Już za kilka godzin…

November 24, 2012 11:19 pm

Nr startowy już otrzymany. Po krótkiej nocy… najpierw pociągiem do Florencji, potem biegiem do Andrzeja i już razem na miejsce startu. Biegnę razem z Przyjacielem, który mnie do maratonu namówił i zabrał. To właśnie tu, dwa lata temu, przebiegłem pierwszy. Wczoraj źle podałem mój pierwszy wynik: wtedy było to 4:34:19. Ten, co we wczorajszym wpisie, to był maraton uznamski, ze Świnoujścia do Wolgastu w Niemczech: 4:24:12. Teraz może 4:14? Dzisiaj w to jakoś słabo wierzę. Dziś dzień kryzysu, choć też i ogromnej ekscytacji.

Miło było dzisiaj spotkać się z serdecznymi komentarzami innych maratończyków, że “fajnie, że ksiądz też biega.” Niektórzy zapewniali, że przekażą swoim proboszczom, że można. Może kiedyś uda się zrobić księżowski…

Tak czy inaczej, już za chwilę start. O 9 rano. Alarm wsparciowy do 13:30 minimum. Zresztą dam zaraz znać, jak tylko dobiegnę. Do usłyszenia.

xj

Mgła widziana z góry

November 24, 2012 9:16 am

jest niesamowita. Gdy jadę samochodem we mgle, mam poczucie, że jestem otoczony “mlekiem”. Widzę tylko na kilkadziesiąt metrów do przodu. Dziś po raz pierwszy w życiu widzę mgłę z okna samolotu. Wygląda jak warstwa delikatnej kołdry, którą ktoś przykrył Ziemię. “Chmury” te rozświetla jedynie szereg latarni, co świecą na ulicach.

Już jestem we Florencji. Co prawda z przeszło godzinnym opóźnieniem z powodu mgły w Monachium, ale już szczęśliwie na miejscu. Dziś trzeba odebrać numery startowe, obejrzeć nową trasą i poznać swoich przewodników, czyli pace makers. To ludzie, którzy biegną maraton z określoną prędkością. Chcesz przebiec maraton w 4 godziny? Dołącz do nich. Oni Cię poprowadzą. Dwa lata temu ustawiłem się za tymi, co mieli przebiec maraton w 5 godzin. Ostatecznie wyszło, że przebiegłem w 4:24:19.

Teraz jest przymiarka na 4:15. Zobaczymy jak pójdzie.

Z serdeczną modlitwą za Was

ks. Jarosław

Zaczyna sie przedmaratonowa gorączka

November 23, 2012 5:00 am

Dziś wylot do Florencji. Po drodze przesiadka. Od razu można poznać, kto leci na maraton. Ubrani na sportowo, w znoszonych butach biegowych, z charakterystyczną wysportowaną sylwetką. Łatwo się rozpoznajemy, mijając sie w samolocie czy wychodząc z lotniska. Czasem skinienie głową (bo my z tej samej “branży”), czasem wyraźne “good luck”.

Każdy z nas liczy na wygraną. Wygrać nową “życiówkę”, pokonać słabość, pobiec z głową, utrzymać strategię i … przeżyć tę radość z finiszu, która wynagradza wszystkie trudy.

A ta wspomniana gorączka? Zwyczajowo już wszystko mnie boli, pojawia się na nowo lęk przed dystansem (42,195 km!!!) i świdrujące pytanie: czy dam radę, czy sobie poradzę? We wszystkich możliwych odmianach. Przyszłość pokaże. Pojutrze.

Wasi Aniołowie mile na trasie widziani. Bo te moje maratony, to za Was Kochane Rodziny, byście wytrwali do końca, mimo bólu, mimo pytań, czy warto się męczyć… A jak dożyjecie 42 lat i 195 dni w małżeństwie, to pobiegnę następny. Bo jesteście nam potrzebni. Potrzebujemy Waszej wytrwałości przez lata i uśmiechu, gdy się mijamy na ścieżkach biegowych, bo bez Was świat się stoczy na manowce.

Do zobaczenia na mecie. Tę najbliższą możecie śledzić na stronie www.firenzemarathon.it  Mój nr startowy 9755.

xj

Witajcie Kochani w Ojczyźnie i w Niemczech, i w USA

October 24, 2012 9:07 am

No i wykrakałem…  Samolot z Chicago wyleciał z 2 h opóźnieniem, więc spóźniłem się na samolot z Monachium. Na szczęście o 14.30 był następny, na który się dostałem, ale oczywiście już o zdążeniu na wykład o 14.25 nie było mowy. Udało się tylko zadzwonić do studentów i przeprosić, że nie dojadę. Ponieważ nas takich spóźnionych było  więcej, mogliśmy porozmawiać o naszych doświadczeniach podróżniczych. Wniosek był taki, że to, co najlepiej nam wychodzi ze zwiedzania innych krajów, to pokoje w hotelach i sale wykładowo-konferencyjne. I lotniska ze zwiedzaniem terminali. Zawsze to coś.

Ten samolot też wyleciał z opóźnieniem więc do Domu w Łomiankach dotarłem później. Ale już na wieczorne spotkanie zdążyłem.

A teraz mogę jeszcze raz podziękować wszystkim spotkanym w podróży za cudowny czas, który był nam dany. I podziękować tym, którzy się za mnie w tym czasie modlili. Pan działał wielkie rzeczy, którym mogłem się z bliska przyglądać i razem z Wami teraz za wszystko dziękuję. Dobrze, że jesteście.

xj

I znowu w drodze

October 23, 2012 9:29 am

Tym razem dwie przesiadki. Ruszam AmTrakiem (taki pociąg) ze Springfield o 6.30 do Chicago. 3.5 godziny jazdy. Nad siedzeniem każdego z nas konduktor umieszcza jakąś kartkę. Pewnie zawiera informacje dokąd każdy z nas jedzie, bo mają różne kolory i w czasie podróży co jakiś czas je zbiera.

W Chicago krótki postój, bo choć samolot jest dopiero o 18, to przejście przez security zajmuje tyle czasu, że lepiej być wcześniej. No i już jestem. Jest 16.45 i teoretycznie za pół godziny zaczną nas wpuszczać. Teoretycznie, bo jeszcze nie doleciał samolot i już pojawiły się informacje, że wylecimy 30 minut później. Powód? Nie wiadomo. Wiadomo natomiast, że w Monachium, gdzie mam 1 godzinę na przesiadkę, mój czas na nią wyraźnie się skrócił.

Więc jeszcze nie wiadomo, czy 1. dolecę do Monachium, 2. czy zdążę się przesiąść, 3. czy w Warszawie lądują samoloty.

Wszystko to oczywiście część przygód, jakie wypada przeżyć w tak długiej podróży. Jedynie moi studenci mogą być niezadowoleni, bo lecę właściwie na wykład, na który mam szansę zdążyć, pod warunkiem, że na wszystkie trzy pytania będzie odpowiedź pozytywna. Ale, jak wiadomo, lubię podróżować, więc te różne przeciwności znoszę nie tylko pogodnie, ale i z entuzjazmem, bo każda przygoda to szansa na ciekawe urozmaicenie życia.

Jeśli się nie odezwę zatem przez dni kilka, to znaczy, że jestem nie wiadomo gdzie. Może wtedy Drogi Team “Przystani” Was poinformuje, co się dzieje.

Do usłyszenia!?

Fr Jay

Ameryka żyje wyborami

October 19, 2012 4:00 am

Już za trzy tygodnie okaże się, kto będzie prezydentem. Obserwuję tu publiczne, telewizyjne debaty. Odbyły się już dwie prezydenckie i jedna wiceprezydencka.

Prasa liberalna twierdzi, ze Obama był lepszy, konserwatywna oczywiście, że Romney. Trudno, żeby było inaczej. Nie zmienia to jednak sytuacji, że wszyscy tu się martwią a wielu się modli. Trudno się nie przyłączyć. Ten wybór będzie miał wpływ nie tylko na Amerykę, ale tez i na inne kraje. Jest czym się martwić i o co modlić.

Fr Jay

Wieczorne zatrzymanie przed Najświętszym Sakramentem

October 13, 2012 10:08 am

tak bardzo pozwala odpłynąć temu wszystkiemu, co niepotrzebne, co przypadkowe, czego nie warto zabierać na wieczność. I odwrotnie. W ciszy Adoracji można wypowiedzieć i pozbierać to, co szczególnie cenne, drogie i wartościowe.

Na szczęście w  najbliższej okolicy hotelu, gdzie odbywa się pierwsza część kursu NaPro, zwana tu w skrócie EP 1 (Education Phase 1), jest kościół z kaplicą wieczystej adoracji. Jaka to radość, że te same pragnienia dzielą inni, dla których te chwile są tak potrzebne i ważne. Czy to nie dziwne, że właśnie tu, w Ameryce, gdzie wydaje się, że życie jest takie jak szybkie i łatwe jak ich fast foody, jest tyle kościołów, gdzie znajdują się kaplice wieczystej adoracji. W najbliższej okolicy naliczyłem 5 takich miejsc.

Tu bycie katolikiem nie jest czymś tak oczywistym jak dla nas. Tu katolikiem się często staje, katolicyzm jest przedmiotem wyboru.

Fr Jay

Dobry dzień jest wtedy, kiedy biegamy…

October 6, 2012 9:51 pm

 

a wspaniały jest wtedy, gdy inspirujemy innych do biegania.

Tak napisali chłopcy z firmy, która słynie z tego, że robi świetne buty dla biegaczy. Jak bardzo to rozumiem. Dzielenie się pasją, inspirowanie innych do przekraczania swoich ograniczeń, do stawiania sobie wyzwań, do walki ze swoją słabością (i jakże często lenistwem) jest prawdziwą radością.

Choć, trzeba to przyznać, wspólne bieganie jest trudne. Zawsze jest ktoś, kto biegnie szybciej i ktoś, kto biegnie wolniej. Czasem ktoś już nie ma siły i zamiast biec, idzie. Ale na to zawsze można znaleźć jakąś receptę. Biegniemy np. kilka pętli więcej, albo biegniemy szybciej, by potem biec z powrotem na spotkanie itp. I choć jest to trudne i ci szybsi muszą się poświęcać 🙂 , to jednak właśnie wtedy odnajdujesz prawdziwą radość z tworzenia wspólnoty, gdzie zawsze są różne prędkości. Ona już prawie święta, a on dopiero się zastanawia, czy prawdziwie uwierzyć, on nie wyobraża sobie życia bez codziennej Mszy św, a ona i na niedzielną nie zawsze trafia. Ona pragnie być darem z siebie, a on tylko go otrzymywać…

Wspólne bieganie jest trudne. Ale wspaniały dzień jest wtedy, kiedy biegniemy z innymi. Choćby w ich tempie. Ale razem. A za jakiś czas…

Fr Jay

Moja strategia na zmianę czasu…

October 6, 2012 12:44 am

.. to wytrzymać bez większego spania całą podróż, położyć się spać późno i rano wstać już w nowym czasie. Co prawda wczoraj wszystko się bardzo przedłużyło, bo samolot miał prawie godzinne opóźnienie i “spać późno” wypadło “bardzo późno”, ale rano już wstałem w całkiem dobrej formie. Tym bardziej, że czekał mnie zaplanowany trening biegowy. Lokalne trasy zdążyłem poznać dawniej, więc dziś było tylko przypomnienie sobie wszystkich ścieżek i odcinków.

Po dobie na lotniskach i samolotach takie dotlenienie bardzo dobrze zrobiło. Dziś jedyny dzień spokoju, bo wieczorem już rusza rejestracja, a od jutra intensywny program. I ten program to drugi element strategii na zmianę czasu. Konkretna praca pozwala szybko się przestawić. Lenistwo spowalnia.

Fr Jay