Nasze kalendarze

September 1, 2016 5:00 am

Zaczną się wypełniać lekcjami dzieci i ich dodatkowymi zajęciami, na które trzeba także zarezerwować dodatkowy czas. Zaczną się logistyczne zmiany, bo dziecko idzie do nowej szkoły i trzeba przećwiczyć czy lepiej schoolbusem czy przez tatę w drodze do pracy, bo mama w tym czasie zajmie się resztą dzieci. Bywa, że najmłodsze towarzyszy w tym wszystkim, choć jego jeszcze obowiązek szkolny przecież nie dotyczy.

Warto przypomnieć sobie w dniu startu w szkołę, że w tych wszystkich planach wpisywanych w nasze smartfony, na tablicach korkowych czy na lodówkach, trzeba tym bardziej umieścić „momenty przywracania systemu”—Wasze małżeńskie randki. Bez codziennych paru minut dla siebie i cotygodniowej godziny (ale takiej tylko dla Was) i kilku godzin raz w miesiącu nie da się podjąć dobrze zadań rodzicielskich. Dobra mama to taka, która jest kochana przez tatę i jest mocna jego miłością i okazywaną przez niego troską; dobry tata, to ten, który jest szanowany przez swoją małżonkę i wie, że może zawsze polegać na jej oddaniu i miłości. Dopiero wtedy dzieci otrzymują od swoich rodziców to, o co w rodzicielstwie tak naprawdę chodzi: “Kochamy was, jesteście naszymi skarbami, pragniemy Waszego pięknego rozwoju w każdej dziedzinie, dlatego tyle różnych zajęć, ale nade wszystko pragniemy, byście wiedziały, że kochamy Was bezgranicznie”.

Wszyscy to doskonale wiecie i o tym pamiętacie, ale dobrze jest też wpisać w kalendarz, żeby nie uciekło… O rzeczy ważne należy dbać, bo są obwarowane wolnością i same się nie przypomną, same o siebie nie zawalczą. Wychowawczyni sprawdzi, dlaczego dziecko nie przyszło do szkoły, pracodawca zapyta, dlaczego my jeszcze nie w pracy, a małżeństwo się o randkę nie upomni. Tak ma. I trzeba to uwzględnić.

Życząc dobrego startu w nowy rok szkolny

ks. Jarosław Szymczak

czułość

August 29, 2016 5:06 am

Na oddziale pooperacyjnym poznaję rodziców dziewczynki z łóżka obok. Chętnie rozmawiają. Tata pracuje w mediach i rozważa kupno nowego aparatu fotograficznego. Czyta parametry ze strony internetowej. Słowa niewiele mi mówią, aż wśród nich pada “czułość” i ta zaczyna mi się kojarzyć. Niekoniecznie bardzo technicznie.

Coś pamiętam, że czułość to zdolność “widzenia” kliszy przy zmniejszającym się świetle. Myślę jednak o takim parametrze ludzkiego oka, które patrzy na drugiego z miłością i w dobroć zapatula wszystkie szczegóły. Różna od chłodnej logiki i racjonalnej analizy, wolna od szufladkowania, ocen i etykiet, nienachalna. Staje po stronie drugiego z łatwością.

Jeśli się w naszych rodzinach i relacjach przykurzyła, warto jej gdzieś schowanej poszukać. Zaczyna się od patrzenia z miłością, potem dopiero gesty i słowa ubiera w miękkość piór, w łagodne przyjęcie drugiego takim, jakim jest, w wybiegnięcie naprzeciw jego inności, jakby się spotykało nowy, nieznany ląd.

M

Dziękujemy za wszystkie wyrazy duchowego wsparcia, które nas otaczały i pomagały. Ania wraca do zdrowia.

 

 

wsparcie duchowe

August 27, 2016 5:00 am

Niby nic. Niby w tle schowane za czynem. Niby zrobić coś dla kogoś trzeba tak, by to zmierzyć, zważyć i zobaczyć, wtedy ma wartość. I pewnie czyny miłości mówią same za siebie, ale w tych dniach wraca do mnie także pamięć o pewnej niezwykle zwięzłej i treściwej homilii ks. Mariusza Białobłockiego, Proboszcza Rychtala, naszej “letniej parafii”, którą odwiedzamy w czasie wyjazdów wakacyjnych. Będąc sam człowiekiem zaangażowanego czynu, mówił o wsparciu duchowym i jego wadze. I o Janie Pawle II, gdy pisał do chorującej Matki Teresy z Kalkuty, że się za nią modli.

Sama nie wiem – trudno powiedzieć, co waży więcej, słowo czy działanie. Myślę o tym, jak wygląda dzień człowieka, który usłyszał “ty baranie”, a jak kogoś, komu powiedziano “jesteś wspaniała”. Jak zmienia się krzywa naszego myślenia, gdy ktoś zapala nam krótkim nawet sms-em “wszystko będzie dobrze” i wiemy, że w to wierzy, a jak trudno się zbierać, gdy słyszymy “z tego nic nie będzie”. To pierwsze potrafi zapalić światło w ciemnym pokoju, to drugie – może zadziałać jak zdmuchnięcie ostatniej świeczki, którą po ciemku nam się udało zapalić. A jaką jeszcze dobre słowa mają moc, gdy wspiera je modlitwa.

Dziś naszą córkę, Anię, czeka poważna operacja. Zbieramy te wszystkie dobre słowa i modlitwy, które do nas dotarły, z ogromną wdzięcznością. Dodają otuchy.

m

zazdrość

August 17, 2016 9:52 am

– Mamo, a ona dostała większy kawałek niż ja!!! – woła maluch, a przecież mama mogłaby przysiąc, że ukroiła takie same.

– Dłużej z nią gadać nie mogłeś? – wita żona swojego męża w drzwiach, widziała bowiem, jak rozmawiał przez płot z sąsiadką.

Doświadczamy zazdrości i od razu tak się jej wstydzimy, że zamieniamy na coś innego. Na złość na innych albo złość na siebie, albo zracjonalizowane wywody na temat niesprawiedliwości świata. A ona pukając do naszego serca mówi o braku. Uzasadnionym lub nie (może być tylko echem dawnych braków), ale który jest na tyle żywy, że nie daje nam spokoju. Może nie jesteśmy pewni własnej wartości w oczach Bożych, może sami sobie jej odmawiamy, a może nie uwierzyliśmy, że kromka miłości jest także dla nas – i to taka, która nakarmi nas do sytości.

Dziecko krzyczące o nierównym podziale pizzy, pyta: “Czy kochasz mnie tak jak jego? Czy masz dla mnie moje nikomu nieodstępowalne miejsce w sercu?” Więc zamiast krzyczeć na nie, warto zapytać: “Czy jesteś jeszcze głodny?”

Żona zazdrosna o sąsiadkę pyta tak naprawdę o to, “czy mnie kochasz, czy jestem dla Ciebie najważniejsza na świecie?” Tragiczne w zazdrości nierozpoznanej jest to, że wyrażona przez sarkazm czy agresję spowoduje tylko oddalenie. I wtedy żona, która pragnie bliskości męża, poczuje jego brak tym bardziej. Ileż skuteczniej byłoby, gdyby to ukłucie w sercu oswoić i powiedzieć mężowi na powitanie: “Bardzo Cię kocham. A Ty, czy też mnie kochasz?” Lub w jakikolwiek inny sposób znaleźć się emocjonalnie blisko, po jednej stronie, nie za barykadą obrażonego chłodu.

Znajdowanie bezbronnych miejsc we własnym sercu dopiero otwiera drogę do spotkania, bardziej niż siła argumentu.

Z modlitwą i pozdrowieniami z Trzęsacza

m

Pięknie o zazdrości wśród rodzeństwa piszą Adele Faber i Elaine Mazlish w Rodzeństwie bez rywalizacji, a o zazdrości i trudnych uczuciach w ogóle – Jeanne Segal w Jak pogłębić inteligencję emocjonalną.

 

 

 

ojcostwo według Franciszka

August 2, 2016 5:00 am

“Bóg jest daleki, surowy i niezbyt czuły, dobry dla dobrych, ale zły wobec złych”. Tak Franciszek streścił jedną z przeszkód w budowaniu relacji z Bogiem, jaką jest okaleczony, fałszywy obraz Ojca. Pomyślałam, że to zarazem świetny punkt wyjścia, by określić, jaki Bóg jednak jest. Wystarczyłoby tylko odwrócić te negatywy. Z “dalekim”, “niezbyt czułym” i “złym wobec złych” poszło mi dosyć łatwo: a więc jest “bliski”, “ogromnie czuły” i “dobry dla wszystkich”. Gdy szukam odwrócenia dla “surowego”, wydaje mi się, że to niekoniecznie będzie tylko “miłosierny”. Czymś po drugiej stronie surowego oblicza będzie poczucie humoru, pogoda, dystans, radość, wyrozumiałość, zatroskanie wobec słabości, delikatność. Całe mnóstwo niesamowitych spraw, które “surowość” zabija, odcinając właśnie nas od tego, co subtelne i żywe, co czujące i empatyczne w nas.

Czytam to jako wielki drogowskaz dla ojców swoich dzieci, którzy kładą w ich sercach głębokie fundamenty obrazu Boga Ojca na ich już dorosłe życie duchowe. Jakim być? Jakim ojcem być zwłaszcza wtedy, gdy samemu nie ma się w tej dziedzinie dobrych doświadczeń? Czy nie byłoby wspaniale być tatą według tak obiecującej listy pozytywów? Ale chociaż głowa wie, że tak, owszem, byłoby fantastycznie, ojcowie często doświadczają wewnętrznego paraliżu i niezdolności, by takimi się stać. Może się bowiem zdarzyć, że w środku noszą małego chłopca, zdruzgotanego surowością własnego ojca, zapomnianego (bo ten zajęty był ważnymi sprawami), ogromnie osamotnionego.

Trzeba po tego chłopca wrócić. Koniecznie trzeba tego chłopca w sobie znaleźć. Trzeba go uwolnić od klątwy słów, że prawdziwi mężczyźni nie czują, nie wzruszają się, nie mają obaw. Trzeba dotrzymać mu towarzystwa w czasie, gdy się bał, cieszył albo wstydził; gdy był niezrozumiany, nazwany głupkiem, odepchnięty. Trzeba stanąć po jego stronie i powiedzieć: to było okropnie przykre. To wszystkiego nauczy. Nauczy być bliskim wobec własnych dzieci, które się boją, cieszą, wstydzą – i bardzo potrzebują taty.

m

Cały tekst homilii tu – a jeśli ktoś chciałby posłuchać i popatrzeć – relacja TV tu.

 

matka was nie wychowała

July 26, 2016 5:00 am

Jadę z trójką naszych dzieci na zakupy w lokalnej edycji znanego portugalskiego dyskontu na “b”, którego jednak nie pomścili nasi piłkarze podczas tegorocznego Euro. Bo blisko, niedrogo i można się uwinąć szybko, co jest szczególnie ważne dla mnie z powodu półtorarocznego Pawełka. Idzie nam świetnie i we współpracy ze sobą nawzajem oraz listą, spisaną przez średniego syna. Przynajmniej przez pierwsze pięć minut. Potem najmłodszy przestaje wytrzymywać w wózku, ląduje u mnie na rękach i kontynuuję w wersji “na przetrwanie”, jedną już tylko ręką zbierając z półki, co potrzeba. Starszaki w innej części sklepu razem z wózkiem.

Opowiadają mi potem historię. Spotkała ich nieznana pani, która wpadła na Krzysia – znalazł się w alejce z koszykiem po tej samej stronie, co ona. Głośnym “przepraszam” przestawiła koszyk, a po odejściu kilku kroków wykonała piruet na obcasie i – używając pełnej emisji głosu, by wszyscy dobrze usłyszeli – dodała: “MATKA WAS NIE WYCHOWAŁA”.

Słuchając relacji, najpierw, jak to ja, zagotowuję się w środku aż do wrzenia. Ale pani wyszła już ze sklepu, niczego jej nie wytłumaczę. Mówię do poruszonych tym wszystkim dzieci, że niestety braki zaszły w wychowaniu tej kobiety – bo nie wie, jak to przykro, gdy się komuś coś tak niegrzecznego mówi.

W innej znanej sieci, chemicznej, niemieckiej i na “r”, już dwa razy zdarzyło się, że osoba stojąca w kolejce za mną i wózkiem z Pawełkiem pomogła mi wyłożyć zakupy przy kasie czy też je spakować. I chciałabym, chciałabym bardzo wychować siebie samą i nasze dzieci na kogoś, kto nie zacznie spotkania z drugim człowiekiem od osądu, ale od życzliwego pytania: “jak mogę pomóc?”.

M

wychodne

June 23, 2016 5:00 am

Udało nam się z mężem zorganizować sobie wychodne wtorki. Jestem przeszczęśliwa, gdy mogą się odbywać co wtorek, ale bywa i tak, że czekamy na nie kilka tygodni. Zależy to przede wszystkim od dyspozycyjności pewnej młodej studentki, która w tym czasie do nas przychodzi i zajmuje się naszymi dziećmi.

Co ciekawe, dzieci również bardzo lubią nasze wychodne wtorki, bo wówczas mają swój czas razem z opiekunką, za którą przepadają. To ich czas, gdy eksperymentują w kuchni (niektórych ciasteczek nie da się ugryźć, a inne same rozpływają się w ustach), bo same wymyślają przepisy, albo szaleją i wygłupiają się, albo po prostu odrabiają lekcje. Albo bawią się w coś lub czymś, co im do głowy przyjdzie, albo się w ręce nawinie. Czasami zostawiają po sobie okropny bałagan, ale wówczas zupełnie mi on nie przeszkadza, bo wiem, że zabawa musiała być niesamowita i nieubłagany czas zmusił je do wcześniejszego zakończenia harców.

A w tym samym czasie… my albo się organizujemy, albo „bierzemy, co się na-winie”. I albo precyzyjnie zaplanowane mamy nasze spotkanie i nasz czas dla nas, albo spontanicznie coś organizujemy. Ale jest to czas, na który bardzo czekamy i zawsze jest potrzebny. Niezależnie od okoliczności, a wręcz dostosowany do okoliczności, bo albo można się wspólnie wyciszyć, albo odreagować. I po prostu ze sobą pobyć.

****
– Mamo, szykuj się, zaraz Liwia przyjdzie – mówi do mnie nasz najmłodszy syn.
– Nie, dzisiaj nie przyjdzie, jutro ma egzamin i musi się uczyć.
– A nie może na ten egzamin pójść pojutrze, przecież dzisiaj wtorek!

Jak widać, nie tylko ja przepadam za wychodnymi wtorkami. Bo gdy rodziców nie ma w domu…

Dorota

zamiar był dobry

June 18, 2016 5:03 am

Syn sąsiadów, w wieku przedmaturalnym, zabrał na boisko, gdzie spotyka się na towarzyskie kopanie piłki ze swoimi kolegami z klubu, naszego dziesięcioletniego syna. Zdecydowanie umiejętności tych młodych ludzi przekraczają warsztat naszej latorośli, która ze sportów raczej szachy, a posturą przypomina przecinek. Mój Mąż, który z najmłodszym naszym synkiem w wózku wybrał się podpatrzyć, jak przebiegają rozgrywki, był zachwycony wielką opiekuńczością, z jaką starsi koledzy wprowadzali Krzysia w arkana “kiwania” i strzelania goli. W końcu, gdy znalazł w sobie zapał, złapał dryg i zaczął angażować się z sercem w akcje, zmierzając na bramkę oddał niezbyt celny strzał. I wówczas ci chłopcy skwitowali to entuzjastycznym okrzykiem: “zamiar był dobry”!

Na fali Programowego skrzywienia, które na zawsze zmieniło moją optykę patrzenia na świat i relacje międzyludzkie, pomyślałam, jak cudownie byłoby umieć tak samo. W działaniu bliskich osób widzieć ten dobry zamiar, tę najlepszą intencję. I to ją ocalić, ją serdecznie i pokrzepiająco nagrodzić.

By nie było jak w powiedzeniu, że innych oceniamy na podstawie efektów ich działań, za to siebie samych – na podstawie intencji, jakie nam przyświecały…

m

 

 

Dar przywołuje dar

June 15, 2016 9:02 am

Kończą się powoli rekolekcje w Wisełce. Będąc tak blisko rodzin, obserwując je na modlitwie porannej, w czasie Mszy św., w czasie wolnym i w czasie wieczornych adoracji, przeżywam na nowo, jak bardzo troska o siebie nawzajem – o dobro drugiej osoby, o to, żeby mąż czy żona mogła trochę bardziej wypocząć czy trochę dłużej się pomodlić – jak bardzo taki rodzaj troski wywołuje pragnienie obdarowania drugiej osoby z jeszcze większą mocą.

Troska tylko o własne potrzeby zamyka nas w ciasnym kręgu rywalizacji, “kto dał więcej”, podczas gdy troska o drugą osobę przywołuje dar z drugiej strony. Kiedy na zakończenie odnowienia przyrzeczeń małżeńskich dzieci śpiewały chwytającą za serca piosenkę, pełną wdzięczności dla rodzicielskich starań o swoje pociechy, łzy płynęły równo po obu stronach – i dziecka, które nie mogło pomieścić w sobie uczuć, i jego rodziców; po stronie kobiet i po stronie mężczyzn. To tylko zwykłe podziękowanie za to, że się jest kochanym, że się jest kimś dla kogoś – a przecież niezwykłe, gdy sobie uświadamiamy, jak wiele to znaczy.

Budowanie wokół siebie cywilizacji życia i miłości, cywilizacji zorientowanej na dobro drugiej osoby, a nie własne, zaczyna się od drobiazgów, ale konsekwencje mogą być ogromne.

Z życzeniem dobrego czasu na obdarowywanie sobą

ks. Jarosław

 

 

robić mniej

June 12, 2016 5:00 am

Nowy dzień, nowe wyzwanie. Przy tylu rozmaitych zaangażowaniach i pięcioosobowej rodzinie właściwie z automatu odpala się nieuświadomiony program: “jak dzisiaj zrobić więcej niż wczoraj?” Wiadomo – po to, żeby zniwelować wczorajsze “zaległe” i żeby nie uzbierała się górka już na jutrzejszy wschód słońca. I ciągle jest zadyszka, ciągle wyścig z czasem wydaje się przegrany.

Dojrzewam coraz bardziej do myśli, którą ktoś mi podrzucił, że trzeba by założyć program odwrotny: “jak robić mniej?” By ten maksymalizm, który budzi się razem ze słońcem, znalazł lepszy kierunek. Bo gdyby robić mniej, można by bardziej być. Być z drugim. Z mężem, dziećmi, przyjaciółmi. Stawać się dla nich lepszą wersją siebie: bardziej uważną, cierpliwą, łagodną.

“Bycie” pozornie wydaje się brakiem aktywności. Kiedy chcemy innym “coś z siebie dać”, szukamy natychmiast pomysłu na niespodziankę, na coś niezwykłego, przygotowanego z wysiłkiem. Zastanawia mnie, jak wielkim darem jest ta przestrzeń w sobie, którą można zrobić dla drugiego. Zaczynając od zwykłej ciekawości: “a co u Ciebie?” To jest dar upragniony: bycie wysłuchanym bez oceniania i udzielania rad. Bycie przyjętym.  Bycie dla kogoś ważnym.

Do tego jednak, by tak przyjmować innych i by pozwolić siebie samą przygarnąć, trzeba na pewno wyłączyć tykający w umyśle zegar, który ucieka przed siebie.

m