Św. Paweł czy św. Jan?

August 2, 2013 5:00 am

Który z nich był świętszy?

Marta czy Maria? Choć obie zostały świętymi.

Jak bardzo jesteśmy podzieleni skutkami grzechu pierworodnego, że ciągle musimy wybierać jedno bardziej niż drugie.

Kiedyś, po jakimś czasie, pewnie się to wszystko spotka w Tym, który POJEDNAŁ świat ze sobą. Póki co, mamy jednak jezuitów, franciszkanów, dominikanów, karmelitów i tyle dróg, ilu jest ludzi. Każdy zaproszony do miłowania i każdy, z racji indywidualnego zaproszenia na świat, jest prowadzony własną drogą do zjednoczenia z Nim.

Po ludzku, chcielibyśmy mieć porządek, wszystko przewidywalne, zaprogramowane, ale tak się nie da. Trzeba więc, pomagając innym, uczyć ich tego jednego – jak słuchać głosu Ducha Świętego, który jest w nas po to, by nas prowadzić do spotkania z całą Trójcą Przenajświętszą.

Z Trzęsacza

ks. Jarosław 

lider

August 1, 2013 5:00 am

Wieś. Postanawiam wziąć dzieci na rowery do lasu. Chociaż Dziadek mówi, że to niebezpieczne jak całe życie w ogóle, bo gałąź może spaść i człowieka zabić bez ostrzeżenia na przykład. Wyruszamy.

Na prowadzenie wysuwa się Karol, siedmiolatek, syn sąsiadów. Grzybek i Skakanka wołają za nim w pyle żwirowej drogi. Ja całkiem w tyle. Karol nagle skręca w lewo i ginie w lesie. Gdy go doganiamy, mówi, że nas poprowadzi, bo zna tu wszystko. Trochę oponuję, po nocnej ulewie jest mokrawo, więc może się okazać, że droga dalej będzie nieprzejezdna i trzeba będzie zawrócić.

Na kolejnym, zupełnie suchym, malowniczym zakręcie Karol zatrzymuje się znowu i czeka na nas. Potem wyjaśnia: “Będzie ogromna kałuża, ale będzie się dało przejechać środkiem. Potem wielkie dziury po obu stronach. Ale damy radę. Środkiem.”

Jedziemy, kałuża jest ogromna i błoto niewyobrażalne, ale przejeżdżamy. Wąskim środkiem. A ja nie mogę wyjść z podziwu. Gdybym kiedykolwiek miała odpowiadać za ludzi w jakimkolwiek przedsięwzięciu, chciałabym dla siebie stylu Karola. Nie Dziadka z wizją katastrofy. Ale też nie zostawienia w kurzu za prowadzącym. Bardziej poświęcenia czasu na opowiedzenie o tym, co nas czeka i jak pokonać przeszkodę. I jeszcze słowa zachęty – że “damy radę.”

Jak potrzebni są w życiu tacy liderzy. Miałam zabrać dzieci na rower, a to dzieci zabrały mnie.

M

latarnia

July 19, 2013 5:00 am

“Po co są latarnie?” – pytam nasze dzieci, gdy próbujemy wdrapać się na szczyt latarni Lyngvig Fyr.

“Żeby ostrzegać statki, że zbliżają się do lądu.”
“Żeby wskazywać drogę!”

“Latarnia stoi w miejscu, aby statki, które się zgubią, widząc ją, mogły na nowo wybrać drogę.”

Nie ukrywam, że bardzo mi się spodobały te trafne odpowiedzi.
I w tym momencie latarnia skojarzyła mi się ze światłem płynącym od Chrystusa, które ostrzega przed niebezpieczeństwem, które wskazuje drogę. Świecąc zawsze tak samo jasno jest po to, aby niezależnie od tego, jak bardzo pogmatwają się nasze życiowe ścieżki i jak bardzo będą zakręcone, to dzięki niemu na nowo można wyznaczyć nowy kurs. Do Niego!
Z pozdrowieniami ze szczytu latarni,

Dosia

zdjęcie(72)zdjęcie(74)

zaskakująca prędkość

July 16, 2013 5:00 am

Po prawie dwóch tygodniach spędzonych w Domu, w którym czas płynie inaczej, bo jest przeznaczony na budowanie relacji, więc wyraźnie odczuwa się to, że jest on dobrze wykorzystany, wyruszyliśmy w dalszą podróż. Aż do Danii. W odwiedziny do rodziny.

Ponieważ podróż przed nami była daleka, a obawy o jej przebieg duże, wyruszyliśmy „lekko” poddenerwowani. I od razu, w Niemczech,  dopadło nas podróżne napięcie, gdzie ruch na autostradach był znaczny, a gdzie jest możliwość jazdy „bez ograniczenia” prędkości. I to już nie chodzi o naszą chęć przemieszczania się z prędkością światła, a o to, że ta wolniejsza prędkość bardzo irytuje tych, którzy depczą gaz do dechy, chcąc „zaoszczędzić” czas. Śmialiśmy się do siebie, że skończyła się sielanka, a zaczęła się życiowa gonitwa 😉

O, jakież było nasze zaskoczenie, gdy wjechaliśmy do Danii, a tu przywitał nas znak, że po terenie zabudowanym można jeździć  50 km/h, poza terenem zabudowanym 80 km/h, a na autostradach aż… 110 km/h. Uprzedzeni przez rodzinę o  wysokości mandatów i znając zasobność naszego portfela, do powyższych przepisów ściśle się stosujemy 😉

Przyznam szczerze, że jak na nasze polskie przyzwyczajenia, to początkowo ciężko się było dostosować. Ale ilość korzyści z tak wolnej jazdy jest zaskakująca. Przede wszystkim, nasze auto nigdy wcześniej nie miało tak oszczędnego zużycia paliwa ;),  jest w nim dużo ciszej, kierowcy (i wszyscy) bardziej spokojni, można myśli zebrać, prowadzić rozmowę, która nie dekoncentruje, wymyślać wspólnie różne historie, słuchać audio book. Po prostu można miło wspólnie spędzić czas 😉

A czas, choć trzeba go sobie tu z większym rozmysłem planować, jakoś tak wolniej i spokojniej płynie 😉

Pozdrawiam serdecznie, z wietrznej i spokojnej Danii 🙂

Dorota

Przystanek St Louis

April 24, 2013 8:13 am

Wczorajsze wydarzenia zapowiadała strona Archidiecezji St Louis, a właściwie jej Wydział do spraw Naturalnego Planowania Rodziny.

SEXUALITY – THE FRAGILE GIFT

A rare opportunity – on April 23, 2013 at 7PM, in the Lally Room at the Cardinal Rigali Center, Fr. Jaraslow Szymczak will speak on Sexuality –the Fragile Gift.  A native of Poland, Fr. Jay has devoted his priesthood to families, marriage counseling and spiritual directions of couples.

W poplątanych czasach jest bowiem ogromne zapotrzebowanie na przywracanie  seksualności jej znaczenia. Redakcja się zastanawia, kiedy by można zrobić konferencję na ten temat w Polsce – przecież nie polecimy wszyscy za Kanał la Manche czy Ocean. 🙂St Louis

Dołączając się cały czas do globalnych modlitw za latającego Księdza z Polski,

Zespół Przystani

Amerykańska serdeczność

April 15, 2013 8:47 am

czasem określana jako sztuczna, na pokaz, itd – mnie zawsze urzeka. Może dlatego, że jest tak odrębna od obojętności, na którą tak często natrafiam. Trudno mnie nie zauważyć, skoro wszędzie jestem w sutannie. Jadąc w Warszawie metrem, czy idąc ulicą, czy załatwiając sprawy w urzędach, mam wrażenie, że ludzie mnie nie widzą. Kraj ludzi przecież wierzących, a jakoś czują się skrępowani i nie wiedzą, czy wypada księdza pozdrowić, czy nie. Więc traktują jak powietrze.

Kiedy czekaliśmy na lot do Omaha w Chicago i przenosiliśmy się po kolejnych ogłoszeniach o opóźnieniu lotu do innych Gate’ów, podszedł do mnie mężczyzna i po potwierdzeniu, że jestem księdzem katolickim, poprosił o spowiedź. A potem jeszcze przyszła jego żona i córka. W innym miejscu na lotnisku podeszła mama z maleńkim dzieckiem i poprosiła o błogosławieństwo dla niego. Tu co chwilę spotykam się ze skinięciem głowy, krótkim pozdrowieniem: Hi, Father, czy po prostu zwykłym uśmiechem kiedy się mijamy.

To takie miłe być zauważonym. Nie jesteśmy stworzeni do anonimowości, chcemy być w relacjach, chcemy być ważni dla kogoś. Homo familiaris. Homo naturaliter familiaris. To Ty i ja. To my.

Z serdecznym uśmiechem kierowanym do każdej i każdego z Was 🙂

Fr. Jay

Szczęśliwie w Omaha

April 13, 2013 10:36 am

Tym razem odbyło się już bez niespodzianek. Lot do Omaha był spokojny i o czasie. Okazało się też na miejscu, że nasze bagaże już na nas czekały, wysłane wczoraj.

Zaczynam od odwiedzin w Instytucie Pawła VI. Dziś są urodziny Alice Sales, która od wielu lat jest koordynatorem wszystkich szkoleń. Była także w Polsce i dzięki niej wszystko przebiegało tak spokojnie.

Po południu wykorzystujemy chwilę, żeby wraz z Michałem na chwilę wybrać się do miasta. Jak widać Michał łapie każdą chwilę, żeby poznać się bliżej z Ameryką i jej historią. Zawiera także ciekawe znajomości. 😉

Michael

Jutro zaczynamy. Teraz dni będą na nowo pełne spotkań, zajęć, ludzi. Tym razem będzie 100 uczestników. Jest więc za kogo się modlić.

z serdeczną pamięcią o Was wszystkich

Fr. Jay

 

Z dziennika podróżnika

April 12, 2013 9:52 am

Ostatecznie wyszło tak, że zostaliśmy z Michałem w Chicago. Lecimy dopiero jutro (o ile nasz samolot odleci). Mieliśmy więc dzień na dojście do siebie po ostatnim dość aktywnym czasie i po dość długiej podróży. Zaopiekowali się nami Przyjaciele z Chicago – Janina i Janusz. Przyjechali po nas w nocy i przed czwartą nad ranem trafiliśmy do łóżek. Dzięki temu Michał mógł zobaczyć Chicago (z okien samochodu) i podziwiać prawdziwe drapacze chmur, także dlatego prawdziwe, że niektórych dachów nie dało się zobaczyć ze względu na deszcz i silne zachmurzenie. Ale byliśmy pod pomnikiem Kościuszki i Kopernika.

Był także czas na Mszę św w prawdziwej Chicagowskiej parafii (u ks. Tadeusza), gdzie wszystko jest po polsku, nawet plebania ma napisane, że jest plebanią, choć dla obcych jest tłumaczenie na angielski. Okazuje się bowiem, że w Chicago ciągle jest grupa osób, która nie rozumie po polsku. Mieliśmy więc bardzo elastyczne rozpoczęcie pobytu w Stanach, czyli już za granicą, ale jeszcze wszystko po polsku. Od jutra już na zdecydowanie głębszą wodę – wszystko po amerykańsku.

Dziękujemy za wszystkie wyrazy Waszego wsparcia. Dzięki temu dajemy radę i jest OK. 😉

Wasz zagraniczny korespondent

Fr. Jay

tam i z powrotem

April 11, 2013 10:06 am

Kapitan Przystani rozpoczął wczoraj kolejną podróż misyjną, która tym razem zaprowadzi go na koniec świata i jeszcze dalej (a potem – z powrotem), i potrwa 6 tygodni.

Pierwszy etap tej wyprawy to Education Phase II w Pope Paul VI Institute w Omaha, USA – czyli opieka duszpasterska w czasie szkolenia dla lekarzy NaProTechnologów i instruktorów Modelu Creightona. Nie podróżuje sam – lecz z naszym redakcyjnym Michałem, który nie mógł wziąć udziału w EP II w Łomiankach, witając akurat w tym czasie na świecie Juniora. Teraz będzie miał możliwość być w samym sercu NaProTechnologii – bardzo mu kibicujemy.

Redakcja w oczekiwaniu na znak życia Mobilnego Teamu zaczęła niemal szukać na mapie Trójkąta Bermudzkiego – czy aby nie był jednak gdzieś po drodze, mimo że do Omaha przez Karaiby to jakby nie jest najprostsza droga, lecz godzinę temu przyszedł sms:

Utknęliśmy z Michałem na lotnisku w Chicago. 25 h temu opuściliśmy Dom w Łomiankach. Za 6.5 h mamy lot to Omaha, ale w wersji stand by, tzn. jeśli będą wolne miejsca. Jeśli nie, to następny dopiero w pt. U nas teraz 0:50. Póki co, zwiedzamy lotnisko. Do usłyszenia. Z Czikagowa, Fr Jay

Zatem czekamy na opowieść o tym, jak można ciekawie i twórczo spędzić czas na lotnisku – oby nie w wersji “1 dzień”. 🙂

Podróż misyjna1M

Trzęsacz

March 24, 2013 5:33 pm

znany z tego, ze na brzegu stoi ostatnia ściana kościoła, który zabrało morze. Pomyśleć, że gdy go budowano, znajdował się w odległości 2 km od morza. Trochę czasu to morzu zajęło, ale skutki jego działań możemy wszyscy oglądać. Z kościoła, który służył modlitwie i czci Pana Boga, została atrakcja turystyczna.

Czasem tak sobie myślę o małżeństwach wystawionych na działanie żywiołów świata. Jeśli nie zbudują odpowiednich zabezpieczeń, kiedyś, w przyszłości, zostanie tylko jedna ściana, jakaś fasada. Coś z niego zostało, ale już nie spełnia swojej funkcji.

Patrzę z radością na małżeństwa kończące program 1 w Trzęsaczu. Powbijali zabezpieczenia, kotwy i palisady, które mają ich chronić przed zagrożeniami z zewnątrz i od wewnątrz. Teraz trzeba tylko wytrwałości.

Jeszcze trochę zadań nas dziś czeka, ale już widać, że Program zrobił swoje. Przywrócił nadzieję, że można coś zmienić na lepsze, dał narzędzia, jak to zrobić i zostawił wiarę, że On jest z nami, bo do końca nas umiłował. Za cenę swojego życia dał nam nowe życie.

W Niedzielę Palmową, z Trzęsacza,

ks. Jarosław Szymczak

RuinyKosciolaWTrzesaczu02Kościół w Trzęsaczu w 1870 r.

214-3_800Ruiny kościoła w Trzęsaczu

Fazy niszczenia kościoła – TU.