Wspomnienia

February 22, 2017 5:00 am

Ostatnio na blogu pojawiały się wrażenia po Programie 1. Tak miło się czyta, ile dobra wniósł on w życie małżonków. To zaledwie dwa dni, a tyle przemian, odkryć, zachwytów…
Czytając te świadectwa, myślami cofnęłam się do naszego JA+TY=MY. Przeżywaliśmy Program jako 10-dniowe rekolekcje w Wisełce w lipcu 2009 roku. Było spokojnie, ciepło i jeszcze nie zdawaliśmy sobie sprawy, jakim skarbem na przyszłość będzie dla nas.

Byliśmy wówczas młodziutkim małżeństwem, z niespełna rocznym stażem. Mieliśmy na świeżo w pamięci nasze poznanie, zaręczyny i ślub. Mieliśmy też wizje dotyczące naszej przyszłości oraz nas samych. To był czas, gdy wciąż poznawaliśmy nasze odmienności, różnice, cechy charakteru. Tematyka idealnie wpasowała się w potrzeby i otworzyła nam oczy na wiele kwestii. Między innymi zrozumiałam, że mój mąż, będąc wspaniałym słuchowcem, osobą, która słyszy moje myśli, odgaduje uczucia, rozumie mnie, nie musi patrzeć na mnie, gdy ja coś mu opowiadam. On, nie patrząc, skupia się na tym, co mówię, nawet jeszcze bardziej. Szanuje mnie, a nie lekceważy. Ja natomiast zawsze potrzebowałam i wymagałam kontaktu wzrokowego – miałam wtedy poczucie, że jestem wysłuchana. To było wielkie odkrycie, gdy się dowiedzieliśmy, że Łukasz jest prawie 100% słuchowcem, a ja 100% wzrokowcem.

Dziękujemy Bogu za tą wiedzę i za cały Program. Mamy głęboką świadomość, że to doświadczenie otworzyło nam drogę do pełnej akceptacji siebie nawzajem. Już nie staramy się siebie nawzajem zmieniać, ale z szacunkiem i łagodnością cieszymy się naszymi różnicami. 🙂

Ola

“Na szacunek trzeba sobie zasłużyć”

February 20, 2017 4:58 am

Gdy Pawełek zasypia, siadam do karcianego stolika naszej ekipy w małym domku w Czechach, gdzie toczy się rozgrywka “Five Crowns” (jeszcze nie znam zasad) i mówię do zebranych przyjaciół-trenerów Programów, w tym redakcyjnej Doroty, że jeszcze szybko w telefonie napiszę wpis na jutro. I że będziemy teraz zastanawiać się na blogu nad Tematem 2, czyli tym o “szacunku i akceptacji różnic”. Starzy wyjadacze JA+TY=MY, Renia i Andrzej, rzucają prowokacyjnie, trącając się łokciami: “Na szacunek trzeba sobie zasłużyć”. 😉

I myślę, jakie to trafne. Przecież tę właśnie zasadę podpowiada nieustannie nasz dialog wewnętrzny. “Mogłabym go szanować,  gdyby tylko…” “Okazywałbym jej szacunek, jeśli przestałaby robić to czy tamto…” I wpadamy w pułapkę, w której potem w małżeństwie biegamy jak chomiki w kołowrotku. Błędne koło. Brak szacunku będzie potęgował zachowania obronne, te, które będą miały udowodnić, że coś znaczę i mam autorytet.  Albo spowodują ucieczkę w egoizm, by jakoś zaspokoić własne potrzeby, których nikt nie szanuje.

Jest na to tylko jedno lekarstwo: przyjąć zasadę odwrotną, że na szacunek nie trzeba zasługiwać. Jest on rzeczą darmową. Drugiemu człowiekowi okazujemy go gratis, dlatego że jest osobą i wszystko inne będzie poniżej tego, na co zasługuje, poniżej jego godności. Szacunek może stać się poręcznym i niezawodnym sitkiem dla myśli, słów i gestów.

Zaproszony do domu sprawi, że będzie w nim bezpieczniej. Zamiast skupiać się na udowadnianiu, że mam autorytet, będę mógł /mogła skupić się na tym, by kochać.

Pamiętamy tylko, że aby go w domu przybyło, mam nie tyle go oczekiwać, co okazywać i zaskakiwać nim drugą stronę. 🙂

Małgorzata Rybak