Ostatni dzień w Sydney

May 19, 2013 11:42 pm

I ostatnia okazja, żeby coś zobaczyć. Rano przyjeżdża po mnie Adrian i zabiera mnie do siebie do domu. Po drodze odwiedzamy na krótko Uniwersytet w Sydney. Po przyjeździe Msza św w gronie przedstawicieli rodziny, potem śniadanie i wyjazd. Przedstawicieli, bo Marian i Adrian są rodzicami 11 dzieci.

Przewodnicy

Najmłodsze ma 23 lata. Na Mszę św. mogło dotrzeć tylko czworo z dzieci. Marian, która jest jedynaczką, pokazała, że można być otwartą na życie. Dla jej mamy było to oczywiście trudne początkowo do zaakceptowania, ale dzisiaj ta 93 letnia babcia i prababcia z dumą mi pokazywała zdjęcia swoich wnuków i prawnuków, zdobiące całą półkę w jej domu.

Pierwsze kroki kierujemy oczywiście do koala i kangurów, no bo jak być w Australii i nie zobaczyć tych stworzeń. Można nawet podejść i dotknąć. Do koala podchodzę śmiało, ale do kangurów już trochę z obawą. Nie wiadomo, czy traktować je jak owieczki, czy jak coś groźniejszego. Okazuje się jednak, że są łagodne. I dają się pogłaskać.

400619_610985595580772_935015220_n

 

603457_610985818914083_1528809651_n

 

249113_610985428914122_1018527449_n

Mam więc dowód na to, że byłem w Australii (lub w ZOO, jak niektórzy dokładni zaraz zauważą), więc żeby nie było wątpliwości jedziemy obejrzeć słynną Operę w Sydnej. Po drodze zatrzymujemy się przy kilku plażach, których tu są setki. Takie do serfowania i takie do spokojnego kąpania się.

IMG_1670

Jestem pod wrażeniem, jak dużo tu jest rodziców z dziećmi. Warunki na spacery idealne, więc nie dziwi, że tylu ludzi jest na świeżym powietrzu, ale wyjątkowo cieszy, że tak dużo wraz z pociechami.

Następny krok to już port w Sydney, który oglądam z góry najpierw, by stopniowo patrzeć na niego z coraz bliższej odległości. To lokalna atrakcja turystyczna, jeden z najbardziej chyba znanych budynków na świecie, więc ludzi mnóstwo. I restauracji, kramów, artystów ulicznych i muzyki. Jak na Starówce. Po czterech dniach non-stop na Kongresie lub w hotelu miło było coś zobaczyć.

Opera w Sydney

942109_610986818913983_1920780920_nOpera od kuchni:

opera2Cała jest pokryta takimi płytkami. Potrzeba ich było 1.000.000:

181460_610987078913957_86350066_nopera3

Jutro rano Msza św, a potem na lotnisko, bo trzeba być 3 h wcześniej. Najpierw 15 godzin lotu do Los Angeles, tam 4 h na przesiadkę i lot do Chicago, kolejne 5 h. Wylecę o godz 13.50 a po 24 godzinach w podróży, wliczając w lot przesiadkę, wyląduję o godz. 20.10 w Chicago. Ciągle tego samego dnia. Teraz jestem 8 godzin przed Wami, tam będę 7 godzin za Wami. Jak te zmiany opanuje mój organizm? Następnego dnia wylot do Warszawy.

6 tygodni w podróży. Tylu poznanych ludzi, tyle doświadczonego dobra, tyle pięknych przeżyć, dobrze więc, że ten lot będzie taki długi, bo trzeba czasu, żeby spokojnie za to wszystko podziękować.

Z pamięcią o Was,

do zobaczenia już wkrótce

Fr. Jay

opera by nightOstatnie zdjęcie przed jutrzejszym wylotem:

970200_610987842247214_234377683_n

World Congress of Families – dzień drugi

May 17, 2013 11:33 am

Każdego dnia mamy sesję plenarną rano i wieczorem i 4 sesje seminaryjne w ciągu dnia, po 5 bloków tematycznych w każdej sesji i od 3 do 4 prelegentów. Ludzie z każdego niemal zakątka świata. Niesamowite miejsce do wymiany doświadczeń. Każdego ranka długo się zastanawiam, na jaki temat się zdecydować, bo prawie każdy wydaje się bardzo ważny i warto by posłuchać.

Czy wiecie, na przykład, że na Facebooku jest  1 bilion aktywnych użytkowników? Nie zarejestrowanych, ale aktywnych! Że 43 % zaczyna dzień od sprawdzenia swojego konta? Że najbardziej aktywna grupa to kobiety, zwłaszcza w przedziale od 12-24 lat? Że w tym gronie najwięcej jest 15-letnich dziewcząt?

Warto wiedzieć.

Każdy z nas ma coś dobrego do powiedzenia całemu światu. Nie jest ważne, czy tym światem jest dziecko, któremu się powie, że jest naszym największym skarbem, czy nasza lepsza połowa, której dzisiaj zrobię jakąś miłą niespodziankę, bo… chcę, czy nasi sąsiedzi, lub koledzy z firmy, czy też… nasi znajomi z Facebooka.

z Sydney

Fr. Jay

 

Happy Families – Healthy Economy

May 16, 2013 5:06 pm

Komitet lokalny wybrał na nasz Kongres miejsce dość symboliczne: Australian Technology Park, dawną fabrykę lokomotyw. Miejsce, gdzie kiedyś dominowała technologia, dziś stawia rodzinę jako właściwy punkt odniesienia. 

Jeden z dzisiejszych prelegentów powiedział, że jeśli chcesz dojść do wyników szybko, idź sam, ale jeśli chcesz dojść daleko, idź razem (If you would like to go fast, go alone, if you would like go far, go together).

Bardzo mi się to spodobało. Rodzina jest takim miejscem, gdzie można zajść najdalej. Dzisiejsza cywilizacja chce nas zindywidualizować, prawa jednostki są najważniejsze. Może i uda się osiągnąć wszystko bardzo szybko, tylko że pozostaje się singlem. Kiedy się idzie razem, może i wolniej się osiąga wszystkie cele, bo idzie się tempem najsłabszego, ale zachodzi się daleko i można się cieszyć razem. To widać nawet w takiej sytuacji, w jakiej ja jestem. Widzieć tyle pięknych rzeczy, być w takich pięknych miejscach, a jakie to smutne, że nie ma bliskich, przyjaciół, z którymi można dzielić radość. Dlatego takie ważne jest dla mnie, że mogę dzielić się  z Wami się tym, co przeżywam. Mam świadomość, że przez to moje zdominowanie bloga przez 6 tygodni trochę odeszliśmy od tego, czym nasz blog starał się być: inspirować do codziennych radości z tego, że jesteście małżeństwem, rodziną. Wracam więc na nasze ścieżki relacją z WCF. 

Jedno z pytań, które ludzie zadają, to: co możemy zrobić w tych jakże trudnych czasach? Rodzina jest prześladowana coraz bardziej, coraz więcej państw zmienia definicję rodziny; gdzie się ukryć? Odpowiedź jest u pierwszych chrześcijan.  Wtedy było dokładnie tak samo jak teraz: aborcja, łatwe rozwody, rozwiązłość, homoseksualizm, pogaństwo i fałszywe bożki. A co zrobili chrześcijanie prześladowani przez wiele wieków? Troszczyli się o swoje rodziny: byli wierni sobie, otwarci na życie, modlili się. Rzym upadł. Chrześcijaństwo przetrwało. 

Bogaty dzień. 

Do usłyszenia jutro

Fr. Jay

port

zamiast transmisji

May 16, 2013 11:09 am

Bardzo chcieliśmy napisać tutaj wczoraj, że możemy wszyscy brać udział w World Congress of Families w Sydney 2013 poprzez transmisję on-line, ale niestety w tym roku tej możliwości – w odróżnieniu od Madrytu – nie ma. Dzisiaj rano naszego czasu Fr Jay miał mówić na sesji poświęconej tematowi rodziny w kontekście pracy o “Work-Life Balance: Preserving Dignity, Protecting Family”. Pozostaje mieć nadzieję na materiały pokonferencyjne.

Póki jednak nastąpi jakakolwiek łączność z Sydney i znak życia od Prelegenta, zamieszczamy kilka tzw. “highlights” z tego wystąpienia, czyli myśli, które mogą nam pomóc w naszym myśleniu o pracy.  Oraz pamiątkową fotografię z przygotowań do Kongresu.

“Potrzeba twórczego i celowego działania została wpisana w ludzkie serce przez Boga, pierwszego Twórcę i Artystę, który cieszył się za każdym razem, gdy widział efekty pracy swoich rąk.”

“Gdy nauczysz się współpracować z innymi, dzielić się odpowiedzialnością i rozwiązywać konflikty – umiejętności te będą stanowić twój osobisty potencjał także poza pracą.”

“Czasem trzeba sobie zadać proste pytanie – i udzielić na nie szczerej odpowiedzi: ‘Czy naprawdę potrzebujemy tej czy tamtej rzeczy?’ – zamiast mówić: Nie mam wyjścia, muszę wypruwać sobie flaki, żeby na to wszystko zarobić’.”

“Jeśli nie wpiszesz w kalendarz czasu dla relacji z żoną/mężem, śmierć waszego związku jest tylko kwestią czasu”.

“W pracy znajdziesz zastępcę, ale nikt ciebie nie zastąpi  w trosce o potrzeby swojej własnej rodziny. Gdy zadbasz o szczęście najbliższych i ty będziesz najszczęśliwszym człowiekiem na świecie.”

work-life balance in practice

Our Team

April 28, 2013 10:39 am

Minął dzień. Dla nas wszystkich bardzo długi. Dla uczestników był to także dzień podróży. Tylko niewielu przybyło poprzedniego dnia, większość musiała wcześnie wstać, żeby być na czas.

Dla naszego zespołu to nie tylko czas prowadzenia Programu, ale także okazja do spędzenia każdej wolnej chwili razem, żeby omówić wszystkie kolejne punkty, wymienić się doświadczeniami, wrażeniami i podzielić zadania.

Wieczór zakończyliśmy spokojną, długą adoracją w Kaplicy Chrystusa Króla, którą mieliśmy całkowicie do naszej dyspozycji. Można było także skorzystać z Sakramentu Pokuty i Pojednania.

Jak bardzo odczuwalne jest wsparcie modlitewne, płynące z tylu różnych miejsc na świecie. Wszyscy wiemy, jak ten czas może być trudny i owocny zarazem.

Z Belleville

Fr Jay

Illinois Team

PS. Niektórzy komentowali, że opisany w poprzednim wpisie fakt, iż mąż pierze – to fajna sprawa, ale żaden big deal. Teoretycznie nie, ale jeśli się weźmie pod uwagę, że Daniele i Patrick są rodzicami 12 dzieci, z których 8 mieszka ciągle z nimi, a najmłodsze ma kilka miesięcy, to…

barwy rodzicielstwa

April 8, 2013 4:57 am

“Jak my byśmy chcieli być w państwa sytuacji” – usłyszałem kiedyś od pary, która bardzo pragnie poczęcia dziecka, lecz nie może się tej chwili doczekać. W luźnej rozmowie opisywałem im codzienność naszej rodziny z czwórką dzieci, w oczekiwaniu na niedaleki poród kolejnego dziecka. Bynajmniej opis nie tonął w samych tylko superlatywach.

Inna, bardzo młoda kobieta powiedziała mi z kolei, że jej w zupełności jedno dziecko wystarcza. Dość ma dzieci w miejscu pracy. „Jestem bardzo za, ale nie czuję się jeszcze gotowa, dość dojrzała” – usłyszałem od innej młodej mężatki. „Nie oszukujmy się, człowiek się po prostu boi. Gdyby mi Bóg pomógł, to bym się bardzo cieszyła, ale sama nie potrafię się na to zdobyć” – to zdanie wyrażone przy okazji gratulacji niedawnych narodzin naszego synka . Do pełni obrazu należałoby tu dodać jako przykład całkiem przeciwległego bieguna opinię kobiety, którą opisałem tutaj.

Tak bardzo różne są postawy wobec rodzicielstwa. Wynikają z tak wielu rozmaitych czynników. Pisałem kiedyś o kolorach i barwach naszego życia. Też są bardzo różne. Jednak, i tego jestem pewien, życie zawsze jest darem składanym w nasze ręce. Uzurpowanie sobie prawa do całkowitego rozporządzania nim jest błędem. I to jest dla mnie kolor podstawowy.

Michał

za, przeciw …

March 21, 2013 6:00 am

Zetknąłem się już z  różnymi reakcjami ludzi na widok naszej rodziny. W pewnej restauracji jakiś mężczyzna podał mi rękę, wyrażając szacunek na widok czwórki naszych latorośli. Reakcje słowne są oczywiście najczęstsze. Nie powiem, gdy wyczuwa się szczerą serdeczność, to jest to miłe. Muszę tu dodać, że nie doświadczyłem dotychczas jawnej dezaprobaty naszej wielodzietności.

Najbardziej spektakularne było chyba ofiarowanie 100 złotych „na dzieci” przez dwóch mężczyzn, których widok skłonił mnie do szybkich analiz, czy mamy szansę całą rodziną uciec, czy nie. Zapadła mi w pamięć także reakcja kobiety w parku pewnego dużego miasta. Na zapytanie, czy te wszystkie dzieci są moje (a spacerowałem wtedy tylko z trójką :-)) odpowiedziałem że nie, ponieważ czwarte, którego przyjścia na świat wkrótce się spodziewamy, właśnie jest z żoną na kontroli lekarskiej. Na twarzy kobiety dał się zauważyć wyraz poważnego, a nawet, odważę się powiedzieć – bolesnego zamyślenia.

Nie tylko inni zauważają większą rodzinę. Ja także zauważam, że widok naszej rodziny skłania innych do przemyśleń. I nie zawsze jest to proste za lub przeciw.

Michał

Creative minority

March 2, 2013 1:21 am

Już po konferencji. Powoli opada napięcie. Mimo ogromnej tremy udało się opowiedzieć w obcym języku o pięknym i kruchym darze, jakim jest ludzka płciowość. I jak ważne jest, co przekażemy naszym dzieciom, żeby gdy dorosną, umiały przeżyć życie tworząc dookoła siebie cywilizację życia i miłości. Modlitwa tak wielu spośród Was bardzo pomogła.
Organizatorzy byli miło zaskoczeni, że tak dużo ludzi przybyło na tę konferencję. Choć wszyscy mamy pełną świadomość tego, że ciągle jesteśmy mniejszością. Nie przeszkadza to jednak wcale temu, na co zwrócił uwagę Benedykt XVI, że ta mniejszość jest tą częścią społeczeństwa, która może tyle do niego wnieść. Kiedy Pan Jezus powoływał 12 apostołów, miał świadomość, że nie jest to nawet kropla w morzu potrzeb. I dlatego ciągle stawia przed nami zadania, które są zdecydowanie ponad nasze siły. Chce, żebyśmy liczyli na Niego, zaufali Jemu, otworzyli się na łaskę i porywali z motyką na słońce.
A trzeba pamiętać, ze katolicy są tu zdecydowaną mniejszością – 2 % społeczeństwa to praktykujący katolicy, że duża cześć z nich była wcześniej anglikanami bądź metodystami, że mają przeciwko sobie rząd i media i że wymaga to od nich ciągle i ciągle od nowa wysiłków i pracy.
Po pelnej wyzwań konferencji, zgodnie z zaleceniami Alfreda Hitchcocka, trzeba teraz przejść na jeszcze trudniejszy poziom, więc rozpoczynamy Program 1 dla Brytyjczyków. Co oznacza, że dalej trwa alarm modlitewny ze wsparciem dla naszego Teamu.

w stronę Życia

February 28, 2013 5:00 am

Czytam wpis Basi o Darze jakim jest każde Dziecko. I w pamięci przemyka trzynaście godzin porodu naszego Pierworodnego, na przekór wszystkiemu co “mówi się” o porodach-cudowne, niezapomniane trzynaście godzin. Każda chwila przybliżająca do przytulenia Wyczekiwanego i Upragnionego.

Z drugiej strony inne godziny wyczekiwania. Na nieuchronnie zbliżającą się chwilę śmierci Mojej Mamy. I myślę, że po drugiej stronie Najczulsza Matka i Jej Syn czekali na Nią tak, jak kilka lat wcześniej ja na naszego Syna. Z radością, z tęsknotą. Żeby przytulić, żeby powiedzieć “nareszcie jesteś tu z nami, Córeczko”. Narodzona dla Nieba.

Agnieszka

Przychodzi, by być Darem.

February 26, 2013 5:00 am

Stwierdzam to z całą pewnością, wpatrując się w twarzyczkę naszego małego Synka. Mogłabym tak godzinami :-).

Ileż było przez te dwa tygodnie radości, wzruszeń. Jak wiele pokoju i łagodności może wnieść do rodziny takie Maleństwo. Ile dobra i serdecznej troski wydobyć ze wszystkich członków rodziny. Choć taki maleńki i bezbronny, to tak duży wpływ wywiera na nas (jak choćby to, że każdy, kto na niego patrzy – uśmiecha się).

I wcale ale to wcale nie jest tak, że przychodzi, by tylko brać. Choć trzeba przyznać, że opieka nad takim Maluszkiem czasami wiąże się z niemałym trudem. Jednak pamiętając, że dziecko to przede wszystkim błogosławieństwo i dar, wszystko inne przychodzi dużo łatwiej…

Basia