Gateway to the West

July 30, 2012 7:46 am

Ostatnie duże miasto przed wyprawą na Dziki Zachód żegna wszystkich wyruszających w podróż znakiem nadziei – tęczą (znowu zagadka: gdzie jestem?).

Znak nadziei – Boga, który jest wierny swojemu przymierzu z człowiekiem. Warto sobie często uświadamiać, że jesteśmy Jego dziećmi. Zbyt często pozwalamy, żeby to drugi człowiek określał nasz status – jedynie w relacji do człowieka. A przecież to Bóg zaprosił mnie do życia. On mnie wezwał. On tylko wie, do jak wielkich rzeczy jestem powołany. On nadaje właściwą perspektywę memu życiu.

Gdy robiłem zdjęcie, ktoś zrobił zdjęcie mnie. Czy może się ksiądz kojarzyć z nadzieją?

Fr Jay

Pain is the weakness leaving your body

July 29, 2012 1:41 am

Taki napis ma na koszulce Ks. Biskup Ordynariusz diecezji w której jestem (czy ktoś już zgadł, gdzie?), który przebiegł 18 maratonów i codziennie jego diecezjanie mogą go spotkać rano na biegowych ścieżkach. Dziś biegł w towarzystwie jednego seminarzysty i znajomego księdza z Polski ;-). Dystans 7 mil, czyli 11 km.

Rozmowa we trzech o bieganiu, a gdy po 3 milach seminarzysta nas opuścił, o Polsce, o wierze, o wyzwaniach, o modlitwie w czasie biegania i chwilach koniecznej samotności.

Biegacze mają swój świat, a biegający księża to osobna podgrupa. Pana Boga można zabrać także i na trasy swojego miasta i oplatać je modlitwą.

Po wczorajszych odwiedzinach Muzeum Abrahama Lincolna, gdzie w czasie lata w każdy piątek i sobotę można przez kilka godzin towarzyszyć życiu Prezydenta (którego rolę gra jego sobowtór) dziś była okazja poznawać miasto u boku jego Biskupa. Historia uczy. A pociągają przykłady. Historia docet, exempla trahunt. Każda wizyta może wnieść coś do naszego życia.

z serdeczną pamięcią o Was wszystkich

Fr. Jay z…?

Abraham Lincoln,

July 28, 2012 8:45 am

 

mój (od dziś) znajomy, mógł mi poświęcić trochę czasu w swoim przydomowym ogródku, więc rozmawialiśmy z nim i jego żoną o roli wiary i jego osobistej drodze do Boga. (Trochę mi w tym pomogła sutanna, bo zdecydowanie zwróciła uwagę żony Prezydenta, a przez to i jego, co ułatwiło rozmowę).

Potem już trochę czas nas gonił i trzeba było się pożegnać, i to  nie tylko ze mną, ale i z całą rzeszą, która przyszła, żeby posłuchać ostatniego przemówienia przed rozstaniem się z domem i wyjazdem do Waszyngtonu. Cała grupa przeszła na Kapitol, ale ja już nie mogłem, bo goniły mnie inne obowiązki.

Pozostawiłem więc dom Abrahama Lincolna, najbliższe ulice i domy (w takim samym stanie, jak były za jego życia) miasta, w którym spędził 25 lat swojego życia i gdzie pochował jednego ze swoich synów. (Mała podpowiedź – stolica Stanu Illinois).

Muszę przyznać, że Prezydent zaimponował mi wiedzą o sobie samym. 😉 A samo spotkanie i otoczenie pozwoliło mi przenieść się w tamte czasu. Okazuje się, że do tematu MUZEUM BARDZO WAŻNEJ OSOBY można podejść bardzo niekonwencjonalnie.

z pozdrowieniami także od Prezydenta
Fr. Jay 

 

I ty możesz wejść na ścieżkę

July 26, 2012 11:58 pm

Ktoś mądry zauważył, że maratony są straszne, za daleko i za długo, ale … nie ma nic lepszego niż trening do maratonu. I tu pojawia się zasadnicza różnica. Przestań biegać… zacznij trenować. Jeśli już coś robić, to robić to z głową. Trening uczy systematyczności, wytrwałości, odpowiedzialności; docenia nie tylko wysiłek, ale i odpoczynek, który jest także częścią treningu. Podjęcie takiego wyzwania, jakim jest trening do maratonu – to dobra okazja do pracy nad sobą.

Jak wiele osób, które tu spotkałem, startowało w maratonie, półmaratonie czy choćby w biegu na 10 K, jak dużo osób można spotkać na trasach biegowych czy rowerowych, w różnym wieku i stanie zaawansowania, małżeńskie pary i rodziców z dziećmi.

Ale też można im pozazdrościć wspaniałych tras biegowych/rowerowych. Przy osiedlach czy wzdłuż potoku, równolegle do dróg pomiędzy miastami (w rozsądnej odległości oczywiście) można spotkać drogi tylko dla biegaczy/rowerzystów. Ruch motorowy zakazany, trasy świetnie oznakowane, informacje o przeszkodach, itp. Mnie się ta ostatnia szczególnie podobała. Biegnie starym torem kolejowym, więc jest idealnie prosta, równiutka, ze świetną nawierzchnią, oznakowana – i ciągnie się kilometrami. Mnie się udało sprawdzić tylko 15 km tej trasy i końca jej nie było widać. Może więc i to trochę mniej dziwi, że gdy się ma takie wspaniałe warunki, aż się chce coś ze sobą porobić.

Chyba, że się trenuje do maratonu. Wtedy już nieważna jakie warunki, ważne, że wczoraj był dzień odpoczynku a dziś jest czas na … trening.

Fr Jay

Prawdziwy głód

July 25, 2012 12:08 am

Nie da się zbyt długo żyć bez adoracji Najświętszego Sakramentu. W zeszłym tygodniu, po kilku dniach pobytu w SLC, udało mi się wybrać na 3 godziny do kościoła. Chciałem być jak najbliżej Najświętszego Sakramentu. Jak bardzo potrzebuję być blisko Niego, niewiele mówić, po prostu być z NIM. W Jego towarzystwie wszystko się uspokaja, wraca na swoje miejsce, a mój wewnętrzny człowiek nabiera siły.

Dookoła mnie mnóstwo kościołów. Na każde 360 rodzin przypada jeden kościół. Gromadzą się w nim 3 wards (po 120 rodzin każda). W każdą niedzielę większość z wiernych uczestniczy w trzygodzinnym programie parafialnym, podzielonym na trzy części: liturgiczną, biblijną i spotkania stanowe. Każda ward ma swoje godziny (9-12, 11-14, 13-16). To naprawdę godne podziwu.

Ale nie ma w pobliżu kościołów katolickich. Przynajmniej w takim, żeby się tam dało dojść czy dobiec (bo to też jakaś opcja 😉 ). A mnie tak tęskno do adoracji. Dla nas Najświętszy Sakrament jest miejscem spotkania z najdroższą nam Osobą. Tym, który nas umiłował, który patrzy na nas jak na swoich braci i siostry. Jak bardzo pomaga rozpoznać swoją tożsamość stanięcie przed Nim. Żadna chwila nie jest warta tyle, ile ta spędzona w Jego obecności. Nawet jeśli „w Nim poruszamy i jesteśmy”.

Z najserdeczniejszą pamięcią o Wszystkich z “Przystani”

ks. Jarosław

Po gór szczyty

July 22, 2012 1:27 am

Chociaż całe Utah to Rocky Mountains State, i jest położone wysoko, to tym razem przenosimy się znad jeziora w góry, które bardzo przypominają mi nasze Bieszczady.

Zatrzymujemy się w domku na szczycie góry, u siostry Stevena, Stany, i jej męża, Scotta. Planowana jest wyprawa na okoliczne szczyty wokół pobliskiej kotliny. Wyprawa na four wheels, czy po naszemu – na quadach.

Sama przejażdżka była niesamowita, ale największe wrażenie zrobiły na mnie widoki. Góry ciągnące się po horyzont i prawie zero śladów obecności człowieka. Cudowne miejsce na spędzenie czasu w samotności. Po raz kolejny dociera do mnie bezkres tego kraju. Jedzie się kilometrami i nie spotyka się żadnego domostwa czy osady.

Chwytam każdą taką chwilę samotności jak ryba powietrze, bo bez takiego czasu na samotność nie można dobrze przeżyć chwil, które są poświęcone słuchaniu innych.

Fr Jay

Schodzę do podziemia

July 21, 2012 2:19 am

Nie da się już wytrzymać nad jeziorem. Jest zbyt gorąco. Moja skóra woła o swojskie, polskie klimaty. Ale przed tym gorącem nie da się uciec. Chyba że do… jaskini. Na szczęście dla mnie, w pobliżu jest słynna Minnetonka Cave. A że jesteśmy w Ameryce, więc i ta musi mieć coś naj… Więc jest największą jaskinią w całym Idaho. Już nie mówiąc o tym, że stanowi dom dla 5 gatunków nietoperzy, które obecnie również są na wakacjach i wrócą dopiero jesienią.

Do pokonania 444 schody w jedną stronę i tyleż w drodze powrotnej. Na dole panuje temperatura 4 stopnie C i nareszcie wieje chłodem. Po drodze mijamy szereg jaskiń, których nazwy związane są z ich kształtem lub formacją skał.

To, co uderzyło mnie (nie dosłownie), to jak wiele skojarzeń dotyczyło małżeństwa, ślubu, wesela. Ludzka wyobraźnia ciągle poszukuje bezpieczeństwa – oswajając przez najbliższe sobie obrazy – nawet tak tajemnicze czy wręcz budzące grozę miejsca, jak ciagnące się przez tyle setek metrów podziemne korytarze. I tak ostatnia jaskinia kończy się (przynajmniej dla zwiedzających) “Narzeczonym” (stalagmit), który czeka na swoją “Narzeczoną” (wiszący nad nim sopel stalaktytu). Ślub będzie wtedy, kiedy wreszcie się spotkają – a do pokonania jeszcze jakieś dwa metry. Czasem i w naszym życiu trzeba chwilkę poczekać, zanim się wreszcie spotkamy. Na szczęście dla nas trwa to zdecydowanie krócej.

Wracam na powierzchnię. Dziś przenosimy się w nowe miejsce. Koniec wody.

Fr. Jay z Wyoming (przejazdem)

Bear Lake

July 19, 2012 2:13 am

Potężne jezioro na granicy dwóch stanów: Utah i Idaho. Otoczone z każdej strony górami, położone na wysokości 1800 m n.p.m., jest cudownym miejscem na wszelkiego rodzaju sporty wodne.

Spędzę tu trzy dni z rodziną Stevena Smoota, mojego dobrego znajomego z World Congress of Families. Gdy dowiedział się na kongresie w Madrycie, że będę w Utah, zaprosił mnie na kilka dni, żeby mi pokazać piękne strony tego stanu. Wybraliśmy się w trasę na kilka dni wraz z żoną Stevena i ich najmłodszą córką (Steven i Ellen są rodzicami dziewięciorga dzieci) oraz jej dwiema koleżankami.

Gdy zajechaliśmy nad jezioro, zwodowaliśmy łódkę i zaczęliśmy … wakacje!!! Najpierw Jet Ski, które oglądałem od lat lekko zazdrosnym okiem i zawsze z marzeniem, że i ja kiedyś wyruszę tym pojazdem. I oto marzenie się spełnia. Po błyskawicznym przeszkoleniu dosiadam rumaka i ruszam na jezioro. Na liczniku 50 mph (ile to będzie km?), za mną kipi woda, na większych falach wyskakuję w powietrze, a ręce trzymają się mocno kierownicy, żebym nie wylądował w wodzie. Nacieszywszy się jazdą na wprost, wypróbowuję zakręty. Najpierw łagodnie, przy mniejszej prędkości, potem coraz szybciej i ostrzej…

Zostają w tyle problemy, zmęczenie, troski. Liczy się teraz tylko ta chwila. Jak w życiu dziecka, które wie, że może się bawić, bo nic mu nie grozi. A wspomnienie tego momentu na długo pozostawi radość w sercu.

Po to są wakacje: by stać się na nowo dzieckiem, cieszyć się chwilą, pogodą, wodą, ludźmi. Teraz siedzę na tarasie, podziwiam widok, który Wam przesyłam, i już nie mogę się doczekać przygód, które mnie czekają jutro. A w sercu ogromna wdzięczność, że Pan Bóg daje mi spotkać ludzi, którzy pokazują mi Jego dobroć i troskę.

“Cóż oddam Panu za wszystko, co mi wyświadczył?…” (Ps 116, 12)

Fr Jay

Znad Bear Lake, niedaleko St. Charles, Idaho 20:52

Świat, który zaczyna się od świątyni

July 18, 2012 12:36 am

Podoba mi się idea budowy miasta w oparciu o świątynię.

Tak zrobiono w Salt Lake City. Miejsce, gdzie jest świątynia, jest punktem odniesienia dla całego miasta. Numery ulic zaczynają się od tego miejsca. Wszystko jest orientowane albo na wschód, albo na zachód, północ czy południe. W związku z tym każdy mieszkaniec SLC wie, gdzie jest Świątynia, bo jego adres jest wynikiem odległości od niej.

Każdy z nas musi o coś oprzeć swoje miejsce zamieszkania i swoją tożsamość. Tu jest mój dom, bo tu mieszka moja rodzina, moi rodzice, moi bliscy. Jestem ukochanym dzieckiem Pana Boga, kobietą, mężczyzną, żoną, mamą, mężem, ojcem…

Nie muszę sobie nic nadawać, żeby być kimś, bo od samego początku Bóg mnie ukształtował na Swój obraz i podobieństwo i żyję w oparciu o Niego. Jakie to szczęście! 🙂

Choć samotny, daleko od swoich i bliskich, których kocham, to przecież w Nim mam Was wszystkich

Fr. Jay

Tym razem z leśnej głuszy, nad Bear Lake, gdzieś pomiędzy Utah i Idaho.

Polonia

July 17, 2012 12:05 am

Nasi są wszędzie. Wystarczy wpisać w Google: Polacy w Salt Lake City i od razu jest informacja o polskiej aktywności. W każdą I i III Niedzielę miesiąca jest Msza św. dla Polonii w Parafii św. Ambrożego. Proboszczem jest nie kto inny jak Polak, ks. Andrzej Skrzypiec, który przybył do Salt Lake City w 1989 roku z Diecezji Katowickiej i od tego czasu posługuje naszej Polonii.

Trudno więc było nie odwiedzić naszych. Na Mszę św. przybyła całkiem ładna gromadka Polaków w różnym wieku, z dziećmi lub samotnie. Zwyczajowo po Mszy św. – kawa i ciasto upieczone przez którąś z Pań.

Choć czasu nie było wiele, a i tak w większości poświęcony był Mszy św., to przecież tak dobrze jest choć przez moment pobyć wśród ludzi, których ukształtowała ta sama historia, język i kultura. Już nie mówiąc o tym, z jaką ulgą głosi się Słowo Boże w swoim własnym języku.

Chłopcy służący do Mszy św. mówiący po polsku z silnym amerykańskim akcentem, „organista” z Poznania, grający na fortepianie nasze klasyczne polskie pieśni, polskie teksty w Liturgii i to wszystko prawie 11.000 km od Polski. Jak ważna jest dla nas wiara, by utrzymać się tak daleko od Domu.

Fr Jay