z łagodną otwartością

May 13, 2016 5:00 am

Upłynęło już prawie 8 lat, odkąd uczestniczyliśmy z mężem w Programie 1. Wciąż żywa jest w nas wdzięczność za dar tej drogi, tak mocno dotykającej konkretów i rzeczywistości naszej małżeńskiej codzienności. Choć zmieniają się realia w naszym domu i w pracy, to punkty wyznaczone przez Program nadają stały kierunek, pilnują, by nie zboczyć z dobrego kursu, mobilizują do rozwoju i ciągłego starania o „lepsze dziś”.

Temat związany z łagodnością chyba najmocniej we mnie „pracuje”. Odkrywam, jak mocno łagodność związana jest z otwartością na drugiego, zwłaszcza z gotowością do przyjmowania go z jego brakami, niedoskonałościami. Jak bardzo wiąże się ona z pragnieniem, by spotkać drugiego właśnie w tym punkcie, w którym on i ja jesteśmy w danym momencie, a nie w mojej idealistycznej wizji. Bardzo bliskie jest mi to, o czym pisała Małgosia – by swoje tworzenie wizji męża, dzieci, dnia, spotkania itp. zastępować wcześniejszym wypracowywaniem w sobie reakcji na to, co może mnie dotknąć jako niespodziewane i trudne, co denerwuje i drażni. To dla mnie duża przestrzeń do pracy nad sobą.

Basia

12 V

May 12, 2016 5:12 am

… to oczywiście wspomnienie pierwszego z “zimnych ogrodników” – św. Pankracego, męczennika. To data kojarzona często z Marszałkiem Piłsudskim. W 1926 roku tego właśnie dnia rozpoczął się Przewrót  Majowy, a w 1935 wieczorem umarł Marszałek… Ale 12 V to także data święceń biskupich Stefana Wyszyńskiego, biskupa lubelskiego. W tym roku mija 70 lat od tego wydarzenia.

Ostatnio na blogu wiele można przeczytać o godności, o łagodności. Sługa Boży Stefan kardynał Wyszyński wśród ogromnego dorobku pozostawił także “ABC Społecznej Krucjaty Milości”. Zachęcam do lektury całości – to 10 krótkich punktów. Oto jeden z nich: “Rozmawiaj z każdym językiem miłości. Nie podnoś głosu. Nie przeklinaj. Nie rób przykrości. Nie wyciskaj łez. Uspokajaj i okazuj dobroć”.

W dalekim Mexico City w ten weekend małżeństwa bedą pracować nad poprawą wzajemnych relacji. Bądźmy z nimi i prowadzącymi  program w modlitewnej bliskości.

Andrzej O.

 

 

 

jaki to most?

May 4, 2016 5:00 am

Pewnego pięknego poranka podczas tegorocznej majówki, gdy byliśmy pod małą presją czasu, a pomimo tego jednodniowego urlopu trzeba było kilka istotnych spraw służbowych załatwić, bo z perspektywy kajaka na rzece, co prawda mało rwącej, trudno by było ogarnąć, cały sprzęt komputerowy i komórkowy odmówił sprawnej współpracy. Irytacja oczywiście wzrosła do poziomu uznanego za stan krytyczny i zaczęła się objawiać w podniesionym głosie i krytyce dzieci, które miały odrębny i całkowicie niespójny z moją wizją pomysł spędzenia tych kilku chwil przed odjazdem na miejsce zbiórki.

I przypomniała mi się wówczas jedna scena z filmu Spielberga „Most szpiegów”, gdy główny bohater Donovan – prawnik, który ma bronić radzieckiego szpiega Rudolfa Abla, dopytuje go, dlaczego on się w ogóle nie denerwuje, a ten ze spokojem odpowiada: „A czy to coś zmieni?”

W jego sytuacji rzeczywiście nic by to nie zmieniło.

Ale zdanie to zadźwięczało mi w uszach jak potężny dzwon. Co ta moja irytacja właściwie zmieni? Sytuacji, w której się znalazłam, nie poprawi, a może jedynie okazać się, że nie będzie tym właściwym mostem do spotkania z rodziną albo okaże się, że na moście postawione zostaną zasieki i trudno będzie się za chwilę spotkać z tymi, na których mi należy.

🙂

Na koniec dodam, że mieliśmy naprawdę udany dzień z przygodami na wodzie pod mostami.

Dorota

wzmacniać dobro

April 19, 2016 5:00 am

„Gdy on przybył i zobaczył działanie łaski Bożej, ucieszył się i zachęcał wszystkich, aby całym sercem wytrwali przy Panu; był bowiem człowiekiem dobrym i pełnym Ducha Świętego i wiary.” (Dz 11,23)

O jakże miło jest być docenionym. Jakież to dowartościowujące i mobilizujące, gdy dostrzeżone są nasze starania, choć nie zawsze jest się perfekcyjnym. Udawać przecież na dłuższą metę się nie da.

Ale też dostrzeganie starań innych – jakże ważne. Jak może podnosić, umacniać, zachęcać. Tak jak Barnaba. Nie wytykał błędów, nie narzucał pokut, nie kontrolował skrupulatnie, ale cieszył się i zachęcał. Doceniał starania i widział tę łaskę Bożą, którą Bóg obdarzył ludzi z Antiochii, dzięki której ich przemiana była możliwa. A oni jej nie zmarnowali. Nie zniechęcili się!

Zapewne dodało im to otuchy i sił!

Dobrze by było być jak Barnaba – zachęcać bliskich i ludzi wokoło i wzmacniać dobro.

Dorota

tak niewiele

April 6, 2016 5:00 am

„Wówczas arcykapłan i wszyscy jego zwolennicy, należący do stronnictwa saduceuszów, pełni zazdrości zatrzymali Apostołów i wtrącili ich do publicznego więzienia. Ale w nocy anioł Pański otworzył bramy więzienia i wyprowadziwszy ich powiedział: “Idźcie i głoście w świątyni ludowi wszystkie słowa tego życia!”.”(Dz 5,17-20)

Przyznam szczerze, że głoszenie słowa tego życia w dzisiejszych czasach i okolicznościach nie jest najłatwiejszą rzeczą. Ani dla kapłanów, ani tym bardziej dla nas, zwykłych ludzi.

Posłuchać dzisiaj można kogoś, kto ma niesamowity dar kaznodziejski. Przeczytać też można jakiś ciekawy artykuł, ale koniecznie musi być błyskotliwy i napisany poruszającym językiem. A najlepiej jeszcze gdyby jedno i drugie było prowokujące, żeby można było jakąś akademicką dyskusję przeprowadzić (dla samej dyskusji, oczywiście, bo przecież nie chodzi o to, żeby czyjeś poglądy zmieniać 🙂 ) No, może jeszcze jakaś mała krytyka. Tak żeby w głowie autorowi się nie przewróciło, że mu może za dobrze poszło.

I tak w natłoku spraw, informacji, tempa funkcjonowania trudno przebić się z informacją o Nowym Życiu 🙂

A tak niewiele przecież potrzeba.

Na chwilę zatrzymać się. Wyciszyć. Rozglądnąć. Zauważyć odradzające się wiosną życie. Dostrzec budzący się do życia świat. Chwilę spędzić z dzieckiem nad żonkilami, do których zleciało się kilka pszczół. Przytulić. Napić się wspólnej kawy. Uśmiechnąć się. Zrobić herbatę…

Tak niewiele możne przecież znaczyć tak wiele.

Małym słowem, gestem można przecież opowiedzieć o miłości.

Dorota

Krew i woda

March 25, 2016 5:00 am

Kiedy zaś zbliżyli się do Jezusa i zobaczyli, że już umarł, nie łamali Mu nóg, a tylko jeden z żołnierzy włócznią przebił Mu bok, z którego natychmiast wypłynęła krew i woda. Ten, który to pisze, wszystko sam widział i jego świadectwo jest prawdziwe. Wie, że mówi prawdę po to, żebyście i wy uwierzyli” (J 19, 33-35).

Mówi się potocznie, że bezpośrednią przyczyną śmierci Pana Jezusa było pęknięcie serca. Serce Jezusa pękło z miłości do ludzi. Współcześni kardiolodzy potwierdzają to, tłumaczą naukowo używając terminu “tamponada serca” – krew nie wypływa do tętnic, pozostaje w sercu, a potem wylewa się do worka osierdziowego…

Czy dokładna wiedza, jak było wtedy na Golgocie, zmienia cokolwiek w naszym zbawieniu? Nie, oczywiście że nie. Ale dokładny opis, podanie nieomal numeru statystycznego jednostki chorobowej pozwala mojej ograniczonej, ludzkiej wyobraźni pojąć to, co niepojęte w porządku rozumu; co można próbować pojmować jedynie w porządku serca. Wczoraj uczestniczyłem w obrzędzie Mandatum – umywania nóg. O jego wymowie pisała w Wielki Czwartek Małgosia. Nie potrafię słowami wyrazić swoich wrażeń, przeżyć i wzruszeń. Papież Franciszek w orędziu na Wielki Post też przywołuje ten obraz i podkreśla, że nie jest to jednorazowy gest Jezusa, ale zobowiązanie: ciągłe i zawsze aktualne.

Z przebitego boku Pana Jezusa wypłynęła krew i woda. Przypominają to dwa promienie na obrazie Jezusa Miłosiernego. Doświadczam stale i ciągle daru Bożego miosierdzia. Często nie zdaję sobie nawet z tego sprawy, nie uświadamiam sobie tego. Nowenna do Bożego Miłosierdzia, która dziś się zaczyna, i Rok Miłosierdzia – to przypomnienie i przynaglenie dla mnie, bym o miłosierdziu nie tylko mówił i pisał, ale bym je wokół siebie czynił. Zawsze i stale.

Andrzej O.

 

Po feriach…

February 19, 2016 5:35 am

By zachować pewną ciągłość stylistyczną – można byłoby napisać “poferyjnie” (bo “powalentynkowo” niedawno było). Rzecz jasna, chodzi o tych, którzy z ich dobrodziejstwa korzystali (ferii – nie walentynek), ale i o tych, którzy zostali w domach. Parafrazując klasyka: ktoś nie ma ferii, aby miał je ktoś; to są zwyczajne dzieje. Oczywiście byłoby fajnie być w tym czasie z Rodziną, zażywać uroków “białego szaleństwa” lub raczej nart wodnych i kąpieli w “błocie pośniegowym” – ale jeśli to nie było możliwe z jakichkolwiek przyczyn, to nie trzeba hamletyzować 😉 . Kwestią są motywy takiej sytuacji, a raczej jej przyjęcie i wytłumaczenie; tych może być bardzo wiele. Nie ma sensu ich wymyślać i spekulować.

Ferie spędzone osobno można postrzegać w kategorii daru z siebie. Wzajemnie dla Męża i Żony, rodziców dla dzieci, ale i dzieci dla rodziców. To, co po ludzku smutne, trudne, niesprawiedliwe, niezasłużone, niezrozumiałe – jest dobrem dla ukochanych Osób. Poza tym – jaka wielka będzie radość, gdy rodzina będzie mogła zastosować zasadę pochodzącą z greckiego teatru – celowo nie piszę tragedii 😉 . Zasadę “trzech jedności”: czasu, miejsca i akcji. Ale będzie wesoło!!! Osobne ferie to okazja, by siebie wzajemnie docenić po powrocie, na nowo pogłębiać relacje.

Tego także życzę uczestnikom wrocławskiego programu JA+TY=MY, a PT Czytelników tradycyjnie już proszę o modlitwę w intencji wszystkich zaangażowanych w to dzieło.

Andrzej O.

Wielki Post 2016…

February 12, 2016 5:00 am

… już się zaczął. I choć w niektórych parafiach trwa jeszcze “kolęda” (m.in. w Łomiankach), w niektórych regionach – zimowe ferie (gdzieniegdzie jeszcze się nawet nie zaczęły), to Wielkanoc – coraz bliżej.

Wielkanoc w Roku Miłosierdzia i w roku 1050. rocznicy chrztu Polski. Czy ona będzie jakaś inna, szczególna, odmienna? Wypada pod koniec marca, więc może trudno będzie wyobrazić sobie święta bez śniegu 😉 . Przed świętami te same nabożeństwa, ceremonie, liturgie, modlitwy, śpiewy. Na pewno te same…? Przecież co roku przeżywam Wielki Post na innym etapie mojego życia: mam nowe doświadczenia, przemyślenia, refleksje, problemy, sytuacje, konteksty… W tym roku częściej pobrzmiewają mi w uszach słowa: “błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią” (Mt 5, 7). Przypominam sobie wydarzenie sprzed ponad 50 lat – list polskich biskupów do biskupów niemieckich ze słynnym cytatem: “przebaczamy i prosimy o przebaczenie”. Wydarzenie, które spowodowało wielkie zamieszanie – krzyczano “nie przebaczamy!”, a Prymasowi i biskupom zarzucano zdradę. Nie pamiętam tamtych lat. Pewnie większość PT Czytelników też wie o tym z historii. Wiem jednak, doświadczam tego, że bez prawdziwego wybaczenia, darowania uraz i zranień, porzucenia chęci odwetu – nie ma mowy o prawdziwym, radosnym i głębokim świętowaniu czegokolwiek.

Błogosławieni miłosierni… Rok Miłosierdzia trwa już od adwentu, ale właśnie teraz, przed Wielkanocą i świętem Bożego Miłosierdzia, nabiera rozpędu  – dynamiki, która każdego może pociągnąć ku głębi i wspaniałości miłosierdzia. O miłosierdziu trudno jest mówić, trudno je zrozumieć i wytłumaczyć – niejednokrotnie dopiero doświadczenie go pozwala na bycie miłosiernym…

Andrzej O.

Sto razy

February 4, 2016 5:00 am
Niedzielne popołudnie, jak zwykle od dwóch lat, przeznaczone jest na jazdę konną. Wchodzimy do stajni. Córka dowiaduje się, który koń został jej na dzień dzisiejszy  przydzielony i idzie go osiodłać.
Koń jest wysoki …ona niska…
Koń pewny siebie … ona nie…
Nie radzi sobie.
Po stajni chodzi dziewczyna, niewiele starsza od córki. Widzę, jak przechodząc obok nas odwraca głowę w drugą stronę. Poproszona o pomoc początkowo wręcz ignoruje prośbę. Poproszona ponownie – odburkuje coś pod nosem – nawet nie wiemy co. Dopiero moja prośba okazuje się skuteczna. Przychodzi i pomaga, robiąc to nerwowo i niechętnie, a na odchodnym słyszymy: “sto razy już Ci to pokazywałam. Nauczyłabyś się wreszcie.”
Przykazań jest tylko dziesięć.
Żyjąc na tym świecie od czterdziestu lat, od trzydziestu świadomie uczę się żyć zgodnie z nimi.
Wciąż mi nie wychodzi.
Wciąż Bóg, jak ta dziewczyna w stajni, ma ze mną pełne ręce roboty. I też mógłby mi odburknąć sto razy Ci to mówiłem… nauczyłabyś się wreszcie….
Ale Pan Bóg cierpliwie, za każdym razem podchodzi do mnie i wciąż na nowo uczy ciągle tych samych rzeczy.  Stawiając na mojej drodze swoich wysłanników wciąż mnie upomina, pokazuje przykłady swojej mocy, dobroci, miłości i miłosierdzia. Zajmuje się mną bez cienia zniecierpliwienia, nie odwraca głowy…
Nawet kiedy ja nie mam śmiałości prosić, On wychodzi mi naprzeciw.

Dziękujcie Bogu, niebiosa,
bo Jego łaska na wieki
(Ps. 136; 26)

Monika

 

Ziarno gorczycy

January 29, 2016 5:10 am

Czytając dziś na nowo przypowieść o ziarnie gorczycy uświadamiam sobie, jak często ograniczam Pana Boga moimi prośbami, modlitwami, wytworami mojego ludzkiego umysłu i wyobraźni…

Ten prosty, bardzo czytelny i sugestywny obraz “rzutuję” na moją Rodzinę – wnioski są podobne. Jak łatwo jest udzielać dobrych rad, tworzyć scenariusze rozwiązania problemów czy wyjścia z trudnej sytuacji…

Czy śpię, czy czuwam, królestwo Boże wzrasta, a ja nawet nie wiem jak (por. Mk 4, 26-27). Ale każdy mój dobry czyn, każda życzliwość, każdy uśmiech powoduje wzrost królestwa na ziemi. Związek przyczynowo-skutkowy jest jasny…

Andrzej O.