Kogo tu nie ma….

September 13, 2012 5:00 am

Gdy rozmawiam z uczestnikami kursu, zdumiewam się niezwykłym rozrzutem zawodów i zajęć. Wczoraj napisał mąż i ojciec, który zawodowo pracuje jako weterynarz, a jest tu również m.in geolog, mikrobiolog, nauczyciele uczący w podstawówce i gimnazjum, żony i matki, położne, pielęgniarki, absolwentki naszego Wydziału i wiele innych. Już nie wspominając o lekarzach, którzy też są różnych specjalności.

Jak niezwykłe jest to bogactwo ludzi, których łączy pragnienie pomocy innym.

Ten kurs jest trudny. Wymaga nie tylko wiele pracy dziś, ale też i przez cały nadchodzący rok. Egzamin końcowy będzie dopiero w listopadzie przyszłego roku. A i wtedy pewnie jeszcze nie wszyscy będą gotowi. Ale ta trudność – to tylko zewnętrzny obraz odpowiedzialności, by pomoc była rzeczywista, by czynić to jak najbardziej kompetentnie.

Patrzę na nich od ołtarza z podziwem i wielkim szacunkiem. I jak codziennie, proszę Was, Kochani, o modlitwę za nich.

Wasz duszpasterz

okiem uczestnika

September 12, 2012 7:51 am

Byłem już na wielu konferencjach naukowych. W niektórych uczestniczyło kilkaset słuchaczy. Prelegenci przyjeżdżali z całego świata. Jest jednak coś, co zdecydowanie różni tamte spotkania od tego, czego doświadczam teraz w Łomiankach. Przyjechaliśmy tutaj, by zdobyć wiedzę, owszem. Jednak wszystkich nas jednoczy fakt, że wiedzę ową pragniemy wykorzystać do czegoś, co jest ponad nią. Pragniemy budować lepszy świat. Świat, w którym nigdy nie rozwiązuje się problemów kosztem drugiego człowieka.

Nikt nie czuje się ważniejszy. Ordynator ginekologii pewnego szpitala chętnie dzieli się ze mną na „ty” własnymi doświadczeniami. Inna pani doktor podchodzi zainteresowana gdzie praktykuję. I jak zwykle kończy się wybuchem śmiechu. Muszę przyznać, że większość ma problem z literkami VMD przed moim nazwiskiem: veterinary medical doctor. Pozostali lekarze wszak mają tylko MD. Po wytłumaczeniu o co chodzi, śmiejemy się wspólnie.

Za Father J`em powtórzę: prosimy o wsparcie.

Michał

Ojcowie z dziećmi

September 11, 2012 3:26 am

To, co mnie jakoś szczególnie urzeka, to widok ojców, którzy przyjechali razem ze swoimi żonami, by opiekować się w czasie kursu dziećmi. Tatusiowie, którzy spacerują po korytarzu z malutkimi dziećmi, wołają swoje żony na karmienie, w czasie Mszy św. stoją obok swoich małżonek, które choć na tę chwilę mogą spokojnie przytulić dzieci do serca. Tak jak nie ma rodzicielstwa bez pary małżonków, tak i posługa instruktora czy lekarza zawsze ma gdzieś na zapleczu żonę, czy męża, którzy – choć nieobecni przy samym procesie – w jakiś własny sposób go umożliwiają.

Dziś szczególnie serdecznie myślę o tych wszystkich pozostawionych w domach żonach, mężach, dzieciach, którzy tęsknią, ale wiedzą, że ten czas rozłąki przyniesie wielkie owoce nie tylko innym, ale i im samym. Bo „cokolwiek uczyniliście dla jednego z tych braci Moich najmniejszych, Mnieście uczynili….”

Niech Was Bóg ma w swojej opiece

xj

Przywrócić obraz Boży w człowieku

September 10, 2012 10:06 am

Dzisiaj odwiedził nas bp. Stanisław Stefanek, który przyjechał specjalnie po to, żeby odprawić Mszę św. dla uczestników Kursu.

W czasie homilii podkreślił związki naszego Wydziału Studiów nad Rodziną z ideą służby człowiekowi przez wszystkie dyscypliny naukowe włącznie z medycyną. Przypomniał polskie tradycje walki o życie i walkę NaPro o przywrócenie Bożej prawdy o człowieku. Tak jak w Ewangelii Pan Jezus przywrócił słuch i mowę głuchoniememu, tak NaPro stara się przywrócić piękno i prawdę o człowieku, który w dziedzinie płodności stał się niemym i głuchym. Nie jesteśmy Panami życia, tylko jego sługami. To, co robi NaPro, to przywrócenie każdej osobie obrazu Bożego; to umożliwienie, żeby Pan Bóg mógł przez niego przemówić darem nowego życia.

Jaka to radość patrzeć na uczestników, którzy przyjechali z tak wielu miejsc, tak wielu zadań i aktywności, żeby pochylić się nad pięknem daru życia. I którzy pokonując tak wiele trudności, chcą jeszcze lepiej służyć parom małżeńskim.

Mamy świadomość jak wielu ludzi za nas się modli. Dziękujemy Wam z całego serca. W ten milczący sposób stajecie się współautorami tego dzieła.

Do usłyszenia jutro.

Zawsze z serdeczną modlitwą za Was

xj

Pierwsze śliwki robaczywki…

September 9, 2012 5:00 am

 

I tak upłynął dzień pierwszy. Okazało się, że rzeczywiście ten kurs jest po angielsku. Ogłoszenia po angielsku, wykłady po angielsku, slajdy po angielsku, materiały po angielsku… Nawet Polacy, jak wcielają się w rolę wykładowców, mówią po angielsku. Jedyna ulga, że Msza św. była po polsku. Choć homilię powiedział nie tylko po polsku, ale też i po angielsku.

Kłębią się więc myśli: „po co mi to było? na co ja się porywam? trzeba się było uczyć więcej! nie ma szans, żeby to zdać! Ci Amerykanie mówią okropnie, nie można ich zrozumieć!… ” I można by tak jeszcze przez godzinę 😉

No cóż. Poza współczuciem, jest też i świadomość, że większość z nas, którzy mają to już za sobą, też przez to przeszła. I przeżyła!

Co oczywiście nie zmienia faktu, że pierwszy dzień jest trudny. Jutro pewnie będzie jeszcze trudniej. Ale już za chwilę pojęcia się przyswoją, akcent przestanie tak przeszkadzać, a słowa zaczną się układać w zdania.

A nam pozostaje pamiętać o nich szczególnie mocno w modlitwie. Żeby się nie poddali. A jak kto ma znajomego Anioła Stróża z dobrym amerykańskim, to warto słać na pomoc.

Good luck, People!

X Jarosław

 

 

Ready, steady, go!

September 8, 2012 11:02 am

Wczoraj od godziny 18 przybywali do nas goście z rożnych krajów i miast. Póki co rozmowy toczą się w językach lokalnych, jutro, żeby się porozumieć trzeba będzie używać angielskiego. Polacy proszą Słowaczkę, żeby przejść na Polski. Jakoś siebie zrozumieją. A jeszcze nabiorą siły na mówienie po angielsku.

Chorwacja przysłała zespół 7 osób. Póki co trzymają się razem. Za tydzień, kiedy kurs się zakończy, pewnie wszyscy będą wielką rodziną. Nie można kochać życia i być sobie obcym. Po prostu się nie da.

Spotykam znajomych lekarzy ze Stowarzyszenia Katolickich Ginekologów i Położników. To właśnie na jednym ze spotkań padły pierwsze informacje o czymś takim jak NaProTechnology. To było jakby wczoraj, a jak wiele już się od tego czasu wydarzyło.

Dziś uroczyste rozpoczęcie. I już żadnych wymówek – wszystko po angielsku. Łącznie z informacjami gdzie trzeba się udać, żeby dojść do kaplicy a gdzie, żeby zjeść lunch czy umyć rączki.

Pierwsza godzina to wszystkie potrzebne informacje. W drugiej już pierwszy wykład. Prowadzi go dr Hilgers. Kurs rozpoczęty. A Was kochani nasi Czytelnicy proszę o silne wsparcie modlitewne. Uczestnicy BARDZO tego potrzebują.

Wasz korespondent

xj

Powrót do domu

September 4, 2012 7:54 am

Po dwóch miesiącach nieobecności mój pokój wymaga zdecydowanego odkurzenia. Ale zdecydowanie bardziej wymaga odkurzenia powrót do naszych spotkań na Blogu. Zatrzymywałem się w naszej Przystani każdego dnia ciesząc się wszelkim dobrem, które tam zagląda przez dzielenie się słowem/Słowem, dziękując Świętej Rodzinie za taki wspaniały Zespół Autorów.

Pewnie już wszyscy wróciliśmy do naszych normalnych zadań. No może poza tymi, którzy pracują na uczelniach. My jeszcze mamy wrzesień zanim pojawią się studenci. W tym roku jednak, w Łomiankach ten wrzesień będzie dość niezwykły. Po raz pierwszy zagoszczą w naszym domu studenci kursu NaProTechnologii. Uczestnicy z 11 krajów. No i wykładowcy z prof. Hilgersem na czele. Zapowiada się wspaniały czas. Mam nadzieję, że uda mi się przekazać Wam jakieś migawki z tego wydarzenia.

A dziś chciałbym tylko na chwilę odwiedzić każdy Wasz Dom i zostawić w nim odrobinę pokoju. Pokoju, który tylko może dać Pan Jezus. Na szczęście dla nas, On nas zawsze chce w ten pokój wyposażyć.

Pokój temu domowi!

X Jarosław

American Academy FertiltyCare Professionals annual meeting in Salt Lake City…

July 15, 2012 12:03 am

…dobiega końca. Mimo tego, ze to American Academy, to jednak na spotkaniu są ludzie także spoza Ameryki. Z Meksyku, Kanady, Anglii, Irlandii, Hiszpanii, Polski. Okazja do pogłębienia wiedzy, osobistych konsultacji z najlepszymi specjalistami w dziedzinie leczenia niepłodności, podzielenia się sukcesami i odnowienia więzi. Każdy z tu obecnych ma podobne radości i podobne trudności; w swoich miastach są tak często kompletnie odosobnieni. Tu mogą się tym spokojnie podzielić, tu znajdą zrozumienie i mądrą radę.

Kanadyjski Holender, z którym spotykam się na śniadaniach i trudno nam skończyć rozmowy, towarzyszy w tej podróży swojej żonie – on i kilku innych. Ale też i żony towarzyszom swoim mężom. To dla nich także znakomita okazja, by poznać się nawzajem i zrozumieć, dlaczego moja druga połowa tak wielką wagę przywiązuje do tego rodzaju służby. Zbyt często bowiem małżonkowie nie rozumieją, dlaczego on czy ona są tak pochłonięci swoją pracą.

Może wakacyjne spędzanie ze sobą wolnego czasu stanie się okazją do opowiedzenia o swoich sukcesach i pasjach. I tego Wam wszystkim, Kochani, życzę.

Fr. Jay z SLC

I tu także

July 12, 2012 9:34 am

Wszędzie jest to samo. Na szczęście. Tak było w Amsterdamie, tak było w Madrycie. Tak jest i tutaj. Jak ludzie widzą księdza siedzącego w kącie, ze stułą, w sali, gdzie ma być Msza św., to kojarzą to jednoznacznie – okazja do spowiedzi. Nawet w Ameryce, gdzie spowiedź w wielu parafiach jest „by appointment” albo w jakiś wyznaczony dzień w miesiącu.

Kolejka jest, ale do Mszy św jest jeszcze sporo czasu, więc można nad każdym się spokojnie pochylić.

Moja „parafia” systematycznie się powiększa. Mimo wczesnej pory Mszy św. tak wiele osób chce rozpocząć dzień od spotkania z Panem Jezusem. Jak dobrze jest być częścią „jednego, świętego, powszechnego i apostolskiego” Kościoła.

Fr Jay

Salt Lake City, 11.07.2012, 23:37 US Mountain Daylight Time