"Będziecie Moimi świadkami…"

March 3, 2016 5:03 am

– to słowa Pana Jezusa zapisane w Dziejach Apostolskich (Dz 1, 8), zapowiadające zesłanie Ducha Świętego, ale też tytuł książki Arcybiskupa Kazimierza Majdańskiego zawierającej Jego relację z pobytu w Dachau. Jest ona dedykowana “Świadkom, o których Autor daje świadectwo”. Przedwczoraj, 1 III, minęła 100. rocznica urodzin Ks.Arcybiskupa, jutro są Jego imieniny.

Przypominam sobie życiorys wielkiego Polaka, kawalera Orderu Orła Białego, arcybiskupa, profesora, ale przede wszystkim – świadka… Aresztowanie we Włocławku, pseudomedyczne doświadczenia w obozie, akt oddania się w opiekę św. Józefowi, cudowne ocalenie; i to wszystko po wojnie, co było i jest wypełnieniem tego ślubowania. Czego i ja, i my wszyscy, jesteśmy świadkami, i uczestnikami, i beneficjentami. Rocznica obchodzona była w Łomiankach, a w Szczecinie odbyła się sesja naukowa poswięcona działalności Księdza Arcybiskupa.

“Nie wiem, czy był w tamtym pokoleniu jeszcze ktoś, kto aż tak silnie czuł sprawy małżeństwa i rodziny. Ktoś, kto w tej trójce, przy Prymasie Tysiąclecia, przy metropolicie krakowskim – późniejszym świętym papieżu i przy biskupie szczecińsko-kamieńskim, nadążyłby za tym patrzeniem daleko w przyszłość, a jednocześnie był osadzony niezwykle silnie w codzienności” (abp Dzięga).

To okazja do podziękowania Bogu za dar osoby Arcybiskupa – Jego życia, świadectwa, dzieł. Okazja do wdzięczności, ale i do działania, do pracy.

Andrzej O.

Premiera książki "Raz się żyje"

February 24, 2016 5:00 am

Drodzy Czytelnicy,

Z radością oficjalnie już zapowiadamy, że 1 marca będzie miała swoją premierę nasza książka – “Raz się żyje. Przewodnik po work-life balance”. Trochę o historii jej powstawania znajdziecie na jej kartach; choć by o tym opowiedzieć, potrzeba pewnie drugich 300 stron tekstu. Pomimo trudów drogi, jaką musieliśmy przebyć od pomysłu, przez pisanie, aż do samego końca procesu wydawniczego, przede wszystkim towarzyszy nam wielka radość, że się udało i możemy się podzielić dobrym słowem, które ma moc wnosić coś nowego do naszego – i jak mamy nadzieję – Waszego życia.

Wiele zawdzięczamy wydawnictwu Rosikon Press, które wzięło nas pod swoje skrzydła, dzieląc się doświadczeniem 25 lat pracy na rynku wydawniczym. Radością są dla nas patronaty radiowej Jedynki, Gościa Niedzielnego oraz portali Przeznaczeni.pl i beneDeo.com.

Książka wychodzi już z drukarni i dzisiaj trafi transportami do księgarń w Polsce oraz naszych ośrodków. Informacje o tym, gdzie można będzie ją kupić w Fundacji Pomoc Rodzinie, znajdziecie TU.

Do zobaczenia już niebawem od Rozdziału 1 do 12

Małgorzata Rybak i ks. Jarosław Szymczak

nasze trudy

February 16, 2016 5:00 am

Człowiek zrobi sobie krótki urlop, odpocząć troszkę chciałby, a po powrocie – zdwojone tempo, bo teraz trzeba wgryźć się na nowo w obowiązki, złapać rytm, nadgonić powstałe zaległości. Gdy mąż wrócił wczoraj z pracy tak późno, że gdybyśmy mieli psa, to na pewno zdążyłabym go jeszcze wyprowadzić, okazało się, że dzieci to przez chwilę rano widział. Dzisiaj ma być już lepiej. Tego się trzymam(y).

Jeden dzień, a tyle spraw. Niektóre nad wyraz trudne. Wymagają rozeznania, bo nie wszystko jest oczywiście oczywiste. Niektóre będą wymagały zwiększonego wysiłku i trudu. Im więcej osób, tym więcej wątków, choć niektóre powiązane. Praca w pracy i praca w domu zawsze połączona jest z drugim człowiekiem i jemu powinna służyć, więc odpowiedzialność wielka.

Czasami mam wrażenie, że nie ogarniam rzeczywistości. Że jest zbyt skomplikowana, że jest zbyt brutalna. I właściwie nie mam wątpliwości, że taka jest, ale za nic w świecie nie chciałabym przyczyniać się do jej kreowania w takim właśnie wydaniu.

Jak temu zapobiec? Co więc robić? – na pytania od wczoraj (a właściwie dużo wcześniej) mnie nurtujące dostaję taką odpowiedź:

„ …wie Ojciec wasz, czego wam potrzeba, wpierw zanim Go poprosicie. Wy zatem tak się módlcie: Ojcze nasz, który jesteś w niebie, niech się święci imię Twoje! Niech przyjdzie królestwo Twoje; niech Twoja wola spełnia się na ziemi, tak jak i w niebie. Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj; i przebacz nam nasze winy, jak i my przebaczamy tym, którzy przeciw nam zawinili; i nie dopuść, abyśmy ulegli pokusie, ale nas zachowaj od złego!” (Mt 6,8b-13)

Dorota

Niech we wszystkich Waszych trudach dnia codziennego Pan Bóg Wam błogosławi!

skończony cymbał

October 22, 2015 5:00 am

Słucham koncertu laureatów kończącego najbardziej prestiżowy konkurs im. Fryderyka Chopina na świecie, który co 5 lat organizowany jest w Warszawie (zakochałam się w tej muzyce podczas XII edycji konkursu w roku 1990 i tak zostało). Choć aby wysłuchać laureatów, najpierw trzeba się przebić przez dwie godziny przemówień. Niektórzy mówią bardzo wiele, ale słowa jakby nie niosły żadnego głębszego sensu. Padają życzenia pod adresem młodziutkich zwycięzców, by to wydarzenie wyznaczyło ścieżkę ich życiowego sukcesu: fantastycznej kariery zawodowej.

I myślę, jaki okropny ciężar składają mówcy na ramiona tych młodych ludzi. Wygrana w konkursie takim jak ten to tylko wypadkowa talentu, odporności psychicznej i upodobań bardzo konserwatywnego jury. Jeśli poczucie własnej wartości i miejsce w świecie mają wyznaczać nagrody – to nie ma po co żyć. Jeśli “fantastyczna kariera” to cel życiowy – całe to granie będzie jak cymbał brzmiący, za którym zieje pustka życia dla samego siebie.

Za kilka tygodni ukaże się książka pt. “Raz się żyje”, w której z ks. Jarosławem zastanawiamy się nad tym, czym jest sukces i jakie najgłębsze potrzeby muszą zostać w nas zaspokojone, byśmy się nazywali ludźmi spełnionymi. Prosimy także o modlitwę, bo ta ostatnia prosta dzieląca nas od wypuszczenia tej refleksji w świat jest dla nas bardzo dużym wyzwaniem.

Z całą pewnością, jeśli uwierzę w sukces mierzony ilością tytułów, orderów i osiągnięć, “będę skończonym cymbałem” (jak śpiewa Kuba Kornacki z Kanaanu). Pierwszymi osobami, które mi o tym przypomną, będą moi najbliżsi w rodzinie.

M

 

fala

August 4, 2015 5:00 am

Mam na myśli te momenty, gdy widzimy u siebie takie zachowania względem bliskich, o których już koło szesnastego roku życia postanowiliśmy, że nigdy nikt u nas ich nie zobaczy. Bo tak się reagowało w domu rodzinnym i było to trudne oraz przykre. Więc ja, jako żona/mąż, mama/tata, “nigdy się tak nie zachowam”. A potem w rozmaitych sytuacjach sceny powtarzają się jak w filmie, nawet dialogi łudząco podobne do oryginału, jeśli nie są dosłownymi cytatami.

Ktoś mi powiedział ostatnio, że jest to ten sam mechanizm, na którym opiera się fala w wojsku. Ten najabardziej okrutny to wcale nie ten, co najbardziej dostał łupnia jako “kot”, ale ten, co dostał łupnia i zapomniał szybko, jak to boli, bo przeżycie było za trudne. Została tylko nierozładowana złość.

Wystarczy więc odświeżyć wspomnienia i przypomnieć sobie, jakie to przykre słyszeć pewne słowa, być świadkiem pewnych zachowań i reakcji. Dopiero ta pamięć, jak to się człowiek czuje, może efektywnie położyć kres ich powielaniu.

Choć odkryłam, że właściwie wszystkie przykrości w życiu codziennym, w sklepie, na ulicy, w pracy, można czytać w tym samym kluczu: zamiast podawać dalej lub uśmierzać ból przy pomocy dostępnych cywilizacyjnie form znieczulenia – pozwolić sobie, by nam było przykro. Pomaga to coś w swoim własnym zachowaniu skorygować, by względem innych było w nas więcej miłości.

M

praca zespołowa

July 21, 2015 4:00 am

W pięcioro na jednej gitarze akustycznej. Niemożliwe? A właśnie możliwe. Efekt spektakularny i perfekcyjny w każdym calu. Zobaczcie sami:

W zasadzie sama przyjemność i oglądania, i słuchania. Oczywiście wielu rzeczy nie widać. Jak im musi być gorąco i średnio wygodnie, gdy nad tą jedną gitarą skupieni. Albo ile to było tygodni od pomysłu, przez próby, do tego właśnie finałowego wykonania. A że efekt taki, widać, że mamy do czynienia z muzykami, nie amatorami: każdy z charakterem, z pomysłem na siebie, z doświadczeniem za sobą i marzeniami przed sobą. 🙂

Jak to im się udało, że nie każdy chciał być pierwszymi skrzypcami? Że byli soliści i ci na peryferiach? Że sobie nawzajem w struny nie weszli?

Sukces pracy zespołowej to wielkie kulisy: współdziałania, rozmów, burz mózgów, sporów i przebaczenia. Celu większego niż my sami, choć nie sprawiającego, że kogokolwiek można uznać za osobę nieważną. Końcówka jest tylko uwieńczeniem tej drogi. Tu naprawdę imponująca.

Ze szczególnym pozdrowieniem dla tych, co nie na wczasach, lecz w pracy. Choć wczoraj pokazywałam ten clip grupie dzieci – naszych i kuzynostwa, żeby dali radę nakręcić mikro-krótkometrażówkę o Powstaniu Warszawskim, jak to zobie zaplanowali. Bowiem niejeden projekt mógłby upaść z powodu czyjegoś focha z dąsem 🙂

M

przyjaciel zegarek

September 16, 2014 5:00 am

Andrzej O., przyjaciel Przystani, obecny na niej w swoich komentarzach, a wczoraj wreszcie w pierwszym wpisie, zapytał, co to znaczy “mądrze troszczyć się o siebie”.

Louise Kirk, która wspiera rozwój dzieł Fundacji w Anglii, powiedziała kiedyś: “zegar to taki cudowny przyjaciel, gdy jest się samemu w domu. Zawsze towarzyszy tykaniem”. Mnie się zegar zawsze wydawał złym policjantem, który mówił, że już się nie zdążyło lub zaraz nie zdąży. Ale myślę, że to Louise miała rację.

Zegar nie tylko towarzyszy, ale w trosce o siebie pomaga. Pierwsza pomoc: godzina pójścia spać i godzina wstawania. Pan Bóg dał dniowi tyle godzin, byśmy zdołali jego troski unieść bez zarywania nocy. “Dosyć ma dzień swojej biedy”. Zamknięcie dnia razem z Nim w porze, która rokuje na zachowanie mnie w dobrym zdrowiu i z dostateczną ilością sił, to też sposób powiedzenia: “Ufam, że zatroszczysz się o to, o co ja nie zdążyłem”. Zegarek pozbawia mnie złudzenia wszechmocy.

Zegarek określi rozsądną ilość czasu na wszystko. Na siedzenie i spacer. Na czas dla męża/żony i dla dzieci, i na pracę. Na modlitwę. Na przyjemności, odpoczynek, hobby. Kwestia zastanowienia, ile chcę go oddać na co.  Może poprzez napisanie na papierze nawet, że w ciągu dnia znajdę go tyle i tyle na rzeczy ważne, które zaprocentują za rok, dwa i dziesięć lat. Wtedy zegarek będzie moim sprzymierzeńcem.

Zegarek to wielki dar miłości Boga do nas: uczy nas liczyć dni nasze, byśmy zdobywali mądrość serca. W tym potrafili zatroszczyć się o samych siebie, by mieć siły troszczyć się o innych.

Mplus

skok przez płot

June 24, 2014 5:00 am

Idź, popilnuję dzieci” – mówi do mnie koleżanka, gdy widzi, że mój Mąż przystawia do płotu drabinę dla mnie, żebym szybciej mogła się przedostać na drugą stronę i chwilę mogła z nim spędzić i pooglądać zarysy powstającej budowli. Podekscytowana więc pobiegłam i z płotu, wprost w ramiona męża, spadłam (na szczęście  zdołał mnie złapać 😉 ) Ta wspólnie spędzona chwila okazała się być bardzo ważną dla nas.

Dobre planowanie to podstawa – to przecież wynika z dwóch poprzednich wpisów 🙂

Ale też zgadzam się z Małgosią T., której wpis o planowaniu w pełni opisuje wszelkie perturbacje, z którymi zmaga się każda mama.  Jednak nie da się ukryć, że gdy coś planuje się z rocznym wyprzedzeniem 🙂 ma duże szanse na to, aby się zrealizowało.

Na ten weekend właściwie czekaliśmy od roku i wiedzieliśmy, że rozpocznie się już w środę. I już od roku można było przygotowywać się, że będzie to weekend  pod hasłem: „odpoczynek przez pracę” lub  „ora et labora” – jak kto woli.

Efekt końcowy ciężkiej pracy naszych mężów rzeczywiście robi wrażenie, z podziwu wyjść nie mogę nie tylko ja, ale też wiele innych żon, które na miejscu a niektóre z zacisza domowego, bo akurat stan zdrowia nie pozwolił mimo wszystko na przyjazd.

Łezka w oku mi się zakręciła, gdy na koniec naszego wspólnego pobyty w Wisełce, Jacek – jeden z ojców projektu, podziękował też wszystkim żonom, że umożliwiły mężom zrealizować założony plan. Poczynając od Ani, której mąż Piotrek zaprojektował całą bazę i wyliczył niemal wszystkie potrzebne śrubki, przez Martę, która przyjechała do Wisełki wraz z zapakowaną torbą do szpitala na porodówkę gdyby nastąpiła taka konieczność, której mąż Jarek od samego początku był mocno zaangażowany w projektowanie i realizację, po Agnieszkę – własną żonę, która dzielnie wspierała Jacka na każdym etapie (a tych etapów było kilka od wczesnej wiosny). Sama też się poczułam wyróżniona w tych podziękowaniach, bo przecież niejedna z nas marzy w końcu o długim weekendzie w jakimś nadmorskim kurorcie ale spędzonym  tylko we dwoje, gdy tymczasem dane nam było dla odmiany zajmować się dziećmi i myć gary i talerze. Tyle tylko, że pilnowanie dzieci gromadnie jest bardzo przyjemne i mniej absorbujące, a praca „na zmywaku” w dużej i miłej grupie jest bardzo wesoła. No i zawsze i wszędzie można w końcu wspólnie wypić tę kawę, na którą zwykle, w normalnych warunkach, nie da się umówić. I pomimo różnego tempa spacerowego można było się spotkać nad morzem i tam dokończyć wiele bardzo istotnych tematów zażywając przy okazji kąpieli słonecznych.

A wiem też, że pomimo ciężkiej pracy naszych mężów i ciągłej „zajętości” żon sprawami wielce ważnymi –  takich „skoków przez płot” było zdecydowanie więcej, bo każdemu zależało żeby ten weekend był chociaż trochę „tylko we dwoje”.

u Męża w pracy :)

u Męża w pracy 🙂

zbiorowa kontorla

zbiorowa kontrola

zachwyt żon

zachwyt żon

kąpiele słoneczne

kąpiele słoneczne

 

 

baza Drużyny Czasu

June 23, 2014 9:40 am

Wszyscy, którzy zaglądali w knieje, byli zdumieni postępem prac. Potrzeba było zaledwie półtora dnia, by razem skończyć projekt, który od pomysłu do naszego przyjazdu do Wisełki (wynajętym do tego celu autokarem, samochodami, a nawet samolotem z Dublina) zajął kilka miesięcy przygotowań.

Panowie (często wraz z synami) dawali z siebie naprawdę wszystko. Wielu z nich morze zobaczyło dopiero w niedzielę – w ostatni dzień pobytu. Słynna jest już anegdota o Jerzym, który na ogół woli pracę koncepcyjną, a tutaj zupełnie się nie oszczędzał. Zapytany o przyczyny, miał wyznać: “Żona powiedziała: masę już masz, teraz pora na rzeźbę”.

Zobaczmy, co wyrzeźbili. 🙂

To zostało ze starej bazy

20140622_125709

Drugi dzień pracy

20140622_125157

21.06.2014 - 2 21.06.2014 - 8 21.06.2014 - 10 21.06.2014 - 14 21.06.2014 - 18 20140622_125430 20140622_125833

Efekt końcowy

20140622_125517

20140621_134140 20140621_150840 20140622_125750

Świętowanie

20140621_153318

CIMG0342

Poświęcenie

20140624_112333

Podziękowania

20140624_112806

Ojcowie projektu: Piotr, Jarek i Jacek

20140624_113031

I jeszcze (prawie) wszyscy

20140624_113806

Oby owoce tej (współ)pracy trwały 🙂

Już z domu po nocnym powrocie

M

Drużyna Czasu

June 22, 2014 5:00 am

Rok temu budowaliśmy arkę. 🙂 W tym roku przyjechaliśmy do Domu Świętej Rodziny w Wisełce, by postawić bazę Drużyny Czasu.

Czasu było niewiele: dwa dni robocze na wzniesienie dużego obiektu, który ma przetrwać wichry i deszcze, a z którego w czasie rekolekcji letnich będzie korzystać grupa wiekowa starszych dzieci szkoły podstawowej, by zdobywać kolejne sprawności, podczas gdy ich rodzice będą się poddawać ożywczemu powiewowi Bożej łaski i remontowi relacji.

Mimo iż Wrocław przyjechał w większości, samochodami i wynajętym wspólnym autokarem, mamy liczne wsparcie innych Ognisk: Warszawy, Szczecina, Rybnika. Przyjechali nawet tylko ojcowie z synami. Wysiłek finansowy także podzielił się na kilka ośrodków.

Na naszych oczach dokonywało się to, co niemożliwe: na “ściernisku” szybowały w niebo wieże strażnicze, palisada, pomost. Pytam Andrzeja, jak to możliwe. Więc pomogły dwie rzeczy: trud planowania (od wiosny), opracowania koncepcji, rysunki inżynierskie w AutoCadzie, złożenie części elementów (gdzie potrzebna była duża precyzja) wcześniej. “Składamy dzięki temu to wszystko jak klocki lego. I jest prosta zasada: nie kłócimy się z szefami”. I to mówi mój Mąż, na co dzień kierownik dla 150 osób, który tutaj cieszy się, że może po prostu wykonywać polecenia.

Z jednej strony więc świetne planowanie, w myśl zasady 80/20: 80% czasu na opracowanie planu, a wtedy potrzeba już tylko 20% na realizację. Z drugiej – to, o czym opowiadają na różne sposoby Programy, za personalizmem Wojtyły: ważny jest nie tylko cel, ale i jakość wzajemnych odniesień. Wtedy powstaje konstrukcja, która ma dobry fundament i szanse na trwanie. Drużyna, zdolna podjąć niejedno wyzwanie.

I tą dobrą atmosferą człowiek nasiąkał, choćby tylko robiąc zdjęcia. Ciąg dalszy i efekt końcowy – już jutro. 🙂

Z pozdrowieniami znad morza

M

CIMG0308 CIMG0309 CIMG0310 CIMG0311 CIMG0312 CIMG0313 CIMG0317 CIMG0318 CIMG0319 CIMG0321 CIMG0324 CIMG0325 CIMG0327 CIMG0329 CIMG0330 CIMG0331 CIMG0332 CIMG0335