żeby nie był z tym sam

April 3, 2015 5:00 am

Zawsze Wielki Piątek przypomina mi pewien Wielki Piatek z życia naszych przyjaciół – dzień po otwarciu klatki piersiowej Łukasza, męża i taty dwójki małych wówczas dzieci, gdy okazało się, że złośliwy nowotwór, który zdiagnozowano zaledwie kilka dni wcześniej, jest rozlany, wrośnięty w osierdzie, nieoperowalny. Kiedy mój mąż odwiedził go w szpitalu, nie wiedział, co powiedzieć. Więc posiedział, rozmawiając o niczym.

Rozpoczęło się dla nich długie leczenie. Wyzdrowiał. Dzielili się potem tym, co było najtrudniejsze: samotność. Nagle zamilkł telefon. Ludzie bali się dzwonić, bo co powiedzieć. A oni tęsknili za normalnym z nimi byciem.

Może dzisiaj Jezusowi nic więcej nie potrzeba, niż bycia z Nim. Mimo że oszpecony, że nie do poznania, że nie wiadomo, co powiedzieć. Bo mówi: “Pragnę” i chce nas całych, z tym wszystkim, kim jesteśmy. Z biedami i grzechami, z tym, co nam ludzie zrobili i co my zrobiliśmy innym. Wziął to na siebie.

Gdy Przyjaciel cierpi, a tym bardziej, gdy umiera, nie można zostawić Go samego.

M

roz-mowa

October 28, 2014 5:07 am

Dzień opowiada dniowi, noc nocy przekazuje wiadomość. (Ps 19, 3)

Rozmowa nie tylko mierzy głębię relacji, ale i ją nieustannie buduje. I to rozmowa, która nie musi mieć na celu załatwienia niczego, która jest byciem, słuchaniem bez oceniania, odkrywaniem “jak to jest być Tobą”, dzieleniem się, “jak to jest być mną”. W odróżnieniu od listy pretensji – “teraz Ci wygarnę” czy “udzielę Ci pouczenia” – w takiej rozmowie tworzy się bezpieczna przestrzeń zaufania. Takiej rozmowy potrzebuje małżeństwo, potrzebują rodzice i dzieci, potrzebuje przyjaźń, by trwać. Rozmowy, której motywacją jest ciekawość i gotowość słuchania, po to, by bardziej być razem – nie zaś potrzeba skorygowania drugiego.

Co wspaniałe, potrzebuje jej też Bóg. Jego Syn wychodzi na pustynię, by stracić z Nim całą noc. Równie bardzo zależy Mu na kontakcie z nami. Prosił nawet którąś ze świętych, by przychodziła opowiedzieć Mu swój dzień. Mimo zastrzeżeń z jej strony, że przecież On wszystko wie, widział, był. Jednak On chce usłyszeć, co się stało, co przeżyliśmy – by stracić z nami czas, pozwolić odpocząć i pomóc spojrzeć na sprawy Jego pełnymi nadziei oczami.

Mplus

wszystko ma swój czas

September 26, 2014 5:00 am

Wczoraj i dzisiaj mówi do mnie Pan Bóg słowami Koheleta o marności, przemijaniu i o tym, że wszystko ma swój czas. Ale czy “wszystko ma swój czas” znaczy “mam czas na wszystko”? Mplus kilka dni temu nad tym się zastanawiała.

“Wszystko ma swój czas” – to znaczy, że jeśli tego czasu nie wykorzystam, to go już nie będzie, nie wróci. “To se nevrati” jak mawiają Czesi.

Parę dni temu były okrągłe urodziny mojego przyjaciela. Z tej okazji jego dorosła już córka poprosiła bliskich i znajomych o nagranie życzeń dla jubilata, krótkich scenek – poważnych, śmiesznych – w zależności od fantazji nagrywających. Przyjąłem tę propozycje z wielkim entuzjazmem, ale trudno było się zebrać całą rodziną i coś stworzyć.

“Wszystko ma swój czas” – termin rocznicy urodzin też jest raczej “sztywny”. Montaż tego wieloczęściowego filmu wymagał sporej ilości czasu. Po kilku rodzinnych rozmowach entuzjazm opadł i myślałem, ze już nic z tego nie będzie.

Ale “wszystko ma swój czas”. Udało się! Pominę szczegóły – ale oprócz efektu końcowego cała rodzina miała wspaniałą zabawę i każdy mógł dać upust swojej fantazji, pomysłowości i aktywności. Choć z konieczności działania były szybkie, to jednak pozwoliły na nowo na siebie spojrzeć i odkryć to, o czym nie mieliśmy pojęcia 🙂

“Przyjrzałem się zajęciom, jakie Bóg dał ludziom, by się nimi trudzili. On uczynił wszystko pięknie w swoim czasie, dał też naszym sercom pragnienie wieczności. Jednak człowiek nie może ogarnąć dzieła Bożego od początku do końca” (Kohelet 3, 10-11).

Andrzej O.

Radość pierwszych chwil

September 10, 2014 2:01 pm

Pierwsze dni po powrocie – to przede wszystkim różne sygnały radości od przyjaciół, że wreszcie w domu. Spotkania, telefony i maile przekazują sobą dodatkową informację: jak dobrze, że jesteś, że wróciłeś; dobrze, że możemy się spotkać.

Nasz świat jest światem relacji, światem osób, które coś dla siebie wzajemnie znaczą. I choć gratulacje po przebiegnięciu maratonu od ludzi, którzy przyszli obejrzeć bieg na mecie, są miłe – to jednak dopiero telefon od przyjaciela, który powiedział, jak bardzo jest dumny i gratuluje, sprawiał tę wyjątkową radość.

Nawet kiedy wychodzimy tylko na krótko, do szkoły, do pracy, na zakupy czy na spacer z dzieckiem, wracając możemy na nowo odkrywać świat osób mi powierzonych. I jak dobrze być częścią tego świata.

Z pozdrowieniami,

ks. Jarosław

 

dowartościować serce

June 28, 2014 9:15 am

W świecie kultu chłodnego racjonalizmu z jednej strony, a z drugiej – ślepych popędów, świętujemy wczoraj i dziś “serce”. I co dziwne, wczoraj nie było uroczystości Męskiej Logiki Pana Jezusa, żeby jakoś odróżnić od tego, że dzisiaj stajemy blisko Niepokalanego Serca Maryi. Co często przecież znajduje swój wyraz w religijności ludowej: jak się surowy Pan Jezus obrazi, trzeba iść do serca Matki. A przecież nic podobnego.

Więc punktem odniesienia staje się tak kruche i wrażliwe miejsce jak “serce”. Może dlatego, że jest tak podatne na zranienie (“z bólem serca szukaliśmy Ciebie” /Łk 2, 48/), może być busolą empatycznych relacji z innymi. W chwili ciszy to serce powie nam, co nie działa, czego brakuje, czego się boimy, czego nie potrafimy. Opowie prawdę o naszej kondycji, którą gotowi są zawsze przyjąć i Jezus, i Maryja. Ponieważ przyjmują nas właśnie “otwartym sercem”, czyli bez uprzedniej oceny, ale z wolą przyjścia z pomocą w tym, czego nam nie dostaje.

I to serce, nielogiczne i otwarte na współczucie, pozwoli nam zobaczyć prawdę o mężu, żonie, dzieciach i innych ludziach. Dojrzeć ich lęki i potrzeby, często wyrażane w sposób tak zawoalowany, że z początku nie rozumiemy, o co chodzi i bierzemy za coś zupełnie innego. Wbrew pozorom (że serce potrafi jedynie “czuć”) – pomoże “zrozumieć”.

Serce opowiada też o tym, co naprawdę się w życiu liczy – i umieć usłyszeć jego głos tu i teraz, zanim przyjdzie czas podsumowań wieku średniego i jesieni życia, znaczy wiele. Możemy zdobyć dla siebie cały świat, a przecież najbardziej spełniamy się, nosząc w sercu innych – i będąc w ich sercach osobami, które coś znaczą.

W dzisiejszą uroczystość polecamy tym najbardziej czułym Sercom Program “JA+TY=MY” w Omaha. I prosimy serdecznie i Was o parasol modlitwy dla tego ogromnego wysiłku Prowadzących i uczestników.

M

sługa albo przyjaciel

May 14, 2014 5:00 am

“Już was nie nazywam sługami, bo sługa nie wie, co czyni pan jego, ale nazwałem was przyjaciółmi, albowiem oznajmiłem wam wszystko, co usłyszałem od Ojca mego.” (J 15, 15)

Kto lubi być “służącym”, najemnikiem? Choć obłożony wymogami efektywności i sprawnego działania, nie pracuje przecież “na swoim”. Zadania zna wycinkowo – “nie wie, co czyni pan jego”. Nie widzi całości, sensu, celu, ani misji. W każdej chwili może być zastąpiony przez kogoś innego. I wcale nie jest łatwy w obsłudze – może się “psuć” i buntować, bo sercem emigruje daleko.

Zdarza się nam czynić z innych “najemników”. “Mamo, dlaczego mam to teraz zrobić?” – “Bo tak”. Ale i do żony/męża: “Jedź jutro o drugiej i załatw”.  “Nie będzie mnie na obiedzie”. O pracy zawodowej nie wspominając. Metafora trybika wielkiej machiny – dobrze znana. Jak przykro być trybikiem. Nasze człowieczeństwo woła o znacznie więcej niż to. Ale i jak łatwo drugiego potraktować jak “trybik” – bo szybciej, wygodniej.

“Sługa” – odrabia swój odcinek, wkładając jedynie wysiłek. “Przyjaciel”, obdarzany szacunkiem i zaufaniem – dzieli misję, zna cel, wkłada serce. A celem jest nie tylko wykonanie zadania – ale i jakość wzajemnej relacji.

Sprawdza się na każdym odcinku życia.

M

od rana

April 26, 2014 5:00 am

“Po swym zmartwychwstaniu, wczesnym rankiem w pierwszy dzień tygodnia, Jezus ukazał się najpierw Marii Magdalenie, z której wyrzucił siedem złych duchów (…) Ci jednak słysząc, że żyje i że ona Go widziała, nie chcieli wierzyć.”

Takie ważne, czego używamy do patrzenia. Maria Magdalena, tak mocno poturbowana przez zło, że Jan naliczył aż siedem złych duchów, widzi Go “wczesnym rankiem” jako pierwsza. Chociaż poznaje Go dopiero w tym, jak On sam na nią patrzy. “Mario”. Spojrzenie, które nadaje imię, przywraca godność, potwierdza przynależność.

Ale też i w naszym spojrzeniu inni odczytują siebie. Przeglądają się jak w lustrze w tym, co my w nich widzimy. Naprawdę to, co widzę w drugim, nie jest tylko moją osobistą sprawą. Nawet ktoś najbliższy może zobaczyć siebie w moich oczach jak w krzywym zwierciadle. Odejść zraniony. Innym razem widzimy ogrom dobra, ale to, co wypowiadamy na temat drugiego, nie jest jego czy jej prawdziwym imieniem. Może bardziej uciążliwą łatą. A może trzeba na słabości trochę oślepnąć. Może gdy się je zrozumie i wytłumaczy, wyglądają zupełnie inaczej. Może trzeba nagłaśniać sukcesy i zalety. Od rana. Odzyskać wzrok już od “wczesnego ranka”.

Jezus, mimo że wyrzuca uczniom niedowiarstwo, bo nie wierzą tym, co użyli do patrzenia serca, daje się “zobaczyć” każdemu. Na koniec Piotr przed Sanhedrynem woła: “bo my nie możemy nie mówić tego, cośmy widzieli i słyszeli.” (Dz 4, 20) Ale Jezus nie tylko pozwala zobaczyć siebie, ale i pożycza swój wzrok do patrzenia na innych. Byśmy mogli całemu światu nagłaśniać, jak wspaniali ludzie nas otaczają: jak cudownych mamy mężów, żony, dzieci i przyjaciół. Od rana. By usłyszeli z naszych ust echo ich własnego dobra. Mogą nie mieć o nim pojęcia.

M

porażka

April 15, 2014 5:00 am

“Ja zaś mówiłem: Próżno się trudziłem, na darmo i na nic zużyłem me siły.

A teraz przemówił Pan, który mnie ukształtował od urodzenia na swego Sługę (…): Ustanowię cię światłością dla pogan, aby moje zbawienie dotarło aż do krańców ziemi.” (Iz 49, 4-6)

Niepowodzenia. Te małe, codzienne, o których wiemy tylko my sami. I te bardziej spektakularne. Im więcej włożonego wysiłku, tym bardziej bolesne. Czasem upublicznione bardziej niż wszystko to, co się udało. Czasem bylibyśmy wdzięczni, by ktoś nas na scenie porażki miłosiernie zasłonił, opuścił kurtynę.

A jednak właśnie wtedy możemy doświadczyć najcenniejszych, wspierających więzi. Wczoraj dom Łazarza i jego siostra Maria, która rozbija flakonik olejków. Niby “nic” wobec tego, co ma się stać. Niby dla Człowieka spisanego na straty nie da się już nic zrobić, “nie opłaca się”. A jednak Pan Jezus przechowuje w sercu jej gest.

Dziś czytamy, że “doznaje głębokiego wzruszenia”, zapowiadając zdradę Judasza i zaparcie się Piotra. Jakby jeszcze szukał wzrokiem tych, którzy wobec nieuchronnego niepowodzenia jednak zostaną. Ale przecież pisze o tym Jan – do końca blisko.

Porażka wiele weryfikuje. Ukazuje człowieczeństwo w wersji najszlachetniejszej, podatnej na zranienie – i pozwalającej się zranić. Pozwala dostrzec wszystko, co najważniejsze, bo detale stają się drugorzędne. Wypełniona miłością, powierzona ufnie Jemu, już jest zwycięstwem. I nawet gdy wszystko wydaje się stracone, ostatnie słowo należy do Boga. Miłośnika Życia. “Ja zaś mówiłem”. Owszem. “A teraz przemówił Pan”.

M

zawsze jest ktoś

April 11, 2014 9:29 am

To już ostatni piątek przed Wielkim Tygodniem. W czytaniach gęsto od opisów sytuacji, w których Pan Jezus naprawdę ma kłopoty. Oskarżany, odrzucany, Jego słowa – jak grochem o ścianę. Rozpoczyna się, po ludzku patrząc, “wielkie fiasko”. I Jego droga ku całkowitej samotności.

I kiedy myślę ostatnio o tym opuszczeniu, o niemożności zakomunikowania innym, w jakiej otchłani się znajduje – a wiemy przecież dobrze, jak może izolować cierpienie – zaczynam widzieć wokół Niego ludzi. Nie ma Piotra, Andrzeja i innych, z którymi związał blisko swój los, nie ma Judasza, który zdradził. Ale na drodze krzyżowej jest Matka, Weronika, Szymon, płaczące kobiety. I nawet pod krzyżem – znowu Matka, ukochany Jan, Maria. Jednak czyjaś kochająca i wierna, choć na swój sposób bezradna, obecność. I w nich jakieś zapewnienie, że nie da się stracić wszystkiego, nawet gdyby się nam wydawało, że w bywamy kompletnie ogołoceni.

Koleżanka napisała mi ostatnio w liście: “zawsze jest ktoś”. Nigdy nas Pan Bóg nie zostawia samych jak palec. Zawsze jest ktoś, choć czasem zauważamy tylko tych, których fizycznie czy psychicznie z nami akurat nie ma. I zawsze jest On. Najbliżej. I zapewnia, że z Nim nigdy nic się nie kończy, zawsze dopiero zaczyna.

M

gdybyś tu był

April 6, 2014 5:00 am

Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł. (J 11, 21)

Obie, i Marta, i Maria, witają Jezusa tymi samymi słowami. Gdybyś tu był.

Gdybyś tu był, nie wydarzyłoby się zło, nie stracilibyśmy człowieka, zaufania, dobrego imienia. Gdybyś tu był, nie byłoby teraz powodu do łez. Gdybyś tu był, wszystko byłoby po staremu. Wszystko, co kochamy, byłoby razem z nami. Gdybyś tu był, nie okazałoby się, że kochamy na próżno, w każdej chwili mogąc stracić “brata”.

Ale Jezus też płacze po stracie przyjaciela. On, Bóg, który mógłby nigdy do nikogo nie czuć się przywiązanym – żeby nigdy nie stracić. A przecież kocha nas ciągle i ciągle nas traci, gdy Mu nie wierzymy. I nie przestaje kochać. Zostawiony, zdradzony, sam. Czeka.

I w najczarniejszym scenariuszu mówi: Byłem. Jestem. Wszystko ma sens. Dobro, które tu się objawi, dopiero nastąpi. Teraz ból, ale nadzieja już uprzedza radość tego, co nadejdzie: “Łazarz umarł, ale raduję się, że Mnie tam nie było, ze względu na was, abyście uwierzyli” (J 11, 15).

Nieliczni to potrafią i są na wagę złota.Gdy nic nie wychodzi, już czekają na dobro. “Na koniec wszystko będzie dobrze. Jeśli nie jest dobrze, znaczy, że to jeszcze nie koniec”.

M