jak kobieta Kobiecie

May 2, 2015 5:05 am

Miejsce akcji: Wisełka, plaża; czas: koniec lata 2012 (i ostatniego turnusu). Świat przedstawiony w moich myślach: trzeba jakoś wrócić do domu, w którym przestało dawno chcieć się mieszkać. Choć wielu ludzi na świecie nie ma dachu nad głową i trzeba być wdzięcznym za każde lokum, nasze malutkie i nieremontowane mieszkanie wyczerpało swoje możliwości.

Na kocu siedząc, grzebię palcami  piasku i rozmawiam z Matką Bożą. Opowiadam Jej jak kobieta kobiecie. Bo już nie wiem, co robić. I mówię jej, że nie umiem tego gospodarstwa domowego już prowadzić. Że nie wiem, jak tam wrócić, w beznadzieję tych czterech kątów. Że gdybym miała szansę zacząć gdzieś od nowa, odnalazłoby się utracone zdrowie i zaginiony zapał do prac domowych i wszystko by rozkwitło na nowo. “Ale przecież my się nigdy nie wyprowadzimy”, kończę naszą rozmowę. I wtedy przychodzi czas Jej odpowiedzi. W tym samym bowiem momencie pod palcami wyczuwam maleńki kamyk. Płaski, obmyty wodą, o wyglądzie chatki z piernika.

Pisząc to siedzę przy stole w naszym nowym domu. Który w stanie surowym dostaliśmy w prezencie. Wprowadziliśmy się we wrześniu zeszłego roku. Obietnica tyle razy wydawała się nierealna, że rozwój wypadków całkowicie nas zaskoczył. Jest w tym domu tyle miejsca dla naszego najmłodszego synka. I tyle dla nas wszystkich radości.

Dziś Jej Święto (przeniesione z jutra). Królowa, wiadomo. Ale wspominam ten moment, gdy spotkały się dwie mamy, dwie “gosposie”, dwie kobiety. Matka od spraw najbardziej codziennych. Niezwykła.

CIMG0540

M

Nadzieja

April 24, 2015 10:43 am

Kiedy dziś czytam opis nawrócenia św. Pawła zamieszczony w Dziejach Apostolskich (Dz 9, 1-20) przychodzi mi na myśl jedna refleksja. Kolejny raz uświadamiam sobie, jak dalece ludzkie rachuby różnią się od rachuby Pana Boga. Przecież nikt z żyjących współcześnie z Szawłem na pewno nie przypuszczał, iż z gorliwego prześladowcy chrześcijan, dokładającego “wszelkich starań, by zniszczyć Kościół” (Dz 8, 3a) – stanie się on Apostołem Narodów, autorem listów apostolskich, wreszcie męczennikiem Chrystusa.

Ten, który po nawróceniu zmienił imię na Paulus (co znaczy: mały, lichy, drobny), który mówił o sobie, że jest “płodem poronionym, najmniejszym z apostołów” (1 Kor 15, 8-9), “że na własnym ciele nosi znaki przynależności do Chrystusa” (Ga 6, 17), że “w dobrych zawodach wystąpił, ukończył bieg, wiary nie stracił” (2 Tm 4, 6) mówi do mnie dzisiaj, bym nigdy, nigdy nie tracił nadziei – wobec nikogo i niczego.

Fragmenty z Dziejów Apostolskich są czytane w Kościele w czasie wielkanocnym. Nawrócenie Szawła jest jeszcze jednym potwierdzeniem zmartwychwstania Pana Jezusa. Jedno i drugie wydarzenie było po ludzku nieprzewidywalne, niemożliwe, trudne do wyobrażenia sobie i uwierzenia.
Szaweł otrzymał nowe życie – diametralnie różniące się od poprzedniego.

To właśnie z Pierwszego Listu św. Pawła do Koryntian pochodzi “Hymn o Miłości” – tak często odczytywany podczas celebracji sakramentu małżeństwa. Przeczytałem go ostatnio z wielkim wzruszeniem. Oto końcowe zdanie: “Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość, te trzy: największa z nich [jednak] jest miłość” (1 Kor 13, 13). Może byłoby dobrze, gdyby to zdanie towarzyszyło wszystkim nam w najbliższych dniach, w których w Omaha, w amerykańskim stanie Nebraska trwa program I+YOU=WE. Otaczajmy uczestników, trenerów, prowadzącego Ks. Jarka, jutrzejszego solenizanta, naszą pełną nadziei modlitwą.

Andrzej O.

Światło

April 15, 2015 5:00 am

„Bóg jest światłością” (1 J 1,5) i pierwszym, co uczynił, to światłość – „Niechaj się stanie światłość!” (Rdz 1,3). Jezus nazwał też samego siebie „światłością świata” (J 8,12).

Wertuję w pamięci i odnajduję te chwile, w których jednoznacznie mogłam powiedzieć, że oddane były Jezusowi, że czułam – byłam pewna, że On mnie prowadzi, że jestem w Jego świetle. To są moje mocne miejsca uchwytu.

O mrocznych, ciemnych moich miejscach to nawet nie chce mi się wspominać – żadnego tam koloru czy radości. Zdecydowanie nieciekawe miejsca.

I choć nie jest prostym, łatwym i wygodnym sprostać „wymaganiom prawdy”, to jednak to jest wskazówka i drogowskaz, jaki dał nam Jezus, aby zbliżyć się do Niego. Droga do światła wcale nie łatwa – pełna niespodzianek, przeszkód, bardzo wyczerpująca. Jednakże „Kto spełnia wymagania prawdy, zbliża się do światła, aby się okazało, że jego uczynki są dokonane w Bogu” (J 3,19-21).

Bo Bóg nie przyszedł na ziemię, po to, aby rozliczyć ze wszystkich słabości, ale po to, aby go uratować, zbawić. Bo jest dobry.
„Skosztujcie i zobaczcie, jak Pan jest dobry,
szczęśliwy człowiek, który znajduje w Nim ucieczkę.” (Ps 34,9)

Dorota

Cisza

April 4, 2015 5:00 am

“Co się stało? Wielka cisza spowiła ziemię; wielka na niej cisza i pustka. Cisza wielka, bo Król zasnął”.

To fragment starożytnej homilii na Wielką Sobotę. Oddaje ona klimat dnia, w którym trwa adoracja Pana Jezusa złożonego w grobie. Klękam przy grobie, spoglądam na monstrancję okrytą białym welonem. Zagłębiam się w refleksji nad życiem, jego przemijaniem, nad śmiercią, jej nieuchronnością. Dosięgnęła ona nawet Boga-Człowieka. Ale On pokonał śmierć. Zmartwychwstał.
Dlatego myślę też o życiu, o jego przemianie, o początku życia, o jego powstawaniu. O współdziałaniu rodziców z Bogiem w akcie stworzenia, o życiu jako o darze pochodzącym od Boga…

Każde życie jest jedyne i niepowtarzalne, każda rodzina jest wyjątkowa. Jedna – jedyna przed Bogiem.

Cisza w Wielką Sobotę kończy się po zachodzie słońca. Wtedy rozpoczyna się wspaniała liturgia Wigilii Paschalnej. Wsłuchuję się w treść orędzia wielkanocnego:

“Abyśmy z całego serca i całej duszy śpiewem wysławiali niewidzialnego Boga,
Ojca Wszechmogącego oraz Jednorodzonego Syna Jego, Jezusa Chrystusa, naszego Pana,
który Ojcu przedwiecznemu spłacił za nas dług Adama
i krwią serdeczną zmazał dłużny zapis starodawnej winy.
(…)
Tej właśnie nocy Chrystus skruszywszy więzy śmierci, jako zwycięzca wyszedł z otchłani.
Nic by nam przecież nie przyszło z daru życia, gdybyśmy nie zostali odkupieni.
O, jak przedziwna łaskawość Twej dobroci dla nas!
O, jak niepojęta jest Twoja miłość: aby wykupić niewolnika, wydałeś swego Syna'”.

Nic by nam przecież nie przyszło z daru życia, gdybyśmy nie zostali odkupieni!

Wszystkim Czytelnikom życzę błogosławieństwa i mocy płynących od Pana Jezusa Zmartwychwstałego!

Andrzej O.

Daleko, blisko, niedaleko

March 13, 2015 4:22 pm

“Widząc tedy Jezus, że rozsądnie odpowiedział, rzekł do niego: Jesteś niedaleko od Królestwa Bożego. I nikt już nie miał odwagi zadawać Mu pytań”
(Mk 12, 34).

Tymi słowami Kościół kończy fragment Ewangelii przeznaczonej na dziś. Czy niedaleko jest pojęciem względnym? Na pewno niedaleko jest bliżej, niż nieblisko. Słowa “nieblisko” nie używa się w języku polskim. A słowo “niedaleko” niesie w sobie przesłanie kierunku, zbliżania się. Jeszcze trochę, może nawet sporo mi zostało do przejścia, do osiągnięcia celu, ale będąc niedaleko wiem, że ten cel jest w zasięgu moich możliwości.

W dzisiejszym fragmencie uczony w Pismie pyta Jezusa o największe przykazanie. W odpowiedzi słyszy to, co my dziś nazywamy Przykazaniami Miłości. Dodajemy je w pacierzu po Dekalogu, powtarzamy codziennie. Bardzo zachęcam, aby w tym miejscu powrocić do wczorajszego wpisu Małgosi. Ja zacytuję jedno zdanie z Karola Wojtyły: “Osoba jest takim dobrem, że właściwe i pełnowartościowe odniesienie do niej stanowi tylko Miłość”.

W połowie Wielkiego Postu staje dziś przede mną pytanie o miłość Boga i bliźniego. Czy ze spokojnym sumieniem mogę uznać odpowiedź Pana Jezusa za skierowaną także do mnie…? Czy mam odwagę, czy jestem gotowy, by Jego i siebie zapytać, jak daleko mi do Królestwa Bożego…?

Andrzej O.

Pracownicy duszpasterstwa rodzin

March 9, 2015 8:28 am

Na zaproszenie ks. dr Dominika Koperskiego, Diecezjalnego Duszpasterza Rodzin, przez ostatni weekend miałem okazję spotkać się z małżeństwami, które angażują się w duszpasterstwo rodzin w Archidiecezji Warszawskiej. Przyjechało kilkanaście par, o różnym stażu małżeńskim, z różnych ruchów, różnych zawodów, które połączyła pasja dzielenia się z innymi swoim doświadczeniem, wiedzą i umiejętnościami. Choć głównie pracownikami są kobiety, to na to spotkanie przybyły razem ze swoimi mężami. Ci na co dzień troszczą się o utrzymanie swoich rodzin, ale gdzie tylko mogą i jak tylko mogą, są wsparciem i pomocą dla swoich żon w ich zaangażowaniu.

Szczególnie radosne były spotkania z naszymi absolwentami, których miałem – czasem przed bardzo wielu laty – okazję uczyć. Jak bardzo cieszy, że wiedza uzyskana w czasie studiów na Wydziale Studiów nad Rodziną jest wykorzystywana nie tylko w ich życiu osobistym, ale i zawodowym. Nie obyło się oczywiście bez wycieczek do bł. Pawła VI i jego cudownej encykliki „Humanae vitae” oraz do „Miłości i odpowiedzialności” św. Jana Pawła II/Karola Wojtyły. Niektórzy do dziś pamiętają nie tylko wykłady, ale i egzaminy. 🙂

Z ogromnym szacunkiem przysłuchiwałem się rozmowom, dyskusjom i naradom, pełnym troski o szukanie nowych form i sposobów docierania do nie tylko narzeczonych, ale i małżeństw, które trafiają do prowadzonych przez nich ośrodków.

Wielu podkreślało ogromną potrzebę towarzyszenia małżonkom, rozumianą bardziej jako profilaktykę, aniżeli interwencję spowodowaną kryzysem. Ile naszych par, które przeszło przez Programy, mogłoby to potwierdzić. Wypracowywanie nowych kompetencji, nowych zachowań czy nowych rytuałów pozwala troszczyć się o małżeństwo bez niepotrzebnych konfliktów. I choć wymaga to czasu i zdecydowanej pracy, korzyści są nie do przecenienia.

Przed nami kolejny tydzień Wielkiego Postu. Czasu, który już się  nie powtórzy i już zbliża się do półmetka. Mamy szansę wykorzystać go najlepiej, jak potrafimy, dla dobra swoich małżeństw i rodzin.

Z pamięcią serdeczną

Ks. Jarosław

przymus szampańskiej zabawy

December 31, 2014 5:04 am

W komercyjnych rozgłośniach radiowych Sylwester to przymus szampańskiej zabawy. Zawsze wówczas przypominam sobie Jacka Cygana, który najbardziej znamiennego Sylwestra w swoim życiu wspominał następująco: w gronie artystów na wyjeździe popili tak, że im się dni zlały w jedno i okazało się, że obchody witania Nowego Roku urządzili o dzień za wcześnie. Na Sylwestra została walka z kacem, a więc jakieś cierpienie, które skonfrontowało go z zupełnie fundamentalnymi pytaniami i zamieniło przełom roku w kilometry zmieniających życie przemyśleń i ważnych rozmów.

Gdyby pominąć przymus szampańskiej zabawy, zmiana roku z 2014 na 2015 jakoś naturalnie skłania do podsumowań tego, co było i obaw o to, co będzie. I tak myślę, że gdyby podsumowanie rozpocząć od “dziękuję”, wtedy na pewno wyjdzie na plus (i na Plus 🙂 ), i znajdzie się tak wiele powodów, ile odpalanych w tym czasie fajerwerków. A gdyby planowanie przyszłości rozpocząć od cytatu z dzisiejszych czytań – Słowo stało się ciałem i mieszkało między nami. Wszystkim, którzy Je przyjęli, dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi” (J 1,14.12) – wówczas perspektywa czekającego nas dobra nam się nie zawęzi ani nie skończy. Już teraz mogę liczyć na to, że Pan Bóg i w tym roku nie zniechęci się ani nie załamie w wysiłku pokazywania mi, jak bardzo jestem Jego dzieckiem, jak bezgranicznie kochanym, jak ważnym i drogim. Nawet jeśli będzie się znowu musiał przedzierać przez zasłonę rozmaitych projekcji na Jego temat, które przypisują Mu cechy, których nie posiada; przez mury zranień, wspomnień, obaw.

To plan na rok najbliższy i całe życie. I podobno ostatnie, tak jak i pierwsze, słowo należy do Niego – nie do naszego zniechęcenia, zaniepokojenia, smutku.

Drogim Czytelnikom – życzenia dobrego wejścia w Nowy Rok. Jakoś też z modlitwą za naszego “Znajomego Księdza z Polski”, którego szampańskie obchody przypadają na odciętą od świata pustelnię.

Mplus

 

wygrani

November 20, 2014 5:00 am

„Przestań płakać: Oto zwyciężył Lew z pokolenia Judy, Odrośl Dawida, by otworzyć  księgę i siedem jej pieczęci”. (Ap 5, 5)

Bardzo potrzebuję wracać często do tych słów: Jezus zwyciężył! I odtąd zwycięstwo zawsze  już będzie po stronie dobra.  Jezus żyje i chce wejść we wszystkie te obszary, które ja zamknęłam i zapieczętowałam ulegając zniechęceniu, złym przyzwyczajeniom, lękowi , zmęczeniu…. Chce  w nie wejść, by przemieniać, uzdrawiać, dodawać sił i nadziei.

„O gdybyś i ty poznało w ten dzień to, co służy pokojowi”  (Łk 19, 42)– zachowaniu mojego pokoju serca służy wiara w to, że Jezus żyje i nieustannie chce nas przenosić na stronę miłości, życia, światła i dobra. Wygram, jeśli dam się poprowadzić.

Basia

zielone pastwiska

November 12, 2014 5:00 am

„Pan jest moim pasterzem: niczego mi nie braknie,                                                         pozwala mi leżeć na zielonych pastwiskach.”

Bardzo lubię Psalm 23. Lubię tę wizję zielonych pastwisk, tej sielanki, dostatku, spokoju. Ale momentami mam wrażenie, że ten Psalm jest tak trochę o „pobożnych życzeniach”. No bo niby gdzie ta sielanka, ten spokój, dostatek. Gdzie te wczasy pod gruszą? Raczej pogoń, stres, zabieganie, choroby, niedostatek. Mój, sąsiadów, znajomych…

I gdy już sobie tak wyliczę tę całą moją (i nie tylko) biedę – wypunktuję i podkreślę, co bardziej drastyczne akapity, idę do Niego (bo cóż mi pozostało). A On, widząc tę całą moją niemoc, mój smutek – przytula i…

„Prowadzi mnie do wody, gdzie mogę odpocząć, orzeźwia moją duszę.”

I rzeczywiście, u Niego znajduję  odpoczynek, ukojenie i zachętę. Mogę się wypłakać, poskarżyć, ale też dostaję wsparcie, że warto ten trud podejmować, że będzie nagroda. Da siłę i łaskę, żeby przez wszystkie te trudności i kłopoty przejść, choćby nie wiem jak świat się ze mnie śmiał:

„Stół dla mnie zastawiasz na oczach mych wrogów.”

I pomimo wszelkich trudności i niepokojów,  albo raczej dlatego, że one są i zniechęcają, będzie mi towarzyszył i czekał na mnie w domu swym, w ojczyźnie niebieskiej:

Dobroć i łaska pójdą w ślad za mną przez wszystkie dni mego życia                             i zamieszkam w domu Pana po najdłuższe czasy.”

Bardzo lubię te pastwiska zielone. To moja ostoja. Moja nadzieja. To miejsce mojego spotkania z Bogiem.

Dorota

 

 

 

 

Ciepły listopad

November 7, 2014 5:00 am

W ostatnich dniach przystawaliśmy tu, a pretekstem była szeroko pojmowana tematyka meteorologiczno-modowa, a może raczej pogodowo-lajfstajlowa. Dziś kontynuuję wątek pogodowy, choć nie do końca jestem przekonany o słuszności tej decyzji. Utarła się bowiem opinia, że jak nie ma o czym mówić, to się mówi o pogodzie 😉

Wyjątkowo ciepły i pogodny początek listopada trochę nie pasuje do moich wyobrażeń i wspomnień związanych z uroczystością Wszystkich Świętych, jej oktawą i Dniem Zadusznym. Ale paradoksalnie właśnie taka aura pozwala mi na zupełnie inne, nieznane dotąd przeżywanie tego czasu. Kilkunastostopniowa temperatura, piękne niebo, słońce, wiatr, lżejsze ubranie – powodują, ze ten właśnie czas, początek listopada 2014, zapamiętuję zupełnie inaczej. Zawsze w takich sytuacjach przychodzi mi do głowy pytanie, dlaczego tak jest? Co Pan Bóg chce mi przez to powiedzieć, jaki ma w tym cel?

Mam wrażenie, że tym razem “te przepiękne okoliczności  przyrody” ukazują mi przedsionek nieba. Odwiedzam moich bliskich na cmentarzach, ale to radosne odwiedziny, pełne wiary i nadziei na przyszłą chwałę.

To właśnie dziś do mnie, do nas, znów mówi św. Paweł: “Nasza ojczyzna jest w niebie i stamtąd oczekujemy przyjścia Pana naszego, Jezusa Chrystusa. On to właśnie przemieni nasze ciało przemijające w ciało chwalebne, podobne do Jego ciała. Dokona zaś tego potęgą, jaką może poddać pod swoją władzę wszystko, co istnieje” (Flp 3, 20-21).

Andrzej O.