"Dziękuję Ci, Mamo"

August 9, 2012 12:12 am

– widzimy i słyszymy na Olimpiadzie. To bardzo piękne, ale…

Mnie przychodzi od razu na myśl, czy ta nowa olimpijska „tradycja” nie wprowadza jakimś bocznym torem cywilizacji śmierci ojców? Kocham bardzo moją Mamę, ale też kocham mojego śp. Tatę. I chciałbym, żeby oboje byli dumni ze mnie. Nie tylko Mama. Każde dziecko potrzebuje i Mamy, i Taty. Oni oboje mają swoje zadanie do spełnienia. Rugowanie ich przez jakąś dziwną modę nie przyniesie nic dobrego.

Co możemy zrobić? Uczyć dzieci szacunku do obojga rodziców. Mamy – szacunku dla Ojców, a Ojcowie – szacunku dla Mam. Kiedyś mi powiedziała jedna mama, że jej kilkunastolatek odparował, żeby to ona posprzątała, bo przecież nie ma nic do roboty. Pewnie sam tego nie wymyślił.

Moi drodzy Mężczyźni. Proszę Was, zróbcie coś dziś, by Wasze Żony odczuły, zobaczyły i usłyszały o Waszym szacunku do nich.

Proszę Was, moje Kochane, zróbcie to samo dla swoich Mężów.

Tak bez okazji. Dla przypomnienia sobie. Niech nasza Małżeńsko/Rodzinna Olimpiada ma swoje dyscypliny i konkurencje. I życzę Wam samych złotych medali.

Fr Jay

Ach, ci rodzice…

August 2, 2012 12:01 am

bo niestety i tu bywa miejsce, gdzie doświadcza się cierpienia.

Rodzice, którzy kurczowo trzymają się pępowiny swoich dzieci, nie pozwalając im w najmniejszym stopniu się jej pozbyć. Oni wiedzą wszystko lepiej, zależy im na prawdziwym dobru swoich dzieci, należy im się wdzięczność, bo przecież wszystko robią dla nich, są specjalistami od wychowywania, więc wiedzą ile powinni mieć dzieci ich dzieci i jak należy prowadzić wnuki.

Nasi domowi, lokalni, swojscy …. terroryści.

Zapomnieli, że Słowo Boże mówi do ich dzieci, że trzeba zostawić ojca i matkę i związać się ze swoją żoną i być z nią jedno. Oni są gotowi poprawić Biblię, bo przecież… No właśnie, bo co? To są ich dzieci? Mają prawo, bo urodzili, wykarmili, dali pieniądze na mieszkanie, dofinansowują?

Niestety spotykam Was w swoim życiu. Wy przychodzicie po pomoc dla swoich dzieci, które są niewdzięczne; nie przychodzicie po pomoc dla siebie. Wam nie można zwrócić uwagi. A wasze dzieci, terroryzowane przez lata, nie mają odwagi powiedzieć wam, że spotkania z wami odchorowują całymi dniami.

A co by się stało, gdybyś uzbrojony mocą z wysoka, wierząc bardziej Słowu Bożemu niż sobie, powiedział: dziękujemy za wszelką pomoc od was uzyskaną, ale niestety musimy się z wami na jakiś czas pożegnać, aż uznacie naszą autonomię. Jesteście zawsze u nas mile widziani, ale pod warunkiem, że wszelkie komentarze na temat naszego życia zostawicie za drzwiami. Jeśli tego nie potraficie, to nas nie odwiedzajcie. Myślisz, że dasz radę to powiedzieć? Czy świat się po tym skończy? Bo wiesz, tata może na ciebie nakrzyczeć, albo się obrazi. Albo twoja mama się rozpłacze, ty niewdzięczniku. Wczoraj napisała do mnie jedna kobieta, która mieszka razem z teściami. Mieszka z synkiem teściowej, który nie ma możliwości stać się mężem, bo jest bardziej synkiem. I ja płaczę razem z nią. Zwracam się do was, którzy jeszcze potraficie obronić swoje małżeństwa: walczcie o nie, pozwólcie waszym rodzicom zajmować się ich własnym małżeństwem. Ale swoje chrońcie przed ich dyktatem.

A wy, którzy macie to szczęście mieć rodziców, którzy są wierni Słowu Bożemu, módlcie się dziś szczególnie o odwagę dla synów i córek.

Modlę się za Was, kochani moi, całym sercem.

Post Scriptum

August 1, 2012 8:04 am

Jak wielu z pośród rodziców zadaje sobie pytanie: co zrobiliśmy nie tak?

I dobrze jest robić sobie rachunek sumienia.

Ale też jak często tego rachunku sumienia nie robimy sobie, tylko mężowi albo żonie. Ja przecież dałam z siebie wszystko, a problemy to przez niego, bo on nie dał dobrego przykładu dzieciom…

Lub – ja dałem z siebie wszystko, to ona…

A może znowu trzeba nam Bożej perspektywy?

Może trzeba nam pomyśleć od strony Pana Boga, który dał z siebie wszystko…

Może potrzebne jest nam to doświadczenie, żeby odczuć ból Pana Boga, który cierpi, bo Jego ukochane dziecko odrzuca miłość? I w tym bólu odrzuconej miłości trwać w nadziei i miłości?

Bo przecież ona zawieść nie może.

Łączę się z Wami bardzo…

X Jarosław

Ach, te dzieci…

July 31, 2012 12:01 am

Rodzicielstwo względem dzieci, które już wyszły z Domu i są samodzielne, to inny rodzaj rodzicielstwa. Czas dumy, radości stawania się teściami (?), dziadkami, doradcami…

Czasem – to czas konfrontacji z życiem innym niż nasze oczekiwania: odchodzenie od wiary, wybory, których nie możemy zaakceptować, odrzucenie, pretensje, na które nie zasłużyliśmy…

A jednak, gdy rozmawiam z takimi rodzicami, zawsze na nowo mnie zachwyca ich nieskończona miłość, cierpliwość i wiara, że dzieci wyjdą na prostą, że przyjdzie czas, kiedy ich bunty się zakończą i wrócą na drogę wiary.

Dzięki nim lepiej rozumiem miłość Pana Boga, który nigdy nie odwraca się od swojego dziecka, zwłaszcza takiego, które zbłądziło.

Otaczam Was szczególną modlitwą, kochani Rodzice, którzy cierpicie z powodu wyborów waszych dzieci. Wasze dzieci, są dziećmi Boga, który je kocha jeszcze mocniej niż Wy.

Ciągle w drodze,

homo transitus 😉

Kocham, więc wymagam.

June 21, 2012 7:30 am

Tak bardzo pragniemy przekazać naszym dzieciom prawdziwy obraz Ojca. Pokazać im Boga bezwarunkowej miłości – dobrego, czułego i miłosiernego. Jednak gdybyśmy tylko przy tych  cechach chcieli pozostać,  nie przekazalibyśmy pełnej prawdy o Nim. Bo nasz Bóg jest Bogiem, który wymaga! I to wcale nie mało!

A więc wbrew wielu współczesnym poglądom na wychowanie – wymagamy, stawiamy granice, w naszym domu są zasady, a posłuszeństwo nadal jest dla nas wartością.

No bo jak inaczej „pokazać” dzieciom Boga, który wymaga właśnie dlatego, że kocha?  Właśnie dlatego, że bardzo Mu zależy na naszym godnym i szczęśliwym życiu?

Jeśli nasz 3-, 5-, czy 11-latek nie spotka się  z wymaganiem posłuszeństwa względem rodziców, to czy jako dorosły człowiek będzie umiał być  posłuszny Bogu? A to przecież posłuszeństwo względem Niego prowadzi do pełni życia. Tej pełni i szczęścia tak bardzo przecież naszym dzieciom życzymy…

Basia i Michał

Różne dłonie,

June 17, 2012 6:27 am

czyli rodzic doskonały:

Rembrandt, Powrót syna marnotrawnego (fragment)

Dwa odcienie nieodwołalnej Miłości.

Miłość bezwarunkowo przyjmująca, czuła, bezinteresowna, niosąca pocieszenie – kojarzona bardziej z miłością matki.

 Miłość stawiająca wymagania, mobilizująca do przekraczania siebie,stanowcza, dodająca odwagi i pewności siebie – kojarzona bardziej z miłością ojca.

Muszą się uzupełniać, jak jedna ręka drugą.

ja jestem, ja czuję

May 31, 2012 8:34 am

“… On uniesie się weselem nad Tobą, odnowi swą miłość, wzniesie okrzyk radości” (So 3, 17)

“Maryja wybrała się i poszła z pośpiechem w góry do pewnego miasta w [pokoleniu] Judy. Weszła do domu Zachariasza i pozdrowiła Elżbietę. Gdy Elżbieta usłyszała pozdrowienie Maryi, poruszyło się dzieciątko w jej łonie” (Łk 1,39-41)

Tak, każdy nowy człowiek, chociaż maleńki jeszcze jak ziarenko, zasługuje na okrzyki radości. Nawet jeśli jest zaskoczeniem dla rodziców, nawet jeśli zastaje swoją mamę niegotową – bycie przyjętym wyraża jego najgłębszą i pierwszą potrzebę. Niezaspokojenie tej potrzeby, jak uczy doświadczenie wielu, to bolesne pęknięcie na całe życie.

Można powiedzieć: czasem to jest zbyt trudne, pozdrawianie nowego życia w sobie. Bo wydaje się, że przychodzi w najgorszym momencie, przy braku wsparcia czy wręcz doświadczeniu przemocy ze strony bliskich. A jednak mały człowiek całym sobą błaga o miłość. By go nie odrzucać. Bo odrzucenie przeżywa boleśnie; napełnia go ono przerażeniem.

I tak wiele zależy od ojców: poczucie bezpieczeństwa kobiety, która staje się matką ich dzieci. Kochana i otoczona opieką będzie ogłaszać światu, że staje się nowy człowiek.

A gdy jest sama jak palec, może pamiętać, że w obronę bierze ją sam Bóg – pierwszy, który czuje z jej bólem opuszczenia, pierwszy, który zachwyca się jej macierzyństwem. I wszystko poukłada.

Małgosia i Dosia

Creighton Model FertilityCare System

April 21, 2012 9:17 am

Kojarzymy Model Craightona jako pomoc w leczeniu niepłodności. Ale CREIGHTON MODEL FertilityCare™ System – to coś więcej. To troska o prawdę życia całego człowieka. To troska o jego dziś i o jego jutro. Troska o jego zdrowie w połączeniu z prawdą jego powołania. Zdrowie jest potrzebne nie tylko kobiecie, która chce zostać mamą. Potrzebuje jej także kobieta konsekrowana, babcia, panna i mama piątki dzieci.

Troska o zdrowie kobiety, to także troska o rzetelne poznanie wiedzy o jej płciowości. Patrzę z podziwem na wykładowców. To są nie tylko niezwykle kompetentni fachowcy w swojej dziedzinie, ale też i ludzie ogromnego szacunku dla innych. To właśnie przez ten szacunek dla ludzkiej osoby ten kurs trwa tak długo (13 miesięcy) i kończy się bardzo trudnym egzaminem.

Tylko wtedy można ludziom przynieść nadzieję, gdy jest oparta na prawdzie i rzetelnej wiedzy.

Patrzę więc z nie mniejszym podziwem na słuchaczy. Byłem z nimi przez cały tydzień. Słuchałem ich spowiedzi, opowieści o trudnościach, jakich doświadczają od  swoich kolegów po fachu. Modliłem się razem z nimi i siedzieliśmy razem przy stole w czasie posiłków. Ludzie rożnych języków i miejsc zamieszkania. Stali mi się bardzo bliscy, bo dzielimy te same wartości. Byliśmy jak jedna wielka rodzina.

Dziś mieli swój, choć jeszcze nie finalny, to przecież także bardzo poważny egzamin. Wczoraj siedzieli do bardzo późna w różnych konfiguracjach przy stolikach wszystkich sal wykładowych. Niemka uczy się razem z Polką, Pablo, Kubańczyk razem ze swoją żoną, grono z Meksyku i Ameryki Łacińskiej powtarza wiedzę posiłkując się hiszpańskim, lekarze jeszcze raz przeglądają strony kilkusetstronicowej książki dr Hilgersa. Uczą się niby do egzaminu, ale tak naprawdę, każdy z nich ma przed oczyma swoich pacjentów czy klientów. Tam czeka na pomoc kobieta, która cierpi z powodu niepłodności kilkanaście lat, tam jest dziewczyna, która cierpi z powodu nadmiernego krwawienia, tam jest żona, która cierpi z powodu PMS (a przez to i jej mąż).

Za chwilę pożegnalna Msza św. Tak bardzo chciałbym im powiedzieć, że ich podziwiam i że ten włożony trud odnajdą w wieczności.

„Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili”. (Mt 25,40)

X Jarosław

Bohaterowie

March 20, 2012 7:33 am

Ostatnia niedziela minęła jak z bicza strzelił. Choć w naszym Ognisku był dzień skupienia, to mój dyżur telefoniczny dał się we znaki. Tak więc gdy inni adorowali Pana w Najświętszym Sakramencie, mnie przyszło zszywać przeciętą łapę pewnej miłej suczce, zresztą stałej pacjentce. Na szczęście w dalszej części dnia los okazał się łaskawy i mogłem spokojnie uczestniczyć we wspólnotowej Eucharystii. W sumie – jak w życiu. Ciągła walka, by nie zapominać o oddaniu należnego czasu Bogu.

Wieczór, jak najbardziej małżeński, także okazał się inspirujący do zastanowienia się nad życiem. Wspólna projekcja „Bohaterów”* przyniosła nam wiele satysfakcji, bo film okazał się świetny! Mnie samego zaś zmusił do n-tego z kolei zastanowienia się, jakim jestem ojcem. Bo film w swej fabule skierowany jest do tych, których Bóg powołał do ojcostwa.

W jednej z pierwszych scen przytoczone zostały dane, z których wynika, że istnieje ścisły związek między przestępczością wśród dzieci i młodzieży, a jakością ich relacji z ojcem. Wychodząc od tego, jedna z postaci kieruje takie oto słowa do swoich podwładnych: „Ciężko pracujcie (…) ale potem wracajcie do domów i kochajcie bliskich.”

Przypadków przecież nie ma, więc jak tu nie zauważyć, że na drugi dzień przypadła uroczystość św. Józefa. Bycie ojcem nie jest dla mnie łatwe, ale mogę podzielić się tym, iż opiekun Jezusa jest dla mnie przykładem. Tak jak ja trudził się, by zapewnić godny byt rodzinie, a jednocześnie nie zapominał, że jest mężem i ojcem. I wszystko to przeżywał w posłuszeństwie Bogu.

Tak, jak był cichy na kartach ewangelii, tak i cichy pozostaje w swym orędownictwie za nami. Cichy, lecz bardzo skuteczny.

Św. Józefie, głowo Najświętszej Rodziny, opiekuj się nami!

*Bohaterowie, 2011, reż. Alex Kendrick

[youtube http://www.youtube.com/watch?v=MKtO_yAYEQM?rel=0&w=560&h=315]

Michał