pocztówka z Indii

March 13, 2012 6:30 am

Hinduski poeta Kabir (1440-1518) mówi w wierszu, że często mamy nadzieję w którymś momencie spotkać Boga. Jak mało jednak pamiętamy o tym, że ten moment dokonuje się przy boku osoby, która jest obok nas! Ileż prawdy jest w stwierdzeniu, że często szukamy Boga, ale nieczęsto mamy świadomość tego, że mieszka w każdej osobie, którą spotykamy! “Czy nie wiecie, że ciało wasze jest świątynią Ducha Świętego?” (1 Kor 6, 19-20)


Cieszę się, że zanim przeprowadziłem się do Chennai, gdzie mieszkam teraz, całe życie spędziłem w Kalkucie.

Miałem sposobność odwiedzić Wrocław i bardzo podobało mi się i miasto, i ludzie. Gdy ludzie w Polsce pytali mnie, skąd dokładnie przyjechałem, niemalże nikt nie słyszał o Chennai! Niektórzy nie znali nawet New Dehli, które jest dla Indii tym, czym Warszawa dla Polski. Zachwycało mnie jednak, że wszyscy słyszeli o Kalkucie. Oczywiście głównie z powodu Matki Teresy – wspaniałej zakonnicy, która poświęciła swoje życie Jezusowi, którego widziała w każdym człowieku! „Każdy z nich to Jezus w przebraniu” – tak mówiła o ubogich i pogardzanych, którym niosła światło.

Jako młody chłopak miałem okazję spotkać ją kilka razy. Zachowałem w pamięci moment, gdy po raz pierwszy ujrzałem tę świętą siostrę. Siedziała na podłodze w kąciku kaplicy Misjonarek Miłości. Z ulicy dobiegał szum – klaksony aut, hałas przejeżdżających tramwajów, rzężenie uruchamianych ponownie silników. Ona jednak była pogrążona w modlitwie. Dziś w miejscu, gdzie siadywała, znajduje się jej figura.

Kończę tymi kilkoma myślami: oby udało się nam widzieć Boga w każdym, kogo spotkamy w tym tygodniu i podjąć dialog z Bogiem właśnie w tym danym nam momencie spotkania. Dobrego tygodnia!

Joseph

Czas dla nas

March 12, 2012 6:00 am

No właśnie. Jak pielęgnować naszą miłość? Między innymi dbając o czas dla nas. Tylko jak znaleźć ten czas, gdy wychodzi się wcześnie rano i wraca późnym wieczorem? Oczywiście pozostaje jeszcze zawsze przysłowiowe „pięć minut” pod koniec dnia. Niestety wtedy nadajemy się jedynie na szybką rewitalizację i owe “pięć minut” bardzo łatwo – prawie samoczynnie – się marnuje.

Jednak znalazłem pewien sposób. Zacząłem bronić czasu dla ukochanej żony w swym sercu. Wystarczy w pogoni zajęć i obowiązków skierować myśl ku tej osobie, której nie ma koło nas fizycznie, ale która przecież jest tak blisko. Po co byłaby nasza praca, nasze wysiłki, pokonywanie trudności, gdyby nie powroty w ramiona, które na nas czekają? I te powroty są zupełnie inne, gdy w ciągu dnia kilkakrotnie, choćby przez parę sekund, uświadomimy sobie i pozwolimy „poczuć” naszą wzajemną miłość.  Taki „myślowy” sms do żony będzie przez nią odebrany. Zwłaszcza, gdy zostanie dopełniony uśmiechem, miłym słowem i gestem po powrocie do domu. Wtedy okazuje się, że owe „pięć minut” wieczorem zdecydowanie trudniej zmarnować.

Z tych „sms-ów” oraz niezmarnowanych wieczornych “pięciu minut” rodzi się z kolei siła, by wywalczyć może jeden wieczór w tygodniu, może choć jeden dzień w miesiącu… tyko dla nas, by karmić naszą miłość.

nowy gadżet

March 10, 2012 8:10 am

Zmogła mnie gorączka, taka, że ani ręką, ani nogą. W pokoju naszego synka, który od zawsze służy chorującym za izolatkę, jest tak, że leżąc w łóżku patrzy się na ogromne lustro na przesuwanych drzwiach szafy wnękowej, a w nim odbija się okno. Poza brudnymi szybami, o których pisałam wcześniej, widzę jak przesuwają się chmury po już wiosennym błękicie. Mogę tak wpatrywać się w ten ruchomy obraz, jakbym oglądała najciekawszy program. Co przypomniało mi ten, znaleziony kiedyś na FB, rysunek Michalea Leuniga.

Jeśli niebo daje tyle, to ile więcej daje wpatrywanie się w niebo przez “N”? Ile sprawia prosta “bezczynność” modlitwy?

Oferta

March 7, 2012 6:00 am

Dzień rozpoczął się od telefonu w sprawie Internetu.

– Nie jestem zainteresowany – odpowiedziałem.

– Ale dlaczego, to naprawdę…

– Nie, dziękuję.

Chwilę później znalazłem oferty jakichś kursów w domowej skrzynce mailowej. Czas leci – trzeba do pracy. Tam wita mnie list z propozycją kredytową pewnego bardzo upartego banku. W trakcie obsługiwania klientów – znowuż telefonicznie – przedstawiono mi ofertę mobilnego Internetu oraz, po jakimś czasie, nowego abonamentu telefonicznego. Czas, jak to w pracy – szybko biegnie. Udaje mi się jeszcze odmówić super wyprzedaży nici chirurgicznych oraz zrobić porządek w firmowej skrzynce mailowej. Tam czekały na mnie reklamy pewnych zegarków, tabletek, których nazwy wymieniał nie będę oraz bielizny damskiej. Udaje mi się wreszcie wyjść do domu.

Na furtce czeka jedna gazetka, na ziemi druga, a w skrzynce trzecia. To przegląd półek okolicznych hipermarketów. Nieźle zdenerwowany takim nieekologicznym podejściem, wchodzę do domu i co znajduję na szafce z butami? Oczywiście ulotkę! Tym razem super łatwej do uzyskania pożyczki oraz ofertę pewnej pizzerii (czyli dzieci zdążyły już trochę tego z ziemi przed domem pozbierać…).

 Napawam się domowym ciepłem. Rodzinka razem je kolację, gdy:

– Przepraszam, czy rozmawiam z osobą decyzyjną w sprawie telefonu?

– Ale ja bardzo dziękuję.

– Ale dlaczego, pan nawet nie wysłuchał…

– Naprawdę nie jestem zainteresowany, dziękuję bardzo.

Myślę, że Czytelnik domyśla się, z jakim uczuciem w środku zabieram się za kąpiel rozbrykanej dziatwy. Zapowiada się wieczór małżeński, gdy:

– Dobry wieczór, chciałam zaprosić państwa na pokaz wspaniałej pościeli…

 A On czeka. W każdej minucie dnia pragnie spotkać się ze mną. Jednak nie narzuca się ani trochę. Czeka cierpliwie, bo kocha. Bezinteresownie.

Michał