uśmiech

March 7, 2015 5:00 am

Plus, od czterech tygodni znany jako Paweł, uśmiecha się wczoraj po raz pierwszy na trzeźwo. Znaczy nie przez sen. Serce podskakuje mi z radości.

Próby przekonania go do uśmiechu podjęłam od początku. Ale oswajanie małego człowieka to proces długotrwały. Ciekawe, że przychodząc na swiat potrafi jedynie płakać. Całkowicie bezbronny (nie umie przewrócić się na bok, wstać, nawet podłubać palcem w nosie; gdy usiłuje ssać piąstkę, zajmuje naprawdę chwilę, zanim nią trafi do ust), popada w przerażanie z byle powodu, który dla niego jest kwestią życia i śmierci. Ile razy trzeba powtórzyć gest, opisany tak pięknie w Księdze Ozeasza: “Byłem dla nich jak ten, co podnosi do swego policzka niemowlę – schyliłem się ku niemu i nakarmiłem go” (Oz 11,4),  by noworodek nabrał jakiegokolwiek zaufania. By uwierzył, że świat jest miejscem bezpiecznym, że otacza go troska, na którą naprawdę może liczyć.

Rodząc się jest kupką strachu, która umie tylko płaczem wzywać pomocy i krzykiem się bronić. Uśmiechu musi się dopiero nauczyć. I to najpierw czytając go z twarzy, co się nad nim pochyla. Przez odwzajemnienie. Od pierwszych momentów życia jesteśmy nie-samowystarczalni, zdani na dobro, co przyjdzie z zewnątrz, zanurzeni w relacje.

Wielki Post skupia nas często na tym, co możemy “dać z siebie”, ale myślę, że czasami równie wielki wysiłek powinien towarzyszyć pozwoleniu Panu Bogu na to, by to On dał nam coś z siebie. Może by podniósł nas do policzka po raz tysięczny, byśmy nabrali zaufania. Może by przez uśmiech drugiego człowieka nauczył nas się więcej uśmiechać. Bo przecież dziś czytamy, że “upodobał sobie miłosierdzie” (Mi 7, 18). Wszystkie te gesty, gdy się ich od Niego nauczymy, podamy dalej.

M

Odrzucony kamień

March 6, 2015 5:00 am

“Kamień odrzucony przez budujących stał się kamieniem węgielnym.
Stało się to przez Pana i cudem jest w naszych oczach” (Ps 118, 22-23).

Do tego wersetu nawiązuje Pan Jezus wyjaśniając przypowieść o dzierżawcach winnicy. W zasadzie to nawiązanie odnosi się także do wczorajszego wpisu Michała 😉
Czyż to nie jest spowszedniały cud…?

Dla mnie i być może nie tylko dla mnie psalm 118 to skojarzenie z Wielkanocą i wielkanocnymi niedzielami. Wtedy właśnie bardzo często występuje on jako psalm między czytaniami. Teraz, w okresie Wielkiego Postu jest takim przypomnieniem, zapowiedzią, zwiastunem wielkanocnej radości. Oczekiwanie na radość wielkanocnego poranka w tym roku towarzyszy mi szczególnie. Kolejny raz przekonuję się, że rachuby Boga nie są rachubami ludzkimi. Że moje kalkulacje, misterne plany, warianty rozwiązań nie zawsze prowadzą do Boga najkrótsza drogą, że meandrują i krążą, często wokół osi, którą sam jestem. A przecież bez Pana Boga nic nie mogę uczynić. A z drugiej strony – to, co według moich rachub małe, mikre, nic niewarte – staje się podstawą, fundamentem Bożej budowli.

W tym czasie tak wiele osób uczestniczy w rekolekcjach, jedni je głoszą, inni słuchają, jeszcze inni umożliwiają udział w ich przeżywaniu.

Każdy z nas jest jedyny i niepowtarzalny przed Bogiem. Każdy z nas jest kamieniem węgielnym.

Stało się to przez Pana.

Andrzej O.

efektywne przeprosiny

March 4, 2015 5:00 am

Czytam gdzieś ostatnio o przepraszaniu. Że aby spełniło ono swoją rolę, trzeba się skupić na szkodzie, której subiektywnie zaznał drugi, bardziej niż na własnych uwarunkowaniach.

Myślę, że łatwiej przychodzi “przepraszam, ale…” “Ale” – to kasownik, który mówi, że w gruncie rzeczy mieliśmy swoje powody. “Przepraszam, że się spóźniłem, ale nie mogłem znaleźć kluczy do auta”. “Ale” bierze w obronę nasze dobre intencje, nasz styl życia, nasze dogmaty. Broni tego, że taka czy taki już jestem i raczej się nie zmienię. “Ale” również tratuje przeżycie drugiej osoby, decydując za nią, że “nic takiego się nie stało”. W przeciwieństwie do: “Przepraszam, że się spóżniłem – wiem, że czekałaś z ciepłym obiadem, dziecko miało iść do dentysty, a Ty kompletnie nie miałaś pojęcia, kiedy przyjedziemy”. Można powiedzieć, że dopiero wersja B może dać jakieś poczucie zadośćuczynienia. W przypadku wersji A – słyszane po raz kolejny “przepraszam, ale…” ugruntowuje jedynie w przekonaniu, że na drugą stronę nie ma co liczyć.

“Nie ma większej miłości, niż gdy kto życie odda za przyjaciół swoich” – wraca dzisiaj w Ewangelii. Oddajemy życie nieustannie: małżonkowi, z którym związaliśmy swoje losy, dzieciom, do których trzeba wstawać w nocy i wychodzić naprzeciw tak wielu potrzebom, innym ludziom. Wydawanie “życia” to jednak także oddawanie tego, co dla nas najświętsze – własnej “racji” (która ma milion swoich “ale”) na rzecz prostej empatii – współodczuwania w krzywdzie, której niestety (mimo najlepszych chęci) bywamy autorami.

M

De profundis

February 27, 2015 5:00 am

“De profundis clamavi ad Te, Domine…

Z głębokości wołam do Ciebie, Panie,
Panie, wysłuchaj głosu mego…”

Ten psalm (Ps 130) rozbrzmiewa dziś w moich uszach, w moim sercu, towarzyszy moim działaniom, wielkopostnym postanowieniom.

“Oczekuję Pana, czekam na Niego, pokładam nadzieję w Jego słowie” (Ps 130, 5).
Ale przecież nie czekam bezczynnie, nie zamykam sie w sobie, nie dołuję się moją własną niedoskonałością – w każdym razie nie powinienem tego robić. Wielki Post jest czasem działania, czasem aktywności, a nie czasem zaniechania.

Taki krótki psalm – tylko osiem wersetów, a tyle w nim treści – radości i nadziei. Ta radość ostatnio także towarzyszy autorom wpisów na “Przystani”. Choć niektórzy piszą od samego początku, od trzech lat, inni krócej, jeszcze inni okazjonalnie, to przecież jeśli choć dla jednego czytelnika i czytelniczki treść tu umieszczona była okazją do refleksji, zastanowienia, przemiany – to jest powód do radości. Jeśli choć jedno małżeństwo zdecydowało się pod wpływem “Przystani” na pracę nad poprawą wzajemnych relacji – to powód do radości.

Jeśłi udało się kogokolwiek zachęcić do modlitwy w intencji odbywających się programów – to też powód do radości. W najbliższy weekend kolejna ku temu okazja – program JA+TY=MY w Katowicach. Polecajmy w modlitwie tych, którzy w tym dziele uczestniczą.

“Bo u Pana jest łaska i obfite u Niego odkupienie” (Ps 130, 7b).

Andrzej O.

przystań

February 25, 2015 5:00 am

P iszę tu od czasu do czasu.

R aczej nieśmiało, ale

Z aglądam tu codziennie, aby

 Prz Y stanąć na chwilę.

S zukam inspiracji i wiem, że i

T y też możesz znaleźć coś dla siebie.

A może nawet dużo więcej 🙂

 Przysta Ń tu razem z nami!

I daj się otulić Bożą Miłością, bo wszystko, co mamy robić, to kochać Boga, choć czasem chciałoby się żądać znaku. Ale ten już był i pokazał, jak bardzo Bóg nas kocha i chce z nami być.
“To plemię jest plemieniem przewrotnym. Żąda znaku, ale żaden znak nie będzie mu dany, prócz znaku Jonasza.” (Łk 11, 29)

Dorota

POST – SMUTEK CZY RADOŚĆ

February 20, 2015 5:00 am

“Czyż goście weselni mogą się smucić, dopóki pan młody jest jeszcze z nimi? Przyjdą dni, kiedy oblubieniec zostanie zabrany. Wtedy będą pościć” (Mt 9, 15).

To pytanie stawia dzisiaj Pan Jezus uczniom św. Jana, ale także i do mnie jest ono skierowane. Część odpowiedzi odnajduję w dzisiejszym fragmencie z Izajasza: “rozerwać kajdany zła, rozwiązać więzy niewoli, dzielić swój chleb z głodnym, nagiego przyodziać i nie odwrócić się od współziomków”. Ale pozostała część to moje życie, praktyczne wybory i ich rezultaty – działanie. Ks. Jarosław w Popielec napisał, że umartwienia, rezygnacja z godziwych rzeczy, pozwalają nam współpracować z łaską Bożą.

Niektórzy podejmują postanowienia noworoczne, inni podobne na czas Wielkiego Postu. Myślę, że istotne jest odpowiedzialne i przemyślane określenie celu i sposobu realizacji takich postanowień. Abym “po drodze” nie koncentrował się nadmiernie na sposobie dojścia do postanowionego celu, abym nie stracił go z oczu i z serca, abym się “nie rozmienił na drobne”. Jeśli takie postanowienie uznam za swoje, będzie ono częścią mnie – wtedy na pewno nie będę smutny, nie będę z zegarkiem w ręku odliczał czasu do końca postu. Każdy dzień przecież przybliża mnie do radości wielkanocnego poranka, która jest zapowiedzią radości nieustannej.

“I nie odwrócić się od współziomków” – moich najbliższych, beneficjentów wielkopostnych postanowień…

To kolejny Wielki Post w moim życiu, kolejne wezwanie do nawrócenia, kolejne postanowienia. Także moja kolejna prośba o modlitewne wsparcie weekendowej edycji JA+TY=MY, tym razem we Wrocławiu. Pamiętajmy o prowadzących, trenerach i uczestnikach, ale także i o tych, którzy troszczą się o logistykę tego dzieła…

Andrzej O.

Ruszamy w podróż

February 18, 2015 5:00 am

Dziś, w Środę Popielcową, ruszamy w długą podróż do źródeł naszej wiary, do naszej odzyskanej godności, do Nowego Przymierza ze Stwórcą w tajemnicy naszego Odkupienia. Choć dominować będzie w tym czasie refleksja nad męką i śmiercią naszego Zbawiciela, to jednak to, na co czekamy, to nie Jego śmierć i pogrzebanie, ale Jego Zmartwychwstanie. Wierzymy w to głęboko, że w Nim nie tylko nasza śmierć została pogrzebana, ale że także w Nim jest nasze życie.

Czas Wielkiego Postu, gdy patrzymy w skali całego roku, jest krótki, ale z drugiej strony tym bardziej każdy jego dzień powinien zostać wykorzystany na refleksję o stanie mojej wiary, na troskę o moją żywą relację z Nim, na  uwzględnianie Jego obecności w moim życiu.

Zwykle kojarzymy Wielki Post z radykalnymi postanowieniami, rezygnując z wielu rzeczy godziwych samych w sobie, ale gdy z nich rezygnujemy, pozwalają nam pamiętać, że teraz jest czas zbawienia, że ten dzień został nam dany na współpracę z łaską Bożą.

Niech tych kilka pytań pozwoli nam zacząć ten czas najpiękniej: Jaką tożsamość chcę w sobie w tym czasie rozwijać? Kto ma być beneficjentem moich postanowień? Kogo pragnę nimi uszczęśliwić? Jakim będę w czasie Wielkanocnym?

Z najserdeczniejszą modlitwą za Was, kochani nasi Czytelnicy i Przyjaciele Przystani

Wasz zawsze blisko, choćby fizycznie daleko

Ks. Jarosław

… i nie wódź nas na pokuszenie

April 14, 2014 5:00 am

“Tak, jednej godziny nie mogliście czuwać ze Mną? Czuwajcie i módlcie się, abyście nie ulegli pokusie; duch wprawdzie ochoczy, ale ciało słabe.” (Mt 26, 36-42)

Pod wrażeniem odczytywanej wczoraj “Męki Pańskiej” wracam dzisiaj do modlitwy “Ojcze nasz”.
Bo tam, w Ogrójcu, podczas swojej wielkiej trwogi, Jezus pokazał nam, jak się nią modlić.
Wołał do Ojca, padł przed Nim na kolana, przyjął Jego wolę, choć była tak bardzo trudna. Mimo że sen i zmęczenie ogarnęło uczniów, i było na pewno dla Niego bardzo przykre, wybaczył im.

Jezus poprosił wszak swoich uczniów, aby przy Nim czuwali, aby byli z Nim, aby modlili się wraz z Nim. Oni jednak byli zmęczeni, chcieli odpocząć. I chociaż wszystko, co mieli zrobić, to czuwać, to ciało chciało zupełnie czego innego. Zastanawiam się, czy zostali wystawieni na pokuszenie?  Mieli trwać i czuwać. Zostali zaproszeni do czegoś dobrego, do towarzyszenia swemu Mistrzowi, ale i tam wdarła się słabość i pokusa. Nie wytrzymali.

Odczytuję tę prośbę “i nie wódź nas na pokuszenie” (w tym tłumaczeniu) również jako prośbę, aby Bóg oszczędził nam tak trudnych i ciężkich chwil, jakich doświadczali uczniowie Chrystusa. Bo ciała nasze słabe. Niestety.

Dorota

zawsze jest ktoś

April 11, 2014 9:29 am

To już ostatni piątek przed Wielkim Tygodniem. W czytaniach gęsto od opisów sytuacji, w których Pan Jezus naprawdę ma kłopoty. Oskarżany, odrzucany, Jego słowa – jak grochem o ścianę. Rozpoczyna się, po ludzku patrząc, “wielkie fiasko”. I Jego droga ku całkowitej samotności.

I kiedy myślę ostatnio o tym opuszczeniu, o niemożności zakomunikowania innym, w jakiej otchłani się znajduje – a wiemy przecież dobrze, jak może izolować cierpienie – zaczynam widzieć wokół Niego ludzi. Nie ma Piotra, Andrzeja i innych, z którymi związał blisko swój los, nie ma Judasza, który zdradził. Ale na drodze krzyżowej jest Matka, Weronika, Szymon, płaczące kobiety. I nawet pod krzyżem – znowu Matka, ukochany Jan, Maria. Jednak czyjaś kochająca i wierna, choć na swój sposób bezradna, obecność. I w nich jakieś zapewnienie, że nie da się stracić wszystkiego, nawet gdyby się nam wydawało, że w bywamy kompletnie ogołoceni.

Koleżanka napisała mi ostatnio w liście: “zawsze jest ktoś”. Nigdy nas Pan Bóg nie zostawia samych jak palec. Zawsze jest ktoś, choć czasem zauważamy tylko tych, których fizycznie czy psychicznie z nami akurat nie ma. I zawsze jest On. Najbliżej. I zapewnia, że z Nim nigdy nic się nie kończy, zawsze dopiero zaczyna.

M

wielki(e) post(anowienia)

March 10, 2014 5:00 am

“Proszę Was, nie róbcie żadnych postanowień na Wielki Post. Bo albo będziecie od początku sfrustrowani, gdy Wam nie będzie wychodzić, albo dumni z siebie, gdy się będzie udawać. Ale w obu przypadkach bohaterem Postu będę ‘ja sam’. I nie otworzę się na to, co przygotował dla mnie Bóg. A to On jest pierwszym, który wkłada na siebie wór i kładzie się w popiele, żeby w końcu do nas dotrzeć ze swoją miłością.”

Jakże radykalnie. To z homilii ks. Rafała Chruślińskiego, współbrata Kapitana Przystani, w czasie Mszy św. na spotkaniu naszej wspólnoty w ramach Ogniska Świętej Rodziny.

Moje serce podąża bardzo za tym słowem. Nic tak mocno nie zmienia, jak przyjęta miłość. Odkryta tożsamość poszukiwanego dziecka, bezgranicznie kochanego, zrozumianego, wspartego i podnoszonego ze słabości gestem Ojca, Brata, Przyjaciela – uwalnia w nas pokłady miłosierdzia, czułości, dobroci, do których jakoś próbujemy rozmaitymi postanowieniami dotrzeć. “Nie będę krzyczeć, nie będę robić przytyków, nie będę mieć pretensji…” Z naciskiem na “nie”, zwiastującym od razu fiasko założeń.

Pozwolić Mu się do nas zbliżyć. Choć w praktyce nie będzie to wcale bezwład, bo by pozwolić, trzeba się z Nim bardziej serio spotkać. Znaleźć czas, by zadać pytania. Dać się odkryć. Dać się uleczyć. Dać Mu pole do działania, bo sam zbyt delikatny, by je sobie brać, gdy nie chcemy. Bo szanuje naszą wolność. Przyjąć innych z ich słabością, poznawszy własną. Przekazać dalej dotyk Jego miłości. A kto wie, co jeszcze.

“A jeśli już musicie, niech to będą postanowienia pozytywne…”

M