Dzieci

July 13, 2012 1:08 am

Wszędzie dzieci.

W Stanach można zobaczyć dzieci wszędzie. A przynajmniej w takich miejscach, w których i ja bywam: kościoły, ZOO, restauracje, parki narodowe. Zupełnie jak u nas.

To, co jednak można zobaczyć w Utah, czy nawet w samym Salt Lake City, przechodzi ludzkie pojęcie. Już dawno nie widziałem rodzin tak licznych, i tyle dzieci na spacerze ze swoimi rodzicami, czy na zakupach, czy w kinie.

W SLC i w okolicy mnóstwo parków, a w parkach mnóstwo atrakcji dla całych rodzin. I wszędzie kwitnie biznes. Poziom bezrobocia mają najniższy w całych Stanach. Tam, gdzie są dzieci, potrzeba domów, kościołów, szkół, sklepów, a w nich księży, nauczycieli, sprzedawców, producentów.

Na zachodzie Europy nie ma dzieci, bo jest bieda, kryzys, ciężka sytuacja ekonomiczna. W Utah są dzieci, bo jest prosperity. A może odwrotnie?

Fr Jay

Salt Lake City, 12.07.2012, 12:22 US Mountain Daylight Time

ze szpitalnej sali

July 6, 2012 12:31 am

“Nie potrzebują lekarza zdrowi, ale ci, którzy się źle mają.” (Mt 9, 12)

Towarzyszę od wczoraj rano najmłodszemu synkowi w szpitalu, od trzech dni bowiem walczymy z gorączką i biegunką. I rzeczywiście, bardzo potrzebujemy teraz lekarza. Do skutecznej walki z chorobą. I takich jak my jest tu naprawdę wielu. Lekarze wydają się być kompetentni, ale brak poprawy irytuje.

Proszę Cię więc, Panie, aby ci, którzy wybrali zawód lekarza, mieli w sobie coś z Twojej troski i współczucia, coś z chęci przychodzenia z pomocą tym, co się źle mają. Proszę i za chorych – by nie brakło im ufności i nadziei w trudach choroby.

Tak często wszyscy bywamy Twoimi pacjentami w potrzebie.

Dosia

okulary z filtrem

June 30, 2012 5:57 am

Wczoraj nasz syn przyniósł do domu swoje pierwsze świadectwo, a na nim opisową ocenę ucznia. Gdy ją czytałam, troszkę żartem – ale jednak – przyszła mi do głowy myśl “same pochwały – czy to aby na pewno świadectwo naszego syna?”

W zadumie uświadomiłam sobie, że za bardzo skupiam się na błędach i brakach, które często są wynikiem moich zaniedbań, że w chwili uzasadnionej coś próbuje mi przyćmić moją radość, dumę z tego, co dobre i wartościowe.

W dzisiejszej Ewangelii Jezus, gdy uzdrawia sługę setnika, potwierdza to, że  nie skupia się na słabościach, gdy ten wyznaje swą skruchę, lecz zachwyca się wiarą “U nikogo w Izraelu nie znalazłem tak wielkiej wiary” (Mt 8,8), bo przecież “On wziął na siebie nasze słabości i  nosił nasze choroby” (Mt 8,17)

Dosia

Kocham, więc wymagam.

June 21, 2012 7:30 am

Tak bardzo pragniemy przekazać naszym dzieciom prawdziwy obraz Ojca. Pokazać im Boga bezwarunkowej miłości – dobrego, czułego i miłosiernego. Jednak gdybyśmy tylko przy tych  cechach chcieli pozostać,  nie przekazalibyśmy pełnej prawdy o Nim. Bo nasz Bóg jest Bogiem, który wymaga! I to wcale nie mało!

A więc wbrew wielu współczesnym poglądom na wychowanie – wymagamy, stawiamy granice, w naszym domu są zasady, a posłuszeństwo nadal jest dla nas wartością.

No bo jak inaczej „pokazać” dzieciom Boga, który wymaga właśnie dlatego, że kocha?  Właśnie dlatego, że bardzo Mu zależy na naszym godnym i szczęśliwym życiu?

Jeśli nasz 3-, 5-, czy 11-latek nie spotka się  z wymaganiem posłuszeństwa względem rodziców, to czy jako dorosły człowiek będzie umiał być  posłuszny Bogu? A to przecież posłuszeństwo względem Niego prowadzi do pełni życia. Tej pełni i szczęścia tak bardzo przecież naszym dzieciom życzymy…

Basia i Michał

Różne dłonie,

June 17, 2012 6:27 am

czyli rodzic doskonały:

Rembrandt, Powrót syna marnotrawnego (fragment)

Dwa odcienie nieodwołalnej Miłości.

Miłość bezwarunkowo przyjmująca, czuła, bezinteresowna, niosąca pocieszenie – kojarzona bardziej z miłością matki.

 Miłość stawiająca wymagania, mobilizująca do przekraczania siebie,stanowcza, dodająca odwagi i pewności siebie – kojarzona bardziej z miłością ojca.

Muszą się uzupełniać, jak jedna ręka drugą.

wyuczalni

June 11, 2012 7:00 am

„Miłość nie jest do wyuczenia, a jednocześnie nic nie jest tak bardzo do wyuczenia jak miłość.” (bł. Jan Paweł II)

Każdy dzień to nowa szansa na wzrastanie w miłości. Jak jeszcze mocniej i wyraźniej okazać ją dziś najbliższym? Dobrym słowem, miłym gestem, uśmiechem, ciepłym spojrzeniem, dbałością o wygląd zewnętrzny, bezinteresowną przysługą , pogodnym nastrojem, łagodnym tonem głosu, cierpliwym słuchaniem, rzetelną pracą…?

Na jak wiele sposobów może wypowiedzieć się miłość!  Którego sposobu już dawno nie używałam? O który chciałabym się najbardziej zatroszczyć?

Jak to dobrze, że „miłość  nie jest czymś gotowym” (jak pisał  K. Wojtyła), bo ciągle jest szansa na coraz piękniejsze dziś i jutro. Skorzystajmy z niej.

Basia

In memoriam

June 6, 2012 7:00 am

Okrągła rocznica ślubu znajomych… okazja nie taka znów niezwykła… tyle, że…
Kiedy niespełna cztery i pół roku temu oczekiwaliśmy na rychłe narodziny naszej Średniej Pociechy, Ona też czekała, wymieniałyśmy się wieściami “z brzusiów”. Ich Syn urodził się pierwszy. Wcześniej niż nasz. I wcześniej trochę niż powinien. I nie tak, jak wszyscy oczekiwali.

Chrzest odbył się szybko, w szpitalu, tuż przed pierwszą, jak się potem okazało, z kilku operacji. Potem ponad cztery lata walki, codziennej, mozolnej rehabilitacji… Siła i dobro płynące z tej niesamowitej Rodziny. Drobne sukcesy. Drobne radości.

Niecodzienna Msza. Bo w szpitalu na OIOMie leży nieprzytomny od przedwczoraj czterolatek, a naznaczeni smutkiem i żalem Rodzice proszą, jeśli wolą Pana jest Go utrzymać przy życiu – o uzdrowienie, a z drugiej strony już bliscy pogodzenia się z diagnozami lekarzy – aby nie cierpiał, przede wszystkim, aby nie cierpiał.

I niezwykły kapłan z niezwykłym kazaniem. Bo nie o bólu. Bo nie o odchodzeniu, nie o żalu, nie o stracie. O Miłości. O wsparciu, jakim małżonkowie mogą i mają być dla siebie nawzajem. O tym, że przede wszystkim jest Mąż dla Żony a Żona dla Męża. A potem dla dzieci, potem dla reszty rodziny.

O Przysiędze Małżeńskiej, że ona nie traci nigdy aktualności. I o tym, że każde ma  być wsparciem  dla drugiego  w drodze do zbawienia. I że to Miłość zwycięża. I Miłość przynosi pokój.
I aby za dobro dziękować. I dobro pamiętać. I dobro rozmnażać i nim się dzielić. Czy dobre, czy złe czasy.

Takie właśnie w tych okolicznościach kazanie. Takie do mnie. Też do mnie. Czy do Ciebie też…?

Agnieszka

PS.Parę godzin po Mszy dostaję SMS, że lekarze stwierdzili śmierć mózgu, że Aniołek już w Niebie.

ja jestem, ja czuję

May 31, 2012 8:34 am

“… On uniesie się weselem nad Tobą, odnowi swą miłość, wzniesie okrzyk radości” (So 3, 17)

“Maryja wybrała się i poszła z pośpiechem w góry do pewnego miasta w [pokoleniu] Judy. Weszła do domu Zachariasza i pozdrowiła Elżbietę. Gdy Elżbieta usłyszała pozdrowienie Maryi, poruszyło się dzieciątko w jej łonie” (Łk 1,39-41)

Tak, każdy nowy człowiek, chociaż maleńki jeszcze jak ziarenko, zasługuje na okrzyki radości. Nawet jeśli jest zaskoczeniem dla rodziców, nawet jeśli zastaje swoją mamę niegotową – bycie przyjętym wyraża jego najgłębszą i pierwszą potrzebę. Niezaspokojenie tej potrzeby, jak uczy doświadczenie wielu, to bolesne pęknięcie na całe życie.

Można powiedzieć: czasem to jest zbyt trudne, pozdrawianie nowego życia w sobie. Bo wydaje się, że przychodzi w najgorszym momencie, przy braku wsparcia czy wręcz doświadczeniu przemocy ze strony bliskich. A jednak mały człowiek całym sobą błaga o miłość. By go nie odrzucać. Bo odrzucenie przeżywa boleśnie; napełnia go ono przerażeniem.

I tak wiele zależy od ojców: poczucie bezpieczeństwa kobiety, która staje się matką ich dzieci. Kochana i otoczona opieką będzie ogłaszać światu, że staje się nowy człowiek.

A gdy jest sama jak palec, może pamiętać, że w obronę bierze ją sam Bóg – pierwszy, który czuje z jej bólem opuszczenia, pierwszy, który zachwyca się jej macierzyństwem. I wszystko poukłada.

Małgosia i Dosia

ideał bliskości

May 30, 2012 7:56 am

„Różne są dary łaski, lecz ten sam Duch; różne są też rodzaje posługiwania, ale jeden Pan; różne są wreszcie działania, lecz ten sam Bóg, sprawca wszystkiego we wszystkich”(1 Kor 12,4-6)

Kiedyś byłam przekonana o tym, że ideałem bliskości jest nieróżnienie się – taka jedność pod tytułem „im mniej różnic, tym lepiej”.

Zrozumiałam jednak, że dzięki tym, którzy różnią się ode mnie sposobem myślenia, odczuwania czy działania, mam szansę na  poszerzanie własnej (i często ciasnej) perspektywy, na wzrastanie w otwartości, wzbogacanie swojego świata. I na ciągłe przekraczanie siebie – tak, by coraz bardziej starać się rozumieć i coraz głębiej szanować odmienności różniącej się ode mnie osoby.

Bo przecież jakiekolwiek różnice nie muszą z nas czynić walczących stron, uparcie okopujących się na własnych pozycjach. O ile ciekawiej będzie, gdy potraktuję je jako wezwanie do budowania jedności – w bogactwie różnorodności.

Basia