wzmacniać dobro

April 19, 2016 5:00 am

„Gdy on przybył i zobaczył działanie łaski Bożej, ucieszył się i zachęcał wszystkich, aby całym sercem wytrwali przy Panu; był bowiem człowiekiem dobrym i pełnym Ducha Świętego i wiary.” (Dz 11,23)

O jakże miło jest być docenionym. Jakież to dowartościowujące i mobilizujące, gdy dostrzeżone są nasze starania, choć nie zawsze jest się perfekcyjnym. Udawać przecież na dłuższą metę się nie da.

Ale też dostrzeganie starań innych – jakże ważne. Jak może podnosić, umacniać, zachęcać. Tak jak Barnaba. Nie wytykał błędów, nie narzucał pokut, nie kontrolował skrupulatnie, ale cieszył się i zachęcał. Doceniał starania i widział tę łaskę Bożą, którą Bóg obdarzył ludzi z Antiochii, dzięki której ich przemiana była możliwa. A oni jej nie zmarnowali. Nie zniechęcili się!

Zapewne dodało im to otuchy i sił!

Dobrze by było być jak Barnaba – zachęcać bliskich i ludzi wokoło i wzmacniać dobro.

Dorota

Pośrednik

April 14, 2016 5:00 am

«Nikt nie może przyjść do Mnie, jeżeli go nie pociągnie Ojciec, który Mnie posłał”

Fakt, to Bóg-Ojciec  zapragnął bym pojawił się na świecie. Dał mi życie poprzez moich rodziców. Pokochał mnie, jeszcze zanim się począłem.  I z miłości do mnie posłał Jezusa, by mi pomóc zrozumieć swoją miłość. Bez Chrystusa nie pokonałbym dystansu między mną a Bogiem-Ojcem. To dzięki Niemu Bóg jest mi bliższy. Jezus jest pośrednikiem.

Michał

cel

April 12, 2016 8:30 am

Najpierw historyjka, pewnie wszystkim znana.  🙂

Pewien mędrzec zapragnął zrozumieć, co pobudza ludzi do pracy przez całe życie. Poszedł do kamieniołomu i ujrzał tam człowieka pracującego z mozołem kilofem i dłutem.

     – Co robisz? – spytał go.

     Łupię kamienie dla mojego przeklętego pana. Haruję cały dzień za kawałek chleba…

     Po czym, wciąż tak przeklinając, kontynuował pracę.

     Drugiego robotnika mędrzec zapytał o to samo.

     – Pracuję, żeby móc zapłacić za dom i nakarmić dzieci. Jeszcze parę miesięcy i spłacę swoje długi… – odpowiedział tamten.

     Mędrzec znalazł trzeciego robotnika i jego też spytał o to samo. Mężczyzna, odrywając się od pracy, podniósł głowę i mędrzec ujrzał twarz o radosnym i dumnym wyrazie.

     – Czy nie widzisz przyjacielu? – powiedział, wskazując na jeszcze nie ukończony budynek w oddali. – Buduję katedrę!

Pier D’Aubrigy

Niektórych celów, z którymi się zmagamy na co dzień, mamy „po dziurki w nosie”, bo takie męczące, choć niezbędne do funkcjonowania. A osiągnięcie jednego celu nie zawsze gwarantuje sukces, raczej  „przymusza” do zdefiniowania  kolejnego. Pewnie w wielu wypadkach też osiąganie ustalonych celów kojarzy się bardzo pozytywnie; z pełnym poczuciem satysfakcji i samorealizacji.

Ale nie każdy nasz cel jest tym, do którego powinniśmy zmierzać. Wszystkie „nasze” dążenia powinny być jednak podporządkowane temu jednemu:

“Odpowiedział im Jezus: Jam jest chleb życia. Kto do Mnie przychodzi, nie będzie łaknął; a kto we Mnie wierzy, nigdy pragnąć nie będzie.” (J 6,35)

Że tak przewrotnie zapytam: jak Ci się podoba projekt Twojej katedry? 😉

błogosławieństwo i chwała

April 7, 2016 5:00 am

Będę błogosławił Pana po wieczne czasy,
Jego chwała będzie zawsze na moich ustach.” (Ps 34, 2)

Taka decyzja i bardzo świadomy wybór. Czasem przychodzi łatwo, czasem totalnie „pod prąd” trudności i problemów. Ale zawsze przemienia.

“Głosząc Moją chwałę, przejdziesz zwycięsko każdy dzień swojego życia. Sławiąc Mnie, łączysz się ze Mną więzią, która wykracza poza czas i okoliczności. (…) Sławiąc  Moje Imię, zbliżasz się do Mnie tak bardzo, że możesz dostrzec cząstkę Mojej siły i chwały. Przygnębienie, strach i gorycz znikają, gdy się pogrążasz w modlitwie płynącej z serca. (…) Bez względu na to, jak ponury czy ciężki wydaje ci się twój dzień, światłość Mojej bliskości rozproszy mrok, gdy będziesz Mnie sławić.” (S. Young, Jezus jest blisko, s. 162)

Basia

tak niewiele

April 6, 2016 5:00 am

„Wówczas arcykapłan i wszyscy jego zwolennicy, należący do stronnictwa saduceuszów, pełni zazdrości zatrzymali Apostołów i wtrącili ich do publicznego więzienia. Ale w nocy anioł Pański otworzył bramy więzienia i wyprowadziwszy ich powiedział: “Idźcie i głoście w świątyni ludowi wszystkie słowa tego życia!”.”(Dz 5,17-20)

Przyznam szczerze, że głoszenie słowa tego życia w dzisiejszych czasach i okolicznościach nie jest najłatwiejszą rzeczą. Ani dla kapłanów, ani tym bardziej dla nas, zwykłych ludzi.

Posłuchać dzisiaj można kogoś, kto ma niesamowity dar kaznodziejski. Przeczytać też można jakiś ciekawy artykuł, ale koniecznie musi być błyskotliwy i napisany poruszającym językiem. A najlepiej jeszcze gdyby jedno i drugie było prowokujące, żeby można było jakąś akademicką dyskusję przeprowadzić (dla samej dyskusji, oczywiście, bo przecież nie chodzi o to, żeby czyjeś poglądy zmieniać 🙂 ) No, może jeszcze jakaś mała krytyka. Tak żeby w głowie autorowi się nie przewróciło, że mu może za dobrze poszło.

I tak w natłoku spraw, informacji, tempa funkcjonowania trudno przebić się z informacją o Nowym Życiu 🙂

A tak niewiele przecież potrzeba.

Na chwilę zatrzymać się. Wyciszyć. Rozglądnąć. Zauważyć odradzające się wiosną życie. Dostrzec budzący się do życia świat. Chwilę spędzić z dzieckiem nad żonkilami, do których zleciało się kilka pszczół. Przytulić. Napić się wspólnej kawy. Uśmiechnąć się. Zrobić herbatę…

Tak niewiele możne przecież znaczyć tak wiele.

Małym słowem, gestem można przecież opowiedzieć o miłości.

Dorota

Ciekawość i odwaga

April 1, 2016 5:01 am

Lecz żaden z uczniów nie miał odwagi zapytać Go, kim jest. Wiedzieli już bowiem, że to był Pan (J 21, 12).

To konkluzja dzisiejszego fragmentu Ewangelii św. Jana, opisującego cudowny połów ryb. Ciekawy jestem – bo o tym św. Jan nie pisze – co Apostołów upewniło, że spotykają Jezusa. Czy 153 ryby w sieci pustej po całonocnym połowie? Czy troska o to, by nie cierpieli głodu? Św. Piotr rzucił się wpław do Jezusa, by szybciej znaleźć się blisko Niego. Może poczuł się tak, jak na Górze Tabor w czasie przemienienia, gdy mówił: “Panie, dobrze nam tu być”?

Wielkanoc to czas radości, nadziei, ale również pragnienia bliskości ze Zmartwychwstałym. Gotowość do odrzucenia wszystkiego co stare, niedobre, co jest balastem niewoli, nawyków, przyzwyczajeń. To czas działania, aktywności; teraz wielkopostna praca wydaje owoce.

Co roku przeżywam pamiątkę męki, śmierci i zmartwychwstania. Co roku jestem bliżej spotkania ze Panem. Czy umiem Go poznać, gdy wyjaśnia mi pisma i łamie chleb? Czy miłością do Niego płonie moje serce? (por. Łk 24, 32)

Andrzej O.

 

w tym samym miejscu

March 31, 2016 5:00 am

„Lecz gdy oni z radości jeszcze nie wierzyli i pełni byli zdumienia, rzekł do nich: «Macie tu coś do jedzenia?”

Już radość w sercu, ale jeszcze niedowierzanie i zdumienie: „czy to naprawdę możliwe?” Bardzo identyfikuję się z apostołami. Przeżywali stan, w którym wszystkie zmysły potwierdzały to, co niemożliwe. Wszak słyszeli, widzieli, nawet dotykali Pana, serce aż się rwało by uwierzyć, tylko rozum jakby nie nadążał. Czy to naprawdę możliwe? A Jezus, zanim wytłumaczył wszystko apostołom, w rozbrajający sposób pyta się czy może coś zjeść 🙂 . Zdarza mi się znaleźć „w tym samym miejscu”. Pozostaje mi tylko prosić, by i mój umysł oświecił Chrystus, bym zrozumiał. I uwierzył.

Michał

Krew i woda

March 25, 2016 5:00 am

Kiedy zaś zbliżyli się do Jezusa i zobaczyli, że już umarł, nie łamali Mu nóg, a tylko jeden z żołnierzy włócznią przebił Mu bok, z którego natychmiast wypłynęła krew i woda. Ten, który to pisze, wszystko sam widział i jego świadectwo jest prawdziwe. Wie, że mówi prawdę po to, żebyście i wy uwierzyli” (J 19, 33-35).

Mówi się potocznie, że bezpośrednią przyczyną śmierci Pana Jezusa było pęknięcie serca. Serce Jezusa pękło z miłości do ludzi. Współcześni kardiolodzy potwierdzają to, tłumaczą naukowo używając terminu “tamponada serca” – krew nie wypływa do tętnic, pozostaje w sercu, a potem wylewa się do worka osierdziowego…

Czy dokładna wiedza, jak było wtedy na Golgocie, zmienia cokolwiek w naszym zbawieniu? Nie, oczywiście że nie. Ale dokładny opis, podanie nieomal numeru statystycznego jednostki chorobowej pozwala mojej ograniczonej, ludzkiej wyobraźni pojąć to, co niepojęte w porządku rozumu; co można próbować pojmować jedynie w porządku serca. Wczoraj uczestniczyłem w obrzędzie Mandatum – umywania nóg. O jego wymowie pisała w Wielki Czwartek Małgosia. Nie potrafię słowami wyrazić swoich wrażeń, przeżyć i wzruszeń. Papież Franciszek w orędziu na Wielki Post też przywołuje ten obraz i podkreśla, że nie jest to jednorazowy gest Jezusa, ale zobowiązanie: ciągłe i zawsze aktualne.

Z przebitego boku Pana Jezusa wypłynęła krew i woda. Przypominają to dwa promienie na obrazie Jezusa Miłosiernego. Doświadczam stale i ciągle daru Bożego miosierdzia. Często nie zdaję sobie nawet z tego sprawy, nie uświadamiam sobie tego. Nowenna do Bożego Miłosierdzia, która dziś się zaczyna, i Rok Miłosierdzia – to przypomnienie i przynaglenie dla mnie, bym o miłosierdziu nie tylko mówił i pisał, ale bym je wokół siebie czynił. Zawsze i stale.

Andrzej O.

 

Panie, Ty chcesz mi umyć nogi?

March 24, 2016 5:00 am

Gest, który natychmiast znosi wzajemny dystans. Umycie nóg. Naturalnie rodzi opór: “Nie, nigdy nie będziesz mi nóg umywał”. Nie tylko dlatego, że wymaga otwarcia na intymność, bliskość drugiej osoby, ale i odsłania to, co słabe, brudne. Tak bowiem, jak pragniemy bliskości, tak samo bardzo na drugim biegunie chcemy być samowystarczalni. “Sam sobie poradzę z tym, co we mnie brudne i słabe”. Jezus na dzień przed swoją śmiercią prosi o to, by Mu to wszystko ufnie powierzyć.

Jest to gest, który góruje niepodzielnie nad wszystkimi innymi gestami możliwymi między ludźmi. Ma moc otworzyć serce, ma moc zjednać drugiego, ma moc zakończyć konflikt. Jak w małżeństwie, gdy “umycie nóg” ma moc przerwać pasmo nieporozumień: gest podania herbaty czy kanapki, uprzątnięcia “za drugiego” zostawionych naprędce części odzieży, wyręczenia z jakiegoś obowiązku.

W “Dniu Kapłańskim”, przy całych dyskusjach o władzy w Kościele i “klerze” – to także krańcowy gest “sprawowania władzy”. Brania na siebie ciężarów drugiego w Spowiedzi, brania na siebie jego biedy, odpowiadania na jego potrzeby najbardziej podstawowe, jak głód Eucharystii i Słowa. Karmienie i “umywanie” – gesty, które codziennie podejmuje każda mama i również tata. Autorytet, który wypływa z miłości bliskiej temu, co słabe i wymagające wsparcia.

Genialny gest, przejmująca fotografia, zostawiona na pamiątkę w ostatnich chwilach życia

m

Wielka Środa

March 23, 2016 5:00 am

“Pan Bóg mnie obdarzył językiem wymownym, bym umiał pomóc strudzonemu krzepiącym słowem. Każdego rana pobudza me ucho, bym słuchał jak uczniowie. Pan Bóg otworzył mi ucho, a ja się nie oparłem ani się nie cofnąłem. Podałem grzbiet mój bijącym i policzki moje rwącym mi brodę. Nie zasłoniłem mojej twarzy przed zniewagami i opluciem. Pan Bóg mnie wspomaga, dlatego jestem nieczuły na obelgi, dlatego uczyniłem twarz moją jak głaz i wiem, że wstydu nie doznam. Blisko jest Ten, który mnie uniewinni.” (Iz 50, 4-8)

Dzisiejsze pierwsze czytanie to „proroctwo o cierpiącym słudze Boga”.  Bardzo poruszyło mnie w nim to, że choć opisuje sytuację wielkiego cierpienia fizycznego i psychicznego, to wcale się na tym cierpieniu nie koncentruje. Akcent wciąż pada na doświadczaniu wielości darów i łask Bożej dobroci, na Jego bliskość, pomoc i osłonę przed wszystkim tym, co  zagraża. Tak potrafił cierpieć Jezus, taki najpiękniejszy wzór ufności nam zostawił.

Basia