brothers in arms

July 25, 2013 5:04 am

Dawno temu usłyszałam pewne opowiadanie, które mocno zapadło mi w pamięć.

Wojna. Na niej dwóch towarzyszy broni. Ciężki ostrzał zmusił oddział do odwrotu, ale jeden z tej dwójki został ciężko postrzelony. Po pewnym czasie drugi zorientował się, że tamten został na polu bitwy. Zawrócił szukać go wśród zabitych i znalazł jeszcze żywego. Wziął go na plecy i niósł wśród świstu kul.

Gdy dotarł do obozowiska, przyjaciel już nie żył. Obrażenia były zbyt ciężkie, i tak nic nie dałoby się zrobić. Koledzy zapytali, czy warto było narażać życie. Spojrzał na nich zdumiony, że o to pytają. Odpowiedział: “Gdy go znalazłem jeszcze przytomnego, powiedział: ‘Wiedziałem, że przyjdziesz’.”

Wracanie się zamiast parcia naprzód, nadkładanie drogi, narażanie się, wydawanie życia za braci. Nawet pośród nonsensu i zawieruchy. Ostateczny dowód, że się dla mnie liczysz. Mężu, żono, córko, synu, przyjacielu.

M

bucik

July 22, 2013 5:00 am

Ustka. Modlitwa wieczorna w naszym prowizorycznym zakwaterowaniu. Pytam dzieci, o co chciałyby się pomodlić. Córka, zwana Skakanką (10 lat): “Święty Antoni, proszę Cię, żeby znalazł się bucik mojej laleczki”.

Laleczka to długo wyczekiwany i wywiercony w brzuchu prezent, dziś przyniesiony przez dziadka. I od razu na ośrodku wczasowym gdzieś w trawie zginął bucik. Wielkości pół centymetra. Skakanka jest w otchłani rozpaczy, by użyć słów Ani z Zielonego Wzgórza.

Pytam synka, zwanego Grzybkiem (7 lat), a o co Ty byś chciał poprosić? “Ja proszę, żeby Ani bucik się znalazł”. Tu głos więźnie mu w gardle, z oczu spływają łzy. “Synku, dlaczego płaczesz?” “Bo ja jej współczuję”.

Rodzic w nas ma tyle odpowiedzi na cierpienie innych. Żeby sobie jakoś z nim poradzić. “Sami sobie napytali biedy, gdyby uważali bardziej, co za brak rozsądku, co za naiwność, wiedziałem, że tak będzie.” I dobre rady, “weź się w garść, nie ma nad czym płakać, przesadzasz. To tylko ‘bucik’. ”

Błogosławieni, którzy współczują zgubionych bucików. Dotyka nas przez nich nieskończenie przychylna Boża miłość.

PS. Bucik znalazł się w trawie na drugi dzień rano.

Turnus II

July 1, 2013 5:00 am

Turnus drugi prawie się zjechał do Wisełki. Czekamy jeszcze na ks. Jarosława, który przed nami uciekł na ślub w Krakowie. Czyżby wiedział, że zwalimy się tłumnie, przywożąc poza licznymi torbami i tobołki spraw? Więc Czytelników prosimy o duchowe wsparcie. A że Redakcja w składzie Fr. Captain, Dorota i Małgosia tutaj, możemy pamiętać w tym szczególnym miejscu o tych, którzy na “Przystani” przystają. O znanej powszechnie skuteczności modlitw Basi i Michała, obecnych tu duchem z domu w Rybniku, nie wspomnę.

Przebrnęliśmy jakoś przez pakowanie, co powinno już być powodem do dumy. Istnieją udokumentowane przypadki, gdy chciano czekać z rozpakowaniem auta do zapadnięcia zmroku, by nie było widać, ile się zwiozło maneli. 😉 Choć ktoś mądry powiedział przecież, że przestalibyśmy się martwić, co inni o nas myślą, gdybyśmy wiedzieli, jak rzadko to robią. 😉 Poza tym, jako stwory biurowe doznajemy szoku tlenowego, więc dobrze, że pierwsze dni są zaplanowane na oddech.

Na takim wyjeździe można odkryć, że żadna rodzina nie jest samotną wyspą. Ile radości daje wypicie razem kawy. Wymiana osobistych darów. Obiektywizacja problemów. Uśmiech, który odwraca uwagę od tobołka i czyni go lżejszym choćby na chwilę.

Znacie zapewne metaforę z patykiem, który sam jeden łatwo złamać. Ale grubą wiązkę patyków już nie.  Potrzebujemy siebie nawzajem.

A żebyście nam nie zazdrościli plażowego szaleństwa, zamieszczam pocztówkę z warunkami pogodowymi. 😉

20130630_171833

Małgosia

"Żono moja…"

June 27, 2013 5:00 am

Dawno nie byłem na weselu. A już na pewno dawno nie byłem na weselu kogoś z mojej rodziny. Moje siostry już dawno zamężne, kuzynostwo jeszcze dawniej. Przyszła teraz pora na siostrzeńców.

Z dużym wzruszeniem uczestniczyłem we Mszy św., w czasie której ślubowali sobie nawzajem Magdalena i Maciej, mój najstarszy siostrzeniec. To przecież jakby wczoraj go chrzciłem. A dziś… błogosławię go na nową drogę życia.

Patrząc na ich radość myślę o tych wszystkich małżonkach, którzy trafili do mnie z prośbą o pomoc. Musimy chronić małżeństwa, musimy się za nie modlić, musimy tworzyć środowiska, które będą je wspierać, bo przyszłość Kościoła i świata idzie przez rodzinę, jak nam przypominał bł. Jan Paweł II. Radość nowożeńców jest autentyczna. Trudności, które potem napotykają, muszą pokonać sami, ale… od naszego świadectwa, od naszego zaangażowania także wiele zależy.

Wiemy sami, jak wiele pomogły życzliwe słowa, pociecha, pomocna dłoń. Bądźmy uważni, bo może gdzieś obok jest ktoś, komu wystarczy jeden telefon, jedno małe spotkanie, czasem malutkie wsparcie i już jest łatwiej.

Z pamięcią o Was

ks. Jarosław

IMG_0808IMG_0812

Wielkie brawa dla Wrocławia

June 22, 2013 5:00 am

Zakończył się turnus I w Wisełce.

Wyjątkowy, bo tylko z młodszymi dziećmi, ale i dlatego,  że właśnie ten turnus miał zaszczyt być pierwszym użytkownikiem nowo zbudowanego placu zabaw. Dzieci były zachwycone, rodzice też – i pojawiła się refleksja, że właśnie dzięki Silnej Grupie Wrocławskiej lepiej poznaliśmy znaczenie słowa “wspólnota”. Razem się modlić, spotykać – to wszystko jest ważne, ale razem działać dla wspólnego dobra: to już ukoronowanie wszystkich poprzednich działań. Grupo Wrocławska, przyjmijcie od nas najszczersze, wielkie wyrazy podziękowania i podziwu! Jesteście teraz dla nas wzorem działania we wspólnocie.

Pozdrawiam!

Aga

On-site visit

April 26, 2013 10:04 am

Dzisiaj miałem wyjątkową okazję spędzić całe popołudnie z jednym z małżeństw, które uczestniczyło w pierwszej edycji Programu Ja+Ty=My w Omaha, Nebraska. Katie and Rick Brennan z St. Louis, MO. Ricka poznałem w czasie EP1 w Omaha kilka lat temu. Katie na początku tylko przez korespondencję. Później w czasie naszego Programu dla lekarzy NaPro.

Rick, który od początku otrzymał ode mnie pseudonim Rick the Rock, lekarz ginekolog-położnik, jest wyjątkowym człowiekiem. Ojciec dwóch córek i dwóch synów, wspaniały mąż, jest jednym z trzech lekarzy, którzy tu w St. Louis są całkowicie oddani służbie życiu. Nie przepisuje antykoncepcji, jest NaPro i … kompletnie osamotniony. Ale szczęśliwy. Zawsze mamy wybór. Z Panem Jezusem może być trudniej, bo uczeń nie jest nad Mistrza, ale za to z Nim jest pokój, błogosławieństwo, radość i spokój sumienia, którego świat nie rozumie, ale z pewnością zazdrości.

W ich domu czujesz się jak w rodzinie. Przyjęli mnie w gościnę w czasie pobytu w St. Louis, ale nie było do tej pory czasu na nasze spotkanie, bo byłem cały czas zajęty. Więc zostawały nam tylko bardzo późne godziny nocne. Dzisiaj wreszcie trochę czasu razem.

St Louis with The Bs

Planujemy Program w St. Louis, kiedyś tam w przyszłym roku. I oni będą naszą parą prowadzącą.

Rozmowom nie ma końca. Tyle historii do opowiedzenia, tyle przeżyć do podzielenia się. Dołączyli też ich przyjaciele. Wspaniała rodzina. Mają syna w seminarium. Dobro jest rozlewne. Dobro przyciąga dobro.

Po raz ostatni tym razem z St. Louis

Fr. Jay

Men’s Club…

April 18, 2013 8:36 am

continuation…

Jak widać, nasz męski klub się zdecydowanie powiększył:

Październik 2012, opisany TU

men's club 2

Kwiecień 2013

Tradycji stało się zadość. W czasie EP jedno wyjście tylko dla mężczyzn. I oczywiście to samo miejsce i to samo menu – Anthony’s Steakhouse. 

Naturalnie wyjście na steak było tylko pretekstem, żeby się znowu spotkać, porozmawiać, pobyć ze sobą. Każdy ma inną historię do opowiedzenia, inne doświadczenia, więc dobrze jest siebie nawzajem posłuchać i odkryć, ile mamy sobie nawzajem do przekazania, do podzielenia się.

Tym razem dołączył Francuz, Polak, Meksykanin, Peruwiańczyk, i oprócz innych nowych w naszym klubie – także dwóch amerykańskich kapłanów. Jak dobrze jest wiedzieć, że możemy na siebie nawzajem liczyć. Jeśli będzie taka potrzeba, wiemy, gdzie się szukać. Męskie wsparcie zawsze jest potrzebne. I co najważniejsze paniom to się nawet bardzo podobało, że panowie wychodzą razem. One wiedzą, że mężczyźni muszą od czasu do czasu poprzebywać w swoim własnym gronie. Wracają zawsze lepsi. 🙂

Fr. Jay

przyjaciele

December 10, 2012 5:00 am

„Wtem jacyś ludzie niosąc na łożu człowieka, który był sparaliżowany, starali się go wnieść i położyć przed Nim” (Łk 5,18)

Niedawno, gdy miała z nami zamieszkać moja Teściowa, sama byłam sparaliżowana swoim strachem, niechęcią, uprzedzeniami.

Na szczęście miałam wokół siebie przyjaciół, którzy w swoich sercach przynieśli mnie przed Jezusa, a Ten mnie uzdrowił.

Dużym przywilejem jest dla mnie, gdy mogę komuś pomóc, gdy mogę kogoś w sercu przynieść przed Jego tron i oddać w ręce Króla, który uzdrowi, nie tylko co jest widoczne, ale też to, co przed oczami zakryte.

Dobrze jest mieć przyjaciół we wspólnocie Kościoła. Oni się nami zajmą, gdy już sami nie będziemy mogli dotrzeć przed oblicze Pana.

Dosia