na rękach

February 22, 2013 5:00 am

“Starszych więc,(…) proszę, (…): paście stado Boże, które jest przy was, strzegąc go nie pod przymusem, ale z własnej woli…(…).” (1P 5, 1-2)

Starałam się być dobrą mamą, czułą i kochającą. I doprawdy długo nie rozumiałam, dlaczego nasz syn momentami wpada w furię z powodu źle zapiętych butów, albo gryzącej w szyję metki. A jeszcze w komentarzu od otoczenia słyszałam, że przecież dziecko nie powinno się tak zachowywać i nie powinno stroić fochów.

Moment przełomowy, który uchronił mnie przed rozpaczą, był ten, gdy rozpoznałam, że jestem wzrokowcem i że niekoniecznie  wszyscy wokół mnie też muszą być wzrokowcami. To był ten moment, w którym rozpoznawałam w naszym synu cechy charakterystyczne dla kinestetyka, które w wieku szkolnym jeszcze bardziej się uzewnętrzniają. Teraz już wiem, że żeby się uczyć – musi działać!

Na przykład ostatnio w dość oryginalny sposób czyta lekturę. Książkę trzyma w odpowiedniej odległości, czyli na wyciągnięcie rąk, z oświetleniem z odpowiedniej strony, w skupieniu, a jakże, tyle tylko, że… na rękach. 🙂

kinestetykDorota

Tato

February 19, 2013 5:00 am

“Spójrzcie na Niego, a rozpromienicie się radością,
 oblicza wasze nie zaznają wstydu” (Ps 34, 6)

Trach.
Stłuczona szklanka.

Biegnę do kuchni, aby wygłosić “kazanie”, że nieostrożnie, że po co?
Zastaję w niej przestraszoną, niepewną córeczkę stojącą na wprost taty, a ten z cierpliwością do niej mówi “Ostrożnie, można się tym skaleczyć, pozbieram szkło. Uważaj, żebyś ty się nie skaleczyła.”
Nie wtrącam się więc, ale obserwuję.
Po chwili nie ma już śladu akcji, nie ma już strachu ani wstydu, ale jest pełne zaufanie dziecka do ojca i pełna akceptacja dziecka przez ojca. I uśmiech na ich twarzach.
Próbuję zapamiętać sobie tę sytuację, aby w przyszłości podobnie umieć zareagować.

Przecież Ojciec nasz wie, jak bardzo nieostrożni jesteśmy, jak bardzo nieporadni, gdy nam się wydaje, że już wszystko sami najlepiej zrobimy i nie potrzebujemy nikogo do pomocy.
Każde spojrzenie w Jego stronę otwiera nas na Niego.
Każde spojrzenie w Jego stronę pozbawia nas wstydu, a przemienia.
Każde spojrzenie w Jego stronę sprawia, że jest nam bliższy.

Tak bliski, że możemy do Niego mówić: “Ojcze nasz…” (Mt 6, 9a)

Dorota

Przyszły tydzień

February 18, 2013 5:00 am

To ogromne wyzwanie przed naszą Fundacją. Zostaliśmy zaproszeni do Anglii i Szkocji.W Anglii trwa dyskusja nad wprowadzeniem do przestrzeni publicznej związków homoseksualnych, które mają mieć status małżeństwa. Co wpływa radykalnie na zmiany w edukacji. Także tej tzw. seksualnej. Zaprosili więc nas na konferencję dla nauczycieli i rodziców. Mam mówić w przyszły piątek o ludzkiej seksualności z perspektywy Bożej.

Siedzę więc nad tekstem i rodzę go w bólach. Jak, w ciągu 45 minut, powiedzieć o pięknie człowieka, o rodzicielstwie, o odpowiedzialności za wychowanie, o tym, że nasze ciało – to nie zabawka, tylko dar, delikatny, wrażliwy, kruche naczynie, które mieści w sobie wymiar duchowy; miejsce spotkanie ducha nieśmiertelnego ze słabością materii, i na dodatek miejsce spotkania z drugim człowiekiem, którego owocem może być także nowy człowiek. Jak słowem poruszyć serca, zainspirować do trudnego dobra, do obrony wartości, do obrony praw rodziców do wychowania, do kultury życia i cywilizacji miłości.

Jak powiedzieć, żeby ludzie odważyli się „uwierzyć miłości”, która jest większa od nas, która nas ciągnie w górę, która nie chce przyklasnąć naszym ograniczeniom, bo wie, kim naprawdę jesteśmy. Nawet jeśli my się bronimy przed naszą wielkością i horyzontem, do którego jesteśmy zaproszeni.

Mamy także poprowadzić pilotażowy projekt naszego Programu Ja + Ty = My dla jednej z angielskich diecezji. Z naszą redakcyjną Małgosią i Jej Mężem Andrzejem (więcej o nich możecie przeczytać na blogu Okruszyny). Duże wyzwanie, a po naszej stronie tak mało sił. Wiem, że z Bożą pomocą wszystko jest możliwe. Co wszakże nie oznacza, że nie obędzie się bez sporego wysiłku i zaangażowania z naszej strony. Noblesse oblige.

Będziemy Was na bieżąco informować. I już zaczynamy Was prosić o wsparcie.

Tym razem nie tylko ze wsparciem dla Was, ale i z prośbą o wsparcie dla nas

ks. Jarosław

szkółka narciarska

February 1, 2013 5:00 am

Z zachwytu wyjść nie mogę, gdy obserwuję nasze dzieci, które od trzech dni uczą się jeździć na nartach.

Instruktor, doświadczony człowiek, wie, jak im w tym pomóc. Zachęca, pokazuje, koryguje, chwali. I same dzisiaj nie mogą się nadziwić, że jeszcze wczoraj nie wiedziały, jak balansować, aby dobrze skręcać i hamować. Dzisiaj jadą same 🙂

Zdały się na doświadczenie nasze i instruktora. Teraz widzą, że warto było posłuchać.

“Z królestwem Bożym dzieje się tak, jak gdyby ktoś nasienie wrzucił w ziemię. Czy śpi, czy czuwa, we dnie i w nocy, nasienie kiełkuje i rośnie, on sam nie wie jak.” (Mk 4,26-27)

Proszę Cię, Panie, daj mi taką cierpliwość i ufność, abym umiała przyjąć Twoje sposoby działania i pozwoliła Twojemu Słowu wzrastać we mnie.

Dosia

Bohater Programu 3

January 14, 2013 5:00 am

To nie kto inny a Tomek, syn Reni i Andrzeja. Najmłodszy uczestnik w historii programów.  Wiek – 10 dni. Jeszcze katechumen, w oczekiwaniu na chrzest. Postanowił, ze wiedzę na temat małżeństwa i rodziny wyssie z mlekiem matki. To pewnie ta dobrze rozumiana profilaktyka. Czym skorupka za młodu nasiąknie…

Bohater Programu 3

Wzruszające było zakończenie Programu, pełne wrażeń uczestników, ich przemyśleń, postanowień i nadziei na nowy początek.

Dobrze się wpasowaliśmy w kalendarz. Dziś zaczyna się okres zwykły w Kościele. Kolor zielony. Kolor nadziei.

xj

połów

November 30, 2012 5:00 am

„Pójdźcie za Mną, a uczynię was rybakami ludzi.” (Mt 4,19)

Kiedyś myślałam, że to zdanie skierowane jest tylko i wyłącznie do młodych ludzi, którzy podejmują swoje życiowe decyzje, odnajdują swoje powołanie do życia konsekrowanego. Ale czy na pewno? Również zdecydowałam, że pójdę za Nim.

Zdziwiłam się, gdy będąc młodą żoną, zauważyłam, jak bardzo moja chęć podążania za Jezusem wpływa na nasze małżeństwo.

Zdziwiłam się również, gdy będąc młodą mamą, zauważyłam, jak bardzo moja i nasza jako rodziców, postawa i chęć podążania za Jezusem wpływa na kształtowanie relacji z naszymi dziećmi. Jak wierność podjętej decyzji pójścia za Jezusem pomaga nam w tym trudnym procesie.

Z największego zdziwienia również wyjść nie mogę, gdy zauważam, jak bardzo pójście za Jezusem jest wymagające w życiu zawodowym, a przy okazji – jak często wystawiane jest na próbę. Jak często oceniane i sprawdzane. Jak często przychodzi pokusa, aby się z tego wycofać i schować.

Nie wiem, czy moje pójście za Jezusem powiązane jest z wielkim połowem 😉 – raczej nie. Ale bardzo bym chciała, aby było czytelnym świadectwem.

Czego sobie i Wam dziś życzę 😉

Dosia

bo jak śmierć potężna jest miłość

November 20, 2012 5:00 am

W ręce mi wpadła ostatnio książka Korczaka. O niezrozumieniu dzieci przez dorosłych. Zasypia w niej jako dorosły i budzi się jako dziecko.  Porażona głębią opowieści, czytam w dostępnych “międzyczasach”.

Wpada mi też w ręce biografia Edyty Stein. Czytam w kolejnym międzyczasie, gdy córka ma iść na wycieczkę klasową do domu rodzinnego Świętej, który znajduje się dwie ulice dalej. I czytam o tym Edyty szukaniu prawdy, póki nie znalazła jej w Słowie Życia.

Parę dni temu staję jak wryta przed ogromną gazetką ścienną w szkole córki, bo tam Korczak i Stein obok siebie. W głowie szukam analogii. Oboje zostali zagazowani w 1942 w Auschwitz. Korczak dojechał tam na czele około 150 wychowanków z prowadzonego przez siebie domu dziecka. Do końca z nimi, choć mógł się uratować.

Edyta Stein, właściwie Teresa Benedykta od Krzyża, dojechała tam transportem z innymi kobietami i zakonnicami. Ze wspomnień świadków wynika, że w obozie, w którym przeżyła zaledwie kilka dni, była jak anioł, który pocieszał, pomagał i troską ogarniał dzieci matek, co popadły w całkowitą rozpacz. Więc myła, karmiła i czesała, z wielkim spokojem i miłością.

Ktoś znajomy powiedział, że śmierć wcale nie jest czymś najgorszym, co nam może się w życiu przytrafić. Tak. Podobnie jak nie jest szalenie ważne, czym się zajmujemy, ale jak reagujemy na osobę, która nam to zajęcie przerywa. Jak na przykład dziecko, które “znowu coś chce”.

Małgosia

Zelia

November 16, 2012 5:23 am

Biedne te polskie dzieci, tak często niechciane…. – powiedział ze smutkiem zaprzyjaźniony kapłan.

Jakby na potwierdzenie jego słów, usłyszałam następnego dnia z ust dawno niewidzianej koleżanki: Mamy już dwoje dzieci (chłopca i dziewczynkę). I mam nadzieję, że więcej nie będziemy już mieć.

I przypomniała mi się postać błogosławionej Zelii Martin, matki św. Tereski od Dzieciątka Jezus, która w jednym z listów * do swojej bratowej napisała, że kocha dzieci do szaleństwa i urodziła się po to, aby je mieć. A przecież doświadczyła tak wielu trudów i cierpień związanych z macierzyństwem. Pisząc te słowa tuż przed narodzinami najmłodszej, dziewiątej z kolei Tereski, miała za sobą najpierw choroby, a potem utratę „czwórki aniołków” zmarłych we wczesnym dzieciństwie. Boleśnie dotykały ją kłopoty sprawiane przez jedną z córek – „biedną Leonię”. Wiedziała jak mało kto, że macierzyństwo to nie tylko radości…  Jednak „kochała do szaleństwa” i pragnęła „mieć” kolejne dzieci. A najbardziej pragnęła tego, by jej dzieci były święte, chciała rodzić je „dla nieba”.

Może warto w Roku Wiary przyjrzeć się oczyma  wiary własnemu rodzicielstwu?

Basia

* Listy bł. Zelii i Ludwika Martin zostały zebrane w książce „Korespondencja rodzinna (1863-1885)”, Wydawnictwo Karmelitów Bosych. Serdecznie polecam.

 

płaszczyzna porozumienia

November 12, 2012 5:00 am
Powiadacie:
– Nuży nas obcowanie z dziećmi.
Macie słuszność.
Mówicie:
– Bo musimy się zniżać do ich pojęć.
Zniżać, pochylać, naginać, kurczyć.
Mylicie się.
Nie to nas męczy. Ale że musimy się wspinać do ich uczuć.
Wspinać, wyciągać, na palcach stawać, sięgać.
Żeby nie urazić.

Janusz Korczak “Kiedy znów będę mały”