Zadra, belka, ślepota

September 9, 2016 5:00 am

Jakże to jest, że widzisz w oku brata małą zadrę, a we własnym oku nie dostrzegasz całej belki? (Łk 6, 41).

To niesamowite, że gdy na blogu poruszamy się wokół dialogu i komunikacji w małżeństwie, padają te właśnie słowa. Jak często pouczam – ale sam nie jestem w porządku. I nie chodzi tu o jakiś ogólny stan uporządkowania, a o dokładnie bardzo wąski obszar, w którym w danym momencie udzielam rady. “Dobrej rady”. Najlepszej. Niejednokrotnie ex cathedra. Czasem naprawdę niewiele mi brakuje, by uwierzyć w nieomylność moich rad, poleceń i wskazań. Jak czuje się druga strona owego, pożal się Boże, “dialogu”, gdy otrzymuje gotową, dołującą receptę na rozwiązanie swoich bolączek i problemów, podprawioną między wierszami sosem pogardy…?

Czy może ślepy prowadzić ślepego? Czy nie wpadną obaj do tego samego dołu? (ŁK 6, 39).

To, co usłyszałem w czasie wykładu o dialogu i komunikacji podczas programu JA+TY=MY – to jak zwykle recepta, metoda, początek drogi. Dlatego codzienne, cotygodniowe rytuały są takie istotne. Tak samo “godzina małżeńska”… I może właśnie dlatego wciąż są nowe edycje programu JA+TY=MY. Kolejna zaczyna się jutro w Łomiankach. Tradycyjnie zachęcam PT Czytelników do modlitwy o potrzebne łaski dla uczestników i wszystkich w jakikolwiek sposób zaangażowanych w Jedynkę…

Andrzej O.

    

 

Bo Ty to nigdy….

September 8, 2016 12:56 pm

– … niczego nie odkładasz na miejsce, a potem jeszcze nie pamiętasz, co z tym zrobiłeś!!! Weź się ogarnij!

No i konflikt gotowy. Pocisk trafił w samo serce, czyniąc tam wielkie spustoszenie i jeszcze większą chęć odwetu. A przecież uświadomienie sobie, że kolejny raz nie ogarnęło się podobnej sprawy, jest wystarczająco przytłaczające.

To prawda, że irytacja z powodu kolejnej zapomnianej rzeczy, sprawy, daty, zgubionego dokumentu może być przeogromna i w końcu chciałoby się uzyskać upragniony efekt, ale takie wykrzyczenie, nie dość, że nie spowoduje nagłego odnalezienia dokumentu, czy cofnięcia czasu, to doprowadzić może tylko do łańcuszka kipiącej złości, „wymiany słownych razów”, które mogą później jeszcze długo boleć.

Bo ile w tym zdaniu kłamstwa oprócz tego, że jedynie to „Ty” jest prawdziwe? Czy na pewno on nigdy niczego nie odkłada na miejsce? Nigdy nie pamięta? Czasami się zdarza, ale łatwo jest generalizować.

Cóż więc począć, gdy scyzoryk się w kieszeni otwiera?

Otóż dobrze jest wypracowywać w sobie umiejętność zamiany komunikatu „Ty” na komunikat „Ja”. Mówić o swoich uczuciach, które nie są do podważenia, a nie skupiać się na wypominkach, na żądaniach,  na wygarnięciu, bo w końcu nadarzyła się okazja.

Lepiej wówczas powiedzieć: „Wkurza mnie to, że nie pamiętasz, gdzie odłożyłeś te dokumenty, bo teraz miotam się po całym domu szukając ich. Chciałabym, żebyś odkładał je w jedno miejsce.”

Co się wówczas dzieje?

Nie można zaprzeczyć uczuciom, które nam towarzyszą (wkurzona jestem). Opisana zostało konkretne zachowanie, które wywołało to uczucie (brak świadomości, gdzie ta druga osoba odłożyła dokumenty, a teraz tracę czas na ich poszukiwania). Określone zostały oczekiwania, co do całej sytuacji (chciałabym, żebyś odkładał dokumenty w jedno miejsce). I druga strona nie może zarzucić tu żadnego kłamstwa. Czasu nie cofnie, ale jest duża szansa, że następnym razem więcej uwagi poświęci na to, gdzie i w jaki sposób zabezpieczyła dokumenty, żeby podobna sytuacja się nie powtórzyła.

Jak dla mnie bardzo trudne, ale bardzo ważne dla dobrej komunikacji. I zawsze warto próbować!

Dorota

Co nas łączy

September 7, 2016 5:00 am

O podstawach udanego małżeństwa napisano setki tysięcy artykułów, książek, felietonów. Jednym z tych fundamentów jest zdecydowanie dialog małżeński – o sposobach komunikowania swoich potrzeb czy radzenia sobie z emocjami podczas rozmowy też napisano czy nakręcono niemało: przypominam sobie szczególnie jedną scenę z serialu „Siódme niebo”, kiedy podczas małżeńskiej kłótni żona zaatakowała męża argumentem nie do obrony „wolisz mieć rację czy żonę?!”.

Podczas Programu JA+TY=MY nie tylko dowiadujemy się i doświadczamy, jak ważny jest nasz dialog – jeśli go zabraknie, zaczną powstawać domysły. Dlaczego więc tak trudno nam znaleźć czas na codzienną (tak, codzienną!) rozmowę z żoną/mężem? Ilu nas tu autorów czy czytelników, na pewno tyle wymówek: bo trzeba zawieźć dzieci na zajęcia, bo przecież trzeba wreszcie zrobić pranie, żebyśmy mieli czyste ubrania, zapakować zmywarkę, żebyśmy mogli jak cywilizowani ludzie jeść przy stole, a nie nad zlewem i wiele innych, bardzo potrzebnych spraw, które trzeba załatwić. Wszystkie są bardzo ważne, robimy je dla dobra całej rodziny, są dobre, więc o co chodzi?

Ostatnio rozmawiałem z księdzem z Ruchu Światło-Życie, który wyjechał ewangelizować na Litwę, ale nie z grupą oazowiczów, a z członkami Odnowy w Duchu Świętym! W branży kościelnej takie mieszanie wspólnot bardzo często jest niezbyt mile widziane; bywa, że jest traktowane  jako podbieranie sobie uczestników, przeciąganie na „swoją stronę” itp. Ten ksiądz po prostu mówi: „niech nas nie dzieli to, co nas łączy”.

I tak samo w małżeństwie – dom, dzieci – to wszystko nas łączy, ale niech przy tym nas przypadkiem nie zacznie dzielić.

Łukasz Czechyra

"To musi być trudne…"

September 6, 2016 5:07 am

O wychowaniu dialogu wewnętrznego zaczął fantastycznie wczoraj ks. Jaroslaw; ja dziś o kolejnej odsłonie tego procesu. Absolwenci Programu JA+TY=MY oraz czytelnicy naszej książki “Raz się żyje” z pewnością przypominają sobie wieloaspektowe korzyści płynące z “Ale to dobrze, bo…” – zdania-klucza, które może naszą negatywną gadaninę zamienić na jej pozytywną wersję. A więc gdy pada deszcz, zamiast się wściekać, że znowu pada, znajdujemy jakieś “to dobrze bo…” – na przykład “bo mogę w końcu użyć nowego parasola”, albo “cudownie będzie napić się kawy w biurze, gdy już się do niego dostanę” itd. (wersji tyle, ile pomysłowości starczy). Po pewnym czasie można zacząć stosować metodę do grubszych wydarzeń losowych, ufając, że Pan Bóg zawija swoje dary w rozmaite opakowania i niektóre z nich mogą się początkowo wydawać nieciekawe. A także do naszych wzajemnych odniesień, gdzie irytujące zachowania czy różnice mogą zaprowadzić nas do odczytania błogosławieństw, jakie z nich dla nas płyną.

Z wielkim zainteresowaniem przeczytałam o podobnej propozycji, która może nas wesprzeć w sytuacjach konfliktowych w domu i w pracy, i pomaga “wejść w buty” osoby, której zachowanie jest dla nas szczególnie trudne czy przykre. To zdanie zaczyna się od “To musi być trudne…” Dla przykładu więc: “Małgosi brak pewności siebie. To musi być trudne dla niej, nie mieć informacji zwrotnej w projekcie grupowym, dlatego się na mnie denerwuje” czy też “Mój mąż jest kinestetykiem. To musi być trudne dla niego, siadać po wejściu do domu ze mną na kanapie po całym dniu siedzenia w biurze”.

Ta praktyka uwalnia nas od szukania “złej intencji” w zachowaniu drugiego i pozwala doświadczyć radości związanej z wyjściem z siebie i błędnego koła odczuwania, że ludzie pewne rzeczy robią głównie po to, by sprawić nam przykrość. Oczywiście metoda nie załatwi wszystkich problemów, ale pomoże nam podejść do nich konstruktywnie – gdy szukamy rozwiązania, a nie grzęźniemy w urazach.

m

*myśl znaleziona TU

Dialog wewnętrzny

September 5, 2016 5:00 am

To największy wróg wszelkiego naszego dialogowania. Pisała Małgosia o widzeniu świata z dwóch różnych stron i upierania się przy swojej racji. W dialogu wewnętrznym już nie ma sporu, bo jest tylko jedna, jedyna słuszna interpretacja wydarzenia. Nasz dialog wewnętrzny wie po prostu lepiej. Dobra wiadomość jest taka, że można go wychowywać. Trochę o tym piszemy w naszej książce, trochę mówimy w naszych Programach, ale i tak najważniejsze, co z tego przeniesiemy w naszą codzienność.

Absolwenci Programu JA+TY=MY znają dobrze strategię „obrony męża/obrony żony”, która jest najlepszą aplikacją do wychowywania naszego dialogu wewnętrznego. Działa świetnie i niezawodnie zawsze wtedy, gdy ją uruchamiamy. Jeśli pozostaje zamknięta wśród innych dobrych aplikacji, jakich wiele posiadamy w naszych smartfonach, nie zadziała. Trzeba ją uruchamiać.

Przejrzałem ostatnio aplikacje w moim własnym telefonie. Gdy je instalowałem, wydawały się rozwiązaniem jakichś tam problemów i ułatwieniem życia. Po czasie okazało się, że nie otworzyłem ich ani razu. Podobnie może być z wspomnianą apką z P1. O ileż byłoby lepiej w naszych relacjach, gdyby częściej była uruchamiana. Choć jeszcze się nie doczekała wersji na smartfony, jest już przecież free jako RPG*. 🙂 Gamemasters potrzebni od zaraz. Dla dobra naszych domów.

Z pamięcią o Was

ks. Jarosław

*RPG – gra fabularna, w której odgrywa się role

Dotyk

September 4, 2016 5:00 am

Jest takie miejsce, gdzie jestem zawsze drobiazgowo dotykany, niezależnie od wskazania z bramki, którą przechodzę. To lotnisko w Modlinie. Nawet jeśli bramka nie dała sygnału o żadnej nieprawidłowości, i tak jestem proszony o poddanie się procedurze przeszukania. Zdarzyło się, że przez kilka kolejnych tygodni latałem z Modlina i ciągle trafiałem na tego samego pracownika, więc już sobie żartowaliśmy, że mam „swojego” człowieka na lotnisku.

Powodem jest tylko to, że jestem w sutannie. Więc generalnie cały przykryty. I to wystarczy. Nawet jeśli nic na bramce nie zapiszczało. Gdy leciałem w czwartek do Brukseli i stałem w kolejce do bramki, po kontroli bagażu zobaczyłem pracowników ochrony wskazujących mnie sobie nawzajem wzrokiem, by uzgodnić, kto mnie sprawdzi. Ponieważ spotyka mnie to w Modlinie zawsze (i prawie zawsze w czasie innych podróży), znam kolejność przeszukiwania i już sam z siebie pomagam zrobić to sprawnie i szybko. Dopóki bowiem mnie nie sprawdzą, reszta musi czekać.

Myślę o tych wszystkich pracownikach ochrony, którzy nas dotykają, żeby się upewnić, czy nie jesteśmy zagrożeniem dla innych. Dotykają, żeby znaleźć, czy by się upewnić, że z tej strony nie ma zagrożenia?

Myślę o dotknięciach małżeńskich dłoni, które stworzone są do tego, żeby być razem, gdy tylko jest okazja (jak ja i moja sutanna, także na lotnisku). Myślę o rodzicielskich dłoniach, których dotyk jest tak potrzebny dzieciom. To są o wiele ważniejsze procedury bezpieczeństwa, niż nam się wydaje. Bez tego codziennego sprawdzenia, jak bardzo do siebie pasują i jak im dobrze jest razem, nie ma pełnego poczucia bezpieczeństwa w dzieciach. One są silne Waszą jednością.

Zamiast bramek są w naszych domach drzwi. Warto, przechodząc przez nie, przypomnieć sobie procedury bezpieczeństwa. Ot taki rytuał, jak Wasz małżeński dialog. Powinien się rozpoczynać gestem czułości, żeby od razu zasygnalizować jego kierunek—jesteśmy razem i rozmawiamy razem, żeby podzielić się swoimi uczuciami, żeby doświadczyć siebie wzajemnie i lepiej się poznać. Czułość okazywana na początku i w jego trakcie pilnuje bezpieczeństwa naszego dialogu i go chroni; a bez niego Wasze małżeństwo nie rozwinie się. Kiedy siadacie, żeby porozmawiać albo idziecie na spacer, żeby porozmawiać, pamiętajcie o gestach czułości. To pomaga.

Z pamięcią o Was w modlitwie, zanoszonej przy złączonych dłoniach 🙂

ks. Jarosław Szymczak

kto z nas ma rację?

September 3, 2016 5:00 am

Fantastycznie byłoby, jak pisali poprzednicy, wnieść z wakacji w codzienne życie długie rozmowy, spacery i “czas dla nas”. Zastanawia mnie od bardzo dawna, jak to się dzieje, że te chwile, wytęsknione i pełnie uroku, w praktyce dnia powszedniego mogą się zamieniać w jeszcze jeden “obowiązek małżeński”, który łatwiej będzie wymienić na co innego – surfowanie w necie, kolejne wiadomości TV (jeśli ktoś ma TV) czy rozmowę z sąsiadem lub sąsiadką.

Jeden z tropów to poniższy obrazek. Możemy obrzydzić sobie nawzajem dialog, gdy celem naszego spotkania będzie ustalenie, kto ma rację. Na rysunku rację mają obaj rozmówcy, ale żaden z nich nie czuje się szczęśliwy. Do spotkania nie dochodzi, porozumienie się nie wydarza, każdy zostaje w swoim okopie.

IMG_1543

Jakie lekarstwo można na to zaaplikować? Wydaje mi się, że najlepszym będzie słuchanie. Wchodzenie w buty drugiego, jak mówią Anglosasi – bez czucia się atakowanym, poszkodowanym, pozbawianym czegoś. “Jak to wygląda od Twojej strony?” Pytam Ciebie o to, bo jesteś kimś dla mnie ważnym, a nie po to, by Ciebie osądzić.

Wszystkie, nawet najprostsze poradniki w dziedzinie lepszej komunikacji, mówią to samo: zacznij od słuchania.

m

Kawa

April 27, 2016 5:00 am

Ameryka nie żyje bez kawy. Kawa jest wszędzie. W każdym biurze, w każdym banku, w poczekalni. W każdym barze nalewana do kubka prawie od wejścia (ale po wyjaśnieniu, czy normalna czy bezkofeinowa) i potem nieustannie uzupełniana, bez limitu i bez płacenia, jako naturalny dodatek do posiłku (w dobrych restauracjach już nie oczywiście). Podobnie jak woda, która jest serwowana od początku i bez pytania, wszędzie (także w dobrych restauracjach).

Jadąc samochodem do Instytutu Papieża Pawła VI, ciągle mijam miejsca, gdzie można zajechać po kawę (można też i “na kawę”, ale generalnie nie ma na to czasu, więc większość zajeżdża tylko po kawę), „zatankować” i zapłacić przez okno. Scooter’s, Green Beans Coffee, Crane  Coffee czy Starbucks to tylko najbardziej znane. Wierzcie mi, tych miejsc jest dużo, dużo więcej.

Można tam czasem trafić na informacje takie, jak ta poniżej. Generalnie jest prosta: jak jesteś w sytuacji, że nie możesz się poruszać bez opieki psa-przewodnika, to możesz z nim wejść, nie ma problemu, ale jeśli nie jesteś w takiej sytuacji, to czworonóg musi pozostać na zewnątrz. Ale sposób przekazania tej wiadomości jest już zupełnie niezwykły.

Kiedy komunikujemy innym coś ważnego (lub nie-całkiem-ważnego), warto zdać sobie pytanie, z czym chcę tę osobę zostawić. Można z wiadomością, ale można też zostawić jeszcze z uśmiechem. Wartość dodana. Jak dobra kawa, ale wypita w dobrym towarzystwie.

Pets

Fr. Jay

 

poddaj się!

July 7, 2015 5:00 am

Redakcyjny kolega Andrzej O. dowcipkuje, że dobrze, iż to nie my zajmowaliśmy pokój, z którego wystrzelona została torpeda. Żarty żartami, ale jako U-boot mam także wielkie sukcesy. Dlatego też łatwo mi przychodzi czuć z tą nieszczęsną sąsiadką. Wiadomo, że torpeda to często jedyna podręczna próba samoobrony, gdy trudno kobiecie nawet spróbować dojść do źródła problemu i obciążających emocji. I są to uczucia dalekie od złości, która przychodzi jako ostatnia siostra, z ostatnią posługą wystrzelenia świata w kosmos.

Zanim przyjdzie złość, może być strach, zagubienie, bezsilność, zawstydzenie i cała paleta innych przykrych doznań. Może zanim padło “chciałam jechać nad morze, a nie w góry!!!”, pełzające niemowlę zjadło z podłogi znalezione tam resztki jedzenia (i mama bała się, że maluch sie rozchoruje, bo pamięta na przykładzie starszych dzieci, że biegunka w niemowlęctwie równa sie szpital) albo ktoś dnia poprzedniego krzywo spojrzał na rozrabiającego bąbla na stołówce (czy nawet skomentował jego zachowanie).

Wielka to umiejętność i bardzo w relacjach społecznych potrzebna: bycie saperem. Skupienie się na autorze komunikatu, nie zaś na tym, co mówi, gdy torpeduje. “Jesteś chyba bardzo zdenerwowana”, “musi ci być trudno w pokoju hotelowym razem z małym dzieckiem”, “widzę, że wykańczające są dla ciebie te wczesne pobudki na urlopie”. Tak mogłaby się potoczyć dalej rozmowa za ścianą. Na ogół efektem byłobu szybkie zażegnanie konfliktu: “Tak, masz rację, jest to dla mnie trudne”. “Może wypijemy dziś po południu kawę na balkonie, gdy mały zaśnie, i będziemy mieć czas tylko dla siebie”. Na ogół jednak w życiu następuje po tym: “Czyś ty zwariowała!” lub “Ciebie nikt nie zadowoli, choćby człowiek stanął na rzęsach”. Koniec komunikacji.

Córka wycina z książki kupionej na karpackim deptaku takie oto zdjęcie – i myślę, że to świetna wskazówka, jak rozminować dobrze uzbrojony torpedowiec. Miłość wszystko zwycięża.

IMG_0109

 

M