Ziarno gorczycy

January 29, 2016 5:10 am

Czytając dziś na nowo przypowieść o ziarnie gorczycy uświadamiam sobie, jak często ograniczam Pana Boga moimi prośbami, modlitwami, wytworami mojego ludzkiego umysłu i wyobraźni…

Ten prosty, bardzo czytelny i sugestywny obraz “rzutuję” na moją Rodzinę – wnioski są podobne. Jak łatwo jest udzielać dobrych rad, tworzyć scenariusze rozwiązania problemów czy wyjścia z trudnej sytuacji…

Czy śpię, czy czuwam, królestwo Boże wzrasta, a ja nawet nie wiem jak (por. Mk 4, 26-27). Ale każdy mój dobry czyn, każda życzliwość, każdy uśmiech powoduje wzrost królestwa na ziemi. Związek przyczynowo-skutkowy jest jasny…

Andrzej O.

wybór

January 21, 2016 5:00 am

„…Saul patrzył na Dawida zazdrosnym okiem. Saul namawiał syna swego, Jonatana, i wszystkie sługi swoje, by zabili Dawida.

Jonatan jednak bardzo upodobał sobie Dawida.(…) Jonatan mówił życzliwie o Dawidzie ze swym ojcem, Saulem (…) Posłuchał Saul Jonatana i złożył przysięgę: „Na życie Pana, nie będzie zabity”. (1 Sm 18, 9; 19, 1.4.6)

W moim patrzeniu na innych mogę być jak Saul. Uparcie zamykać oczy na dobro i pozytywne wydarzenia czy wartości związane z daną osobą. Koncentrować się na wadach, negatywach, brakach i tym, w jaki sposób ktoś mi zagraża. Takie patrzenie zabija.

Mogę też być jak Jonatan i za centrum swojej uwagi wybierać to, co w innych dobre, budujące. Myśleć i mówić o innych życzliwie. I tym sposobem ocalać – jak dziś Jonatan – Dawida.

Basia

ciepło zimy

January 19, 2016 5:00 am

„Pewnego razu, gdy Jezus przechodził w szabat wśród zbóż, uczniowie Jego zaczęli po drodze zrywać kłosy.” (Mk 2,23)

Ciekawe, że w środku zimy, gdy zaczyna już doskwierać brak słońca, temperatura powietrza mało zachęcająca do aktywności na zewnątrz, tym bardziej, że wyście z domu, zwłaszcza z przychówkiem i ich okryciami wierzchnimi, graniczy z cudem,  w dzisiejszej ewangelii przenosimy się w sam środek lata, gdzie słońce, ciepło, zbliżające się żniwa, spokój, spacer wśród zbóż, radość z przebywania razem. Może nawet trochę tęskno się robi do tej pory roku, wszak to też czas wakacji, więc i urlop gdzieś już w planach. 🙂 Lecz tymczasem zaszronione szyby w aucie i znów odnotowane spóźnienie w pracy, szkole. 🙁

I chociaż Ewangelista wcale nie skupia się na porze roku a na tym, że Jezus jest panem szabatu, mnie przychodzi refleksja, że Jezus jest panem szabatu i latem, i zimą. Jest panem i zimy, i lata i niezależnie od pory roku chce być moim Panem.

I żeby łatwiej było znosić tę zimną porę roku, to śniegu się troszkę pojawiło, mrozik skuł oczka wodne, łyżwy można wyciągnąć, bałwanki się pojawiły tu i ówdzie. Okazuje się, że tak niewiele może przynieść mnóstwo radości. A jak jeszcze doda się do tego ciepło z kominka, albo chociaż kubek gorącej herbaty czy kakao, ciepły koc, chwilę rozmowy z mężem czy żoną, która wyciszy, albo wręcz odwrotnie – zachęci do działania,  wówczas to jedna z gorętszych pór roku 😉

Bo to, że zima, to wcale nie znaczy, że musi być chłód. Gdy Jezus jest Panem, wówczas wszystko ma odpowiednią temperaturę i jest w odpowiednim czasie.

Dorota

powody do radości

January 18, 2016 12:56 pm

Czy goście weselni mogą pościć, dopóki pan młody jest z nimi? (Mk 2, 19)

Odpowiedź teoretycznie brzmi, że “nie mogą”. Praktycznie to się dość często zdarza. Że zauważamy rzeczy, które były naszym błogosławieństwem, gdy się kończą albo nagle ich braknie. Wtedy rzeczywistość ulega wielkiemu przeskalowaniu: “właściwie wtedy to niczego nam nie brakowało”. “Właściwie te problemy, co mieliśmy, nie były aż tak uciążliwe”. A jednak spoglądaliśmy na nasze zycie przez pryzmat tak wielu spraw, których “nie było”, nie dostawało i które nie pozwalały nam sie cieszyć tym, co jest.

Śpieszmy się cieszyć.* Śpieszmy się dziękować. Niech na pytanie: co słychać? – pamięć podsuwa, że na szczęście “Pan Młody jest z nami”.

M

*Zawsze bowiem może być gorzej, jak podpowiada mi wrodzony (raczej: nabyty) “optymizm”. 😉

brak

January 17, 2016 1:12 pm

“Nie mają już wina” (J 2, 3)

A nie: “czyja to wina?” Miriam nie pyta, czy byli za mało gospodarni lub czy czasem nie przeznaczyli za mało środków na catering. Nie zastanawia się, czy może byli za słabo zorganizowani albo nie dogadali się, ilu gości zaprosić. Albo może byli tak lubiani, że znajomi przyprowadzili jeszcze znajomych. Widzi brak: “nie mają już wina”.

Dziś też nie przychodzi mówić, że może zbyt zalatani, zarobieni, przemęczeni, bo kredyty, bo wiele głów do wykarmienia, bo już nie waidomo, w co ręce włożyć. Nie wytyka, że może nadmiernie zaangażowani społecznie albo może przeciwnie, egoiści. Matka Boża jest pierwszą, która zauważa w małżeństwie brak. Bo przecież konflikty i trudny czas to wynik jakiegoś braku. “Nie mają już wina”. Zagapili się, zapomnieli, jak to jest znaleźć dla swojej relacji środki zasilania. Rozminęli się.

I z powodu Jej wrażliwości możliwe jest to cudowne “więcej”. Więcej przebaczenia, więcej miłości, więcej szacunku dla odmienności. I czas dla nas. Czas na najskromniejszą choćby randkę przy lampce wina.

M

 

Co łatwiej zrobić…?

January 15, 2016 5:00 am

Cóż jest łatwiej zrobić: Powiedzieć paralitykowi: Twoje grzechy są ci odpuszczone, czy też rozkazać, aby wstał, zabrał swoje łoże i poszedł?” (Mk 2, 9) 

Te słowa Pana Jezusa – dzisiaj czytane w kościołach, często cytowane na rekolekcjach charyzmatycznych – na nowo pozwalają mi zastanowić się nad wiarą i wiedzą; nad widzialnym i niewidzialnym…

Bym mogł zobaczyć widzialny znak – muszę wpierw w niego uwierzyć.

Bym został uzdrowiony – muszę wpierw zostać oczyszczony z moich grzechów.

Bym został z nich uwolniony – muszę wpierw je uznać, żałować za nie i wyrzec się ich.

Potem dopiero mogę głosić miłosierdzie Pana i dawać Jemu świadectwo. Przypominam sobie jeden z warunków uzyskania odpustu zupełnego: wykluczenie wszelkiego przywiązania do grzechu nawet powszedniego. Pierwszy raz uczynili to za mnie moi Rodzice i Chrzestni, potem sam wielokrotnie odnawiałem przyrzeczenia chrzcielne powtarzając “wyrzekam się” i “wierzę”…

Wstań i idź! Uzdrowiła cię twoja wiara” (Łk 17, 19).

Andrzej O.

gorączka

January 13, 2016 5:00 am

Teściowa zaś Szymona leżała w gorączce. Zaraz powiedzieli Mu o niej. On podszedł do niej i podniósł ją ująwszy za rękę, tak iż gorączka ją opuściła. (Mk 1, 30-31)

Tak trudno jest myśleć racjonalnie w gorączce. Każdy, kto chorował, wie, że to najgorszy czas na podejmowanie decyzji, pracę, cokolwiek.

Gorączka zdarza się nam także w sensie emocjonalnym. Nazywamy te sytuacje również “nagłym podniesieniem ciśnienia” lub “zagotowaniem się”. To wtedy, gdy coś nas bardzo porusza i myśli są już tylko na usługach gwałtownych uczuć. Wiele można wtedy zepsuć, często niestety dalekosiężnie. Co gorsza, naprawianie wszelkiego rodzaju szkód dokonanych w gorączce zajmuje mnóstwo czasu.

Istnieją rozmaite techniki ratowania się (bohaterka pewnego kryminału, który ostatnio podczytuję, przypomina sobie zdanie swojego mentora: “pomyśl o konsekwencjach”- co chroni ją na przykład przed wyrwaniem sztachety i przyłożeniem komuś). Niektórzy radzą liczyć do dwudziestu. Dzisiejsza Ewangelia pokazuje, że czas czekania można napełnić czymś żywym, opartym na relacji – złapać Jezusa za rękę. On ucisza w nas sztorm, leczy z gorączki, pomaga widzieć rzeczy od najlepszej strony. Dorastać do odpowiadania miłością w każdych okolicznościach.

M

umiłowany, umiłowana

January 10, 2016 5:00 am

Zastanowiło mnie wczoraj, że uczniowie widząc Jezusa myśleli, że to “zjawa” i bali się Go. Pomyślałam, że lękamy się Go tym bardziej wtedy, gdy tracimy z pola widzenia Jego człowieczeństwo. “Zjawa” to ktoś oderwany od rzeczywistości. To taki “Bóg”, który przychodzi nie znając nas ani realiów naszego życia, stawiający niemożliwe do spełnienia wymagania, bezosobowy, kogo my także nie poznaliśmy. Ktoś “obcy”, jakby z kosmosu.

Lęk ustępuje, gdy zdamy sobie sprawę z tego, że On działa w sposób najbardziej “ludzki” z możliwych. “Ludzki” nie znaczy taki, który myśli tylko kategoriami pragmatycznymi, jak wtedy, gdy mówimy “ludzkie plany”. Jest względem nas “ludzki” – czyli pełen szacunku, cierpliwości, świadomy naszych ograniczeń i zranień, specyfiki naszego powołania. Być dla kogoś “ludzkim” to rozpoznać jego godność, ochronić ją.

W Niedzielę Chrztu Pańskiego, gdy Pan Jezus wchodzi razem z innymi do Jordanu, jakby był każdym najmniejszym z nas, otwiera się niebo i słychać głos Ojca: “Tyś jest mój Syn umiłowany, w Tobie mam upodobanie”. I to samo mówi do każdego z nas: “Tyś jest mój syn umiłowany, Tyś jest moją umiłowaną córką, w Tobie mam upodobanie”.

Pewnie ucieszyłby się, gdybyśmy w to uwierzyli, nie odpowiadając w duchu: “ale to nie może być przecież o mnie…”

M

lęk

January 9, 2016 5:00 am

Odwagi, Ja jestem, nie bójcie się! (Mt 14, 27)

Powodów do lęku znajdujemy bardzo wiele. Lęki dnia powszedniego. Czy zdążymy. Czy wystarczy. Środków, sił, czasu. Czy kochamy tak jak trzeba i co będzie, jeśli okaże się, że nadal za mało. Lęk przed odrzuceniem. Przed byciem zranionym albo przed skrzywdzeniem innych. Lęk, że nasze wysiłki nie zostaną zauważone czy docenione. Lęk przed utratą – bliskich ludzi, marzeń, dobrego imienia. Lęk o nasz z trudem chroniony wizerunek. Wreszcie również lęk przed Nim. Jak Apostołowie: “ujrzeli Go kroczącego po jeziorze” i “myśleli, że to zjawa”.

To chyba najgorsze, czego by dla nas chciał. Byśmy i tak już sparaliżowani przez rozmaite lęki, bali się także i Jego. Bo przychodzi położyć rękę na Twoim ramieniu. To ręka, która nie cofnie się, gdy będzie Ci trudno albo zwątpisz. Ta sama ręka weźmie Cię pod pachę, gdy się przewrócisz – żebyś znowu wstał i miał siłę iść dalej.

I byż mógł ufać nadziei, że w Nim wszystko będzie w końcu dobrze – nie swoim lękom.

M

Nowy Rok bieży

January 8, 2016 5:00 am

– tak, to już tydzień 2016 roku. Czy był udany…?

Po Świętach i po sylwestrowych zabawach pora wrócić do normalnych rozmiarów, pozbyć się nadmiaru kochanego ciałka (choć jego podobno nigdy nie jest za wiele). Ale dziś Pan Jezus znów namawia do jedzenia 😉 Co więcej – do każdego z nas się zwraca: ” To wy dajcie im jeść” (Mk 6, 37). Pan pokazuje mi, że łaknę i pragnę nie tylko jego Słowa, ale i powszedniego chleba. Zwraca moje oczy na bardziej ode mnie potrzebujących. I wskazuje mi także, w jaki sposób mogę rozwiązać problem braku pożywienia – wystarczy, ze podzielę się z tym, kto jest najbliżej mnie. Uczy mnie, by widzieć dalej, niż koniec własnego nosa, własnego brzucha, niż zaspokojenie potrzeb mojej tylko rodziny. Wyjście poza siebie, przekroczenia własnej wygody, komfortu, “małej stabilizacji” jest mi potrzebne, by wypełnić zalecenie św. Jana Apostoła: “Umiłowani, miłujmy się wzajemnie” (1 J 4, 7).

Minął pierwszy tydzień 2016 roku. Kilkadziesiąt osób w Polsce straciło życie z powodu silnych mrozów, zmarło z wychłodzenia. To także moi bliźni…  Czasem głupio tłumaczę sobie, że w tej dziedzinie potrzebne są systemowe rozwiązania. I jeszcze bardziej mi głupio, gdy czytam dziś, że z resztek pięciu chlebów i dwóch ryb zebrano jeszcze dwanaście pełnych koszów ( por. Mk 6, 43). Przede mną jeszcze nauka miłości, miłosierdzia, zaufania Panu Bogu. “Niech nasze parafie i wspólnoty staną się wyspami miłosierdzia na morzu obojętności” (papież Franciszek).

Andrzej O.