nowy człowiek w Kościele

March 16, 2015 5:00 am

Wczoraj Pawełek (dawniej “Plus”) został przyjęty do grona wiernych Kościoła. Była to uroczystość bardzo radosna z wielu powodów. Po pierwsze, cieszyliśmy się z tego, że jest na świecie. Nasza rodzina czekała na niego długo: trzeba było uporać się ze słabo rokującymi problemami ze zdrowiem i pokonać wiele trudności, by pojawił się na świecie. Nie jest bowiem takie oczywiste, że będąc rodzicami dwójki dzieci, zostaje się rodzicami również kolejnego. Czekanie na Pawła uczyło nas, że życie to dar.

Darem była dla nas także obecność tak wielu bliskich sercu ludzi. “Znajomego Księdza z Polski”, który tej uroczystości przewodniczył. Naszych rodzin oraz przyjaciół z Dolnośląskiego Ogniska Świętej Rodziny (z wieloma z nich znamy się od tak dawnych czasów), którzy tak często byli wsparciem w trudnych momentach tej drogi. Przychodzi myśl taka, jak bardzo kruchą materią jest rodzina, że potrzebuje tyle życzliwości i ochrony, by mogła się rozwijać i trwać. Tej życzliwości wczoraj doświadczyliśmy bardzo wiele. Także dzięki zdalnym znakom łączności w modlitwie i dzieleniu naszej radości. Dziękujemy.

Dla Czytelników Pawełek przesyła dobre słowo z wczorajszej homilii – na dobry początek dnia. Jesteśmy umiłowanymi dziećmi Boga, za które On oddał wszystko, do których sie przyznaje i które chroni. I które Jego Syn kocha miłością najbardziej ludzką – bliski i mówiący językiem gestów i słów, które jestesmy w stanie dobrze zrozumieć.

Dzieląc się z Wami naszą radością

M

IMG_9248

 

Tata plus

February 10, 2015 5:00 am

Po oddziałowej tułaczce, bo przepełnienie, trafiam do sali, gdzie wszystkie trzy wydałyśmy na świat dziecko po raz trzeci. Nie jest to takie oczywiste. Więc rozmaite teksty personelu i odwiedzających, że norma to jeden bądź dwa, chłopiec i dziewczynka, i wszyscy w domu. Zawsze bardzo mnie bolało tak utylitarne i przedmiotowe podejście do dzieci, jakby się dało je mieć.

Ale przede wszystkim patrzę na ojców, co tu są. I jest w nich coś, co uczyniło możliwym zostanie tatą po raz kolejny – mimo że dla obu koleżanek z sali były to dzieci “nieplanowane”. Widzę mężczyzn, którzy z tych dzieci się cieszą, są dumni, otwarci na więcej. Pięknie odnoszą się do swoich żon i jest w nich tyle troski. W dużej mierze szczęśliwe macierzyństwo tych kobiet jest możliwe dzięki oparciu w stabilnym, mądrym, odpowiedzialnym ojcostwie mężów.

Potem przywożą mamę po cięciu, ale wzruszony tata dziecka nie może nic podpisać, gdyż jest narzeczonym. Życzę mu w myślach, by stał się równie pięknym mężem, na którym oprze się nowa rodzina.

Pozdrawiając mojego Boskiego Andy’ego i dziękując mu za to, że jest
Z uśmiechem do Czytelników

M z Pawełkiem w radościach i trudach pierwszych dni

I zapraszamy na wykład do Wrocławia, który te relacje mocno tłumaczy.

10luty2015

mama na 3+

January 17, 2015 5:00 am

Usłyszałam niedawno, że wystarczy być “Mamą na 3+”. Zdziwiło mnie to ogromnie. Ale jest w rzeczy samej logiczne.

Mama na niedostateczny – to jakby brak mamy i tego, co sobą uosabia – ciepła, blikości, azylu. W zamian za to – jakieś odwrócenie ról, gdy dzieci martwić się muszą nie tylko same o siebie, ale i o nią, i uczą się ról zbyt dorosłych na ich kruche, dziecięce barki.

Mama na celujący – zjadła wszystkie rozumy. Jest tak doskonała, że sama chodzi jak w zegarku i stara się dopasować wszystkich do ideału, którym jak uważa, już jest. Nie bywa zmęczona. O nic nie pyta, ponieważ wszystko wie. Ile potrzebujesz witamin i snu, co jest dla ciebie najlepsze. Nie ma przestrzeni dialogu. Nie ma ciekawości, co masz do powiedzenia i co czujesz, gdy jesteś jeszcze dzieckiem. Nie ma błędów, za które można przepraszać i uczyć, że na tym polega także życie. Na nieustannym pojednaniu.

Może to “3+” to kwestia dojrzałości. Nauka radości z bycia “wystarczająco dobrymi” dziś przed parami na JA+TY=MY – i to w dwóch odsłonach: w Łomiankach i w Opolu, gdzie będzie debiutował ks. Krzysztof w roli prowadzącego, a nasza redkacyjna Dorota z Mężem Jarkiem podejmą się roli trenerów. I choć mężowie znowu przyprowadzą żony – choć częściej żony swoich mężów 🙂 – by ktoś im ich odczarował i naprawił, i przerobił na wersję celującą – dostaną do ręki narzędzia, które dadzą im wiele radości i spokoju.

Polecamy ten proces Waszej modlitwie.

Mplus ucząca się złotego środka 3+

na zapas

October 25, 2014 5:00 am

„Nie chcę śmierci grzesznika, lecz pragnę, aby się nawrócił i miał życie.” (Ez 33, 11) 

To dziś jest taki dzień. Dzień, na który czekam cały tydzień i który mam, a zwłaszcza w piątek wieczorem, zaplanowany dość precyzyjnie. Szczególnie te poranne godziny. W terminarzu, grafiku, kalendarzu nie ma żadnych planów oprócz jednego. Wyspać się! W końcu się wyspać i najlepiej na zapas!

(Piszę ten tekst w piątek wieczór, więc nie wiem, jak naprawdę będzie, ale doświadczenie życiowe mi mówi, że o ile uda mi się chwilę dłużej pospać, to i tak nie będzie to jakiś niesamowity szał, bo, nie wiedzieć dlaczego, nasze dzieci w sobotę mają włączony jakiś naturalny budzik, który mówi im, że szkoda tracić sobotniego dnia na spanie i włączają jakiś specjalny sobotni motyw w stylu: obudźmy mamę, niech też nie przegapi sobotniego poranka, a później pobawmy się!)

I wiem dobrze, że niemożliwe jest wyspać na zapas. Niemożliwym jest wyspać się tak bardzo, że więcej snu już nie będę potrzebowała. Choć marzę o tym 🙂 I nie da się najeść tak, żeby do końca życia nie czuć głodu.  Inna jest nasza natura. Potrzebujemy jedzenia i odpoczynku każdego dnia, aby dobrze funkcjonować. Potrzebujemy też codziennie czuć się kochani, potrzebni, bezpieczni.

I stając się chrześcijanami nie staliśmy się doskonali raz na zawsze. Codziennie potrzebujemy nowych sił, drogowskazów, nawrócenia. Zostaliśmy stworzeni tak, aby codziennie łaknąć Boga, aby wciąż na nowo nasycać się Jego miłością. Potrzebujemy Jego bliskości, Jego siły, Jego mocy i otrzymujemy to wszystko przychodząc do Niego każdego dnia, jeśli tylko tego naprawdę chcemy. W ten sposób, choć czas nieubłaganie mija, zyskujemy nowe życie.

Dorota

dziękuję za komplement

September 19, 2014 5:00 am

“Ale ładnie pani wygląda – w ciąży, a jednak szczupło”. “Jaki Ty masz wielki brzuch!!! Który to miesiąc?” “Teraz ci ładniej, zeszczuplałaś przez chorobę, bo wcześniej jakoś tak grubo”. Ehm, tego, ludzie – chciałoby się powiedzieć – ten brzuch to jest Człowiek.

Ciąża to nie jest niepełnosprawność, ale wydaje się czasem, że potrzeba społeczeństwo edukować w zakresie myślenia i podejmowania rozmowy, podobnie jak w przypadku tej pierwszej, teoretycznie “uprzywilejowanej”, grupy  🙂

Słysząc komentarze takie jak te powyżej, zastanawiam się, czy oczekiwanie dziecka czyni ze mnie mniej człowieka i mniej kobietę (poprzez domniemany zanik wrażliwości). Wydawałoby się bowiem, że macierzyństwo to jeszcze bardziej “być” po kobiecemu, ale przecież nie wyłącza również kobiecej potrzeby  “wyglądania ok”. Zaś ciąża, według standardów urody wyznaczonych przez prasę kolorową i lalki  Barbie, kończy się w rzeczy samej kataklizmem – razem z Plusem bowiem osiągniemy rozmiary wieloryba. Wtedy może, jeśli nie PFRON, powinien nas chronić Greenpeace.

I widzę pewne podobieństwo między tymi “komplementami”, a sposobem mówienia o mamach zajmujących się maluchami – że ona “siedzi w domu” (lub angielskie “she is stuck”), o którym mowa w Programie 2*. I myślę sobie: ciekawe, że przy galopującym niżu demograficznym możemy sobie na ten język wykluczenia społecznego pozwolić.

Więc – zanim się odezwiemy z komentarzem na temat wyglądu mamy oczekującej dziecka – warto na chwilę stanąć w jej butach. Wystarczy “ślicznie wyglądasz”. Będzie docenione. 😉

Mplus

PS. Absolutny hit wczoraj w kiosku: “Buzia trochę zmieniona, mówię pani, to będzie dziewczynka”. Jest bowiem taki przesąd, że córka w ciąży zabiera matce urodę.

*Ks. Jarosław Szymczak, Agnieszka Rogalska. Program 2: MY+RODZINA. Zapraszamy absolwentów Programu 1 na “dwójkę” do Wrocławia (szczegóły TU).

 

kraina łagodności

September 12, 2014 5:00 am

“Stałem się wszystkim dla wszystkich” (1Kor 9, 22)

Słowa św. Pawła to także kwintesencja rodzicielstwa. Bycie mamą – to dawanie i podtrzymywanie życia, przy czym troska o jego biologiczną stronę (“jedzenie i przyodzianie”) nie może przytłoczyć nas do tego stopnia, by zniknęły z pola widzenia potrzeby psychiczne: one utrzymują przy życiu w znacznie głębszym sensie. Przyjęcie, uwaga, wsparcie. Dzieci potrzebują być kochane.

Podobnie w ojcostwie jest miejsce na bycie “wszystkim”. Na stanowczość i zdecydowanie, oraz na stawanie się “słabym dla słabych”: łagodnym i cierpliwym, by dzieci poprowadzić ku wewnętrznej stabilności i mocy. Nie z pozycji dyktatora czy egzekutora, ale kogoś, kto umie mądrze towarzyszyć i prowadzić, ponieważ zna drogę.

I choć czasem wydaje się, że powinniśmy być w kilku egzemplarzach, by zaradzić potrzebom – tak różnym – wszystkich dzieci (dla mnie w tej chwili – Plus, gdy jestem chora, wymaga mojego leżenia, syn – pomocy przy odrabianiu lekcji, córka – przejrzenia wypracowania), właśnie cierpliwe pozwolenie na to, by być “dla”, uczy dzieci spokoju. I nie chodzi przecież o to, by na rzecz domowników “zarobić się na śmierć”. Żeby być czymkolwiek dla kogokolwiek, potrzeba mądrej troski o samego czy samą siebie.

By dom był miejscem szacunku, współdziałania, radości. Oazą życia.

Mplus

Jego pokój

August 27, 2014 9:13 am

Wraz z Mężem, jako rodzice, nieuchronnie wchodzimy w kolejny etap wychowawczy, a nasz najstarszy syn w kolejny etap rozwoju. Ledwo nauczyliśmy się nawzajem reagować na zachowania typowe dla starszych dzieci, a już zaczynają pojawiać się zachowania typowe dla nastolatków. Z tymi jeszcze nie do końca sobie radzimy, chociaż spodziewamy się ich od jakiegoś czasu.

Jest we mnie pewnego rodzaju strach, że nie podołam, tym bardziej, że wszyscy mamy temperamenty należące do tych bardziej porywczych. Jest we mnie dużo niepokoju, że moje „wyczytane”, nowe kompetencje, w dużej mierze sprzeczne z tymi, którymi sama byłam wychowywana i są niejako wpisane we mnie, jednak nie będą miały siły przebicia w mojej porywczej naturze.

Wiec wszystkie te moje słabości i niepewności oddałam Panu, szukając wsparcia i pocieszenia, i wskazówek do działania. Znalazłam pierwszą z nich. Za Św. Pawłem do codziennej porannej modlitwy, do porannego błogosławieństwa dzieci, będę dołączała taką oto modlitwę:

„A sam Pan niech was obdarzy pokojem zawsze i na wszelki sposób! Pan niech będzie z wami wszystkimi.” (2 Tes 3,16)

Bo przecież On sam jest pokojem i wie, jak dużo nas może kosztować wychowywanie dzieci. Ale skoro nam je powierzył, a nam zależy na Nim i na naszych dzieciach, to znajdziemy w sobie siłę i moc pochodzącą od Niego, aby podołać temu zadaniu. A Jego pokój i Jego obecność potrzebna jest zarówno nam, rodzicom, jak i dzieciom.

 

być jak mary poppins

August 2, 2014 5:00 am

Nasza stała Czytelniczka Errata napisała, że trudno jej się cieszyć widokami, bo zawsze myśli o tych, co ich nie mają. Znam to uczucie zadłużenia względem ludzkości także, rozległej empatii i trudności przyjmowania. Teraz zadanie z innej kategorii: pogodzić się z tym, że w temacie wakacyjnych podróży mamy już wszystko za sobą, bo zaplanowany wyjazd rodzinny trzeba było odwołać. Rozum mówi, że oczywiście tak lepiej, serce nic nie mówi, tylko szuka sobie miejsca, żeby cierpieć w sposób najmniej spektakularny. I by jak najmniej z tego cierpienia przeszło na dzieci.

I myślę, że jest to szansa jedyna w sobie, by spróbować być jak Mary Poppins. Znaczy zacząć czarować rzeczywistość. Wyczarowywać rzeczy, których nie ma. Jak rodzina Bartka i Magdy z Sheffield, gdzie spędziliśmy z Boskim Andym dwa dni. Urodziny ich średniego synka świętowano pieczeniem szarlotki i wycieczką na pobliskie pastwiska pięknego Chatsworth, łapiąc wśród angielskich owieczek ostatnie promienie słońca. Lesiu przebrał się w strój tudorski, słońce dla nas opuszczało się trochę wolniej, a szarlotka lądowała na porcelanowych talerzach. Nie było basenu kulkowego i ajpada w prezencie. Urok tych chwil wspominać będę długo.

Taką mamy teraz kulturę gotowców. Jak coś zamówisz, albo kupisz, albo dostaniesz w gratisie – to masz i możesz się tym cieszyć. Zupełnie inaczej jest coś wyczarować. Najpierw zobaczyć, że jest możliwe. Potem sprawić, że inni też w to uwierzą. Następnie wytworzyć własnymi rękami. Skorzystać z mocy twórczej, jaką się Pan Bóg z nami podzielił, stwarzając świat jako zbiór środków, a nie gotowiec.

Można zacząć od samolotu z papieru. Kto Ci powie, że na nim w sercu nie polecisz aż ponad cumullusy. Zapytajcie dzieci.

Mplus

IMG_8864

kruchość

July 25, 2014 5:00 am

“Przechowujemy skarb w naczyniach glinianych, aby z Boga była owa przeogromna moc, a nie z nas.” (2 Kor 4, 7)

Bardzo na czasie, gdy myślę o małym Plusie, który rośnie pod moim sercem. Co dziwne, kobieta w tym czasie staje się słabsza, bardziej delikatna i fizycznie ograniczona; nie powinna dźwigać, nie powinna się forsować; bywa śpiąca, częściej głodna. A wydaje się, że aby mogła zapewnić dziecku bezpieczny byt, powinno być dokładnie odwrotnie: powinna się stawać człowiekiem z żelaza.

A jednak Pan Bóg wymyślił rodzinę, by w tym szczególnym czasie bezpieczeństwo kobiety nie pochodziło od niej samej, ale z zewnątrz. Przez siłę jej męża, przez pomoc otoczenia w postaci pierwszeństwa w kolejce czy miejsca w tramwaju. Nie przez jej moc, ale przez słabość rozwija się zupełnie nowy człowiek, zaczyna się nowa biografia, nowe zmierzanie ku wieczności.

Myślimy o Nim często w kategoriach oczekiwań i pięter do zdobycia, a On pragnie jednego: przychodzić nam z pomocą. Zapewniać to wszystko, czego nie potrafimy w sobie znaleźć sami. Lubię bardzo modlitwę składającą się jedynie ze słów: “Pozwalam Ci, byś mnie kochał”. Jest w tym trudna zgoda na kruchość gliny – i odszukiwanie w sobie małego dziecka, które w końcu zasypia pod sercem matki.

Mplus

 

zaopatrzenie

July 2, 2014 5:00 am

Już dawno doszłam do wniosku, że ktoś, kto wymyślił pojęcia “poranne mdłości” i “zachcianka” nigdy nie był w ciąży. Mdłości bowiem to kondycja egzystencjalna w tle pierwszego trymestru (dla niektórych dłużej), a “zachcianka” – to akurat ta rzecz, która w ogóle wydaje się potencjalnie do przełknięcia w czasach ogólnej rewolty. Co w połączeniu ze świadomością, że wzrastającemu pod sercem dziecku potrzebne są najlepsze składniki odżywcze, jest pewnym wyzwaniem.

Wybieram się więc do warzywniaka po czereśnie, bo to one spełniają ostatnio kryterium “zdrowotności” i “przełykalności”. I nie ma. Pytam w kolejce, czy może jutro. I może jutro. I po minucie chłopak od noszenia towaru wchodzi do sklepu z wielką skrzynką czerwonych i dorodnych. “Chciała pani czereśnie,” mówi krótko i idzie po następną skrzynkę. Akurat przywieźli. To się nie zdarza w realnym świecie, myślę sobie.

A z drugiej strony, który to już raz doświadczam w życiu uśmiechu Pana Boga. Nieoczekiwanego “zaopatrzenia”. Opatrzności. Że nie wspomnę, iż zaopatrzył mnie w temat na wpis, bo do dzisiejszych czytań komentarz da radę napisać pewnie tylko Fr. Jay w wersji angielskiej. Więc biorę z innej beczki: “Ty otwierasz swą rękę, Panie, i wszystko, co żyje, nasycasz do woli” (Ps 145, 16). W pamięci, że jeśli jesteśmy dziećmi, to zaopatrzenie naszych wszystkich potrzeb Ojciec bierze na siebie. I nawet gdy wydaje się, że coś nam “zabiera” – to dlatego, że ma w zanadrzu jeszcze większe dobro.

A przy okazji dzielę się radością, że Rybaków na Przystani jest więcej. 🙂

Mplus