czas start

September 3, 2012 5:03 am

Miał dziś pisać ks. Kapitan “Przystani”, ale po przebiegnięciu maratonu pokonuje kolejne kilometry z jednych zadań duszpasterskich do drugich, pozostając chwilowo poza zasięgiem Redakcji. Nam, gdy tkwimy w blokach startowych roku szkolnego – bardzo potrzebny pozytywny doping i błogosławieństwo. Będziemy przecież już zaraz biegać i nasze maratony, tworzyć przepastne listy wizyt u ortodontów, logopedów i ortopedów, zebrań rodzicielskich i kółek, oraz zdążać na czas, gdy do maratonu dokładają jeszcze bieg przez płotki.

I co ja mam napisać, mama nieidealna; jaką złotą myślą wesprzeć Czytelników, gdy zaraz odzież galowa i wręczanie planów lekcji? Może tak: oby nie przyszło nam do głowy być idealnymi rodzicami idealnych dzieci. W końcu od “samych szóstek” ważniejsza jest zdolność samodzielnego myślenia. Od skarpetek na kancik – wrażliwe serce i głowa pełna marzeń. Od sprytu i chorej ambicji bycia “pierwszym we wszystkim” – ofiarność i niepoddawanie się zniechęceniu.

Przyjdź, Panie Jezu z Twoim Duchem Życia, między martwe dzwonki i nieruchome ławki. W nasze poranne kawy, szukanie kluczyków, kluczy i zawieruszonych czapek. W kompletowanie drugich śniadań. Daj nam poczucie humoru, wyrozumiałość i mądrą miłość.

I przyjdź także w nasze blogopisanie na pomoc rodzinie.

Małgosia

chcemy mieć…

September 1, 2012 5:59 am

Bo my chcemy mieć dziecko, gdy nas będzie na niego stać – powiedziała mi para narzeczonych.

Kiedy nas stać na dziecko? Kiedy tak naprawdę nas na niego nie stać? Czy można w ogóle fakt rodzicielstwa sprowadzić tylko do materialnych kalkulacji?

Dziecko potrzebuje miłości. I może ją otrzymać otoczone dobrodziejstwami tego świata, jak i w połatanym ubraniu. Może także czuć się niekochane tak w bogatym domu, jak i w ubogim mieszkaniu.

Naprawdę nie neguję refleksji nad trudem wychowywania dzieci, także tym finansowym. Sam doświadczam tego tematu utrzymując rodzinę wielodzietną. Stawianie jednak rodzicielstwa już na samym początku w perspektywie „stać mnie czy nie”,  sprowadza dziecko, może nieświadomie, do jeszcze jednego, kolejnego „dobra”, które w życiu pragnę mieć. I ustawiam sobie dowolną kolejność: dom, samochód, jeszcze to, i tamto, a teraz już może przyjść ono –  dziecko.

Czy pierwsze pytanie nie powinno brzmieć: Czy nasza miłość jest otwarta, by przyjąć nowe życie, jeśli Bóg zechce nas nim obdarzyć? Czy mamy miejsce w sercu dla jeszcze kogoś? Gdy odpowiedź zabrzmi „tak”, będzie to na pewno już na starcie większy dar dla dziecka, niż najpiękniej umeblowany i pełen dziecięcych akcesoriów pokoik.

Michał

nie do nadrobienia

August 29, 2012 6:08 am

Tak. Harce z dzieciakami w Bałtyku już za nami, wycieranie i rozgrzewanie także. Wygląda na to, że po raz pierwszy w historii tegorocznego urlopu uda się zająć miejsce na kocu i pozwolić, by potrudziło się trochę słońce. Przecież wspomnienia procedur z dawnych czasów jeszcze gdzieś się tlą w pamięci: książka, ręcznik na głowie, woda wylewająca się w końcu z zatkanych uszu, leżenie.

“Mamooo, chce mi się siku”. To synek. Niemal zdążyłam rozprostować kończyny. Więc idziemy szukać stosownego miejsca. Wracam i zajmuję miejsce z poczuciem spełnionej misji.

“Mamooo, jestem głodny. Strasznie głodny” (dzięki Ci, Panie, że nareszcie JEST GŁODNY!). Prowiant wyczerpany. Generalnie pora obiadu. I dnie płyną w rytm “Mamooo…” . “Przytul”, “poczytaj”, “chodź, zobacz”. A przecież trzeba podać, zmyć, zmieść, wyprać.

Albo nie. Może nie trzeba. Może da się urządzić zawody z dziećmi w szalonym zamiataniu. Karaoke z miotłą i sprawdzanie echa w wytartych przez dzieci kubkach. A potem przytulić i poczytać. Bo te prośby będą mieć tylko przez kilka lat. Później to my będziemy prosić: “przytul”, “poczytaj”, “chodź, zobacz”. Ale dzieci, wyrosłe z dziecięctwa, będą miały ważniejsze sprawy.

Małgosia

dzieci wychowują

August 23, 2012 6:00 am

Córka mówi: Mamo chodź, poskaczemy przez fale. I gdy lodowatą wodę czuję pod stopami, myślę, to są koszty własne rodzicielstwa. I znikąd ratunku, bo przecież od lat już wielu nie używam okrutnego i głupiego argumentu: “nie, bo nie”. Używają go rodzice na ogół po to, by ochronić siebie przed wysiłkiem, a dziecko przed samodzielnością, oszczędzając jednocześnie czas na wyjaśnienia.

Więc idę.

Córka wspiera mnie jak może. Mamo, zobacz, zanurza się o tak. Teraz musisz cała.

Po dwudziestu minutach woda jest już ciepła. Na kocu opowiadam o tym z radością reszcie na kocu. Patrzę na dziewczynkę, która turla się w dół z wydmy. Jaka szkoda, że za parę lat już się zawaha, czy wypada.

I myślę, to są zyski z rodzicielstwa. Że przekraczając swoje “nieprzekraczalne” i święte drobne wygody – dostaje się w zamian radość z przygody. I trochę z patrzenia na świat oczami dziecka.

Małgosia

Mr and Mrs Nobody

August 16, 2012 6:00 am

“Tylko w swojej ojczyźnie i w swoim domu może być prorok lekceważony.”  Mt 13,58

Piasek, słońce, on, ona-i-dziecko. Zmierzają ku wyjściu z plaży. On idzie przodem, z parawanem, torbą plażową, dmuchanym delfinem, płetwami i lodówką turystyczną. Ona idzie za nim, na rękach niosąc dziecko. Dziecko, takie między rokiem a dwoma latkami, płacze. Mówiąc językiem kolokwialnym – niech Czytelnik wybaczy – drze się. Ona mówi do dziecka: “już, już zaraz, tylko przystaniemy w cieniu.”

Gdy on jest dwa kroki od cienia, rzucanego przez krzaki na wydmach, ona nie wytrzymuje napięcia, zatrzymuje się, stawia na piasku dziecko i krzyczy do niego: “no daj jej w końcu tą jej sukienkę!!!” Okazuje się bowiem, że dziecko jest księżniczką, której na czas nie dostarczono królewskiej szaty. Plażowicze z zaciekawieniem kibicują. On próbuje tłumaczyć, że tu zaraz cień, ale już wiadomo, że przegrał. Pewnie nie umie powiedzieć, w którym momencie z roli męża został zdeklasowany do tragarza, i “tego trzeciego” w jej związku z dzieckiem.

Więc jeszcze raz: ona daje dziecku wszystko, i wszystkiego oczekuje od męża. A można tak: ona otrzymuje wszystko od Boga, by posiadać i szanować siebie samą, i z wielkoduszności serca być dla męża, i dla dziecka.

Nikt nie lubi być nikim.

Małgosia

co musisz zrobić sama

August 15, 2012 6:00 am

Czytuję blogi kobiet, młodych matek, które w pozytywnych barwach piszą tylko w czasie przeszłym. Kiedyś dużo czytałam. Kiedyś rysowałam. Kiedyś byłam ekspertem. Teraz nudzę się w piaskownicy. Teraz tylko “Mamo, chodź!”, a ze strony męża – “przynieś, podaj, pozamiataj.” Choć często jest odwrotnie: nie pozmiatałeś, albo: patrz, gdzie łazisz w butach, bo świeżo pozamiatane.

Świat się kurczy do obejścia, a w nim Ty wszystko dajesz dziecku. W zamian – oczekujesz wszystkiego od męża.

W bajkach na dobranoc zjawia się wówczas Książę Z Bajki. I ratuje. Oczekujemy, że mąż się w tę rolę sprawnie wcieli. A przecież tylko jeden doskonały mężczyzna chodził po tej ziemi, ale nigdy nie miał żony.*

Pomysły, jak uniknąć pułapki oczekiwania ratunku z zewnątrz, nie zmieszczą się w jednym zdaniu, zwłaszcza że nieustannie poszukuję ich sama. Ale warto chronić własny świat, którego nie odbierze Ci zaborczość dzieci (tym złodziejem bywa częściej własny perfekcjonizm). Warto zrobić sobie choćby pół dnia wolnego, zamienić miotłę na książkę.

Zanim same zamienimy się w jędze i na tej miotle odlecimy. 😉

Małgosia

*Gary L. Thomas Cenniejsza niż perły

"Dziękuję Ci, Mamo"

August 9, 2012 12:12 am

– widzimy i słyszymy na Olimpiadzie. To bardzo piękne, ale…

Mnie przychodzi od razu na myśl, czy ta nowa olimpijska „tradycja” nie wprowadza jakimś bocznym torem cywilizacji śmierci ojców? Kocham bardzo moją Mamę, ale też kocham mojego śp. Tatę. I chciałbym, żeby oboje byli dumni ze mnie. Nie tylko Mama. Każde dziecko potrzebuje i Mamy, i Taty. Oni oboje mają swoje zadanie do spełnienia. Rugowanie ich przez jakąś dziwną modę nie przyniesie nic dobrego.

Co możemy zrobić? Uczyć dzieci szacunku do obojga rodziców. Mamy – szacunku dla Ojców, a Ojcowie – szacunku dla Mam. Kiedyś mi powiedziała jedna mama, że jej kilkunastolatek odparował, żeby to ona posprzątała, bo przecież nie ma nic do roboty. Pewnie sam tego nie wymyślił.

Moi drodzy Mężczyźni. Proszę Was, zróbcie coś dziś, by Wasze Żony odczuły, zobaczyły i usłyszały o Waszym szacunku do nich.

Proszę Was, moje Kochane, zróbcie to samo dla swoich Mężów.

Tak bez okazji. Dla przypomnienia sobie. Niech nasza Małżeńsko/Rodzinna Olimpiada ma swoje dyscypliny i konkurencje. I życzę Wam samych złotych medali.

Fr Jay

Ach, ci rodzice…

August 2, 2012 12:01 am

bo niestety i tu bywa miejsce, gdzie doświadcza się cierpienia.

Rodzice, którzy kurczowo trzymają się pępowiny swoich dzieci, nie pozwalając im w najmniejszym stopniu się jej pozbyć. Oni wiedzą wszystko lepiej, zależy im na prawdziwym dobru swoich dzieci, należy im się wdzięczność, bo przecież wszystko robią dla nich, są specjalistami od wychowywania, więc wiedzą ile powinni mieć dzieci ich dzieci i jak należy prowadzić wnuki.

Nasi domowi, lokalni, swojscy …. terroryści.

Zapomnieli, że Słowo Boże mówi do ich dzieci, że trzeba zostawić ojca i matkę i związać się ze swoją żoną i być z nią jedno. Oni są gotowi poprawić Biblię, bo przecież… No właśnie, bo co? To są ich dzieci? Mają prawo, bo urodzili, wykarmili, dali pieniądze na mieszkanie, dofinansowują?

Niestety spotykam Was w swoim życiu. Wy przychodzicie po pomoc dla swoich dzieci, które są niewdzięczne; nie przychodzicie po pomoc dla siebie. Wam nie można zwrócić uwagi. A wasze dzieci, terroryzowane przez lata, nie mają odwagi powiedzieć wam, że spotkania z wami odchorowują całymi dniami.

A co by się stało, gdybyś uzbrojony mocą z wysoka, wierząc bardziej Słowu Bożemu niż sobie, powiedział: dziękujemy za wszelką pomoc od was uzyskaną, ale niestety musimy się z wami na jakiś czas pożegnać, aż uznacie naszą autonomię. Jesteście zawsze u nas mile widziani, ale pod warunkiem, że wszelkie komentarze na temat naszego życia zostawicie za drzwiami. Jeśli tego nie potraficie, to nas nie odwiedzajcie. Myślisz, że dasz radę to powiedzieć? Czy świat się po tym skończy? Bo wiesz, tata może na ciebie nakrzyczeć, albo się obrazi. Albo twoja mama się rozpłacze, ty niewdzięczniku. Wczoraj napisała do mnie jedna kobieta, która mieszka razem z teściami. Mieszka z synkiem teściowej, który nie ma możliwości stać się mężem, bo jest bardziej synkiem. I ja płaczę razem z nią. Zwracam się do was, którzy jeszcze potraficie obronić swoje małżeństwa: walczcie o nie, pozwólcie waszym rodzicom zajmować się ich własnym małżeństwem. Ale swoje chrońcie przed ich dyktatem.

A wy, którzy macie to szczęście mieć rodziców, którzy są wierni Słowu Bożemu, módlcie się dziś szczególnie o odwagę dla synów i córek.

Modlę się za Was, kochani moi, całym sercem.

Post Scriptum

August 1, 2012 8:04 am

Jak wielu z pośród rodziców zadaje sobie pytanie: co zrobiliśmy nie tak?

I dobrze jest robić sobie rachunek sumienia.

Ale też jak często tego rachunku sumienia nie robimy sobie, tylko mężowi albo żonie. Ja przecież dałam z siebie wszystko, a problemy to przez niego, bo on nie dał dobrego przykładu dzieciom…

Lub – ja dałem z siebie wszystko, to ona…

A może znowu trzeba nam Bożej perspektywy?

Może trzeba nam pomyśleć od strony Pana Boga, który dał z siebie wszystko…

Może potrzebne jest nam to doświadczenie, żeby odczuć ból Pana Boga, który cierpi, bo Jego ukochane dziecko odrzuca miłość? I w tym bólu odrzuconej miłości trwać w nadziei i miłości?

Bo przecież ona zawieść nie może.

Łączę się z Wami bardzo…

X Jarosław

Ach, te dzieci…

July 31, 2012 12:01 am

Rodzicielstwo względem dzieci, które już wyszły z Domu i są samodzielne, to inny rodzaj rodzicielstwa. Czas dumy, radości stawania się teściami (?), dziadkami, doradcami…

Czasem – to czas konfrontacji z życiem innym niż nasze oczekiwania: odchodzenie od wiary, wybory, których nie możemy zaakceptować, odrzucenie, pretensje, na które nie zasłużyliśmy…

A jednak, gdy rozmawiam z takimi rodzicami, zawsze na nowo mnie zachwyca ich nieskończona miłość, cierpliwość i wiara, że dzieci wyjdą na prostą, że przyjdzie czas, kiedy ich bunty się zakończą i wrócą na drogę wiary.

Dzięki nim lepiej rozumiem miłość Pana Boga, który nigdy nie odwraca się od swojego dziecka, zwłaszcza takiego, które zbłądziło.

Otaczam Was szczególną modlitwą, kochani Rodzice, którzy cierpicie z powodu wyborów waszych dzieci. Wasze dzieci, są dziećmi Boga, który je kocha jeszcze mocniej niż Wy.

Ciągle w drodze,

homo transitus 😉