Spotkanie "Jedynki" i "Dwójki"

August 3, 2015 8:47 am

Niezwykłe było to zakończenie, bo spotkały się razem dwie grupy: po „Jedynce” i po „Dwójce”. Była to znakomita okazja do opowiedzenia „młodszym”, jak bardzo życie zmienia się po Programie. Akcentowano ogromną wartość nie tylko praktycznego podejścia do zagadnień, ale także i zadań domowych – nie do przecenienia. To one stwarzają z jednej strony możliwość wracania do treści, a z drugiej pomagają na nowo przeżywać radość z pracowania nad rozwojem swojej relacji.

Miło było słuchać pochwały znakomitej organizacji, chwytającej za serce troski o szczegóły, o jakość materiałów, o smaczne posiłki i o porządek całości. To ogromna zasługa Ani i Armina, a także ich miejscowych pomocników oraz cichych współpracowników z bliska i daleka, którzy zatroszczyli się, żeby wszystko zostało wydrukowane i przesłane na czas. I choć ciągle jeszcze nie doczekaliśmy się tutejszego duszpasterza, który chciałby i mógłby się włączyć, to udało się spotkać z ks. Biskupem diecezji Paisley, Johnem Keenanem, i ks. Nicholasem – odpowiedzialnym w Diecezji Glasgow za duszpasterstwo rodzin. Nasze spotkanie ma mieć kontynuację. Wierzymy w to mocno, że jeśli Święta Rodzina będzie sobie tego życzyć, to i tu powstanie kiedyś Jej Ognisko. Na razie rośnie liczba małżeństw, które z nowym entuzjazmem i nowymi strategiami wróciły do siebie, by realizować swoje powołanie jeszcze piękniej.

Z pamięcią o wszystkich uczestnikach Programów, którzy nas wspierali modlitwą

Ks. Jarosław

Ps. Dziś zaczyna się Program 1 w Family House of Prayer, w Craig Lodge, w języku angielskim. Potrwa cały tydzień. Prosimy o pamięć.

IMG_20150802_171700

IMG_6175

IMG_6159

Key Largo

July 26, 2015 10:06 am

Udało mi się odwiedzić ks. Edwarda Olszewskiego, Polaka i Amerykanina: urodzonego w USA, ale z polskich rodziców i w sercu zawsze Polaka. Korzystając ze swojego amerykańskiego pochodzenia i paszportu, w czasach komunistycznych pośredniczył w przekazywaniu informacji z Polski do Watykanu i z Watykanu do Polski. Oddany przyjaciel ks. Peszkowskiego. Przez wiele lat był proboszczem parafii św. Justyna w Key Largo. Jest też budowniczym najpiękniejszego i największego kościoła na Keys – jak tu mówią Cathedral on the Keys.

Tu stawiałem pierwsze kroki w duszpasterstwie w USA, wymieniając na miesiąc przez kilka lat z rzędu ks. Proboszcza, który dzięki temu mógł także wybrać się na swoje wakacje. Tu sprawowałem pierwszy raz Mszę św. w języku angielskim i tu były moje pierwsze kazania całkowicie czytane z kartki. Nie mówiąc o ogromnej tremie przy słuchaniu pierwszych spowiedzi (musiałem prosić za każdym razem, żeby mówili wolno i wyraźnie i bez ozdobników 🙂 ) czy pierwszy raz błogosławionym małżeństwie. Moi „parafianie” byli bardzo wyrozumiali i zawsze serdecznie wspierający.

Przyjaźnie z tamtych lat przetrwały do dziś i jeśli tylko jest taka okazja, staram się odwiedzić i przywołać wspomnienia z tamtych lat. Nie dzieje się to często, więc tym bardziej wizyta jest pełna wspomnień.

Dziś ks. Edward jest już na emeryturze. Mieszka samotnie w osiedlu (za dwa lata i ja mogę się tam wprowadzić) domków podobnych sobie staruszków. Ma w swoim domu kaplicę i – jak to lubi powtarzać – nie mieszka sam, tylko z Panem Jezusem. A dom jest oddany Matce Bożej.

Pamięta bardzo naszą Wspólnotę, którą odwiedził kilka razy. Towarzyszy nam bardzo swoją modlitwą i cieszy się bardzo, że wybraliśmy najważniejsze dzieło w Kościele – służbę rodzinom.

Zawsze z pamięcią o Was

Ks. Jarosław 

IMG_5930

IMG_5932

IMG_5943

IMG_5945

Wizyta w kinie

July 18, 2015 5:00 am

To taka moja własna „recepta” na jetlag: nawet jeśli przylatujesz dość wcześnie, nie kładź się na żadną drzemkę, bądź aktywny do późna – tak, żeby się położyć już naprawdę solidnie zmęczonym. Wtedy się budzisz następnego dnia już w swoim „nowym” czasie. Elementem tej strategii jest często pójście do kina, żeby pozostać do późna przytomnym. Oczywiście lepsze jest kino akcji niż melodramat. Akurat trafiłem na “Terminatora”, który w tych dniach wszedł do kin.

Ale nie będzie recenzji filmu. Tylko kina. A raczej nowych obyczajów, które docierają także do nas. Trudnych i dla mnie nie do zaakceptowania. Zachowań, które zaczynają być wszechobecne i wydaje się, że nikt z nimi nie zamiaru nic robić. Choć z innymi rzeczami zrobić coś można.

Zanim obejrzymy film, mamy okazję zobaczyć mnóstwo zapowiedzi, a potem przez dłuższy czas podawana jest informacja o tym, jak się zachować w sytuacji, gdyby się coś działo – gdzie jest wyjście normalne, gdzie ewakuacyjne – oraz o tym jak bardzo przeszkadza używanie telefonów komórkowych, nawet jeśli służą tylko do wysyłania wiadomości tekstowych. Jest więc trochę o savoir-vivre właściwym dla kina. Ale nic się nie mówi o tym, jak poza tym w kinie trzeba się zachować.

A piszę o takim widoku, który zostaje po widzach. To były młode dziewczyny. Jeszcze nastolatki. Chciałoby się powiedzieć, że to tylko w Stanach, ale niestety to trafia także do nas. A szkoda.

IMG_5821xj

Wisełkowe rekolekcje

June 30, 2015 8:31 am

Mają swoją tradycję, rytuały, niespodzianki i własny styl. Tak jak dzień, kiedy się wszyscy przedstawiają. Jest trochę rodzin, które przyjechały po raz pierwszy albo drugi, i trochę weteranów, którzy już nie potrafią się doliczyć, ile to już razy.  Tak się wzajemnie uzupełniają, dzieląc między sobą entuzjazm „nowicjuszy” i doświadczenie „stałych bywalców”, co to o Wisełce wiedzą już wszystko: gdzie najbliżej samochodem na plażę, jeśli Wasze dzieci są jeszcze w pieluchach, gdzie na rower z nastolatkiem, gdzie na lody czy do jakiej kawiarni zabrać żonę na dialog małżeński.

Kiedy się jednak słucha naszych wolontariuszy, Sług Wesela, to dopiero wtedy uświadamiamy sobie, czym stała się Wisełka dla naszych rodzin. „Przyjeżdżam tu od poczęcia”, „przeszłam/przeszedłem wszystkie grupy, teraz jestem wolontariuszką/wolontariuszem”, „to już szósty raz na wolontariacie”.

Dla najmłodszych zaś to najbardziej wyczekiwany czas w roku. Wakacje = Wisełka. I nie bardzo można im wytłumaczyć, że w tym roku pojedziemy gdzieś indziej. Mają tu swoje miejsca, swoje przyjaźnie, swoje „ciocie” i „tajemne” miejsca spotkań. W tym roku Rycerze św. Józefa otrzymali nową warownię rycerską, której wznoszenie oglądaliśmy na blogu. Radość na ich twarzach wynagradza każdy trud podjęty po to, by stało się to możliwe.

Dziś ognisko, a od środy intensywny czas rekolekcji. Wszystkich „Wisełkowiczów” prosimy o wsparcie modlitewne.

Ks. Jarosław 

IMG_5700

Budowa Warowni Rycerzy w obrazkach

June 9, 2015 3:01 pm

A było to tak:

Anna miała marzenie o nowej Warowni Rycerzy.

Oczyma wyobraźni widziała ją tu:

 

1

Powstały więc plany, ekipa się zebrała i …. robota ruszyła

_DSC8326

_DSC8378

_DSC8073

S1680033

_DSC8716

_DSC8067

W międzyczasie stara baza Rycerzy musiała ulec zdematerializowaniu 🙂

IMG_7975

IMG_7998

IMG_8058

unnamed

A nowa Warownia rosła, rosła i rosła

 

IMG_8069

IMG_8056

IMG_8023

IMG_8073

IMG_8155

IMG_8032

_DSC8702

I tak minął budowy dzień pierwszy 🙂

Następnego dnia pozostał już tylko “biały montaż” 🙂

_DSC8842

IMG_8273

_DSC8894

3

I tak minął budowy dzień drugi.

Pozostało już tylko odebrać “dzieło”.

Ostatnia kontrola, czy zgodne z planami 🙂

S1680038

I na koniec poświęcenie oraz wielkie otwarcie 🙂

IMG_8373

Specjalne podziękowania dla “Ojców Projektu”

IMG_8408

Wciągnięcie chorągwi

DSC_0657

_DSC9116

I tak minął dzień trzeci – dzieło zakończone. Niech służy Rycerzom Św. Józefa 🙂

IMG_8421

 

2015-06-07 09.52.08

 

od kuchni

June 7, 2015 5:00 am

Można by pomyśleć, że podczas tych wyjazdów w okolicach Bożego Ciała, gdy co roku powstają coraz nowsze i bardziej skomplikowane budowle, które służyć mają dzieciom w zdobywaniu nowych umiejętności i cnót, pracują tylko nasi mężowie, czyli dzielni ojcowie. Takie było też i moje założenie – mój mąż jedzie do pracy, a ja będę piła kawę i nadrabiała zaległości towarzyskie.

No i właściwie wszystko się zgadza – towarzystwa nie muszę szukać –  jest zapewnione na kilka godzin dziennie przy… zmywaku. Zjechało się nas tu w końcu 146 osób, co daje w końcowym bilansie dnia 584 talerzy do umycia, 438 szklanek, 1460 sztućców, oprócz tego wazy, dzbanki na herbatę, maselniczki, miseczki, salaterki, podstawki. Umycie zastawy stołowej po każdym posiłku zajmuje więc ładnych kilkadziesiąt minut i bez miłego towarzystwa byłoby to jedno z bardziej przykrych zajęć 🙂 Inne żony towarzystwo znajdują przy garze, obierając 50 kg ziemniaków i 30 kg marchwi. Jeszcze inne „zarywając” noc, tak jak ja w tej chwili, przygotowując na jutrzejszy pożegnalny obiad 30 kg mięsa na pieczeń.

Te cztery dni to też wyjątkowy czas dla wszystkich mam – wszystkie uprawiają jogging. Gdy już ogarną prace porządkowe po posiłkach i w pośpiechu wypiją kawę, a żeby się wyrobić do obiadu, bo obiecało się przecież dzieciom wyjście na plażę, to najpierw trzeba obiec teren ośrodka, żeby odnaleźć swoje latorośla (marzeniem niejednej mamy został pies pasterski, który by zagonił wszystkie zbłąkane dzieci w jedno miejsce), no a później te długaśne na plażę i na lody spacerki 🙂

A na koniec dnia, gdy mężowie po ciężkim dniu pracy, w ramach zasłużonego odpoczynku po ciężkiej pracy, oddają się emocjom stosownym fanom piłki nożnej, kibicując Barcelonie albo tym drugim 😉 – drogie żony układają, ogarniają i doprowadzają do porządku dziatwę.

I tylko nie wiem dlaczego, gdy wieczór nastaje, zmęczona jestem (i wszystkie żony pozostałe), jakbym pół warowni sama postawiła, a przecież tylko piłam tu kawę 🙂

Dorota

unnamed

zdjęcie (1)

zdjęcie (2)

I have a dream…

June 6, 2015 5:00 am

Jak to ma wyglądać?

Od tego pytania zaczęła się tegoroczna przygoda z budową Warowni Rycerskiej w Wisełce.  Termin znany już od dwóch lat. Wiadomo – weekend po Bożym Ciele spędza się w Wisełce, bo tam się buduje. Na początku plac zabaw w kształcie statku (pewnie dalekomorskiego;)) potem Gród Drużyny, bo już żal było patrzeć, a w tym roku Warownię Rycerską.

Jak ma to wyglądać? Przed oczami wyobraźni stanął mi mur warowny, wysoki, mocny,  Po murach maszerujący wartownicy, jakieś księżniczki zamknięte w wieżach, by tradycji rycerskiej stało się zadość 😉  A w środku plac ćwiczebny i sala rycerska w której nauki pobierać można…

I to się dzieje. Zjechali się z całej Polski: z Warszawy, Olsztyna, Katowic, Chojnic i Wrocławia. Mężowie do budowy, żony i dzieci jako wsparcie moralne i zaplecze kulinarno-kawowe.

Widzę ich, piłują deski, noszą drewno i specjalizują się we  wbijaniu gwoździ ( nie tylko w podeszwy 🙂 ). Humanista nowy fach zdobywa i głównym młotkowym zostaje. Bankowiec gwoździe liczy, a informatyk piony sprawdza. Tylko geodeci i architekci zostali przy zawodzie wyuczonym…

Bilans dnia: dwie przebite podeszwy, cztery wieże, część podestu  i muru, prawie sto pięćdziesiąt szczęśliwych choć spracowanych i mocno niedospanych osób.

C.d.n.

Anna, Gospodyni (Domu Świętej Rodziny w Wisełce [przyp. red.])

11336863_10205297385088875_8739919676068073325_o

11406238_10205306884526355_8145993250910137298_o

11235461_10205306884806362_2042616897594069488_o

11109291_10205306895286624_6884297187321949232_n

11103220_10205307694626607_9216963716703710361_o

Program 1 w Austrii

May 26, 2015 4:28 am

– choć dla par z Niemiec. Dziś przekraczanie granicy przebiega niezauważalnie. Po prostu w którymś momencie drogi jest informacja, że jesteśmy już w Austrii. Ale przecież jeszcze kilka lat temu tu była formalna granica. Dla ludzi, którzy mówią tym samym językiem i używają tej samej waluty, jest to o wiele bardziej naturalne.

Mamy więc Program w Austrii, w przepięknym domu rekolekcyjnym w Kufstein (Exerzitienhaus-Maria Hilf, prowadzonym przez Misjonarzy Najdroższej Krwi), bo jest tu kapłan, który od dłuższego już czasu wyrażał zainteresowanie naszym Programem, ale nie było innej okazji do zapoznania się z nim. Najlepszym rozwiązaniem było więc zorganizowanie tego Programu u niego, żeby mógł się spokojnie jemu przyjrzeć i jednocześnie zacząć go z parami, które mogłyby w przyszłości służyć jako pary trenerskie.

Spotkaliśmy się niedzielę wieczorem, żeby się troszkę poznać. Mogłem przedstawić bardziej szczegółowo nasz Program, poznać uczestników i spędzić czas razem.

Wszystko wyglądało na to, że będzie to bardzo spokojny Program dla czterech par, z których dwie są pięć lat razem, a pozostałe dwie 25 i 33 lata razem. W czasie pierwszej konferencji okazało się jednak, że wykład w języku angielskim (materiały szczęśliwie zostały przetłumaczone na niemiecki) sprawia pewne trudności i trzeba było szybko się przestawić na mówienie krótkimi odcinkami, żeby można było je tłumaczyć na niemiecki. Tłumaczenie się podjął jeden z uczestników Programu i czasem trzeba było ustalać, co dokładnie znaczy to pojęcie. Nie ma to jak wyzwania.

Warsztat prowadzony przez Nicolę i Tobiasza w obecności ks. Ryszarda wymagał z kolei ode mnie zajęcie się dwójką małych dzieci – Alexandrem (adoptowanym przez nich chłopcem z Syberii) i Antoniną (córeczką jednego małżeństwa), którymi w czasie wykładu opiekowała się Nicola. Dobrze było wrócić do roli niani, choć był to raczej czas na aktywne uczestniczenie w zabawie aniżeli tylko troski o to, żeby im się nic nie stało. Była więc i zabawa w chowanego i zabawa w chowanego, i … zabawa w chowanego. Dzieci bowiem mogą powtarzać w nieskończoność te same schematy. Podobnie jak zabawa w gonienie jedno drugiego. Przy czym oni byli jedno, a ja drugie. 🙂

Program mamy rozłożony na trzy dni, po dwa tematy dziennie. To daje nam trochę oddechu i nie musimy się spieszyć. Wieczorem był  też czas na spokojne podsumowanie dnia i wyciągnięcie wniosków.

Bardzo prosimy o wsparcie, bo Wasza modlitewna obecność tutaj pomoże nam w pełni odpowiedzieć na potrzeby uczestników.

Z serdeczną pamięcią o Was

Pater Jarek 

IMG_5460

IMG_5464

IMG_5466

Odwiedziny w Bazylice

May 19, 2015 11:17 am

Należą już do naszej tradycji. Jak tylko przyjeżdżam do Meksyku, to zaczynam od wizyty u Matki Bożej i zaraz po Programie udaję się tam również. Zawsze jest tyle intencji do powierzenia Jej sercu. Jakoś już jestem też w Bazylice rozpoznawany przez zespół pracowników, zatem wiedzą, że proszę zawsze o kaplicę nr 5 (to ta, która jest dokładnie na wprost Obrazu) i że po Mszy św. o chwilę na dziękczynienie w prezbiterium, najbliżej jak można Jej wizerunku.

Bywałem tu o różnych porach: i wcześnie rano i późno bardzo w nocy, i w różnych porach dnia, i zawsze, zawsze jest u Matki Bożej ruch. Najbardziej wzruszające są odwiedziny młodych rodziców, którzy przychodzą przedstawić Matce Bożej swoje maleństwa. To przecież w końcu bardzo krótka wizyta, ale widać jaką wagę do tego przywiązują, żeby Matka Boża mogła zobaczyć ich dzieci i pobłogosławić.

Jak już jestem u Matki Bożej, to zostawiam Jej Was wszystkich i wszystkie Wasze intencje. I proszę Ją, żeby była z Wami. I choć nigdy nie udaje mi się powiedzieć wszystkiego, zostawiam Jej swoje serce, żeby wysłuchała tego, czego się powiedzieć nie da. A w nim – Was wszystkich.

Z najserdeczniejszą pamięcią

Padre J. 

10422254_10155568499785710_5678706272644603124_n

21724_10155568499365710_2238767779147774937_n