bo to jest parafia św. Jana Pawła II.

Dzisiaj także do „naszej“ parafii, na Mszę św. na zakończenie Programu i odnowienie przyrzeczeń małżeńskich przybędzie obraz Matki Bożej Częstochowskiej, który w swojej kopii wędruje od oceanu do oceanu. Dziś ma dotrzeć do miasta Meksyk i do naszej parafii, która na czas Jej pobytu będzie Jej domem. Ksiądz proboszcz jest z tego bardzo dumny – a ja już o sobie nie wspomnę, bo to drugi już raz na trasie mojej posługi małżeństwom jestem przez Matkę Bożą odwiedzany.

Program idzie swoim meksykańskim rytmem. Jesteśmy już dwie godziny poza rozkładem, ale nikt nie popędza, nikt nie ma o to pretensji. Nasi kucharze, którzy przyjechali na czas z posiłkiem, spokojnie sobie rozmawiają, ponieważ jest przesunięcie czasowe.

Jak zawsze w czasie Programu dzieje się wiele: prostują się ścieżki, rośnie ciepło w małżeńskich odniesieniach, jest zaduma, ukradkowe łzy i śmiech. A najważniejsze, że choć nasz Program jest tak daleko, modlitwa tak wielu spośród Was sprawia, że te cuda się tu dzieją.

Z wdzięcznością

Ks. Jarosław

 

 

Matka Boża z Guadalupe

December 3, 2014 8:55 am

Szczęśliwie dla mnie, od przyjazdu do Meksyku w piątek mogłem być już trzy razy w odwiedzinach u Matki Bożej. Nie jest to proste logistycznie, bo choć sanktuarium znajduje się w mieście Meksyk, to jednak jest to miasto potężne, liczące 22 miliony mieszkańców, i jak w każdej wielkiej metropolii jej ulice są nieustannie zapchane. Istnieją tylko dwa odmienne stany: gęsto w ciągu dnia i bardzo gęsto w godzinach szczytu. Ale choć podróż samochodem może trwać od godziny do dwóch, to przecież trudno sobie wyobrazić, żeby tam nie pojechać. Chyba tylko że inne obowiązki nie pozwalają.

Do Bazyliki coraz trudniej nie tylko dojechać, ale też i dojść. Coraz więcej pielgrzymów, którzy przyjeżdżają ciężarówkami, rowerami, motorowymi taksówkami czy na piechotę. Wzruszenie mnie ogarnia za każdym razem, jak patrzę na całe rodziny odwiedzające Matkę Bożą z przyniesionymi z domu Jej obrazami czy statuami. Czasem tak wielkimi, że niesionymi na specjalnych konstrukcjach na plecach, czasem trzymanymi w obu rękach. Ale zawsze niesione są jak skarby – żeby Ona w nich została, żeby w domu przypominały Jej obecność.

Kiedy staję przed Matką Bożą, moja myśl biegnie nade wszystko do Was, kochani, by polecać Was w modlitwie. Przedstawiam Wasze wszystkie intencje, Wasze sprawy, kryzysy, Waszą walkę o najpiękniejsze małżeństwo i o rodziny… to, o co chcielibyście sami ją poprosić. Kiedy się tam jest u Jej stóp, ma się pewność, że Ona słucha i że wszystko przekazuje Swojemu Synowi.

On jest pod Jej sercem i słyszy jego rytm. Dla Meksykanów łono mamy jest pierwszym domem, miejscem pierwszego zamieszkania. I tak jak grecy nie mieli osobnego słowa na „dom“ i „rodzinę“ (Hagios Oikos), tak dla Meksykanów matczyne łono jest i domem, i rodziną. Ona jest tu adwentowa, oczekująca na narodzenie. A jednocześnie nieustannie zasłuchana w modlitwy i potrzeby swoich dzieci. Każda łza i każde westchnienie jest przyjęte, oddane Synowi i ogarnięte Jej troską. Tu Was zostawiam Jej opiece.

Z serdeczną pamięcią

Ks. Jarosław

10416578_901458769866785_7481741165243175262_n 10610494_901458609866801_4986534926971829566_n 10731082_901458499866812_7568272631671116469_n

 

Błogosławiony Adwent

November 30, 2014 9:49 am

Pierwsze skojarzenie sięga czasów seminaryjnych, kiedy wszyscy uczyliśmy się pieśni na poszczególne okresy roku liturgicznego. Z racji tego, że Adwent był pierwszym okresem roku liturgicznego i poniekąd akademickiego, próby śpiewu dotyczyły najpierw pieśni Adwentowych. Do dyspozycji mieliśmy słynne śpiewniki ks. Siedleckiego, które po sześciu lat studiów niewiele już w sobie kryły tajemnic. Śpiewnik był słynny, powszechny, nieustannie wznawiany, bo był prawdziwą skarbnicą pięknych pieśni liturgicznych. Nasze wydanie było już odnowione, pojawiły się więc kolorowe wstępy do poszczególnych części śpiewnika.

Na pierwszej stronie było wprowadzenie do Adwentu: „Adwent, czas radosnego oczekiwania na przyjście Pana.“ A zaraz pod nim – pierwsza pieśń na Adwent:

„W czasie smutnym adwentowym…“ Więc jak? Radosny czy smutny? Smutny jak Wielki Post czy radosny jak Wielkanoc? Lubię myśleć o adwencie łącząc obie postawy. Adwent jest jak tęsknota za kimś, na kogo bardzo czekamy i o którym wiemy, że na pewno przyjedzie. Więc choć smutny z powodu rozdzielenia, to jednak radnosny z powodu pewności, że do spotkania dojdzie. Trudno przeżyć radość spotkania bez smutku oddzielenia. I tak, jak mamy dziś mnóstwo narzędzi by być w kontakcie z najbliższymi, których chcemy zobaczyć osobiście, a póki co musimy polegać na innych formach (telefon, list, mail, Skype i tyle innych) tak samo Adwent przychodzi do nas z bogactwem propozycji by nasza tęsknota była pełna form uobecniania, choć na to ostateczne, osobiste, przyjdzie nam jeszcze jakiś czas poczekać.

W Stanach Zjednoczonych Adwent utrzymał się jeszcze tylko w liturgii Kościoła. Od Thanksgiving w domach stoją choinki, przed domami już się buduje dokoracje, już świecą szopki, ozdoby, drzewa i ozdobione domy. Szkoda czasu na Adwent, już niech będzie Boże Narodzenia. Ale gdy ono nadejdzie, już 26 grudnia wszystkie ozoby znikają. Nie oceniam. Spostrzegam fakt. I sobie tłumaczę, że może to po to, żeby nie zapomnieć, że Adwent jest po to, żeby lepiej przeżyć Boże Narodzenie. Adwent nie jest dla siebie. Ma naszą myśl nieustannie kierować ku Bożemu Narodzeniu. Więc jeśli to ich sposób na to, to niech tak mają. Ale osobiście wolę nasze roraty i ubieranie choinki 24 grudnia. I Boże Narodzenie do 2giego lutego. Nawet jeśli trochę nielegalnie przedłużone. 🙂

Zatem „w czasie smutnym adwentowym“ „radośnie oczekujmy na przyjście Pana“.

Z serdecznymi pozdrowieniami z Meksyku…

Gdzie szopki w kościołach pojawiają się już od dni bezpośredniego przygotowania do Bożego Narodzenia i gdzie każdego dnia wierni spotykają się wieczorem i towarzyszą duchowo w drodze wędrującym Maryi i Józefowi, szukającym domu dla swojego Syna. Też trochę inaczej niż my. I bardzo mi się to podobało. Co kraj to obyczaj. Przypomina mi się więc od razu nasz Temat 2 z Programu JA+TY=MY: szacunek i akceptacja odmienności. Jak widać praktykować go musi także i ksiądz, wędrując po różnych tradycjach liturgicznych i tradycjach społecznych.

Ks. Jarosław, teraz jako Padre J.