sukces ciąży

July 11, 2015 5:00 am

Dzieląc radość kolegi redakcyjnego Andrzeja O na nowej drodze życia, jestem mu wdzięczna także za “dyskusyjną opinię”, jak napisał, pewnego lekarza, iż “o sukcesie ciąży można mówić, gdy dziecko przyniesie piątkę z matematyki na maturze”. Bowiem jest dla mnie ona naprawdę dyskusyjna. 🙂

Nasz środkowy syn był badany i rehabilitowany od 3 roku życia pod kątem nieprawidłowości rozwojowych w warunkach polskiej opieki zdrowotnej. Kontakt z niepełnosprawnością pod wszystkimi możliwymi postaciami, skonfrontował nas z pytaniem: a co, jeśli dziecko nigdy nie osiąga nawet samodzielności, o stopniach naukowych nawet nie mogąc marzyć? Była to radykalna weryfikacja wszelkich wyobrażeń, czym jest “rodzicielski sukces”. Jego własnym sukcesem było, gdy pani pedagog z zajęć dodatkowych powiedziała nam po roku pracy (miał wówczas 5 lat), że potrafi narysować zamknięte koło.

Mieliśmy – można powiedzieć – szczęście. W wieku lat sześciu zdiagnozowano u niego w końcu “zespół dziecka wybitnie inteligentnego”. Choć towarzysząca mu niezborność ruchowa powoduje sytuacje dla niego bardzo przykre, wobec których jesteśmy bezsilni. Zostaliśmy wezwani do szkoły, gdzie poinformowano nas, że “syn ciągle jest zbijany w grze w dwa ognie”. “Co gorsza” nieustannie buja w obłokach, potrafi ubrać dwa różne buty lub nie zabrać do szkoły tornistra i nieustannie walczy o sprawiedliwość – gdy dostanie batona, a jego siostra nie, to uprzejmie odpowiada “nie, dziękuję”. Żeby jej nie było przykro. W sensie zatroszczenia się o własny interes więc także klapa.

Oglądałam ostatnio piękny film, “Niezwykłe życie Timothy’ego Greena” (USA, 2o12). Małżonkowie, cierpiący z powodu niepłodności, znajdują w swoim domu chłopca, który wyszedł z pudełka zakopanego przez nich w ogródku, gdzie włożyli kartki z życzeniami, jakie ich upragnione dziecko powinno być. Napisali “żeby strzelił decydującego gola w meczu piłki nożnej”. Wszystkie ich marzenia spełniają się nieco inaczej: syn o gołebim sercu i w kategoriach ludzkich kompletnie nieżyciowy, rzeczywiście strzela w ostatniej minucie meczu decydującego gola. Samobójczego.

Tu mi się kończy miejsce na dalej, więc krótko skończę: to nasza wiara w nasze dzieci czyni je zwycięzcami. Niezależnie od tego, czy to będzie “na maturze” piątka, czwórka, czy w pocie czoła i wbrew ograniczeniom zdobyta trójka. 🙂 Pan doktor się mylił!

M

nagroda, błogosławieństwo, dar…

July 9, 2015 11:48 am

“Oto synowie są darem Pańskim, a owoc łona nagrodą”.

Twoje dziecko jest nagrodą, błogosławienstwem, darem płynącym prosto z serca Ojca do Ciebie – Jego najdroższego dziecka. On chce, abyś czuł to, co On czuje, abyś doświadczał Go na wyjątkowej drodze rodzicielstwa. On pragnie, abyś zachwycała się swoim dzieckiem i w ten sposób zrozumiała, jak bardzo Bóg cieszy się Tobą. Chce, abyś odczuła głębię troski, jaką On odczuwa, gdy gubisz się pośród zagrożeń; radość, którą przeżywa, gdy biegniesz ufnie w Jego ramiona; ból współczucia, gdy jesteś zraniona lub przerażona.

Znajdź czas, aby radować się Twoim dzieckiem, a znajdziesz się bliżej serca Ojca niż możesz sobie wyobrazić.

na podstawie L. R. Knost, Jesus, the Gentle Parent

Basia

lista

July 2, 2015 5:00 am

Modelowanie („dobry przykład”) zamiast manipulowania („jeśli to zrobisz, to…”)

Zapraszanie (do współdziałania) zamiast zastraszania

Wspieranie zamiast zawstydzania

Wzmacnianie i dodawanie ducha zamiast rozwścieczania

Uczenie zamiast karania

Uważne słuchanie zamiast prawienia wykładów

Pomaganie zamiast ranienia*

Rozmyślając nad tą listą odkryłam, że czasowniki z jej lewej strony mówią o metodach wychowawczych Boga Ojca względem nas. A cała lista, ładnie wydrukowana, znalazła właśnie swoje miejsce w naszej sypialni, byśmy trzymali dobry kurs – coraz bardziej na lewo 🙂 .

Basia

* inspiracja- książka L.R. Knost, Jesus, the Gentle Parent. Gentle christian parenting (niestety dostępna tylko w języku angielskim)

 

od córeczki do kobiety

June 28, 2015 5:53 am

Gdy Go ujrzał, upadł Mu do nóg i prosił usilnie: Moja córeczka dogorywa, przyjdź i połóż na nią ręce, aby ocalała i żyła. (Mk 5, 23)

Ilekroć słyszę fragment o córce Jaira i kobiecie cierpiącej na krwotok, przypominam sobie nie tylko niespodziewane pojawienie się Znajomego Księdza z Polski (i to od razu od ambony w kościele) na naszej 10. rocznicy ślubu we wsi zabitej deskami, gdzie spędzaliśmy pierwsze dni wakacji, ale i niezwykłą homilię do tego tekstu. O dziewczynce i kobiecie. Ale i o ojcu, który przedł drogę od nazywania swojego dziecka “córeczką”, przez “córkę”, aż do “dziewczynki”, jak mówi do niej Jezus. I droga “kobiety” cierpiącej na krwotok do “Córko, twoja wiara cię uzdrowiła”. “Córeczka” swojego ojca, “córka”, “dziewczynka”, “kobieta” i znowu “córka”, ale już Ojca w Niebie. Niesamowite streszczenie kształtowania się tożsamości kobiety. W tle – ofiarność ojca, najpierw przez wielką miłość, potem przez “tracenie” córki i zwracanie jej samej sobie, a potem innym.

Dobrze wiemy, że to pierwsze, ludzkie ojcostwo warunkuje to drugie. Wzrok taty – zostanie uwewnętrznionym na całe życie pierwszym wyobrażeniem o sposobie, w jaki patrzy na dorosłego już człowieka Bóg. Ale nie tylko to. Zdumiewające jest to, że córka może odkryć swoją wyjątkowość, godność, radość bycia “sobą” – swoją właśnie “kobiecość” – poprzez miłość ojca. Gdy doświadcza, jak bardzo jest przez niego kochana. W jego oczach czyta pierwszą prawdę o sobie.

Słyszę coraz częściej od znajomych “tatów” o realizowaniu inicjatywy tato.net, by spędzać czas “jeden na jeden” z córką. Są to wypady razem na wspólne popołudnie czy wieczór w kinie czy restauracji, jutro zaś jeden tata zabiera córkę na kilka dni na kajaki. I jest to niesmaowite tym bardziej, gdy przypominam sobie sytuację z wczorajszego wpisu o kafelku – bo wymaga od ojca przecież nauczenia się zupełnie innego języka, zupełnie nowego świata “dziewczyńskich” przeżyć, wejścia na zupełnie nieznaną planetę.

Wielki szacunek dla tych, którzy próbują. 🙂 O ile emocjonalny brak ojca czyni kobietę “małą dziewcznynką” na jej dorosłe życie (niestety również wydaną na pastwę różnych przypadkowych “ojców”) , bliskie ojcostwo w dzieciństwie daje jej wielką szansę na dojrzałą kobiecość.

M

 

 

bezwarunkowe rodzicielstwo

June 25, 2015 12:15 pm

Staram się być rodzicem świadomym, nie automatycznym, nie schematycznym. Moja świadomość w tym względzie wzrasta z każdym popełnionym błędem 🙂 (niestety). W niedawno rozpoczętej lekturze* spotkałem się z przedstawieniem różnicy między świadomym wychowywaniem dziecka, a byciem „automatycznym” ojcem lub matką. „To pierwsze wymaga od nas kolosalnych zasobów uwagi i cierpliwości” – pisze autor. A chwilę potem: „to jasne, że nie można wsłuchiwać się w każdą prośbę dziecka, ani godzinami zastanawiać nad konsekwencjami możliwych odpowiedzi, zwłaszcza kiedy już opadamy z sił”. Nierealność bycia „super rodzicem”, niemożliwość wymyślenia schematu postępowania, który sprawdziłby się przy każdym dziecku. To bardzo do mnie przemawia. A doświadczenie wychowywania piątki dzieci nauczyło mnie już, że nie ma jednego, właściwego sposobu na …. Jest tylko jeden właściwy kierunek: miłość bezwarunkowa.

Michał

*Alfie Kohn, Wychowanie bez nagród i kar. Rodzicielstwo bezwarunkowe.

dotknąć nieba

June 23, 2015 5:00 am

Wracając z dziećmi z miasta słucham w radio audycji o filmie Elizy Kubarskiej “K2. Dotknąć nieba”, w którym zebrała opowieści dzieci tragicznie zmarłych alpinistów – o ich rodzicach i o doświadczeniu życia bez nich. I prowadzący wywiad używa sformułowania, które robi na mnie piorunujące wrażenie: “jak to jest musieć żyć bez ojca, który jest potencjalnie najbliższą osobą na świecie”. Uderza mnie i “najbliższa osoba na świecie”, ale także i słowo “potencjalnie”.

Właściwie stanął mi przed oczami cały sens rodzicielstwa, nie tylko ojcostwa. W byciu mamą czy tatą kryje się możliwość bycia najbliżej naszych dzieci. Mogą w nas mieć ludzi najbardziej po ich stronie, do których przyjdą z największym lękiem czy najwspanialszą radością. A przecież tak rzadko w przyrodzie to się zdarza, gdy patrzymy na ludzkie historie. Nieraz pierwszym powiernikiem będzie prędzej Facebook czy blog, niż mama, a co dopiero tata. Jakby ojcostwo i macierzyństwo było najsłabiej zrozumianym, najmniej odkrytym powołaniem. Częściej kojarzone z “wychować na porządnego człowieka”, za czym niekiedy stają dowolne środki do celu. Jakby dom był jakimś kombinatem, którego produktem końcowym jest człowiek, co nie dłubie w nosie, ma dobre stopnie w szkole i nie przynosi wstydu swoim rodzicom.

A tu bliskość. Ojciec. “Potencjalnie najbliższa osoba na świecie”. Tyle do wgrania lub do stracenia. Jak to wygrać? Ile w tym pytań, poszukiwań, ile walki. Jaka dziura nie do zapełnienia w życiu dzieci, gdy to powołanie przegramy.

Patrzę na datę i widzę, że Dzień Ojca. Modlimy się i trzymamy za Was kciuki.

M

635687673437955936

Zdjęcie – źrodło: http://sport.fakt.pl/sport-inne/dzieci-zmarlych-himalaistow-na-wzruszajacej-wyprawie-pod-k2,artykuly,549234.html

Materiał o filmie:

nikt nie jest perfektem

May 6, 2015 11:05 am

Zobaczyłam w sieci taką deklarację: “W naszym domu można popełniać błędy. W naszym domu można mówić ‘przepraszam’ ‘. W naszym domu zawsze ma się drugą szansę. W naszym domu dziękuje się Bogu. W naszym domu można być sobą. W naszym domu bywa głośno. W naszym domu można się przytulać. W naszym domu jest się rodziną. W naszym domu jest miłość”.

I nie wiem, czemu idealistyczne wizje umierają ostatnie. Bo z początkiem postanowień i przemian już widzimy teledysk, w jakim zaraz zaczniemy odgrywać wiodące role: doskonałego małżeństwa, doskonałej rodziny, doskonałych rodziców. I te “doskonałości” można rozciągać na przyjaźnie i pracę, gdzie nasz krok w stronę przemiany powinien poskutkować zaistnieniem idealnego świata. Jak w reklamie pasty do zębów, jak na zdjęciu sklepu oferującego skandynawskie swetry lub niemieckie buty do biegania.

W całym dążeniu do samodoskonalenia gubimy jedno: zawsze będziemy popełniać błędy i to samo, codziennie, będzie się przytrafiać innym. Nauczyć się żyć w niedoskonałych okolicznościach – to dopiero jest wyzwanie. Nauczyć się przyjmować siebie nawzajem z tym, co nie wychodzi; nauczyć się po ludzku rozmawiać o tym, co nas denerwuje; zaczynać po raz setny od nowa. Jak wczoraj pomagając przy zadaniu domowym córki, które wydawało się, że się nigdy nie skończy i w przedziwnym splocie okoliczności o mało nie zaowocowało złamaniem sobie co najmniej nogi.

Mike and the Mechanics śpiewali w naszych szczenięcych czasach, że “Nobody’s perfect”, co nasz ulubiony prezenter radiowy, Marek Niedźwiecki, z właściwym sobie humorem tłumaczył: “nikt nie jest perfektem”. Z defnicji.

M

Zakończenie…

April 19, 2015 10:15 am

… przeżywa się tu bardzo radośnie, choć przecież jest to także i smutny moment, bo zwiastuje rozstanie. Radośnie, bo to, co się dokonało, jest niezwykłe: tak intensywnego szkolenia nie spotyka się często. Praca naprawdę od świtu do późnej nocy, z krótkimi przerwami na posiłki, które same w sobie są okazją do nawiązywania kontaktów, wymiany doświadczeń i poznawania nawzajem swoich kultur. Ze świadomością, że łączy nas wszystkich wspólne doświadczenie bycia zaproszonym do wielkiego dzieła służbie człowiekowi w obszarze tak delikatnym, tak intymnym, a jednocześnie tak pełnym Bożej obecności.

Smutne, bo w takim gronie już się nie spotkamy; bo każdy z nas wróci do siebie i swojego środowiska, gdzie nie do końca posługa życiu będzie zrozumiana i uszanowana. Więc będzie się tęsknić do tego grona, które tak wyraźnie i tak mocno staje po stronie życia.

Dla mnie jako kapłana to wymarzone miejsce posługi: ludzie, którzy tu pracują i uczą, jak dr Thomas Hilgers i całe Faculty, czyli wykładowcy tego programu, całymi sobą świadczą o Bożych źródłach życia i o ogromnej odpowiedzialności za służbę w tym obszarze. Bardzo to przypomina nasze Łomianki i lata spędzone na wykładach. Tym bardziej, że nasze Instytuty powstały z podobnej inspiracji i w niedalekim odstępie czasowym od siebie.

Piszę te słowa już późno w nocy, kiedy jeszcze spotkanie pożegnalne trwa w najlepsze. Nikomu się nie spieszy do zakończenia. Jest tyle niedokończonych rozmów, jest tyle jeszcze sobie do opowiedzenia. Będą te chwile wracać w pamięci. Będą, taką mam nadzieję, umocnieniem na chwile zwątpienia.

Z serdeczną modlitwą za Was z Omaha

Fr. Jay

IMG_4800

IMG_4790 IMG_4788 IMG_4810

11096390_958529860846437_5063672961940595538_o

 

nowy człowiek w Kościele

March 16, 2015 5:00 am

Wczoraj Pawełek (dawniej “Plus”) został przyjęty do grona wiernych Kościoła. Była to uroczystość bardzo radosna z wielu powodów. Po pierwsze, cieszyliśmy się z tego, że jest na świecie. Nasza rodzina czekała na niego długo: trzeba było uporać się ze słabo rokującymi problemami ze zdrowiem i pokonać wiele trudności, by pojawił się na świecie. Nie jest bowiem takie oczywiste, że będąc rodzicami dwójki dzieci, zostaje się rodzicami również kolejnego. Czekanie na Pawła uczyło nas, że życie to dar.

Darem była dla nas także obecność tak wielu bliskich sercu ludzi. “Znajomego Księdza z Polski”, który tej uroczystości przewodniczył. Naszych rodzin oraz przyjaciół z Dolnośląskiego Ogniska Świętej Rodziny (z wieloma z nich znamy się od tak dawnych czasów), którzy tak często byli wsparciem w trudnych momentach tej drogi. Przychodzi myśl taka, jak bardzo kruchą materią jest rodzina, że potrzebuje tyle życzliwości i ochrony, by mogła się rozwijać i trwać. Tej życzliwości wczoraj doświadczyliśmy bardzo wiele. Także dzięki zdalnym znakom łączności w modlitwie i dzieleniu naszej radości. Dziękujemy.

Dla Czytelników Pawełek przesyła dobre słowo z wczorajszej homilii – na dobry początek dnia. Jesteśmy umiłowanymi dziećmi Boga, za które On oddał wszystko, do których sie przyznaje i które chroni. I które Jego Syn kocha miłością najbardziej ludzką – bliski i mówiący językiem gestów i słów, które jestesmy w stanie dobrze zrozumieć.

Dzieląc się z Wami naszą radością

M

IMG_9248

 

cień ojca

March 14, 2015 5:00 am

Miłości pragnę, nie krwawej ofiary, poznania Boga bardziej niż całopaleń. (Oz 6, 6)

Że też Bóg musi się tłumaczyć, że jest inny, niż o Nim myślą. I nie tylko dlatego, że jest – słowami teologów – transcendenty i zawsze Inny niż wszystko, co możemy pomyśleć. Bóg tłumaczy się z tego, że nie jest bezdusznym okrutnikiem, legalistą, tyranem i despotą. Że szanuje naszą wolną wolę, a przez ogromnie to szanuje nas. Że bliska jest Mu łagodność, nie interesuje go niszczenie. I że chodzi Mu tylko o miłość, bo sam tylko do niej jest zdolny.

Trudno powiedzieć, czemu tak łatwo bywa mylony z kim innym. Nie będę próbować, bo nie wiem. Ale myśli moje krążą wokół ojców i tego śladu, który pozostawiają na naszym wyobrażeniu o wszelkim ojcostwie. Gdy ze strony taty spotyka dziecko emocjonalna lodówka, w jego czy jej modlitwie kiedyś będzie także lodówka, którą spowiednicy może nawet nazwą strapieniem czy nocą ciemną, pomnażając jego (czy jej) boleści. Nieobecny w życiu ojciec będzie wielkim porzucającym. Gdy zamiast czułości będzie system bezdusznych kar nigdy nie wiadomo za co (“bo tak”), będzie życie w strachu przed karą. Podobnie z przemocą słowną czy fizyczną, rozliczaniem i oskarżeniem, jak również wielką powściągliwością w dziedzinie pochwał na rzecz ogromnej wylewności w dziedzinie łajania.

W “poznaniu Boga” tata pomaga najbardziej – i to nie przez to, co mówi, ale co czyni i jaki jest. Może więc sprawą życia i śmierci z punktu widzenia dzieci byłoby to, by ojcowie zachowali dobre proporcje: chwalenia, dobroci, czułości, słowności, wsparcia i wiary w możliwości swoich córek i synów – czy po prostu bycia blisko – wzgęldem procedur korekty.

Klimat wewnętrzny relacji z ojcem pozostanie w dziecku na jego dorosłość: kiedyś przed Bogiem będzie stawało albo Jego ufne dziecko, albo posikany ze strachu “smarkacz”, albo cedzący komara faryzeusz i okrutnik, który będzie cały świat naprawiał siłą.

Z modlitwą za ojców

M