sernik

June 8, 2016 5:00 am

Przez TY człowiek staje się JA.

Utkwiło mi kiedyś to zdanie w głowie i świdruje w niej. I wściekałam się na nie, bo tak często było i jest niewygodne, ale… gdy się stosuje, to daje tak dużo satysfakcji.

Można zacząć od sernika, przejść przez podarowanie swojego czasu, by w końcu ofiarować drugiemu swoje życie w przyjaźni, w małżeństwie, w rodzicielstwie.

Trudne, ale piękne!

Dorota

 

1341504682_by_tenajlepsze_500

 

dar zaczyna się w domu

May 31, 2016 9:12 am

Na naszej podwrocławskiej wiosce, gdzie mieszkamy od półtora roku, powstała drużyna “à la skautowska” – oddolna zupełnie inicjatywa jednej z rodzin na naszej ulicy. Dwójka ich starszych dzieci (w wieku wczesnostudenckim i późnolicealnym) organizuje wyprawy i spotkania dla gromadki w wieku I-III klasa szkoły podstawowej. Miejsce zbiórek – maleńka szopa na terenie własnej posesji tej rodziny. Długi weekend był okazją do wyjazdu biwakowego – do opiekunów dołączył jeszcze mój mąż (z naszym dziesięcioletnim synem, który w spotkaniach drużyny regularnie uczestniczy). “Dzieci Aslana” (tak ten zastęp się nazwał) wyjechały na dwa dni pod namioty, w góry, mając do dyspozycji tylko ognisko i kocioł w dziedzinie cateringu.

A ja jestem zachwycona tą młodzieżą, którą wychowali nasi sąsiedzi – młodzi nie tylko zorganizowali taki wyjazd, ale i oddali dwa dni z wolnego weekendu dla dzieciaków, w dodatku w warunkach bardzo pionierskich. To przecież marzenie wielu rodziców: żeby dorastające dzieci nie tylko nie miały siana w głowie, ale jeszcze żeby nieobca była im bezinteresowność (wiem, wiem, są też inne modele wychowawcze, w których ważne jest tylko to, by był mądry, zdolny i zawsze pierwszy w każdym rankingu, umiejący zadbać o number 1, jak mawiają Amerykanie – czyli siebie samego). I im więcej nad tym myślę, tym bardziej dochodzę do przekonania, że wszystko zaczyna się od męża i żony.

Jeśli między nami będą wyliczanki, kto ile dziś zrobił i co jeszcze to drugie na pewno musi, to i dzieci pójdą w roszczenia. Przecież dzień może zawsze zacząć się od pytania, czego nie mam, czego potrzebuję i co inni powinni dla mnie zrobić. I odwrotnie: jeśli ofiarność i pytanie: “co mogę jeszcze dla Ciebie dzisiaj zrobić?” będą motywem przewodnim małżeńskiej codzienności, istnieją ogromne szanse, że i dzieci nie będą kultywować egoizmu w swoich małych i dużych wyborach.

Bezinteresowny gest, choćby najmniejszy, ma przedziwną moc rozmnażania się dalej przez pączkowanie – inspiruje do dobra, które okazuje się osiągalne z łatwością, jeśli dostrzeżemy potrzeby drugiego.

m

 

zwinna siostra szacunku

May 29, 2016 5:00 am

Szacunek dla różnic potrzebuje jeszcze jednej siostry – to niezwykle wysportowana, gibka i piękna dziewczyna, której na imię elastyczność (nie mylić z Elastyną z kultowych Iniemamocnych 🙂 ). Zdobywczyni licznych medali za zasługi dla rodziny.

To elastyczność podpowiada, co nie musi na pewno zostać dzisiaj jeszcze zrobione, ponieważ żona po prostu leci już z nóg. Albo z jakiego mojego słusznego prawa mogę zrezygnować, bo mąż miał dzisiaj tak okropny dzień, że musi pobyć chwilę sam. To elastyczność mówi: “nic się nie martw”, gdy nikt w domu nie podchwyci Twojego świetnego pomysłu na niedzielne popołudnie – bo mąż marzył cały tydzień o 30 minutach z ulubionym tygodnikiem, syn chce układać lego, a córkę wciągnęła kolejna część Drużyny Falagana.

Elastyczność jest niezwykle pogodna: nie obraża się o kres możliwości drugiej osoby, nie uderza pięścią w stół, nie zamyka się w sobie i nie zakłada, że ktoś chciał zrobić jej na złość, ponieważ zostawił kurtkę na środku pokoju. Mistrzyni w poszukiwaniu “trzeciego rozwiązania”, gdzie moje potrzeby są także ważne, ale nigdy tak ważne, by móc użyć Ciebie do ich realizacji.

Elastyczność wie, że są momenty, gdy drugi jest po prostu inny. Absolwenci JA+TY łatwo ją skojarzą z właściwą butelką, która jako rekwizyt towarzyszy wszystkim wykładom.

Gdyby jej szukać na mapie – mieszka bardzo blisko miłości.

m

bo nas kocha

May 25, 2016 5:00 am

„Wiecie, że z waszego, odziedziczonego po przodkach, złego postępowania zostaliście wykupieni nie czymś przemijającym, srebrem lub złotem, ale drogocenną krwią Chrystusa, jako baranka niepokalanego i bez zmazy.” (1 P1,18-19)

Obserwowałam ze zdziwieniem i zaskoczeniem pewne zachowania naszego dziecka i nadziwić się nie mogłam, że „jak tak można?!” Na co z lekkim uśmiechem odpowiedział mi mój Mąż: „A nie przypomina Ci to kogoś? Nie martw się – zaraz mu przejdzie, daj mu szansę się zweryfikować.”

Przyznaję. Oniemiałam po raz wtóry. No bo jak to? Że niby mnie?

Po tej refleksji przyszła kolejna, że i we mnie jest mnóstwo zachowań „odziedziczonych po przodkach”. Niektóre dobre, niektóre mniej. Te gorsze powodują swego rodzaju zawstydzenie, czasami właśnie wyparcie – mnie to przecież nie dotyczy. A jednak.

I chociaż nie jest łatwo pozbyć się złych nawyków, chociaż czasami trudno je nawet zaakceptować, chociaż czasami nieświadomie przenosimy pewne schematy zachowań dalej, to jednak zdanie sobie sprawy z tego, że ze wszystkiego co złe, zostaliśmy odkupieni przez Chrystusa,  i nasi bliscy również, przodkowie i potomni, przywraca nam niezwykłą godność.

Bóg sam obdarzył nas nadprzyrodzonym szacunkiem i złożył nam siebie w darze.

Bo nas kocha!

Dorota

Co to znaczy kogoś kochać?

May 11, 2016 5:00 am

Jak już wcześniej mówiłem, zakochanie to doświadczenie raczej egoistyczne. Ale jeśli się kogoś kocha, to robi się to dla niego, a nie dla siebie. Sama miłość jednak nie wystarczy, trzeba jeszcze umieć przełożyć ją na pełne miłości działanie.

Załóżmy, że kocham jakąś kobietę: czuję to, tęsknię za nią i chciałbym z nią być. To uczucie jest dla mnie wspaniałe, ale dla niej nie znaczy nic, dopóki nie przełożę go na jakieś wyrażające miłość czyny. To znaczy, muszę tak wobec niej postępować, żeby rzeczywiście odczuła, że ją kocham. A więc wracam do domu, a ona akurat jest w nie najlepszym nastroju. Mój sposób okazywania miłości nakazuje mi zostawić ją w spokoju i dać jej odpocząć. Ale ona jest tym rozczarowana, ponieważ według jej wyobrażeń, mężczyzna, który naprawdę kocha kobietę, w takiej sytuacji podchodzi do niej i pyta, co się stało. Z pewnością da mi to do zrozumienia agresywnym tonem, bo czuje się opuszczona. Zapewne oskarży mnie o to, że się o nią nie troszczę. Może dojść do kłótni, ale na koniec będziemy o sobie wiedzieć trochę więcej. Czyli nasza kłótnia okaże się owocna: od tej pory będę wiedział, że moja ukochana nie chce być pozostawiana sama ze sobą, kiedy znajduje się w takim nastroju. I pierwsze dziesięć lat związku upłynie nam na tym, żeby uczyć się takich rzeczy o sobie, a zarazem odkrywać, jak kochać tę drugą osobę, żeby mogła czuć się przez mnie kochana, jednocześnie nie rezygnując z tego, kim sam jestem.

Z dziećmi ma miejsce dokładnie ten sam proces. Gdy rodzi nam się dziecko, w ogóle go jeszcze nie znamy. Nie wiemy, jak będzie nas kochać i jak będzie chciało być kochane. Bo dzieci także chcą być kochane na różne sposoby, nie każde tak samo. Kiedy więc widzę, że jakiś ojciec zranił swojego syna czy córkę, a potem mówi: ,,Zrobiłem to tylko dlatego, że go kocham’’, to chciałbym zwrócić mu uwagę na fakt, że wprawdzie jego miłość jest bez zarzutu, ale jego postępowanie nie zostanie przyjęte przez dziecko jako miłość. Traktując je dalej w ten sposób, spowoduje, że będzie ono od niego uciekać, ponieważ nie doświadczy w tej relacji miłości. Musi więc tak zmienić swoje postępowanie, żeby miało ono także wartość dla syna czy córki i dało się uznać za dowód miłości. Jednak także w tym wypadku nie trzeba czuć się winnym, jeśli popełniamy błędy, bo skąd mamy wiedzieć, jakiej miłości potrzebuje nasze dziecko. Dzieci są bardzo różne i każde pragnie być kochane w inny sposób (…)

Jesper Juul “Zamiast wychowania”. Całość fragmentu do przeczytania TU. Dziękuję Justynie, absolwentce JA+TY=MY za zarekomendowanie tekstu. Zachwycił mnie w stopniu najwyższym. M

nowe trendy w modzie

May 7, 2016 5:00 am

Podczas jakiejś codziennej czynności wracają do mnie słowa, że “Miłość zakrywa wiele grzechów” (1P 4, 13). I to w dniu, w którym tyle zepsułam, że właściwie trudno zbierać siły na lepiej i więcej – i gdybym paliła, pewnie poszłabym na taras papierosa, patrzyła w dal i można by wtedy z tą sceną nakręcić smutny polski film o braku nadziei. Ale wracają do mnie te słowa w zupełnie nowym znaczeniu: nie, że jeśli się bardzo kocha, to grzechy idą w niepamięć. Tylko że jeśli się kocha bardzo, to zakrywa się winy i słabości drugiego.

Ciekawe, że tak często wyobrażamy sobie rzeczywistość w stylu idealnym (gdy wszystko się układa po naszej myśli), a nie prowadzimy w sobie treningu wewnętrznego naszych reakcji na to, gdy mąż się spóźnia, żona rozmawia przez telefon, gdy mogłaby szykować kolację, dzieci coś psują lub o 21:30 przypominają sobie o konieczności uszycia stroju na inscenizację mitu greckiego na język polski na drugi dzień. Gdybyśmy na sucho w sobie przetestowali ubieranie drugiego w serdeczne współczucie i miłość w tych sytuacjach, pewnie dobro pomnażałoby się niesłychanie w momentach, gdy stres czy nerwy paraliżują.

Reagowanie z miłością to największy impuls dla rozwoju drugiego: dodaje skrzydeł. Droga korekty i wypominania utrwala w nim przekonanie, że jest do niczego.

Może warto ogłosić w naszych domach najnowszy trend w modzie – ubieranie w miłość. 🙂

m

Królowej Polski

May 3, 2016 5:00 am

Jak pewnie pamiętamy, o ten tytuł upomniała się sama Matka Najświętsza. I tę Jej wielką miłość do naszego Narodu przez całe wieki odwzajemniamy. Ale dziś jakoś szczególnie mnie uderza towarzysząca Jej wszystkim objawieniom niezwykła łagodność. Czy przychodzi w Lourdes, czy w Fatimie, czy objawia się w Gietrzwałdzie, czy w Guadalupe, zawsze jest delikatna i pełna troski. A wypowiada ją z największą łagodnością, jakby chciała nam powiedzieć, że siłą, złością, mówieniem z pozornym „zaangażowaniem” – nie zyskamy wiele. Mówi zawsze jak najtroskliwsza mama, czasem zwracając się – jak w przypadku św. Juana Diego – przez „syneczku” czy też „Janeczku”.

Mówi o rzeczach ważnych, czasem upomina czy uświadamia grzechy. Nie redukuje wymagań Ewangelii, nie lekceważy zła, ale swoją troskę o nas przekazuje w sposób najłagodniejszy. Jak bardzo naśladuje w tym swojego Syna, który „nie złamie trzciny nadłamanej, nie zgasi knotka o nikłym płomyku.” Matka Najświętsza, która tyle lat pielęgnowała Syna Bożego, uczyła się od Niego, jak się głosi Dobrą Nowinę – ponieważ ta nowina jest dobra, to pełna łagodności, w której jest miejsca na twoją i moją słabość, ale jeszcze więcej miejsca na gotowość każdego z nas do poprawy, do zmiany na lepsze i do wzrostu. Tam, gdzie łagodność, tam miejsce dla godności.

 xj

 

Maska Zorro

May 2, 2016 5:00 am

“Nigdy nie atakuj w gniewie”, mówi Anthony Hopkins, stary mistrz szpady, do nieopierzonego złodziejaszka, granego przez Antonio Banderasa – świeżo upieczonego adepta sztuki walki, który kiedyś przejmie w pięknym stylu schedę Zorro na ziemi kalifornijskiej.

Bardzo we mnie zapada ta lekcja. To lekcja na temat szczytu siły wewnętrznej człowieka: opanowania siebie. Brak działania ma wszelkie pozory słabości – w przeciwieństwie do spektakularnego upustu negatywnych emocji. A jednak tutaj bierność jest większą pracą wewnętrzną niż akcja.

Samo opanowanie siebie nie znaczyłoby wiele, gdyby było tylko udowadnianiem sobie, że potrafię. Gdy dodamy do tego miłość, mamy łagodność. Łagodność to opanowanie siebie, ale po to, by Tobie nie zrobić krzywdy. To sposób, w jaki chronię Ciebie – w małżeństwie, jako rodzic, jako człowiek pozostający w rozmaitych relacjach społecznych – przed moim gniewem. Przed tym, by zadać Ci ból pochopnym, lecz niestety nieodwracalnym słowem czy gestem. Bo przecież gdy gniew minie i ja przeczekam moment krytyczny, mogę opowiedzieć o swoich potrzebach inaczej, w sposób, który nie będzie bolał.

W końcu w weekend majowy udaje się nam z mężem obejrzeć “Maskę Zorro” – choć planowaliśmy przez kilka dobrych lat i nie udawało się. Podczas projekcji płyta DVD zacinała się od połowy – dając (podobnie jak kolumbijskie korki we wczorajszym wpisie) dobry trening opanowania, cierpliwości i poczucia humoru, bez ustalania, czyja to wina (czy tego, kto kupił na allegro używaną płytę, czy tego, kto nie przypilnował Pawełka, gdy zaczął się nią bawić itd., itp.) I choć w bohaterom opanowanie było potrzebne, by dokonać zemsty na zimno, ze mną zostaje jako powtórka z Programu 1 – by wprowadzać pokój.

m

wychowanie i szacunek – c.d.

April 30, 2016 5:00 am

Gdy mam rok lub dwa lata, rozmawiając ze mną – kucasz i wtedy nie wydajesz mi się taki wielki. Lepiej Cię widzę i lepiej słyszę, i wiem, że naprawdę chcesz mnie wysłuchać. I że wysilasz się tak dlatego, że jestem dla Ciebie ważny. To znaczy, że w ogóle muszę być kimś ważnym i dobrym.

Czasami potem za szybko wydaje Ci się, że już jestem duży. I zaczynasz mówić do mnie tak, jakbym już wszystko wiedział i umiał. A ja, choć rosnę i ciągle potrzebuję butów w nowym rozmiarze, nadal jestem tylko dzieckiem. I nadal Cię potrzebuję.

Mamo, Tato, jeśli trochę się schylisz, bez trudu wejdziesz do mojego świata. Popatrz na niego moimi oczami. Ja Ci chętnie o nim opowiem, jeśli tylko znajdziesz czas, by zadać pytanie. Jak wtedy, gdy kucałeś, i czas stawał w miejscu.

Stań się trochę dzieckiem jak ja, bym ja kiedyś mógł stać się dorosły jak Ty.

M

odpuszczenie win

April 21, 2016 5:00 am

“Nie postępuje z nami według naszych grzechów ani według win naszych nam nie odpłaca.” (Ps 103, 10)

Nasz trzyletni Michałek słynie ze słownych „kwiatków”. Ostatnio miał zły dzień. Marudził, płakał, odmawiał współpracy. Po małej drzemce wrócił mu dobry humor i zdolność refleksji 🙂 . „Dziękuję ci kochana mamusiu, że zawsze odpuszczasz moje winy” – usłyszałam. I przypomniały mi się od razu słowa Psalmu 103:

„Pan odpuszcza wszystkie twoje winy i leczy wszystkie choroby. On życie twoje ratuje od zguby, obdarza cię łaską i zmiłowaniem”.

I tak sobie myślę, że dając dziecku doświadczenie „odpuszczania win” przez najbliższych, przygotowujemy grunt Panu Bogu. Mam nadzieję, że Michałkowi nie będzie bardzo trudno uwierzyć w Boga, który jest miłosierny i przecież nieskończenie lepszy od nas, słabych rodziców. Obyśmy nie przeszkadzali mu w odkrywaniu Jego miłości.

Basia