dzieci wychowują

August 23, 2012 6:00 am

Córka mówi: Mamo chodź, poskaczemy przez fale. I gdy lodowatą wodę czuję pod stopami, myślę, to są koszty własne rodzicielstwa. I znikąd ratunku, bo przecież od lat już wielu nie używam okrutnego i głupiego argumentu: “nie, bo nie”. Używają go rodzice na ogół po to, by ochronić siebie przed wysiłkiem, a dziecko przed samodzielnością, oszczędzając jednocześnie czas na wyjaśnienia.

Więc idę.

Córka wspiera mnie jak może. Mamo, zobacz, zanurza się o tak. Teraz musisz cała.

Po dwudziestu minutach woda jest już ciepła. Na kocu opowiadam o tym z radością reszcie na kocu. Patrzę na dziewczynkę, która turla się w dół z wydmy. Jaka szkoda, że za parę lat już się zawaha, czy wypada.

I myślę, to są zyski z rodzicielstwa. Że przekraczając swoje “nieprzekraczalne” i święte drobne wygody – dostaje się w zamian radość z przygody. I trochę z patrzenia na świat oczami dziecka.

Małgosia

miejsce w sercu

August 20, 2012 6:00 am

„Zanim ukształtowałem cię w łonie matki, znałem cię” (Jr 1,5).

„Ukochałem cię odwieczną miłością” (Jr 31, 3).

Lubię powtarzać naszym przyjaciołom, zwłaszcza tym z daleka, że mają stałe zaproszenie do naszego domu. Że tak bardzo ich oczekujemy. Że zawsze, gdy się zjawią sprawią nam wielką radość.

I przez lata małżeńskiego życia staraliśmy się (w duchu tej samej gościnności :-)) pielęgnować specjalne miejsce w sercu. Dla tych Szczególnych Gości naszego domu i małżeństwa, których Pan od wieków zaplanował, od wieków ukochał. Czasem trzeba było bardzo tego miejsca w sercu pilnować i bronić. Wiedzieliśmy, jak ono jest ważne, jak bardzo chroni nowe życie i przygotowuje nas do jego przyjęcia niezależnie od „pory” i okoliczności życia, w jakich się pojawi.

Tak bardzo pragnęliśmy, by każde z naszych dzieci trafiło od pierwszych chwil zaistnienia na to szczególne, przeznaczone dla nich miejsce w sercu, by było przyjęte z całą gotowością miłowania nawet wtedy, gdyby jego poczęcie wydawało się nam w pierwszej chwili jakby „nie w porę”.

Tak pięknie jest cieszyć się znów nowym życiem (już po raz piąty :-)) – razem z Tym, który nas znał, myślał o nas, pragnął nas, kochał – zanim zaczęliśmy istnieć!

Basia

jeden gest

August 18, 2012 6:00 am

“I kładł ręce na nie”. (Mt 19, 15)

Kładł ręce na dzieci. A przecież Jezus też chce, abym stała się jak dziecko, więc na mnie również kładzie ręce. Bo ileż siły, pokoju i mocy płynie z tego gestu. Ileż poczucia bezpieczeństwa i przynależności. Tak bardzo wzrasta poczucie własnej wartości.

Tak bym chciała, abym w tym geście przekazywanym przeze mnie do męża i dzieci, była tak samo czytelną i szczerą informacją, jak ta płynąca od Niego do mnie.

Dosia

Mr and Mrs Nobody

August 16, 2012 6:00 am

“Tylko w swojej ojczyźnie i w swoim domu może być prorok lekceważony.”  Mt 13,58

Piasek, słońce, on, ona-i-dziecko. Zmierzają ku wyjściu z plaży. On idzie przodem, z parawanem, torbą plażową, dmuchanym delfinem, płetwami i lodówką turystyczną. Ona idzie za nim, na rękach niosąc dziecko. Dziecko, takie między rokiem a dwoma latkami, płacze. Mówiąc językiem kolokwialnym – niech Czytelnik wybaczy – drze się. Ona mówi do dziecka: “już, już zaraz, tylko przystaniemy w cieniu.”

Gdy on jest dwa kroki od cienia, rzucanego przez krzaki na wydmach, ona nie wytrzymuje napięcia, zatrzymuje się, stawia na piasku dziecko i krzyczy do niego: “no daj jej w końcu tą jej sukienkę!!!” Okazuje się bowiem, że dziecko jest księżniczką, której na czas nie dostarczono królewskiej szaty. Plażowicze z zaciekawieniem kibicują. On próbuje tłumaczyć, że tu zaraz cień, ale już wiadomo, że przegrał. Pewnie nie umie powiedzieć, w którym momencie z roli męża został zdeklasowany do tragarza, i “tego trzeciego” w jej związku z dzieckiem.

Więc jeszcze raz: ona daje dziecku wszystko, i wszystkiego oczekuje od męża. A można tak: ona otrzymuje wszystko od Boga, by posiadać i szanować siebie samą, i z wielkoduszności serca być dla męża, i dla dziecka.

Nikt nie lubi być nikim.

Małgosia

Wakacje w domu

August 10, 2012 9:37 pm

Wspomniałem już wcześniej, ze niektórzy nie pojadą nigdzie na wakacje, albo mogli wykroić tylko jeden tydzień nad morzem, z czego 5 dni w deszczu. Co wtedy? Myślę, że ogromnie dużo zależy od naszej wyobraźni. Znam rodziny, które w czasie wakacji odwiedziły wszystkie muzea w swoim mieście, czyniąc z nich znakomitą lekcję dla siebie.

Znam Tatę, który wybrał się ze swoim małym synkiem na wyprawę: zrobili kolację na ognisku i spali pod namiotem. W swoim ogrodzie. Dziecko nie potrzebuje przebyć  kilometrów, żeby przeżyć przygodę.

Znam rodzinę, w której starsza siostra robi co tydzień konkursy swojemu młodszemu rodzeństwu, samodzielnie wymyślając zagadki, regulamin, a rodzeństwo nie może się doczekać nowego konkursu. A Wy? Jakie macie pomysły na przeżycie wakacji pełnych przygód?

Ja idę do Muzeum Sztuki. Jest świetna wystawa mistrzów holenderskich.

Z pozdrowieniami,

xj

"Dziękuję Ci, Mamo"

August 9, 2012 12:12 am

– widzimy i słyszymy na Olimpiadzie. To bardzo piękne, ale…

Mnie przychodzi od razu na myśl, czy ta nowa olimpijska „tradycja” nie wprowadza jakimś bocznym torem cywilizacji śmierci ojców? Kocham bardzo moją Mamę, ale też kocham mojego śp. Tatę. I chciałbym, żeby oboje byli dumni ze mnie. Nie tylko Mama. Każde dziecko potrzebuje i Mamy, i Taty. Oni oboje mają swoje zadanie do spełnienia. Rugowanie ich przez jakąś dziwną modę nie przyniesie nic dobrego.

Co możemy zrobić? Uczyć dzieci szacunku do obojga rodziców. Mamy – szacunku dla Ojców, a Ojcowie – szacunku dla Mam. Kiedyś mi powiedziała jedna mama, że jej kilkunastolatek odparował, żeby to ona posprzątała, bo przecież nie ma nic do roboty. Pewnie sam tego nie wymyślił.

Moi drodzy Mężczyźni. Proszę Was, zróbcie coś dziś, by Wasze Żony odczuły, zobaczyły i usłyszały o Waszym szacunku do nich.

Proszę Was, moje Kochane, zróbcie to samo dla swoich Mężów.

Tak bez okazji. Dla przypomnienia sobie. Niech nasza Małżeńsko/Rodzinna Olimpiada ma swoje dyscypliny i konkurencje. I życzę Wam samych złotych medali.

Fr Jay

Wakacje

August 3, 2012 12:02 am

Jak bardzo to pojęcie zmienia się przez lata. Najpierw były tak długie, że wydawało się, że nie mają końca. Potem zdecydowanie coraz bardziej się skracały, nadszedł czas, że wakacje stały się czasem na zarobienie na resztę wakacji, studia a następnie wzbogacenie małżeńskiego i rodzinnego budżetu.

Dziś my mamy urlop, a w całości poświęcony jest wakacjom dzieci. Jedziemy nad morze, bo potrzebują jodu, albo w góry, bo dobrze im to zrobi. Czasem miejsce wyznacza rodzinny budżet – musi nam wystarczyć rodzinny ogródek lub niedzielne wyjazdy poza miasto.

Wakacje pokazują prawdę o rodzicielstwie – całe jest ukierunkowane na dzieci. Gdy dorosną zaczną spędzać większość wakacji bez nas, aż sami staną się rodzicami i wykorzystają swój urlop na wakacje dla dzieci.

Ale jest też i taki sposób spędzania wakacji, w którym wszyscy stają się równi, wszyscy stają w obliczu tego samego Boga, który nas wszystkich uczynił swoimi dziećmi – to czas wakacyjnych rekolekcji dla rodziców i ich dzieci. I tak się dzieje od tylu lat w Wisełce. Za chwilę zacznie się kolejny turnus. A czekają na ten czas zarówno dzieci jak i rodzice. Czy będzie to czas wypoczynku? Prawdopodobnie nie, ale każde dziecko, niezależnie od wieku, będzie mogło na nowo wrócić do Ojca, który dał nam czas po to, byśmy kochali.

Czas to … miłość. Jak czas wakacji naszych dzieci.

X Jarosław

Ach, ci rodzice…

August 2, 2012 12:01 am

bo niestety i tu bywa miejsce, gdzie doświadcza się cierpienia.

Rodzice, którzy kurczowo trzymają się pępowiny swoich dzieci, nie pozwalając im w najmniejszym stopniu się jej pozbyć. Oni wiedzą wszystko lepiej, zależy im na prawdziwym dobru swoich dzieci, należy im się wdzięczność, bo przecież wszystko robią dla nich, są specjalistami od wychowywania, więc wiedzą ile powinni mieć dzieci ich dzieci i jak należy prowadzić wnuki.

Nasi domowi, lokalni, swojscy …. terroryści.

Zapomnieli, że Słowo Boże mówi do ich dzieci, że trzeba zostawić ojca i matkę i związać się ze swoją żoną i być z nią jedno. Oni są gotowi poprawić Biblię, bo przecież… No właśnie, bo co? To są ich dzieci? Mają prawo, bo urodzili, wykarmili, dali pieniądze na mieszkanie, dofinansowują?

Niestety spotykam Was w swoim życiu. Wy przychodzicie po pomoc dla swoich dzieci, które są niewdzięczne; nie przychodzicie po pomoc dla siebie. Wam nie można zwrócić uwagi. A wasze dzieci, terroryzowane przez lata, nie mają odwagi powiedzieć wam, że spotkania z wami odchorowują całymi dniami.

A co by się stało, gdybyś uzbrojony mocą z wysoka, wierząc bardziej Słowu Bożemu niż sobie, powiedział: dziękujemy za wszelką pomoc od was uzyskaną, ale niestety musimy się z wami na jakiś czas pożegnać, aż uznacie naszą autonomię. Jesteście zawsze u nas mile widziani, ale pod warunkiem, że wszelkie komentarze na temat naszego życia zostawicie za drzwiami. Jeśli tego nie potraficie, to nas nie odwiedzajcie. Myślisz, że dasz radę to powiedzieć? Czy świat się po tym skończy? Bo wiesz, tata może na ciebie nakrzyczeć, albo się obrazi. Albo twoja mama się rozpłacze, ty niewdzięczniku. Wczoraj napisała do mnie jedna kobieta, która mieszka razem z teściami. Mieszka z synkiem teściowej, który nie ma możliwości stać się mężem, bo jest bardziej synkiem. I ja płaczę razem z nią. Zwracam się do was, którzy jeszcze potraficie obronić swoje małżeństwa: walczcie o nie, pozwólcie waszym rodzicom zajmować się ich własnym małżeństwem. Ale swoje chrońcie przed ich dyktatem.

A wy, którzy macie to szczęście mieć rodziców, którzy są wierni Słowu Bożemu, módlcie się dziś szczególnie o odwagę dla synów i córek.

Modlę się za Was, kochani moi, całym sercem.

Post Scriptum

August 1, 2012 8:04 am

Jak wielu z pośród rodziców zadaje sobie pytanie: co zrobiliśmy nie tak?

I dobrze jest robić sobie rachunek sumienia.

Ale też jak często tego rachunku sumienia nie robimy sobie, tylko mężowi albo żonie. Ja przecież dałam z siebie wszystko, a problemy to przez niego, bo on nie dał dobrego przykładu dzieciom…

Lub – ja dałem z siebie wszystko, to ona…

A może znowu trzeba nam Bożej perspektywy?

Może trzeba nam pomyśleć od strony Pana Boga, który dał z siebie wszystko…

Może potrzebne jest nam to doświadczenie, żeby odczuć ból Pana Boga, który cierpi, bo Jego ukochane dziecko odrzuca miłość? I w tym bólu odrzuconej miłości trwać w nadziei i miłości?

Bo przecież ona zawieść nie może.

Łączę się z Wami bardzo…

X Jarosław

Ach, te dzieci…

July 31, 2012 12:01 am

Rodzicielstwo względem dzieci, które już wyszły z Domu i są samodzielne, to inny rodzaj rodzicielstwa. Czas dumy, radości stawania się teściami (?), dziadkami, doradcami…

Czasem – to czas konfrontacji z życiem innym niż nasze oczekiwania: odchodzenie od wiary, wybory, których nie możemy zaakceptować, odrzucenie, pretensje, na które nie zasłużyliśmy…

A jednak, gdy rozmawiam z takimi rodzicami, zawsze na nowo mnie zachwyca ich nieskończona miłość, cierpliwość i wiara, że dzieci wyjdą na prostą, że przyjdzie czas, kiedy ich bunty się zakończą i wrócą na drogę wiary.

Dzięki nim lepiej rozumiem miłość Pana Boga, który nigdy nie odwraca się od swojego dziecka, zwłaszcza takiego, które zbłądziło.

Otaczam Was szczególną modlitwą, kochani Rodzice, którzy cierpicie z powodu wyborów waszych dzieci. Wasze dzieci, są dziećmi Boga, który je kocha jeszcze mocniej niż Wy.

Ciągle w drodze,

homo transitus 😉