Dialog wewnętrzny

September 5, 2016 5:00 am

To największy wróg wszelkiego naszego dialogowania. Pisała Małgosia o widzeniu świata z dwóch różnych stron i upierania się przy swojej racji. W dialogu wewnętrznym już nie ma sporu, bo jest tylko jedna, jedyna słuszna interpretacja wydarzenia. Nasz dialog wewnętrzny wie po prostu lepiej. Dobra wiadomość jest taka, że można go wychowywać. Trochę o tym piszemy w naszej książce, trochę mówimy w naszych Programach, ale i tak najważniejsze, co z tego przeniesiemy w naszą codzienność.

Absolwenci Programu JA+TY=MY znają dobrze strategię „obrony męża/obrony żony”, która jest najlepszą aplikacją do wychowywania naszego dialogu wewnętrznego. Działa świetnie i niezawodnie zawsze wtedy, gdy ją uruchamiamy. Jeśli pozostaje zamknięta wśród innych dobrych aplikacji, jakich wiele posiadamy w naszych smartfonach, nie zadziała. Trzeba ją uruchamiać.

Przejrzałem ostatnio aplikacje w moim własnym telefonie. Gdy je instalowałem, wydawały się rozwiązaniem jakichś tam problemów i ułatwieniem życia. Po czasie okazało się, że nie otworzyłem ich ani razu. Podobnie może być z wspomnianą apką z P1. O ileż byłoby lepiej w naszych relacjach, gdyby częściej była uruchamiana. Choć jeszcze się nie doczekała wersji na smartfony, jest już przecież free jako RPG*. 🙂 Gamemasters potrzebni od zaraz. Dla dobra naszych domów.

Z pamięcią o Was

ks. Jarosław

*RPG – gra fabularna, w której odgrywa się role

Dotyk

September 4, 2016 5:00 am

Jest takie miejsce, gdzie jestem zawsze drobiazgowo dotykany, niezależnie od wskazania z bramki, którą przechodzę. To lotnisko w Modlinie. Nawet jeśli bramka nie dała sygnału o żadnej nieprawidłowości, i tak jestem proszony o poddanie się procedurze przeszukania. Zdarzyło się, że przez kilka kolejnych tygodni latałem z Modlina i ciągle trafiałem na tego samego pracownika, więc już sobie żartowaliśmy, że mam „swojego” człowieka na lotnisku.

Powodem jest tylko to, że jestem w sutannie. Więc generalnie cały przykryty. I to wystarczy. Nawet jeśli nic na bramce nie zapiszczało. Gdy leciałem w czwartek do Brukseli i stałem w kolejce do bramki, po kontroli bagażu zobaczyłem pracowników ochrony wskazujących mnie sobie nawzajem wzrokiem, by uzgodnić, kto mnie sprawdzi. Ponieważ spotyka mnie to w Modlinie zawsze (i prawie zawsze w czasie innych podróży), znam kolejność przeszukiwania i już sam z siebie pomagam zrobić to sprawnie i szybko. Dopóki bowiem mnie nie sprawdzą, reszta musi czekać.

Myślę o tych wszystkich pracownikach ochrony, którzy nas dotykają, żeby się upewnić, czy nie jesteśmy zagrożeniem dla innych. Dotykają, żeby znaleźć, czy by się upewnić, że z tej strony nie ma zagrożenia?

Myślę o dotknięciach małżeńskich dłoni, które stworzone są do tego, żeby być razem, gdy tylko jest okazja (jak ja i moja sutanna, także na lotnisku). Myślę o rodzicielskich dłoniach, których dotyk jest tak potrzebny dzieciom. To są o wiele ważniejsze procedury bezpieczeństwa, niż nam się wydaje. Bez tego codziennego sprawdzenia, jak bardzo do siebie pasują i jak im dobrze jest razem, nie ma pełnego poczucia bezpieczeństwa w dzieciach. One są silne Waszą jednością.

Zamiast bramek są w naszych domach drzwi. Warto, przechodząc przez nie, przypomnieć sobie procedury bezpieczeństwa. Ot taki rytuał, jak Wasz małżeński dialog. Powinien się rozpoczynać gestem czułości, żeby od razu zasygnalizować jego kierunek—jesteśmy razem i rozmawiamy razem, żeby podzielić się swoimi uczuciami, żeby doświadczyć siebie wzajemnie i lepiej się poznać. Czułość okazywana na początku i w jego trakcie pilnuje bezpieczeństwa naszego dialogu i go chroni; a bez niego Wasze małżeństwo nie rozwinie się. Kiedy siadacie, żeby porozmawiać albo idziecie na spacer, żeby porozmawiać, pamiętajcie o gestach czułości. To pomaga.

Z pamięcią o Was w modlitwie, zanoszonej przy złączonych dłoniach 🙂

ks. Jarosław Szymczak

kto z nas ma rację?

September 3, 2016 5:00 am

Fantastycznie byłoby, jak pisali poprzednicy, wnieść z wakacji w codzienne życie długie rozmowy, spacery i “czas dla nas”. Zastanawia mnie od bardzo dawna, jak to się dzieje, że te chwile, wytęsknione i pełnie uroku, w praktyce dnia powszedniego mogą się zamieniać w jeszcze jeden “obowiązek małżeński”, który łatwiej będzie wymienić na co innego – surfowanie w necie, kolejne wiadomości TV (jeśli ktoś ma TV) czy rozmowę z sąsiadem lub sąsiadką.

Jeden z tropów to poniższy obrazek. Możemy obrzydzić sobie nawzajem dialog, gdy celem naszego spotkania będzie ustalenie, kto ma rację. Na rysunku rację mają obaj rozmówcy, ale żaden z nich nie czuje się szczęśliwy. Do spotkania nie dochodzi, porozumienie się nie wydarza, każdy zostaje w swoim okopie.

IMG_1543

Jakie lekarstwo można na to zaaplikować? Wydaje mi się, że najlepszym będzie słuchanie. Wchodzenie w buty drugiego, jak mówią Anglosasi – bez czucia się atakowanym, poszkodowanym, pozbawianym czegoś. “Jak to wygląda od Twojej strony?” Pytam Ciebie o to, bo jesteś kimś dla mnie ważnym, a nie po to, by Ciebie osądzić.

Wszystkie, nawet najprostsze poradniki w dziedzinie lepszej komunikacji, mówią to samo: zacznij od słuchania.

m

Nasze kalendarze

September 1, 2016 5:00 am

Zaczną się wypełniać lekcjami dzieci i ich dodatkowymi zajęciami, na które trzeba także zarezerwować dodatkowy czas. Zaczną się logistyczne zmiany, bo dziecko idzie do nowej szkoły i trzeba przećwiczyć czy lepiej schoolbusem czy przez tatę w drodze do pracy, bo mama w tym czasie zajmie się resztą dzieci. Bywa, że najmłodsze towarzyszy w tym wszystkim, choć jego jeszcze obowiązek szkolny przecież nie dotyczy.

Warto przypomnieć sobie w dniu startu w szkołę, że w tych wszystkich planach wpisywanych w nasze smartfony, na tablicach korkowych czy na lodówkach, trzeba tym bardziej umieścić „momenty przywracania systemu”—Wasze małżeńskie randki. Bez codziennych paru minut dla siebie i cotygodniowej godziny (ale takiej tylko dla Was) i kilku godzin raz w miesiącu nie da się podjąć dobrze zadań rodzicielskich. Dobra mama to taka, która jest kochana przez tatę i jest mocna jego miłością i okazywaną przez niego troską; dobry tata, to ten, który jest szanowany przez swoją małżonkę i wie, że może zawsze polegać na jej oddaniu i miłości. Dopiero wtedy dzieci otrzymują od swoich rodziców to, o co w rodzicielstwie tak naprawdę chodzi: “Kochamy was, jesteście naszymi skarbami, pragniemy Waszego pięknego rozwoju w każdej dziedzinie, dlatego tyle różnych zajęć, ale nade wszystko pragniemy, byście wiedziały, że kochamy Was bezgranicznie”.

Wszyscy to doskonale wiecie i o tym pamiętacie, ale dobrze jest też wpisać w kalendarz, żeby nie uciekło… O rzeczy ważne należy dbać, bo są obwarowane wolnością i same się nie przypomną, same o siebie nie zawalczą. Wychowawczyni sprawdzi, dlaczego dziecko nie przyszło do szkoły, pracodawca zapyta, dlaczego my jeszcze nie w pracy, a małżeństwo się o randkę nie upomni. Tak ma. I trzeba to uwzględnić.

Życząc dobrego startu w nowy rok szkolny

ks. Jarosław Szymczak

czułość

August 29, 2016 5:06 am

Na oddziale pooperacyjnym poznaję rodziców dziewczynki z łóżka obok. Chętnie rozmawiają. Tata pracuje w mediach i rozważa kupno nowego aparatu fotograficznego. Czyta parametry ze strony internetowej. Słowa niewiele mi mówią, aż wśród nich pada “czułość” i ta zaczyna mi się kojarzyć. Niekoniecznie bardzo technicznie.

Coś pamiętam, że czułość to zdolność “widzenia” kliszy przy zmniejszającym się świetle. Myślę jednak o takim parametrze ludzkiego oka, które patrzy na drugiego z miłością i w dobroć zapatula wszystkie szczegóły. Różna od chłodnej logiki i racjonalnej analizy, wolna od szufladkowania, ocen i etykiet, nienachalna. Staje po stronie drugiego z łatwością.

Jeśli się w naszych rodzinach i relacjach przykurzyła, warto jej gdzieś schowanej poszukać. Zaczyna się od patrzenia z miłością, potem dopiero gesty i słowa ubiera w miękkość piór, w łagodne przyjęcie drugiego takim, jakim jest, w wybiegnięcie naprzeciw jego inności, jakby się spotykało nowy, nieznany ląd.

M

Dziękujemy za wszystkie wyrazy duchowego wsparcia, które nas otaczały i pomagały. Ania wraca do zdrowia.

 

 

Bez Ciebie nie idę

August 28, 2016 5:00 am

Przypomniała mi się ostatnio reklama z Euro 2012. Konkretnie ta, gdzie mały chłopczyk, z którymi piłkarze wchodzą na murawę zagapił się i nie wyszedł ze swoimi kolegami prowadzonymi przez piłkarzy. Kiedy myśli, że został sam podchodzi do niego Kuba Błaszczykowski, wyciąga rękę i mówi „Bez Ciebie nie idę”.

Ten krótki klip doskonale odzwierciedla moim zdaniem powołanie małżeńskie – podczas rekolekcji w Wisełce słyszeliśmy, że na drodze do świętości mąż i żona idą razem – po prostu parami do nieba. Nie może być tak, że jedno wybiega na tej drodze do przodu i nie ogląda się za siebie. A co, jeśli na końcu tej ścieżki św. Piotr, zanim nam bramę otworzy, zapyta „A gdzie Twój mąż? Bez niego nie wejdziesz”.

Tak chyba trzeba patrzeć na swoje małżeńskie powołanie: podwójnie. W końcu mąż i żona, którzy „już nie są dwoje, lecz jedno” (Mt 19, 6), ślubują sobie nawzajem, że się nie opuszczą aż do śmierci – nie słyszałem, żeby podobne ślubowania były wymagane w jakiś (normalnych oczywiście) wspólnotach, fundacjach czy stowarzyszeniach.

Łukasz Czechyra

Czasem trzeba coś zmalować

August 20, 2016 5:00 am

Ostatnio u nas w Olsztynie dwóch ludzi postanowiło pomalować pomnik. Monument nie byle jaki, bo jeden z tzw. pomników wdzięczności, jakie na naszych ziemiach zostawili po sobie Rosjanie.

Potocznie nazywany „szubienicami” pomnik stoi w samym centrum miasta, znają go wszyscy, a marszałek i wojewoda oglądają codziennie, gdyż znajduje się kilkadziesiąt metrów od urzędów. Pomnik typowy dla swej epoki: szary, widoczny z daleka i potężny, bo w końcu ma sławić czyny dzielnego ludu. Oczywiście przedmiot sporów, bo jedni chcą go od lat usunąć, inni twierdzą, że to dzieło wybitnego rzeźbiarza, kawał historii miasta, generalnie nikomu nie przeszkadza i lepiej go nie ruszać – takie stanowisko prezentuje m.in. olsztyński ratusz.

Dwóch gentlemanów (przeciwników pomnika), zamiast pisać kolejne pisma i zmagać się z urzędnikami, zamówili podnośnik, podjechali pod pomnik i czerwoną farbą pokolorowali symbol sierpa i młota. Urzędnikom, którzy twierdzili, że zakazanych symboli nie widać, wytrącili z ręki argument w bardzo prosty sposób – pokazali im fakty, a z tymi się przecież nie dyskutuje. Sierp i młot były tam od zawsze, ale większość osób nigdy ich nie widziała, a część widzieć nie chciała.

W życiu małżeńskim i rodzinnym to, że czegoś nie widzimy, wcale nie oznacza, że czegoś nie ma. Podczas świadectw przy okazji Programu 3 Mark z USA powiedział, że kiedy przed Programem 1 żona zapytała go, czy chce jechać, odpowiedział oczywiście, że nie, bo po co? Dla świętego spokoju się zgodził (większość czytających mężczyzn pokiwa tu pewnie głową na znak zrozumienia problemu), zaś na miejscu okazało się, że jego małżeństwo przechodzi kryzys. Wcześniej go nie widział? Nie chciał widzieć? Dostrzegł problem, gdy wreszcie stanął w prawdzie, ktoś pokazał mu fakty.

Zamykanie oczu na pewno jest wygodne, ale kiedy zamyka się oczy na długo, to problemy, których nie chcemy widzieć, nie znikną – powrócą, a do tego może nam umknąć masa dobrych spraw, które z zamkniętymi oczami przegapiliśmy.

Łukasz Czechyra

zazdrość

August 17, 2016 9:52 am

– Mamo, a ona dostała większy kawałek niż ja!!! – woła maluch, a przecież mama mogłaby przysiąc, że ukroiła takie same.

– Dłużej z nią gadać nie mogłeś? – wita żona swojego męża w drzwiach, widziała bowiem, jak rozmawiał przez płot z sąsiadką.

Doświadczamy zazdrości i od razu tak się jej wstydzimy, że zamieniamy na coś innego. Na złość na innych albo złość na siebie, albo zracjonalizowane wywody na temat niesprawiedliwości świata. A ona pukając do naszego serca mówi o braku. Uzasadnionym lub nie (może być tylko echem dawnych braków), ale który jest na tyle żywy, że nie daje nam spokoju. Może nie jesteśmy pewni własnej wartości w oczach Bożych, może sami sobie jej odmawiamy, a może nie uwierzyliśmy, że kromka miłości jest także dla nas – i to taka, która nakarmi nas do sytości.

Dziecko krzyczące o nierównym podziale pizzy, pyta: “Czy kochasz mnie tak jak jego? Czy masz dla mnie moje nikomu nieodstępowalne miejsce w sercu?” Więc zamiast krzyczeć na nie, warto zapytać: “Czy jesteś jeszcze głodny?”

Żona zazdrosna o sąsiadkę pyta tak naprawdę o to, “czy mnie kochasz, czy jestem dla Ciebie najważniejsza na świecie?” Tragiczne w zazdrości nierozpoznanej jest to, że wyrażona przez sarkazm czy agresję spowoduje tylko oddalenie. I wtedy żona, która pragnie bliskości męża, poczuje jego brak tym bardziej. Ileż skuteczniej byłoby, gdyby to ukłucie w sercu oswoić i powiedzieć mężowi na powitanie: “Bardzo Cię kocham. A Ty, czy też mnie kochasz?” Lub w jakikolwiek inny sposób znaleźć się emocjonalnie blisko, po jednej stronie, nie za barykadą obrażonego chłodu.

Znajdowanie bezbronnych miejsc we własnym sercu dopiero otwiera drogę do spotkania, bardziej niż siła argumentu.

Z modlitwą i pozdrowieniami z Trzęsacza

m

Pięknie o zazdrości wśród rodzeństwa piszą Adele Faber i Elaine Mazlish w Rodzeństwie bez rywalizacji, a o zazdrości i trudnych uczuciach w ogóle – Jeanne Segal w Jak pogłębić inteligencję emocjonalną.

 

 

 

Chodzenie parami

July 1, 2016 5:00 am

Chodzenie parami kojarzy się z przedszkolem albo wczesną podstawówką. Wszelkie przemieszczenia Maluchów, Średniaków, Starszaków, Biedronek, Zajączków, Smerfów, Krasnali, Pszczółek, Skrzatów – odbywają się parami. Teraz często zauważam, że przedszkolaki i uczniaki mają dedykowane kamizelki odblaskowe – często z nazwą i logo placówki edukacyjnej, którą reprezentują. Ktoś musi zorganizować ustawienie się w parach, dbać o zwartość szyku – żeby początek nie uciekał, a koniec nie marudził 😉

Nie wiedzieć czemu w języku polskim funkcjonuje powiedzenie, ze nieszczęścia chodzą parami. Nie zgadzam się z tym absolutnie. Nieoczekiwanym, ale miłym potwierdzeniem tego była chwila przewracania strony kalendarza na następny miesiąc – zauważyłem napis na obrazku: ” TAKŻE SZCZĘŚCIA CHODZĄ PARAMI”. W parze, w “cztery oczy” – jestem cały dla drugiej Osoby, przyjmuję ją i obdarowuję: i sobą – moją obecnością, i moim czasem.

Mam nadzieję, że każdy z PT Czytelników “Przystani” będzie miał możliwość choć kilkudniowego letniego wypoczynku, zatrzymania się w biegu codzienności, oderwania się od wykonywania planów, założeń, harmonogramów. Że “czas dla nas” – nie będzie pustym hasłem…

Andrzej O.

 

Moja wyliczanka

June 27, 2016 5:00 am

Pierwszy rozdział książki „Raz się żyje” mówi o naszej własnej tożsamości, o tym jak się siebie sami określamy: czy mówimy o sobie, że „jestem matematykiem, mechanikiem”, czy jednak na pierwszy miejscu stawiamy inne wartości, mówiąc: „jestem mężem/żoną; jestem rodzicem”.

Czytając ten fragment, miałem przed oczami twitterowe konto Stephena Curry’ego – najlepszego obecnie koszykarza świata (oczywiście kwestia sporna, ale na pewno jest w top 3), dwukrotnego MVP rozgrywek NBA, rekordzistę w wielu dziedzinach… Dużo by wymieniać. Swojego opisu na Twitterze wcale nie zaczyna od tego, że jest mistrzem, ale pisze (kolejność zachowana), że jest wierzący, że jest mężem, ojcem, synem i bratem. Dopiero na koniec dodaje, że gra w NBA. Można? Nawet na szczycie sławy? Można.

Określenie swoich wartości przed samym sobą (co często jest o wiele trudniejsze niż opowiadanie o nich innym) jest kluczem do wykorzystania swojego czasu. Na pewno nie starczy nam na wszystko – jeśli w naszej wyliczance mąż czy żona znajdą się dopiero na 5. czy 6. miejscu po wykonywanym zawodzie, dzieciach, hobby i pracy społecznej, to nie ma się potem co dziwić, że nie starcza czasu choćby na krótką chwilę rozmowy.