szkoła modlitwy

January 14, 2014 5:00 am

Anna, przyszła matka proroka Samuela, uczy nas dzisiaj modlitwy.

Bo chociaż jej życie wypełnione było troskami, dotknięte bezpłodnością, rywalizacją (konkurencją) z drugą żoną, która nią pogardzała, nie zaniedbała modlitwy. Modlitwy życia, modlitwy mocno powiązanej z życiem.

Anna zaś mówiła tylko w głębi swego serca (…)
“Wylałam tylko duszę moją przed Panem.” (…)
I poszła sobie ta kobieta: jadła i nie miała już twarzy tak [smutnej] jak przedtem.
(…) a Pan wspomniał na nią. (1 Sm 1,9-19)

Jakże bliska jest mi taka modlitwa. Często, oprócz swojej rozpaczy, bezradności, zmęczenia nie mam nic więcej do powiedzenia Panu.

Dzięki Annie wiem, że dla Niego i taka modlitwa jest miła i ważna.

Cokolwiek by się działo, oddanie spraw z ufnością w dobre ręce Boga ma ogromne znaczenie. Już samo zawierzenie, samo otwarcie się przed Panem daje ukojenie i pokój.

Dorota

Dotyk miłości

January 11, 2014 12:32 pm

“Panie, jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić”. Jezus wyciągnął rękę i dotknął go, mówiąc: “Chcę, bądź oczyszczony”. I natychmiast trąd z niego ustąpił.” (Łk 5, 13)

Wczoraj razem z innymi zgromadzonymi w synagodze w Nazarecie przysłuchiwałem “się pełnym wdzięku słowom, które płynęły z ust Jego” (Łk 4, 22). Dzisiaj przyglądam się, jak Jezus objawia miłość przez dotyk. Nie był to zwykły dotyk. To był dotyk miłości wobec człowieka chorego na trąd, a więc nieczystego, którego się nie dotyka. A On wyciągnął rękę i dotknął go. “I natychmiast trąd z niego ustąpił”.

I ja dzisiaj przychodzę Go prosić, by mnie dotknął swoją miłością. Wiem, że Jemu nie przeszkadza mój brak doskonałości niemalże w każdej dziedzinie życia. Ani moje braki w łagodności czy szacunku wobec innych, ani to, że mój dar z siebie ciągle pozostawia wiele do życzenia i jest daleko od  tego, co sam otrzymuję od innych. Przychodzę Go prosić o ten uzdrawiający dotyk. A On nie tylko mnie dotyka, ale i przytula, i mocno trzyma w swoich ramionach.

Dotknij mnie, Panie, proszę o to całym sercem, swoim dotykiem pełnym miłości. I uzdrów mnie z mojego trądu, uczyń mnie czystym. Będzie to dar nie tylko dla mnie, ale i dla moich sióstr i braci, z którymi pragnę się nim podzielić. I niech stanie się to “na świadectwo dla nich” (Łk 5, 14).

Dziś w Meksyku, po raz pierwszy w Ameryce, Program 2: MY+RODZINA. Dla tych, którzy w zeszłym roku zrobili już Program 1. Jak miło się ponownie zobaczyć. Jaka to radość, że małżonkom zależy, że chcą się zmieniać dla siebie nawzajem. Proszę Was o wsparcie, żeby to był dla nich taki czas szczególnego doświadczenia Bożej miłości, która pragnie każdego dotknąć i uzdrowić.

z serdeczną pamięcią

Padre J.

Przychodzę do Ciebie pusty

January 9, 2014 5:00 am

“odszedł na górę, aby się modlić.” (Mk 6, 46)

Czy mam swoją “górę”? Gdzie jest moja “góra”? W mojej sypialni, gabinecie, ulubionym fotelu czy na kanapie, może przy biurku? Czy mam zwyczaj udawać się tam systematycznie? Pan Jezus “kiedy … nasycił pięć tysięcy mężczyzn, zaraz … odszedł na górę, aby się modlić.” (MK 6, 45-46). Modlitwa była dla Niego tak naturalna. Normalna część rzeczywistości. Naturalna reakcja na wydarzenia. Podstawa wszelkiego rodzaju aktywności. 

My ciężko pracujemy, jesteśmy potem zmęczeni, potrzebujemy więc odpoczynku, a dopiero potem, jeśli mamy jeszcze siły, prawdopodobnie – pomodlimy się.

Czy zdarzyło Ci się modlić dlatego, że byłeś/byłaś zmęczona? Czy pomodliłeś/pomodliłaś się kiedyś w taki sposób:

“Pozwól mi pobyć ze sobą, Panie Jezu. Jestem taki zmęczony / taka zmęczona, bo ‘wiatr był mi przeciwny’ (por. Mk 6, 48). Przychodzę do Ciebie pusty, bez ‘dobrej’ czy ‘ładnej’ modlitwy. Po prostu chcę pobyć z Tobą.” A wtedy może i nas spotka to, co spotkało dziś Apostołów: “I wszedł do nich do łodzi, a wiatr się uciszył” (Mk 6, 51).

Czasem jest o wiele ważniejsze po prostu z Nim być, bez żadnej wielkiej duchowej aktywności czy też słów. Po prostu być. Miłująca obecność w ciszy jest także modlitwą.

Z pamięcią o Was wszystkich, Kochani

od Niej, z Cerrito del Tepeyac

Padre J. 

“Ofiarowali Mu dary…”

January 6, 2014 10:30 am

Dali to, co mieli najlepszego. Tradycja mówi, że złoto było dla uczczenia w Nim Króla, kadzidło dla Boga, a mirra – jako zwiastun męki Pana Jezusa. Ale też można spotkać i taką interpretację, że złoto reprezentuje naszą miłość, kadzidło naszą modlitwę, a mirra nasze cierpienie.

A ja sobie myślę o moich darach. Jak często to są resztki. Resztki mojego czasu, resztki mojego dnia. Zasypianie nad Liturgią Godzin, zasypianie w czasie rozmyślania. I to nie ze złej woli, tylko … z utrudzenia w Jego służbie.

Dzisiejsze święto na nowo mi uświadamia, jak bardzo ważne jest spotkanie z Nim na początku każdego dnia, zanim zacznie się praca nad budowaniem Królestwa Bożego. Służba jest miarą miłości, a miłość to zawsze najpierw spotkanie osób.

Najpierw odwiedziny, potem dary. Dary były konsekwencją spotkania. Owocność mojego dnia – jak bardzo zależy od tego spotkania.

IMG_1359

Święto Trzech Króli ma swoją bogatą tradycję w Meksyku. Przywędrowało razem z Hiszpanami i na trwałe zagościło. W przeddzień każdego dziecko pisze swój list do Trzech Króli z listą życzeń i wysyła kartkę balonem do nieba.  Rano, kiedy się obudzą pędzą zobaczyć, co dostali.

Rodzice muszą starać się więc dwukrotnie – w Boże Narodzenie i w Trzech Króli. Co prawda my też, w św. Mikołaja i w Wigilię. Wychodzi więc na to samo. 🙂

Z pamięcią serdeczną

Padre J.

P.S. Bardzo dziękuję za niespodziankę. Poczta z Przystani była niezwykła. Szynka… znakomita. Choć meksykańskie jedzenie jest jednym z najlepszych na świecie, to przecież trochę brakuje naszych pierogów, gołąbków, zrazów (zwanych roladami), kapusty (także tej modrej), itp. Kulinarny element poczty był więc bardzo trafiony. Dziękuję.

Urodziny to niezwykły moment, bo przecież rozpoczyna się największa podróż życia, która już nie będzie miała końca. Dziękuję za życzenia, za pamięć, za tyle serdeczności, za dobre słowa i ukryte w nich porządne wymagania 🙂  Dobrze, że jesteście.

Z ogromną wdzięcznością

ks. Jarosław 

 

Cudowny medalik

November 27, 2013 2:02 pm

Dzisiaj wspominamy rocznicę pierwszego objawienia Cudownego Medalika, 27 listopada 1830 roku. Matka Boża obiecała św. Katarzynie Laboure: “wszyscy, którzy go będą nosili, dostąpią wielkich łask, szczególnie jeśli go będą nosili na szyi. Tych, którzy we mnie ufają, wieloma łaskami obdarzę.”

Jak bardzo w to wierzył św. Maksymilian, który był wielkim propagatorem Medalika i rozdawał go komu i kiedy tylko mógł. Radził także, by jeśli ktoś już od dawna nie chodzi do spowiedzi, do kościoła, nie modli się, to … dyskretnie wszyć do ubrania i modlić się, a Matka Boża pokaże, co potrafi.

Tyle nosimy różnych osób w naszych sercach. Tyle z różnych stron doświadczamy trudności. Tyle łask potrzeba, żeby przeżyć uczciwie choćby jeden dzień. Na palcach Matki Bożej jest 30 pierścieni. Różnej wielkości. Po trzy na każdym palcu. Wszystkie niezwykłej piękności, choć nie wszystkie jednakowo jaśnieją. To kwestia naszej ufności, z jaką o nie prosimy.

Wiem, że czasem trudno na naszych szyjach pomieścić całą naszą pobożność. Od wielu lat noszę szkaplerz i “solidny” krzyż z wtopionym medalikiem św. Benedykta, ale dziś dopinam medalik, który jest zawsze ze mną. De Maria, nunquam satis – O Maryi nigdy dość, mówił św. Bernard. Jak więc dziś nie wykorzystać okazji, żeby sobie nie tylko przypomnieć historię Cudownego Medalika, ale może i warto wrócić do starych praktyk?

trzymając Was blisko w sercu

Padre J.

Ostatni dzień kongresu

November 20, 2013 8:20 am

To przede wszystkim panel Przewodniczących konferencji biskupów USA, Kanady, Ameryki Łacińskiej i Brazylii. Przewidziany był także głos Filipin i Karaibów, ale ze względu na tragedię ks. biskup nie przyleciał. I było to oczywiste.

Potrzeba trochę czasu, żeby te wszystkie treści uporządkować, ale już teraz widzę, jak ważne było to spotkanie. I mimo tego, że dotyczyło Ameryki, wiele rzeczy można było odnieść do naszej sytuacji.

Co podkreślali wszyscy prelegenci? Nowa Ewangelizacja to nie tylko nasza sprawa. To nade wszystko wielka troska Pana Boga, który pragnie, by wszystkie dzieci wróciły do Niego. Jakie z tego wynikają wnioski?

Nie ma ewangelizacji, która nie wynika z indywidualnego spotkania z Nim. Zawsze więc na pierwszym miejscu – modlitwa i osobista realcja z Panem Jezusem. Misjonarzem jest Kościół i my wszyscy. To nie stanowisko czy tytuł, to tożsamość każdego z nas. Gdy spotykamy żywego Pana Jezusa, chcemy przekazać to doświadczenie wszystkim. Chcemy się dzielić.

Duch Święty jest tym, który został nam obiecany, że nas w każdej sytuacji poprowadzi. To z kolei zmusza do ciągłej otwartości i wewnętrznej wolności. Zmusza także do nieustannej refleksji i reagowania na bieżące przekstałcenia. Struktura społeczeństw w wielu państwach się zmienia. Kiedyś były przede wszystkim wiejskie, dziś stają się głównie miejskie. To, co było kiedyś dobre, dziś już nie wystarcza. Np. w Toronto 50 % mieszkańców nie urodziła się w Kanadzie. To wystarczy, żeby zobaczyć, w jakiej szczęśliwej sytuacji my jesteśmy. Choć strktura naszego społeczeństwa też się zmienia na bardziej miejskie.

Parafia – wspólnota wspólnot. Ciągle to powtarzamy. I ciągle do tego trzeba wracać. Każdy z nas potrzebuje mniejszej wspólnoty, która daje poczucie bliskości i zrozumienia. Ale naszą misją nie jest służba naszej wspólnocie, ani nawet naszej parafii. Naszą misją jest… świat. Zdobyć świat dla Jezusa. Mówiło się o potrzebie zmiany naszej mentalności na misyjną. Wszyscy jesteśmy w misji. Zmienić nasze parafie w terytoria misyjne. Na przykład: każdego roku przyprowadzić 2 nowe małżeństwa na nasze spotkania. “Strach” pomyśleć co się stanie po 5 latach.

Każdego dnia zaczynaliśmy modlitwą w miejscu obrad, a kończyliśmy w Sanktuarium. Cieszyło mnie bardzo, że nie żałowano czasu na modlitwę. Nie było to więc teoretyczne mówienie o potrzebie modlitwy, ale raczej praktyczne realizowanie tego, o czym była mowa.

Z pamięcią o Was wszystkich

Padre J.

Meksykańska pobożność

November 12, 2013 8:29 am

Trafiłem na kilka dni na meksykańską wieś. I w ramach zwiedzania okolic na kilka chwil zatrzymałem się w Malinalco – Puebla Magica. Miejsce, gdzie się warto wybrać. Pewnie jeszcze kiedyś do wrażeń wrócę, ale dziś chciałbym się podzielić obrazami z nawiedzenia kościoła Divino Salvador i konwentu de la Transfiguracion założonego tu w 1540 roku przez ojców augustianów. Warto się tu wybrać nie tylko ze względu na pamiątki archeologiczne Azteków, ale też i po to, żeby zobaczyć wykonane przez Indian czarno-białe freski, które ozdabiają wszystkie ściany wirydarza.

Zdecydowanie jednak zatrzymałem się bliżej przy przejawach pobożności. Dobrze jest bowiem powierzyć Matce Bożej troskę o swoje dziecko, czy kogoś bliskiego, warto zwrócić się z prośbą do bardzo czczonego w Meksyku libańskiego maronity – San Charbel Makjluf’a, ale też dobrze jest upewnić się, że będą pamiętać.

Muszę powiedzieć, że mnie osobiście bardzo to ujęło. Wiadomo, że mają trochę tych intencji “na głowie”, więc nie zaszkodzi mały przypominacz. Ciekaw tylko jestem, kto od czasu do czasu robi remanent ze zdjęciami i wstążkami?…. Trzeba przecież przygotować miejsce na nowe intencje.

Z pamięcią w sercu o Was wszystkich

Padre J. 

I trochę zdjęć:

IMG_1033

IMG_1034

IMG_1035

 

IMG_1036

IMG_1037

IMG_1039

IMG_1040

 

IMG_1041

Ścieżka umarłych

November 2, 2013 5:00 am

Pamiętam, jak jeszcze w seminarium duchownym zachwycił nas Tolkien swoją Trylogią. Jak nam się wtedy (do dziś zresztą) wszystko podobało i ile w tym widzieliśmy inspiracji dla siebie i dla swojego życia. Każdy miał swojego bohatera, który go inspirował.
Pamiętam też, że bardzo nas zainspirowała ścieżka umarłych, na którą musiał wkroczyć Aragorn, żeby zdobyć sojuszników. Jak pamiętamy, umarli Ludzie z Gór pokonali korsarzy z Umbaru, sojuszników Saurona, i dopełniwszy przysięgi zostali zwolnieni i mogli zaznać pokoju po śmierci.

Zaczęliśmy wtedy nasze własne “ścieżki umarłych”: jeśli czyjeś życie w łonie mamy było zagrożone, modliliśmy się do dusz czyśćcowych, które znalazły się tam z powodu grzechów w tej dziedzinie, jeśli czyjeś małżeństwo było zagrożone, modliliśmy się do dusz, które znalazły się w czyśćcu z tego właśnie powodu. Wiedzieliśmy to przecież jakoś bardzo wyraźnie, że bardzo możemy liczyć na ich pomoc. Ale też i odwrotnie, wiedzieliśmy, że one sobie pomóc nie mogą i tylko nasza modlitwa skraca ich mękę. To dlatego Kościół w każdej Mszy św. się za nie modli i w Liturgii Godzin mamy każdego dnia modlitwy w ich intencji.

Przypomina się dziś trójka świętych. O. Pio, który całe swoje życie ofiarował za wyzwolenie dusz z czyśćca i prosił, byśmy oczyścili przez nasze modlitwy czyściec. Przypomina się Nowenna do Miłosierdzia Bożego św. Faustyny, dzień ósmy: „Dziś sprowadź mi dusze, które są w więzieniu czyśćcowym i zanurz je w przepaści miłosierdzia mojego, niechaj strumienie Krwi Mojej ochłodzą ich upalenie. Wszystkie te dusze są bardzo przeze mnie umiłowane, odpłacają się Mojej sprawiedliwości, w twojej mocy jest im przynieść ulgę. Bierz ze skarbca Mojego Kościoła wszystkie odpusty i ofiaruj za nie… O, gdybyś znała ich mękę, ustawicznie byś ofiarowała za nie jałmużnę ducha i spłacała ich długi Mojej sprawiedliwości”.

I robię sobie rachunek sumienia, że za mało serca w to wkładałem. Dziś niech będzie zaledwie początkiem większej troski o naszych Przyjaciół, którzy cierpią.

Wasz Padre J