Zwiastowanie

March 26, 2012 6:00 am

Dziś myślą i sercem przenosimy się do Nazaretu. To tu wydarzyło się coś, co na zawsze odmieniło bieg historii – począł się Jezus!

Z podziwem wpatruję się w Maryję, która to niezwykłe i niespodziewane wydarzenie potrafiła przyjąć w tak spokojny sposób, z pokornym, ufnym i w pełni otwartym na Boży plan sercem. A przecież zapewne miała świadomość konsekwencji swojego „FIAT” – najtragiczniejszą z nich mogło być przecież ukamienowanie! Pewnie zastanawiała się również, jak przyjmie tę sytuację Józef.

A Józef – czyż nie cierpiał, gdy dowiedział się, że jego ukochana żona stała się brzemienna – została matką dziecka, którego na pewno nie jest ojcem? Z zachwytem myślę o Józefie, który ocalił wtedy Maryję przed oskarżeniami w sobie samym. Ocalił, choć przecież nie rozumiał – ani Jej, ani zaistniałej sytuacji. A jednak nie osądzał, nie potępiał, nie pozwolił sobie na rozgoryczenie i czynienie wyrzutów Maryi.

Czy dla nich dwojga, w pierwszych chwilach oswajania się z nowiną, poczęcie Jezusa nie stało się próbą małżeńskiej miłości? – Próbą, przez którą przeszli w zachwycająco piękny sposób?

Również dla wielu z nas – matek i ojców, niespodziewane poczęcie dziecka, choć w swej istocie jest przecież zawsze wydarzeniem radosnym i godnym jak najpiękniejszego świętowania, stanowi czasami próbę małżeńskiej miłości.

Widać tak Pan Bóg chciał, by w życiu małżeńskim splatały się ze sobą wielkie radości i cierpienia; nadzieje i obawy, skoro nie oszczędził tego nawet najświętszym małżonkom – Maryi i Józefowi. Zawierzmy Im dziś nasze rodzicielstwo. Prośmy o pomoc w owocnym przeżyciu prób małżeńskiej miłości. Bo Oni tak dobrze nas rozumieją!

Basia

Czas dla nas

March 12, 2012 6:00 am

No właśnie. Jak pielęgnować naszą miłość? Między innymi dbając o czas dla nas. Tylko jak znaleźć ten czas, gdy wychodzi się wcześnie rano i wraca późnym wieczorem? Oczywiście pozostaje jeszcze zawsze przysłowiowe „pięć minut” pod koniec dnia. Niestety wtedy nadajemy się jedynie na szybką rewitalizację i owe “pięć minut” bardzo łatwo – prawie samoczynnie – się marnuje.

Jednak znalazłem pewien sposób. Zacząłem bronić czasu dla ukochanej żony w swym sercu. Wystarczy w pogoni zajęć i obowiązków skierować myśl ku tej osobie, której nie ma koło nas fizycznie, ale która przecież jest tak blisko. Po co byłaby nasza praca, nasze wysiłki, pokonywanie trudności, gdyby nie powroty w ramiona, które na nas czekają? I te powroty są zupełnie inne, gdy w ciągu dnia kilkakrotnie, choćby przez parę sekund, uświadomimy sobie i pozwolimy „poczuć” naszą wzajemną miłość.  Taki „myślowy” sms do żony będzie przez nią odebrany. Zwłaszcza, gdy zostanie dopełniony uśmiechem, miłym słowem i gestem po powrocie do domu. Wtedy okazuje się, że owe „pięć minut” wieczorem zdecydowanie trudniej zmarnować.

Z tych „sms-ów” oraz niezmarnowanych wieczornych “pięciu minut” rodzi się z kolei siła, by wywalczyć może jeden wieczór w tygodniu, może choć jeden dzień w miesiącu… tyko dla nas, by karmić naszą miłość.

Weronika

March 9, 2012 7:25 am

Nie miał On wdzięku, ani też blasku, aby na Niego popatrzeć. (Iz 53,2)

Nie zawsze mój mąż, dzieci, przyjaciele są pełni „wdzięku i blasku”. I nie zawsze łatwo mi jest na nich patrzeć i z nimi być, zwłaszcza gdy są rozdrażnieni czy w jakikolwiek inny sposób trudni do przyjęcia. Ale właśnie wtedy; chyba najbardziej wtedy, sprawdza się moja miłość do nich.

Czy stać mnie wówczas na miłosierdzie i odwagę Weroniki; pełne dobroci gesty, spojrzenie sięgające ponad to, co aktualnie zniechęca do kontaktu?

Czy wychodzę naprzeciw cierpieniu drugiego człowieka, czy nie zamykam się przed nim we własnym lęku, urazie, poczuciu bezradności, onieśmieleniu sytuacją?

Bywa różnie, choć wiem, że na drogach krzyża nie może zabraknąć miłości.

Basia

moja miłość się wypaliła

March 4, 2012 7:23 am

powiedziała żona do swojego męża.

Czy tak rzeczywiście jest? Czy miłość może się wypalić?

Moja edukacja do podjęcia pracy zawodowej trwa od 12 do 19 lat (jeśli włączymy studia podyplomowe).

FCE – wymaga 600-650 h.

Kurs prawa jazdy – ok. 60 h.

A ile trwało Twoje przygotowanie do małżeństwa? Kurs przedmałżeński?

Czy to wystarczy?

Co jeszcze możesz zrobić w tej dziedzinie? Jak przełożyć wiedzę na kompetencję?

Uczucie może się wypalić, miłość nigdy!!!

Ale trzeba wiedzieć, gdzie jej szukać. Jak się o nią  troszczyć! Jak ją pielęgnować.

X Jarosław

ja+ty

March 1, 2012 7:51 am

Fajnie Michał napisał. A dzień wcześniej akurat rozmawiałyśmy z koleżanką, że aby wyszło 1+1, to trzeba sobie uświadomić, że 1 i 1 to dwie oddzielne osoby.

Już na pierwszy rzut oka różnimy się z mężem i nikt nas raczej ze sobą nie pomyli. Na drugi rzut oka „on” ma zupełnie inne przyzwyczajenia, sposoby reagowania i pomysły na czas wolny. Nawet ubrania składa inaczej, a nie w jedyny słuszny i znany mi sposób. Powiedzmy sobie szczerze: bywa to irytujące.

I wtedy potrzebny jest trzeci rzut oka, kiedy dociera do mnie, że „on” – to ktoś zupełnie inny. I nie chodzi o różnice, których listę można by układać w nieskończoność. Jest “inny” w sensie absolutnym, jak “Inny” jest Bóg. To ktoś, nad kim moje „ja” nie ma żadnej władzy, żadnych praw, a jeśli moje „ja” uważa inaczej, to jest uzurpatorem. „Jemu” Bóg wypisał na twarzy wiadomość dla mnie: „Nie będziesz zabijał”. I twarz, nawet gdy milczy, bezbronnością swoją to do mnie wypowiada.* Ileż potrzeba szacunku i troski, by nie wyrządzić tej bezbronności krzywdy – w swoich dyktatorskich zapędach.

Miłość małżeńska to nie jama chłonąco-trawiąca, która drugiego pochłania i zamienia w kopię „doskonałego” siebie. Bo odległość od „ja” do „ty” można pokonać tylko przez dialog, przez otwarcie się na drugiego z jego innością. Po-rozumienie. To zaproszenie w podróż w nieznane.

Małgosia

 *Pisze o tym Emmanuel Lévinas w Czas i to co inne.

1+1= nowe 1

February 29, 2012 7:56 am

Nie myślcie sobie, że zapomniałem podstaw matematyki. O nie. Do sformułowania takiego tytułu skłoniło mnie doświadczenie ostatniego weekendu. Z powodu wyjazdu żony na zjazd kursowy przeżyłem dwa i pół dnia czystego „tacierzyństwa”. Wbrew obiegowym opiniom, czwóreczka dzieci była czysta (prawie), ładnie ubrana (tak myślę) oraz najedzona (tak one twierdziły). Jednym słowem: przeżyliśmy – pomimo tego, iż miłość mojego życia wyjechała czterysta kilometrów stąd.

Coś szczególnego jednak dało się zauważyć i odczuć. Zabrakło tego, co tworzymy codziennie, z godziny na godzinę, z minuty na minutę, gdy jesteśmy RAZEM.

Bo małżeństwo – to nie jest tylko prosta suma tego, kim są i co wnoszą do relacji dwie osoby, ale całkiem nowa rzeczywistość, to MY. W wielu innych relacjach możemy sobie pomagać, zastępować siebie nawzajem, jednak sakrament małżeństwa umożliwia nam coś całkowicie niesamowitego – budowanie czegoś, co przekracza prostą sumę osób. Tak trudno to czasem zauważyć w ciągu życia. Chwile, gdy jesteśmy sami, są ku temu doskonałą okazją.

Panowie, jeśli jeszcze tego nie zrobiliście, to polecam. Podarujcie swoim ukochanym żonom wolny weekend. To bardzo dobrze robi. Obojgu.

 Michał

sms na dziś

February 25, 2012 8:53 pm

Jezus zobaczył celnika imieniem Lewi, pobierającego cło. I powiedział do niego: „Pójdź za Mną!” (Łk 5, 27-32)

Cło (wg Słownika Języka Polskiego) – opłata pobierana przez państwo za przewóz towarów przez granice.

Mój dom – moje państwo. W moim państwie pobieram cło narzucaniem swojej woli, swoim humorem, swoim lenistwem, swoim egoizmem. I to do mnie On przychodzi i mnie woła. Mało tego, chce WŁAŚNIE U MNIE pozostać, bo wie, jak bardzo Go potrzebuję.

Dosia