Ścieżka umarłych

November 2, 2013 5:00 am

Pamiętam, jak jeszcze w seminarium duchownym zachwycił nas Tolkien swoją Trylogią. Jak nam się wtedy (do dziś zresztą) wszystko podobało i ile w tym widzieliśmy inspiracji dla siebie i dla swojego życia. Każdy miał swojego bohatera, który go inspirował.
Pamiętam też, że bardzo nas zainspirowała ścieżka umarłych, na którą musiał wkroczyć Aragorn, żeby zdobyć sojuszników. Jak pamiętamy, umarli Ludzie z Gór pokonali korsarzy z Umbaru, sojuszników Saurona, i dopełniwszy przysięgi zostali zwolnieni i mogli zaznać pokoju po śmierci.

Zaczęliśmy wtedy nasze własne “ścieżki umarłych”: jeśli czyjeś życie w łonie mamy było zagrożone, modliliśmy się do dusz czyśćcowych, które znalazły się tam z powodu grzechów w tej dziedzinie, jeśli czyjeś małżeństwo było zagrożone, modliliśmy się do dusz, które znalazły się w czyśćcu z tego właśnie powodu. Wiedzieliśmy to przecież jakoś bardzo wyraźnie, że bardzo możemy liczyć na ich pomoc. Ale też i odwrotnie, wiedzieliśmy, że one sobie pomóc nie mogą i tylko nasza modlitwa skraca ich mękę. To dlatego Kościół w każdej Mszy św. się za nie modli i w Liturgii Godzin mamy każdego dnia modlitwy w ich intencji.

Przypomina się dziś trójka świętych. O. Pio, który całe swoje życie ofiarował za wyzwolenie dusz z czyśćca i prosił, byśmy oczyścili przez nasze modlitwy czyściec. Przypomina się Nowenna do Miłosierdzia Bożego św. Faustyny, dzień ósmy: „Dziś sprowadź mi dusze, które są w więzieniu czyśćcowym i zanurz je w przepaści miłosierdzia mojego, niechaj strumienie Krwi Mojej ochłodzą ich upalenie. Wszystkie te dusze są bardzo przeze mnie umiłowane, odpłacają się Mojej sprawiedliwości, w twojej mocy jest im przynieść ulgę. Bierz ze skarbca Mojego Kościoła wszystkie odpusty i ofiaruj za nie… O, gdybyś znała ich mękę, ustawicznie byś ofiarowała za nie jałmużnę ducha i spłacała ich długi Mojej sprawiedliwości”.

I robię sobie rachunek sumienia, że za mało serca w to wkładałem. Dziś niech będzie zaledwie początkiem większej troski o naszych Przyjaciół, którzy cierpią.

Wasz Padre J

uwierzyć nadziei

October 19, 2013 5:00 am

On to wbrew nadziei uwierzył nadziei, że stanie się ojcem wielu narodów zgodnie z tym, co było powiedziane: takie będzie twoje potomstwo. (Rz 4,18)

600823_382812091829461_616727894_nByć dobrej myśli. Zachować pełen optymizmu spokój. Zwłaszcza, gdy wydaje się, że rzeczy toczą się nie do końca tym trybem, którym “powinny”. Przykre w pierwszym odczuciu chwile utraty kontroli, zaskoczenia, braku wiedzy na temat tego, co będzie – to moment, kiedy On pyta: Czy mi uwierzysz? Wiem, że wolałbyś tak, ale czy pozwolisz Mi zrobić to po swojemu?

Jest to dialog miłości, bowiem gdy powierzamy Mu siebie, nie spadnie na naszą głowę nic poza nią. Wbrew nadziei uwierzyć nadziei, że sprawy się toczą w dobrym kierunku, nawet gdy nie widać wiele poza zakręt drogi w podróży, w którą wyruszamy. Co dnia. Kochać i robić, co do nas należy, nie mając wszystkich odpowiedzi.

A On z niezrównaną wiernością doprowadza  wszystkie toczące się sprawy do szczęśliwego – i równie zaskakującego jak Jego zmartwychwstanie –  końca. 

M

grupa drogi

October 14, 2013 5:00 am

2184795508_3dbf18b3c1_oBędzie już 9 lat, jak się spotykamy w tym gronie sześciu małżeństw. Szmat czasu. Albo raczej: kawał drogi, bo mówimy, że to “grupa drogi”. Towarzyszenia sobie nawzajem. Nasze JA+TY=MY w 2009 przyszło jako niespodzianka i otworzyło nowe perspektywy.

Pewnie wiele dało to, iż od początku umówiliśmy się, że spotykamy się regularnie, niezależnie od tego, ile osób akurat w tym czasie może i jaką ostatecznie ścieżkę formacji w Kościele wybierze (większość z nas jest w Ognisku Świętej Rodziny, ale nie wszyscy).

Nie wyobrażam sobie, ile trudniej byłoby nam jako małżeństwu funkcjonować bez tej grupy. Tutaj można się weryfikować i mobilizować, szukać rozwiązań dla konkretnych trudności, widzieć, “jak to działa” (lub “nie działa”) u innych. W duchu wieloletniej przyjaźni, poznania wzajemnych ograniczeń i mocnych stron, z wielkim poczuciem humoru. Bo nasze spotkania to nie tylko poważne tematy, ale i górskie wędrówki, babskie spotkania w kawiarni i sylwestrowe szaleństwo w perukach z lat sześćdziesiątych.

Piszę o tym po jednym z naszych spotkań, by zachęcać do “łączenia się w grupy”. Poszukania wokół siebie małżeństw po Programie 1, 2, … W naszym świecie przetrwać samemu mógł jedynie Robinson Cruzoe, choć i on miał Piętaszka. A jednak był rozbitkiem. Wsparcie, jakiego mogą udzielać sobie nawzajem małżeństwa, jest ogromne i nie do przecenienia. I nie ujmuje niczego naszej indywidualności, lecz wydobywa na światło dzienne nasze dary – i pomaga się o nie troszczyć.

A po drodze się samemu nie zgubić – i nie zgubić kogoś z nas.

M

Zdjecie: źródło

Dziennik podróży

October 9, 2013 8:16 am

Ruszam dziś w długą podróż – na rok. Cel jest jeden: być wszędzie tam i tylko tam, gdzie życzy sobie tego Święta Rodzina.

Początek to Omaha, NE i kurs NaPro. Pod koniec miesiąca przeniosę się do Meksyku. Na 3 miesiące. Potem przyjdą następne etapy. Ostatnia noc była na pakowanie. Ale czy można się zapakować na cały rok, zwłaszcza, że linie lotnicze ograniczają bagaż do 23 kg?

Dzień upłynie na lotniskach i w samolotach. Do Omaha dolecę dopiero w czwartek rano (wg czasu polskiego). Jest we mnie tyle pytań, tyle rożnych emocji… Polecam się Waszej modlitwie i pamięci.

Do usłyszenia już zza wielkiej wody.

Jeszcze ks. Jarosław, już za chwilę Fr. Jay

Spokojna przystań, cichy port

September 17, 2013 5:00 am

– Zobaczcie! W drodze na Sarnią Skałę ktoś ułożył z kamieni wielki napis “PRZYSTAŃ”!
– Świetnie, napisz coś o tym.
– Ale ja tak nie potrafię. Nie jestem zawodowcem, który pisze na zadany temat.
– To prawda. A ponieważ lubisz wyzwania, chętnie napiszesz, nieprawdaż?
DSC_0170
Kilka dni później, już po wakacjach, w naszym domu szaleje sztorm. Emocje związane z powrotem do szkoły, nowymi nauczycielami, zadaniami, starymi trudnościami wybuchają i są nie do opanowania. Wściekły na wszystkich poczynając od siebie, umykam do miejsca zwanego szumnie biblioteką, z książką “Droga wewnętrznego uzdrowienia”. Właściwie wolałbym Tolkiena, ale Renata w Wisełce zachęcała do lektury równie serdecznie co stanowczo, poza tym ubrania czekające na prasowanie utrudniają dostęp do ww.

Siedzę w moim schronieniu, patrzę na zamknięte drzwi i czytam od miejsca, gdzie przerwałem miesiąc wcześniej “Ta droga wymaga naszego wysiłku. Otwórzmy drzwi i wraz z Chrystusem dotrzyjmy do jądra naszych problemów…” Zdecydowanie Tolkiena milej się czyta. I dłużej.

Do portu spokojnej rozmowy i wzajemnego zrozumienia dotarliśmy z Żoną jakieś dwie godziny później.

Andrzej J.

Ostatnie chwile w New Orleans

August 15, 2013 5:00 am

Kiedy byłem tu pierwszy raz kilka lat temu, zatrzymałem się u zaprzyjaźnionego brata, Rycerza Kolumba. Teraz była znakomita okazja, żeby się ponownie spotkać. Przewędrowaliśmy, tym razem z jego córką, szmat French Quarter, zatrzymując się na dłuższą chwilę w lokalnym muzeum. Ale był też i czas na kawę w Cafe Du Monde, słynnej ze swoich znakomitych beignets, tak obficie posypanych cukrem pudrem, że trzeba się nieźle nagimnastykować, że nie wyjść na biało.

Cafe du Monde

Ale najciekawsze było spotkanie na słynnej Bourbon Street, którą przecinaliśmy wracając już do hotelu z człowiekiem, który nas serdecznie zaczepił mówiąc, że widok księdza w takim miejscu jest co najmniej dziwny. Zaraz się zresztą przedstawił i wytłumaczył, że przyjechał dopiero co i że jest na wakacjach, i że w „cywilu”, ale tak w ogóle to jest rabinem. Stwierdziliśmy, że właśnie w takim miejscu najbardziej potrzeba obecności Pana Boga.

Jak widać we French Quarter wszystko jest możliwe. Także spotkanie rabina i księdza, wspólnie rozmawiających o bliskości Pana Boga. I tak jak zaczęła się moja podróż w obecności naszych starszych braci w wierze, tak też i symbolicznie się kończy. Tym razem jednak zdecydowanie serdeczniej. Bo czyż można oprzeć się urokowi tego miejsca, gdzie wszystko jest otulone muzyką?

z podróży powrotnej

Fr. Jay

Architektura

ArchitekturaMuzycy

MuzycyKluby

KlubyPreservation Hall

Preservation Hall

 

długa podróż

August 7, 2013 9:56 am

Najpierw 9 godzin lotu do Nowego Jorku. Niewiele spokoju, bo siedziałem obok grupy nastolatków z USA, a ci zachowywali się jak na wycieczce autokarowej, w której nikt inny nie uczestniczy. Nie bardzo więc dało się pospać. Pozostała książka.

Potem błyskawicznie przeszedłem przez Immigration – bez żadnej kolejki i upokarzających pytań, jak ostatnio. Za to postałem oczekując na walizkę, którą odebrałem jako jeden z ostatnich. Bagaż nadaje się dalej zaraz po przejściu przez Customs, więc nie trzeba się więcej o niego martwić. Pozostaje tylko zmienić terminal. Na przesiadkę było 5 godzin, więc starczyło czasu na te wszystkie operacje. Ostatni lot, niecałe 4 godziny, udało mi się w całości przespać. Tuż po północy trafiłem do hotelu.

W samolocie z Warszawy do Nowego Jorku było wyjątkowo dużo naszych starszych Braci w wierze: wielu chłopców w jarmułkach i około 10 bardzo oficjalnie ubranych Żydów, w kapeluszach i długich czarnych płaszczach. Wydawało się, że w tych warunkach sutanna zupełnie ginęła. Okazało się jednak, że została dostrzeżona i doceniona. Taka prosta sprawa jak strój, a jak silnie oddziałuje.

Pamiętam, jak w ostatnich latach moich studiów seminaryjnych, podczas praktyk w jednej parafii, z racji braku plebanii nocowałem u jednej rodziny. Mieszkał z nimi dziadek. Miał w szafie garnitur i koszulę – zestaw na niedzielną Mszę św. Nigdy mu się nie zdarzyło, żeby pójść na Mszę św. nieodpowiednio ubranym. Dzisiaj mniejszą wagę przywiązujemy do odpowiedniego stroju na Mszę św. Ale też i coraz mniej księży podróżuje w sutannie. Czasem widzę, zwłaszcza w USA, jak dzieci pokazują na mnie palcami i pytają się mamy, kto to jest. W takich chwilach cieszę się, że mogę także poza kościołem zainspirować kogoś do ewangelizacji.

z pamięcią o Was

 Fr Jay

I znowu w podróży

August 5, 2013 1:35 pm

Wczorajsza zaczęła się o 13:50 i zakończyła o 4 nad ranem. Gdyby nie pomoc Przyjaciół z Ogniska Poznańskiego, nie udałoby się. Najpierw Zosia i Ryszard, a potem Mariusz, który nas przywiózł ofiarnie samochodem do Łomianek, żebym zdążył na samolot. Nie było więc zbyt wiele okazji do snu, ale to dobrze, bo dziś część dalsza podróży, i może uda się odespać.

Tym razem udaję się na spotkanie FertilityCare Centers International – organizacji, która koordynuje wszystkie działania w świecie związane z NaProTechnologią. Oprócz jej twórcy, dr. T. Hilgersa, są przedstawiciele wszystkich kontynentów i kilka jeszcze osób, które w sumie tworzą Radę Dyrektorów. Zebranie odbywa się raz w roku i jest baaaardzo intensywne. A zaraz po – jest spotkanie American Association for FertilityCare Profesionals. Wszystko kończy się w niedzielę. I zaraz potem powrót. Spotkanie w tym roku wydaje sie szczególnie ważne, bo pojawiają sie nowe centra, które wymagają szczególnej uwagi. Jak zawsze będzie się dużo działo, o czym nie omieszkam informować.

Teraz lot do Nowego Jorku, tam kilka godzin przerwy – oczekiwania na następny lot, do Nowego Orleanu (choć to USA, to klimaty bardzo francuskie i europejskie). I jak zawsze proszę mojego Anioła Stróża, żeby się mną w tym czasie opiekował i … dysponował.

Z serdeczną pamięcią

Ks. Jarosław

zatrzymany w akcji

August 4, 2013 10:18 pm

Wracamy szczęśliwi po zakończeniu rekolekcji. Montujemy małą kolumnę i jedziemy w 4 auta. Żeby jeszcze jak najdłużej być ze sobą. Gdy już musimy się rozstać, jeszcze stajemy na ostatni popas. To był piękny czas. To cudowne wiedzieć, że jesteśmy sobie bliscy i możemy na siebie liczyć. W końcu rozstajemy się i ruszamy podzieleni na dwa zespoły, po dwa samochody.

Teraz natomiast czuję się jak reporter na polu walki. Obok mnie śmigają auta pędząc A2. Cały samochód drży od podmuchów, a nasza załoga przy słupku SOS czeka na car assistance. Samochód odmówił dalszej jazdy. Nie wiadomo czemu. Oczywiście rozumiem zasady udzielania pomocy na autostradzie, ale jest to strasznie smutne, że nikt się nie zatrzymuje na widok księdza, który prosi o pomoc. Do tego przecież służą odpowiednie instytucje.

Gdyby nie konieczność znalezienia się jutro rano na lotnisku w Warszawie, cała przygoda byłaby świetną okazją do przećwiczenia, jak sobie radzić w takich sytuacjach. Co oczywiście nie zmienia faktu, że jest to w dalszym ciągu przygoda. Ale nie jesteśmy sami. Dołączyli do nas Irmina i Krzysztof, którzy nam towarzyszą w biedzie i nie zostawią, dopóki nie wyjaśni się, co z nami będzie. Razem raźniej.

Z serdeczną pamięcią

Z A2

Ks. Jarosław

droga krajowa

August 3, 2013 5:00 am

Wczesny poranek. Drogą wiejską dojeżdżam do krajowej. Z zamiarem jazdy w prawo, do pobliskiej wsi po chleb na śniadanie. Rodzina jeszcze śpi w domu.

Lewa wolna, więc wjeżdżam zwalniając. I wtedy po prawej widzę przed sobą samochód. Stary model, czerwony. I jedna myśl tylko, że jest nie na tym pasie ruchu, co trzeba. Wyprzedza na podwójnej ciągłej. Przez szybę spostrzegam kierowcę i pasażera, młodzi, rysy twarzy widać wyraźnie. Zdziwienie, że znaleźli się tutaj, jest tak ogromne, że zupełnie nic nie robię, patrzę. W ostatniej chwili auto mieści się między mną a wyprzedzanym przez nie samochodem, skosem wjeżdża na swój pas ruchu. Gdyby się nie udało, nie rozmawialibyśmy nawet o szpitalu. Przy prędkości wyprzedzania nawet tylko 110 i zderzeniu czołowym, nie byłoby bułek na śniadanie i słuchałabym “Anielskiego orszaku” po innej od reszty zebranych stronie.

Wydaje się, że tyle spraw zależy od nas. Że albo nasza wina, albo nasz problem, albo staraliśmy się nie tak, jak trzeba, albo coś musimy zrobić, bo inaczej nie wiadomo co. Czasem, że On o nas zapomniał, albo że nie obchodzimy Go aż tak. A jednak dwa decydujące punkty naszej historii, gdy przyszliśmy na świat i ten, w którym z niego odejdziemy, nie są w naszej mocy. Czy Ten, który ze swoją miłością jest obecny w obu tych momentach, nie dba o wszystkie pozostałe? Czy coś, co nas dotyczy, mogłoby ujść Jego uwadze, skoro byliśmy dla Niego warci hańby krzyża? Ocala, podnosi i wyprowadzi dobro ze wszystkich, nawet najbardziej straconych w naszych oczach, spraw.

Szczęśliwi, którzy Mu wierzą.

M